Get your own Digital Clock

środa, 9 czerwca 2010

Analiza uczuć Uli i Marka cz.5 wg SWB

(od odcinka 132)

Po ostatnim niefortunnym spotkaniu w restauracji, na którym zostali przyłapani przez Paulinę, oboje czują się niezręcznie.
Seba postanawia pomóc przyjacielowi i następnego dnia pojawia się w pracy z zapasem różnego rodzaju biżuterii, którą Marek powinien, według niego, wykorzystać w stosownych momentach, obdarowując nimi Ulę. Wszystko po to, żeby nie musiał spotykać się z nią w miejscach publicznych i tych niepublicznych także, żeby nie musiał umawiać się na randki i uniknął w ten sposób niepotrzebnych stresów. Dobrzańskiemu jednak ten pomysł niezbyt się podoba. Nie jest przekonany, że takimi błyskotkami mógłby, w jakikolwiek sposób u Uli zapunktować. Kiedy wychodzi do sekretariatu widzi, że Ula nadal jest zdenerwowana, on zresztą także nie czuje się dobrze na wspomnienie tego niefortunnego spotkania. Próbuje ją przepraszać, ale to niewiele zmienia jej nastrój. Ula ma świadomość, że takie właśnie sytuacje zawsze będą się zdarzały, bo przecież jest Paulina, jego narzeczona… a kimże w końcu jest ona? Zawsze będą się kryli ze spotkaniami, zawsze trzeba będzie kłamać, oszukiwać… Nie potrafi się z tym pogodzić, ale przecież zrezygnować tez już próbowała i nic z tego nie wyszło.
„Wpadniesz do mnie na chwilę? Mam coś dla ciebie.” – Marek chce uspokoić ją, czy także własne sumienie? Ula jednak najpierw postanawia iść na lunch. Podczas jej nieobecności pojawia się Maciek z rozliczeniem Pro S i nieoczekiwanie spotyka Marka. Obaj nie darzą się sympatią, więc to spotkanie do miłych, na pewno nie należy. Dobrzański chce, żeby trwało ono jak najkrócej, więc proponuje, żeby Maciek zostawił na biurku Uli, dokumenty, z którymi przyjechał. Ten jednak nie daje się spławić. Można by powiedzieć, że nieobecność Cieplakówny jest mu nawet na rękę, daje bowiem szansę na rozmowę z prezesem.
-Słuchaj, widziałem was wczoraj. To nie wyglądało na służbową sprzeczkę.
Marek ignoruje to. Chce rozmawiać tylko o interesach.
-Słyszysz mnie?
-Słyszę, ale mijasz się z tematem.
-Mówiłem ci, żebyś dał jej spokój.
-A ja ci mówiłem, żebyś trzymał się tematu. Jedyne, co nas łączy, to biznes i tylko o tym będziemy rozmawiać. Jeśli w ogóle.
W tym momencie jednak, Marek nieopatrznie podnosi, leżące na biurku dokumenty i oczom obu ukazuje się kolia – jeden z prezentów od Seby, którą Marek zapomniał schować. Chwila konsternacji, w końcu Maciek odzywa się pierwszy.
-Co ty myślisz, że możesz ją kupić? Dasz jakiś prezencik i ona zrobi, co chcesz? Ona nie jest taka i pewnie już przejrzała na oczy.
Marek jest wściekły i chce jak najszybciej pozbyć się intruza ze swojego gabinetu.
-Przekażę Uli, że byłeś.
To spotkanie jest jednym z tych momentów, kiedy przyjaciele, biorąc inicjatywę w swoje ręce, w imię, jak najlepiej pojętej pomocy, tak naprawdę przyczyniają się do zapętlania relacji między Ulą i Markiem. Z jednej strony Sebastian, z drugiej Maciek, każdy wciska między nich swoje trzy grosze, sieje nieufność i podejrzliwość.
Ula przychodzi do gabinetu, przygotowana na to,że Marek ma dla niej jakąś pracę, ale jemu nie o to chodziło.
-Ula, chciałem ciebie bardzo przeprosić. Naprawdę nie chciałem, żebyś myślała, że jestem łajdakiem, że nie myślę o Paulinie…
-Marek, nie tłumacz się. Wszystko jest jasne..
-No właśnie – nie do końca. Sama wiesz, że ostatnio wszystko się komplikuje. Nawet nie zauważyłem, jak, kiedy. Ula, ja…
-Marek, nie wracajmy już do tego. Mówiłeś, że coś dla mnie masz, więc…
-Tak, tak…
Wtedy zauważa, że się nie zrozumieli, że ona myślała o jakiejś pracy, zadaniu.
-Ale nie, nie. Nie w tym sensie. Chciałbym dać ci coś w ramach przeprosin.
-Marek, ale nie musisz mnie przepraszać.
-Ale chcę.
Pospiesznie otwiera szufladę z prezentami od Seby, ale jakoś nie może zdecydować się na to, żeby któryś z nich jej dać. Znajduje książkę, którą dostał w gwiazdkowym prezencie od Pauliny i uznaje, że to będzie dużo stosowniejsze.
-Chcę, żebyś to miała. Proszę.
-”Cień gwiazdy”? – Ula jest zaskoczona.
-Masz?
-Nie.
-Ta książka…. dużo mi uzmysłowiła.
Niestety, w tym momencie Marek przedobrzył – ofiarował jej książkę, której treści zupełnie nie znał, za to wyraźnie dał jej do zrozumienia, że jest inaczej. Jakby tego było mało, wpisał jeszcze, wiele mówiącą, w ich sytuacji, dedykację :”Dla Uli, żeby uwierzyła, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje”.
Trzeba przyznać, że trochę Marek pogmatwał sprawę. Myślę, że intencje miał dobre – wiedział, że Ula musiała czuć się źle podczas tego niefortunnego spotkania w restauracji, zresztą i dla niego nie było to miłe i chciał jej to w jakikolwiek sposób wynagrodzić, zatrzeć złe wspomnienia, ale, jak wiele razy w odniesieniu do niej, kierował się impulsem, bez zastanowienia nad konsekwencjami, czy odbiorem. Zapewnił Ulę, że książka, którą jej ofiarował, wiele zmieniła w jego sposobie myślenia, ale przecież zupełnie nie miał pojęcia, jaką treść zawiera i nie zastanowił się, czy Ula nie zechce się do niej odwoływać, o niej rozmawiać (skoro, zgodnie z zapewnieniem – jest mu znana). Do tego ta dedykacja… No właśnie – to w ogóle wydaje mi się ciekawe. Ona jest tak wymowna, że jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie mógł być to tylko przypadek. „Nie wszystko jest takie, jakim się wydaje…” zdaje się mówić wyraźnie – tak, Ula jestem z Pauliną, ale… Ale co? Jemu tez zaczęło się wydawać, że ta bliskość z narzeczoną nie jest tym, czym wydawało mu się, że jest? Chce, żeby Ula też tak myślała?
Przecież mógł wpisać cokolwiek, a jednak „coś” podsunęło mu właśnie taki pomysł. Przy tym , był z siebie bardzo zadowolony…
Jednak, kiedy Ula wychodzi a pojawia się Sebastian, przychodzi opamiętanie. Znowu górę wzięło alter ego, a on … spanikował. Nie jest gotowy na to, żeby znaleźć odpowiedź, co się właściwie z nim dzieje w obecności Uli. Boi się odpowiedzi, czy uważa, że nie ma potrzeby zadawać sobie takiego pytania? Dopiero w rozmowie z przyjacielem, uświadamia sobie, co tak naprawdę się stało.
-I jeszcze ta dedykacja…
-No. Tak pokrętna, że aż genialna. Jesteś mistrzem.
-Jestem idiotą. W ogóle, czemu ciebie posłuchałem?
-Ja ci nie radziłem, żebyś dawał jej prezenty od Pauliny.
-Stary, ja nawet nie pamiętam autora, tytułu nawet nie pamiętam. […]. Ty mnie w to wpakowałeś.
-Miałeś dać jej błyskotkę.
-A tam, błyskotka, tak. Fiuu i tyle bym ja widział. Błyskotki by ją tylko obraziły, albo odstraszyły.
-Za to prezent od narzeczonej, to… Za bardzo się z nią cackasz, przyjacielu.
Ostatnie stwierdzenie Sebastiana jest dość wymowne i w pewnym sensie obrazuje niezwykłość relacji Marka z Ulą, bo ona, to nie przygoda, jakich wiele było w jego życiu i nie ktoś, kogo chciałby tyko zbyć, wykonując jakieś tanie gesty.
Pojawia się Paulina, gotowa do wyjścia na lunch. Kiedy zatrzymują się w sekretariacie, Uli nie ma, ale na biurku leży otwarta książka i tylko błyskawiczna reakcja Marka sprawia, że Paula jej nie zauważa. Pod pretekstem zostawienia Uli wiadomości, Dobrzański pozbywa się Pauli, natomiast, kiedy wraca , cała rozpromieniona Cieplakówna, zwraca jej uwagę, że „W pracy pracujemy, a nie czytamy” a zalotnym szeptem dodaje jeszcze, że „Najlepsza jest przed snem. Uwierz mi”.W ten sposób, nieświadomy niczego, zalicza kolejną wpadkę, bo Ula już przynajmniej częściowo wie, jaka jest treść książki i znowu jego sugestię odbiera dość jednoznacznie. Zresztą, trudno, żeby było inaczej.
Marek wracając z Paulą do domu jest jakiś zamyślony, jakby nieobecny. Na jej pytanie odpowiada, że myśli o książce, która od nie dostał. Wprawia ją tym stwierdzeniem w niemałe zaskoczenie.
-”Cień gwiazdy”? Ty ją przeczytałeś?
-Zacząłem.
-I co? Wciągnęła cię? Marek, to jest najpiękniejsza powieść o miłości, jaką kiedykolwiek czytałam.
-O miłości? – te słowa działają niczym kubeł zimnej wody. Dociera do niego, że pogrążył się tym prezentem bardziej, niż sądził.
-Kochanie, wiem, że to nie są twoje klimaty, ale zobaczysz – nawet taki twardziel, jak ty się wzruszy.
Jest zdenerwowany, spanikowany, nie wie, jak odbierze tę książkę Ula i co sobie pomyśli. Tymczasem ona, czyta wszędzie, gdzie się da- w bufecie, windzie, na ulicy. Nikogo nie widzi, nikogo nie słyszy. Jest pochłonięta bez reszty.
Wieczorem dzwoni do Marka, leżącego już w łóżku. Trochę speszona, trochę niepewna, pyta :
-Cześć, dzwonię, bo już kończę książkę i… ja nie wiem, jak to rozumieć.
-Ale co?
-No…, to jest o nas.
-Ula…
-Marek, nie wiem, co o tym myśleć, wiesz?
Marek widzi, przysłuch.ującą się rozmowie Paulinę, więc trochę zmienia ton.
-Ja też nie wiem, co z tym zrobić, bo przecież…
-…przecież nie pójdziemy na truskawki.
-Słucham? Nieee, no wiesz, właściwie, dlaczego nie.
Tym razem , Ula wpada w przerażenie.
-No bo…
-Jutro?
-Ale na truskawki?
-No, to umówieni.
Marek postanawia dowiedzieć się, o co mogło chodzić Uli z truskawkami i przepytuje o to Paulinę. Takiej odpowiedzi jednak chyba się nie spodziewał…
Kiedy nazajutrz pojawia się w biurze i dostrzega pracującą już Ulę, ogarnia go panika. Przez chwilę nawet waha się, czy wchodzić, a kiedy już się na to decyduje, wyraźnie unika bliższego kontaktu z nią. Zupełnie odwrotnie niż ona, która wodzi za nim rozmarzonym wzrokiem i w końcu postanawia z nim porozmawiać.
-Marek, to nasze spotkanie jest aktualne?
-Ale… w sensie truskawki?
-Znaczy, truskawek jeszcze nie zorganizowałam, ale pomyślałam sobie, że może tym razem moglibyśmy pojechać do mnie, bo tam nikt nam nie będzie przeszkadzał. A, nie obraź się, ale tym razem wolałabym uniknąć przypadkowych spotkań. No, chyba, że nie chcesz?
-Nie… To znaczy, jasne, że chcę. To jest doskonały pomysł.
Jest zdenerwowany i wystraszony. Dlaczego się nie wycofał, dlaczego czegoś nie wymyślił? Przecież, gdyby zrobił to umiejętnie, Ula na pewno zrozumiałaby. Mam wrażenie, że walczą w nim sprzeczności – boi się tego bliższego kontaktu, rozwoju tej znajomości, a jednocześnie, nie wiedząc dlaczego, brnie w nią, bo tego chce. Czasem wydaje mi się, że jego złość, zdenerwowanie jest skierowane przeciwko sobie samemu, bo sam siebie nie rozumie. Nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Jeszce nigdy niczego takiego nie czuł, nigdy wcześniej nie miał takich dylematów. Jednak wszystkie wcześniejsze, nieskomplikowane znajomości były tylko przygodą, rozrywką bez zobowiązań, a tym razem, coś mu mówi, że jest inaczej. Czy tylko dlatego, że Ula wyznała mu, że się w nim zakochała i on teraz nie chce jej zranić? Czy tylko weksle są w tym ważne? A Klaudia? Przecież także go kochała. Wiedział o tym. Też mógł się obawiać, że swoimi nieobliczalnymi zachowaniami sprawi w końcu, że dowie się o wszystkim Paulina, a jednak nie przejmował się nią. Wszystkie gesty, które w stosunku do niej wykonywał były tylko marnymi gierkami, nie zastanawiał się ani nad jej uczuciami, ani nie brał pod uwagę dalszego rozwoju tej znajomości. Nie zabiegał o to, żeby miała o nim jak najlepsze zdanie…
Ula jest mile zaskoczona jego odpowiedzią.
Marek jednak musi o tym wszystkim komuś powiedzieć, a komu, jeśli nie Sebastianowi?
-No to jest z tej nieszczęsnej książki, której oczywiście nie czytałem, tak?
-Nie, no oczywiście. Po co miałbyś czytać książkę, która dostałeś od Pauliny. Lepiej dać ją Brzyduli. No nie patrz tak na mnie. Ja ci proponowałem bezpieczny zestaw prezentów. Przynajmniej byś nie musiał się zastanawiać , o co chodzi z tymi truskawkami.
-Stary, najgorsze jest to, że ja właśnie wiem, o co chodzi z truskawkami.
-O co?
-Pamiętasz „Dziewięć i pół tygodnia”?
-Aha.
-No to tam była taka scena przy lodówce, gdzie też się raczyli truskawkami.
-Nieee…
-Tak.
-Serio?
-Tłumaczę ci, o co chodzi w tej cholernej powieści. Seba, przecież to jest niemożliwe. Ula chyba nie potraktowała tego poważnie, co?
-No nie wiem. Może ona myśli, że dałeś jej powieść z kluczem?
-Z kluczem?
-No wiesz, że tak naprawdę kochasz się w niej na zabój, a twój związek z Pauliną, to są czyste konwenanse.- Przerażenie malujące się na twarzy Marka potęguje się z każdym wypowiedzianym przez Sebę słowem. – To jest powieść dziewiętnastowieczna, tak?
-Tak, a co?
-Mówię ci, ona wierzy, że to jest prawdziwy związek.
-Jaki związek?
-I chce go skonsumować, truskaweczko. […] Ja ci mówię, że to jest jedyny powód, dla którego ona jeszcze nie zniknęła na horyzoncie razem z twoim wekslem.
Marek nie może sobie znaleźć miejsca, nie wie, co o tym wszystkim sądzić i, co będzie dalej. Jak na ironię, wracając do siebie, spotyka Maćka i jest to ostatnia osoba, którą chciałby teraz widzieć. Po tym, jak Maciek stwierdza, że przyniósł Uli dyspozycje i położył je na biurku, ponieważ jej nie ma, dochodzi między obydwoma do niezbyt miłej wymiany zdań. Podenerwowanie i niepewność Marka rośnie jeszcze, kiedy wraca Ula. Stawia na biurku torbę z zakupami, na których była z Kingą. Dobrzański opiera się o biurko i niechcący zrzuca torbę, z której wypada zawartość – bielizna.. Oboje są speszeni, ale on, dodatkowo nabiera pewności, że Ula rzeczywiście „truskawkowe” spotkanie traktuje bardzo poważnie. Opowiada Sebastianowi o swoim odkryciu i naturalnie oczekuje jakiejś rady, tylko sam chyba nie wie, co, tak naprawdę chciałby usłyszeć.
-Marek, trzeba się było trzymać moich prezentów, ale nie. Ty postanowiłeś krzewić czytelnictwo, no to…
-Powiedz mi, co ja mam robić?
-Nie wiem. Upij się, zamknij oczy…
-Przecież wiesz, że ja nie mogę tego zrobić, nie?
-Marek, to odwołaj tę randkę, przełóż. Jakoś się rozejdzie.
-Tak, rozejdzie to mi się cała firma. Ty wiesz, że ten Maciek już daje jej jakieś dyspozycje?
-Serio?
-W twarz mi to powiedział.
-Nie, no stary, to jest stan wyższej konieczności. Każdy sąd cię uniewinni.
Nie jestem pewna, ale mam jakieś wrażenie, że mniej więcej, to właśnie chciał usłyszeć. Z jednej strony mówi, że przecież „nie może tego zrobić”, ale kiedy kumpel proponuje mu rozwiązanie, wydawałoby się najprostsze „odwołaj tę randkę, przełóż, jakoś się rozejdzie”, Marek sięga po argument, którym wie, że przekona Sebę i… siebie, przy okazji : „firma się rozejdzie, Maciek wydaje jej dyspozycje…” i otrzymuje bez mała „błogosławieństwo”. Czy nie o to właśnie mu chodziło? Czy nie chce, żeby Sebastian tak właśnie myślał, że wszystko to, co robi, tak naprawdę wcale go nie pociąga, ale robi to przecież dla dobra firmy i swoich nieszczęsnych weksli? Że jest to prawie poświęcenie z jego strony? Tylko, czy tak jest w istocie? Fakt, nie jest gotowy na tak bardzo intymne spotkanie, obawia się tego, ale także nie jest w stanie, czy też po prostu nie chce się z tego wymiksować.
Kiedy w gabinecie pojawia się zadowolona, wyluzowana i gotowa do wyjścia Ula, Marek jeszcze pracuje. Ula chce mu pomóc, ale on odmawia, jakby jednak próbował odciągnąć w czasie moment wspólnego wyjścia. Próbuje dowiedzieć się, czego chciał Maciek, o jakie dyspozycje mogło chodzić? Kiedy Ula mówi, że chodziło o wzięcie w leasing samochodu na firmę, Marek drąży temat.
-… upatrzył sobie jakieś osobowe volvo.
-Tak, on sobie upatrzył, a ty nie masz nic do gadania?
-No nie, ja się na tym nie znam. Nawet nie mam prawa jazdy.
-Ula, co z tego? Ty kupujesz, ty decydujesz.
-Ty chyba nie wiesz, o czym mówisz. Jak Maciek sobie coś wymyśli, to nie ma zmiłuj. Nie ma co pertraktować.
-Ooo, widzę, że ten Maciek ma na ciebie wpływ.
-Ma.
-Tak i dużo byś dla niego zrobiła, co?
-No, bardzo dużo.
-Wiesz co? Jutro to skończę. […] Wychodzimy.
Skąd ta nagła zmiana decyzji? Czy Marek dostrzegł, po raz kolejny, rywala w Maćku? Czy może jednak rzeczywiście zapaliła mu się czerwona lampka, przypominająca o tym, że Ula ma weksle, a Maciek ma na nią duży wpływ. Zbyt duży. Więc może Seba ma rację?
Podczas tankowania na stacji benzynowej, Ula robi zakupy, a Marek rozmawia z Sebą przez telefon. Według Marka, wszystko jest pod kontrolą, według Seby, istnieje opcja, że Ula sobie wszystko wcześniej zaplanowała. Dobrzański jest spokojny, bo przecież ona nie mieszka sama, ale tylko do czasu, kiedy dowiaduje się, że w domu nikogo nie będzie, bo Jasiek ma studniówkę, tata, z racji członkostwa w komitecie organizacyjnym, tez idzie do szkoły, a Beti się przeziębiła i zajmuje się nią sąsiadka.
-Aaa… czyli będziemy sami?
-No. Zupełnie sami.
Tymi słowami Ula rozwiewa ostatnie nadzieje Marka. Skoro jednak powiedziało się A, trzeba przestać się bać i przyjąć odpowiedzialność za „B”. Dobrzański, z widoczną niepewnością traktuje dość odważne zachowanie Uli. Chyba nie znał jej z tej strony i budzi to w nim kolejne obawy. Ula dość ostentacyjnie ciągnie go do swojego pokoju, popycha na tapczan, po czym siada obok niego i wyjmuje z siatki… pojemnik z bitą śmietaną. Już sam ten widok utwierdza Marka w przekonaniu, że ona jednak nazbyt dosłownie potraktowała „truskawkowe spotkanie”. Kiedy Ula uprzedza go, że wychodzi na chwilę, ale zaraz wróci, jest chyba przekonany, że za moment, rzeczywiście ujrzy ją w bieliźnie. Trudno mu wytrzymać nawet to chwilowe napięcie. Próbuje się upewnić, czy jest może jakaś szansa na wcześniejszy powrót taty, ale niestety, Ula z całą stanowczością stwierdza, że na pewno tak się nie stanie. Kiedy dziewczyna wchodzi do pokoju z dwoma pucharkami truskawkowych lodów, jego zdumienie jest tak wielkie, że aż trudne do ukrycia.
-Marek, ja muszę wiedzieć, o co tobie tak naprawdę chodzi, bo wiem, że nie jestem w twoim typie.
-Ula, ja do tej pory nawet nie wiedziałem, że takie typy, jak ty, istnieją. Jesteś kimś wyjątkowym.
-A mógłbyś mi to gdzieś zapisać, żebym mogła sobie poczytać w gorszy dzień?
Po chwili zastanowienia, na twarzy Dobrzańskiego pojawia się zadowolony uśmieszek.
-Zamknij oczy – mówi do Ulki, sam zaś, szybko wyjmuje z teczki… pamiętnik.
-Mam nadzieję, że się przyda? No, sama mówiłaś, że już ci się skończył. Nie ma miejsca…
-Dzięki. Jest piękny.
-To będziesz miała dużo miejsca na same dobre dni.
W podzięce otrzymuje od niej buziaka w policzek.
Swoją drogą, w ferworze tych wszystkich spraw, wątpliwości, niepewności,pamiętał jeszcze o tym, że skończył się jej pamiętnik i to chyba też coś znaczy. Mała rzecz, ale jednak trzeba o niej pamiętać, trzeba chcieć sprawić komuś przyjemność i on, najwyraźniej chciał. W dodatku, rozbrajająco szczere stwierdzenie :”ja do tej pory nawet nie wiedziałem, że takie typy istnieją”. To prawda – w jego świecie nikogo takiego nie było i nie ma. Sam jest tym zaskoczony, ale także wyraźnie zadowolony.
Kiedy Marek na chwilę wychodzi, Ula robi pierwszy zapis w nowym pamiętniku :”Marek jest u mnie. Nie wiem, co będzie dalej, ale chciałbym, żeby było tak, jak jest teraz – dobrze, zwyczajnie.” Dobrzański bardzo chce zobaczyć, co Ula zapisała, ale ona przecież nie może mu tego pokazać. Zaczynają się droczyć – tak zwyczajnie, po prostu.
-”Wprowadzenie do dobrego wieczoru „napisałam.
-Zapomniałem ci powiedzieć, że jako darczyńca zastrzegam sobie prawo wglądu…
To ich niewinne przekomarzanie przerywa dzwonek telefonu Marka. To Paulina. Informuje go, że dzwonił do niej Lew Korzyński i chce się spotkać w sprawie F&D Sportiwo. Marek, wyraźnie nie ma ochoty na kontynuację tej rozmowy, ale Paula chce znać jego zdanie na ten temat. Spotkanie, rzekomo biznesowe, późnym wieczorem, w dodatku w restauracji, to chyba nie jest dobry pomysł. Dobrzański sprawia wrażenie, że dylematy narzeczonej nie mają dla niego większego znaczenia. Chce, jak najszybciej skończyć tę rozmowę i wracać do Uli, także dlatego, żeby nie było jej przykro, że Paula znowu im przeszkadza. Ostatecznie więc, sugeruje Paulinie, żeby spotkała się z Korzyńskim,
-Paula, nie dramatyzuj. Przecież cię nie zje,
Tym stwierdzeniem chyba wyprowadza ją z równowagi, ale zdaje się tym zupełnie nie przejmować. Wraca do Uli i tłumaczy jej, po co dzwoniła Paulina.
-A ty musiałeś jej kłamać o tym, gdzie jesteś.
-Nie musiałem. Nie pytała – w tym momencie sam chyba uświadamia sobie, że rzeczywiście, nie dopytywała, dlaczego jeszcze go nie ma i gdzie jest.
A jednak, tak dobrze zapowiadający się wieczór, który miał być tylko ich, zostaje nieoczekiwanie przerwany nagłym powrotem zdenerwowanego Józefa i Jaśka. Okazało się, że Jasiek, podczas pobytu w Afryce zanadto zbliżył się z Magdą, która najpierw zadbała o to, żeby ich pocałunek został uwieczniony na fotografii, a na studniówce właśnie, z premedytacją, pochwaliła się nią przed Kingą. Efekt nie był trudny do przewidzenia – Kinga zerwała z Jaśkiem, a Józef, po prostu wściekł się na syna. Oczywiście, natychmiast po powrocie, ojciec musi podzielić się z Ulą, tym, co się stało. Wpada do jej pokoju – Ula i Marek zrywają się, jak na komendę.
W czasie, kiedy Ula idzie porozmawiać z bratem, Marek słucha wzburzonego Józefa. Jego słowa, choć niezamierzenie, uderzają coraz dotkliwiej w Marka. „Żeby sobie żarty robić z czyichś uczuć? Nic go nie usprawiedliwia. Ja go tak nie wychowałem.” Czuje się coraz bardziej niezręcznie, coraz bardziej zmieszany. Nie wie, jak się zachować. A kiedy, w końcu postanawia, że jednak już pójdzie i słyszy proste stwierdzenie Józefa:”A, rozumiem. Narzeczona czeka”, jakby kurczy się w sobie. Nie wie nawet, co powiedzieć. Zmieszany, kiwa tylko głową.
Ula odprowadza go do samochodu.
-Jak twój brat? Będzie żył?
-Zasłużył sobie na to i dobrze o tym wie. Bardziej martwię się o Kingę.
-Zobaczysz, pogodzą się.
-No mam nadzieję. To świetna dziewczyna.
-W Rysiowie nie brakuje świetnych dziewczyn. (mówi znacząco). Dzięki za spotkanie. Do jutra.
Marek delikatnie pochyla się nad Ulą, jakby chciał ją pocałować, ale… jednak rezygnuje. Przypomniały mu się słowa Józefa?
Ula najwyraźniej na to liczyła i jest trochę zawiedziona. „Powiedział, że jestem wyjątkowa, ale jednak potem mnie nie pocałował…”
Nazajutrz Marek z Sebą przyjeżdżają na trening. Oczywistym jest, że kumpel chce wiedzieć, jak w końcu minął wieczór, którego Marek tak bardzo się bał.
-[...] Im bardziej staram się to rozwiązać, tym bardziej się wkopuję.
-Marek, a co się z tobą dzieje? To jest pierwsza panna, której ściemnisz?
-Właśnie w tym problem, że z nią ściemnianie mi nie idzie.
No właśnie, po raz kolejny potwierdza się to, że ona nie jest dla niego, jak wszystkie inne. Nie potrafi i nie chce się jej tak po prostu pozbyć. Nie chce jej zranić. Otwiera się przy niej i, niezauważalnie poznaje też siebie samego. To go intryguje, a także „napędza” do kontynuowania tej znajomości, choć przecież widzi, że ona zaczyna wchodzić na coraz mniej bezpieczne (dla niego) obszary.
Ula także przez cały czas zastanawia się nad tym, kim jest dla Marka, gdzieś po głowie kołacze się pytanie, dlaczego powiedział jej wczoraj tyle miłych słów, a potem nawet nie pocałował na do widzenia. No przecież niby wie, że Paulina , że to jego narzeczona, że są razem, ale jednak on, swoim zachowaniem , rozbudza jej wyobraźnię i nadzieję. Pojawia się w gabinecie z umową dla reprezentacji i nawet przy tej okazji znajduje pretekst, by nawiązać do relacji między nimi.
-Ten punkt mi się nie podoba. Jakoś tak przeszkadza. Właściwie, zawsze jest tak, że coś przeszkadza. Na przykład ja.
-Nie rozumiem
-Ty, Paulina i ja – rachunek się nie zgadza. Przeszkadzam, no.
Marek nie wie, co powiedzieć. Jest wyraźnie zmieszany.
-Ula, to nie jest takie proste. Ja z Pauliną znamy się od lat. Właściwie od dziecka…
-Nie, Marek. Bo ja nie chcę od ciebie żadnych deklaracji. Mówię to, żeby stwierdzić fakt, ale najlepiej, to zapomnijmy o tej całej rozmowie. I wiesz co – jakbyś mnie potrzebował, to ja jestem tutaj obok. Nie przeszkadzam.
Zostawia go, nieco zdziwionego i wychodzi, bojąc się dalszej rozmowy. Chce być obok niego, chce mu pomagać, wspierać, ale sama zadaje sobie pytanie, czy całe życie można być obok?
Tymczasem, w firmie wielkie poruszenie – Lew przysłał Paulinie w prezencie obraz Tamary Łempickiej. Ona nie chce go przyjąć i kiedy Ula z Violą, z polecenia Pauli, targają go do windy, pojawia się Marek i, to, co dotąd było tajemnicą, nagle przestaje nią być.
Dla Uli ważne jest to, że nie jest to prezent od Marka i, jak wynika z wrzasków dochodzących z gabinetu, Paulina raczej nie jest przez niego rozpieszczana prezentami. Dla Uli, to „kamień z nerki”, jak by powiedziała Violetta, bo jednak ona, kilka (drobnych, bo drobnych) prezentów od niego dostała.
Między narzeczonymi rzeczywiście dochodzi do ostrej wymiany zdań i przenosi się ona jeszcze na grunt domowy. Przerzucają się pretensjami i wymówkami. Marek jest wyraźnie wściekły. Włączyła się mu konkurencja, czy rzeczywiście chce wzbudzić w Paulinie wyrzuty sumienia, sam również nie będąc wobec niej w porządku?
-Przestań. Dobrze wiesz, że to nie jest moja wina, że ten człowiek mnie adoruje. To nawet nie jest miłe, ta twoja niby zazdrość.
-Niby zazdrość?
-Marek, wiesz co? Czasem mógłbyś pokazać, że ci na mnie zależy, bo w ogóle tego nie czuję.
Paulina wychodzi z płaczem, a Marek? No właśnie – siedzi zamyślony, tylko nad czym? Myśli nad tym, czy Paulina ma rację i powinien okazywać jej większe zainteresowanie, czy, wręcz przeciwnie – dociera do niego, że istotnie, zależy mu na niej coraz mniej, tylko dotąd się nad tym nie zastanawiał?
Wieczorem u Cieplaków pojawia się Dąbrowska z radosną wiadomością, że po długiej nieobecności, powraca z Niemiec na ojczyzny łono, syn jej umiłowany Bartuś, niegdysiejszy chłopak Uli. Do Uli wracają najgorsze wspomnienia związane z tą znajomością. Nie chce o tym rozmawiać, nie chce nawet o tym myśleć, ale okazuje się, że to wcale nie będzie takie proste.
Kiedy dostrzega na korytarzu kuriera z bukietem kwiatów i podążającego za nim Marka, jest przekonana, że to on właśnie je przysyła. Choć jest to bez sensu, ale chyba chce w to wierzyć. Kwiaty rzeczywiście są dla niej, czemu z jednakowym zdumieniem i zaciekawieniem przyglądają się i Viola i Marek. Marek zachęca ją, żeby przeczytała załączony bilecik i wtedy następuje wielkie rozczarowanie – nie Marek, ale Bartek jest ich nadawcą.
Ula jest wściekła podwójnie – dlatego, że Bartka stać było na taki tupet, ale także dlatego, że niezręcznie poczuła się przed Markiem.
Okazały bukiet nie uchodzi także uwagi Seby.
-Widziałeś?
-Bukiet? Taak. Dostała od absztyfikanta. Jakiś niezrzeszony.
-W sensie, że ani ty, ani Maciek?
-Tak, w tym właśnie sensie.
-Ale co cię tak cieszy?
-Seba, no właśnie to, że mój problem się rozwiązuje.
-Aha, w sensie, że każdy inny lepszy niż Maciek?
-Tak, Sebastian. W tym właśnie sensie. No, bo gdyby Ula zaczęła się spotykać z jakimś tam, jak mu tam, to mógłbym przestać się wygłupiać i obawiać się o swoje weksle.
O co, tym razem chodzi Markowi? Naprawdę ,w aż tak dobry humor wprawiła go ta wizja – Ula u boku jakiegokolwiek faceta (byle nie Maciek, naturalnie)? Czy może, dopóki nie widzi, to jeszcze nie robi to na nim wrażenia, nie potrafi sobie wyobrazić własnych reakcji? A może to także taka gra przed Sebą?
Poranne zdarzenie zdecydowanie zepsuło humor Uli. Po pierwsze, sam Bartek budzi w niej negatywne wspomnienia, a poza tym, nie wiem, czy nie ważniejszy jest fakt, że Marek był świadkiem tego wszystkiego i obawia się, co on sobie o niej pomyśli. Nie może tego tak zostawić, postanawia więc porozmawiać z nim, wyjaśnić wszystko.
-Marek, ja tylko na chwilę, w sprawie kwiatów.
-No, piękne są. Niezły gust ma ten Bartek. A ty nigdy o nim nie wspominałaś.
-Bo nie było o czym.
-On myśli inaczej.
-Nie, nie , nie, Marek. To jest zupełnie stara i nieaktualna historia.
-Właśnie widzę.
-Marek, to jest mój były chłopak. On wrócił właśnie z Niemiec…
-… i chce odnowić znajomość.
-Nie mam pojęcia. Nie, to znaczy mam – dowiedział się na pewno o F&D, że mam pracę, firmę, a on zawsze chciał się tylko ustawić.
-Że co? Szuka żony z posagiem?
-Coś w tym stylu.
-Nie? (Marek wyraźnie zniesmaczony)
-Ten typ tak ma. Jak dziewczyna biedna, toją zostawić, a jak nie, to kwiaty i liściki. Marek czuje się niezręcznie po tym wyznaniu, Ulę natomiast odwiedza Maciek, z wiadomościami na temat samochodu, który zamierzają wyleasingować. Jest bardzo podekscytowany, ale zauważa, że Ula jakoś nie podziela jego radości.
-Co z tobą?
-A ja mam mega wielką niespodziankę (stawia przed Maćkiem otrzymany bukiet) – od Bartka Dąbrowskiego. Nawet zaproponował mi spotkanie walentynkowe.
Maciek jest wzburzony tym, co usłyszał od Uli, a Marek, który był przypadkowym świadkiem tej rozmowy, chyba też. W każdym razie, na tyle, żeby podzielić się z Sebą najświeższymi wiadomościami.
-Ten niezrzeszony chce się umówić z Ulą na Walentynki.
-To chyba dobrze, tak?
-No właśnie nie wiem. To jest jakiś cwaniak. Jemu chodzi wyłącznie o kasę.
-Skąd wiesz?
-Powiedziała mi.
[…]
-Maciek przyszedł z kontrpropozycją walentynkową. Nie wiem, Seba. Może ona po prostu ma takich adoratorów?
-Marek, błagam cię, nie majacz. Przecież to musi chodzić o kasę. Przecież nikt normalny by się z nią nie umówił.
-Ja się z nią umówiłem.
-No, ale ty musiałeś. Siła wyższa. Najlepiej by było, jakbyś ich obu wyprzedził i sam z nią spędził te Walentynki. Tylko, że pewnie Paulina nie da ci wychodnego w takim dniu, nie?
-Nie, Paula nie uznaje Walentynek. Nie obchodzimy ich. Ale co? Ja mam się z nią umówić w Walentynki? Przecież to już przesada. Daj spokój.
-Marek, oni obaj chcą ja wykorzystać, więc już lepiej, jak ty…
-Ja mam ją wykorzystać?
-… jak im na to nie pozwolisz. Więc, po prostu się z nią umów.
Trudno mi oprzeć się wrażeniu, że Marek, bez Bartka i Maćka, sam wpadłby na to, żeby spędzić z nią ten szczególny wieczór, ale obaj „rywale” jakby przyspieszają jego działanie i są także doskonałym wytłumaczeniem, dlaczego „musi” jej to zaproponować. Poza tym, on chyba sam przed sobą nie potrafi przyznać się do tego i potrzebuje bodźca, którym są słowa Sebastiana potwierdzające słuszność jego pomysłów. Pomaga mu podjąć decyzję, bo przecież musi, bo trzeba, siła wyższa i on sam , w końcu tak sobie to tłumaczy. Nie potrafi, ani nie chce zastanawiać się, czy to naprawdę tylko o to chodzi, dlatego trudno mu zrozumieć samego siebie-to, dlaczego coraz bardziej się zapętla, coraz głębiej wchodzi w tę znajomość.
Ula jest bardzo zaskoczona propozycją Marka, dotyczącą spotkania po pracy w Walentynki.
-Jak to jutro?
-Nie wiem jeszcze gdzie, ale może coś wymyślimy.
-Ale przecież jutro jest, są… znaczy…
-Dzień Zakochanych.
-Tak jakby.
-Aaa, ty może masz inne plany?
-Nie, nie o to chodzi.
-Znaczy – nie masz?
-Nie. Właściwie nie.
-To co? Po pracy?
Cieplakówna nie może uwierzyć w to, co usłyszała. Ona i Marek? W Walentynki?Razem? Myśli o tym, że powinna mu coś podarować. Coś, czego jeszcze nigdy od nikogo nie dostał. Tylko co?
Marek wraca do domu i uspokaja się, kiedy Paula krytykuje walentynkową tradycję, bo oznacza to, że nie musi się obawiać, że będzie chciała, żeby ten wieczór spędzili razem.
Z pewnym przekąsem mówi mu też, że Lew chciał umówić się z nią w ten szczególny wieczór. Te słowa akurat zaniepokoiły Marka.
-Oczywiście odmówiłaś?
-Oczywiście, bo powiedziałam mu, że jutro po pracy umówiłam się z tobą.
-Bardzo dobra wymówka.
-Prawda? Bo jutro są Walentynki i mój narzeczony zabiera mnie na upojny wieczór.
Tego Marek nie przewidział. Jest chyba bardziej niż zaskoczony.
-Dokąd cię zabiera?
-No właśnie. Dokąd?
Dobre i zarazem retoryczne pytanie. Marek nie przewidział takiego scenariusza i chyba wcale nie poczuł ulgi, że Paula swoim pomysłem, rozwiązuje jego problem spotkania z Ulą. Spotkania, które rzekomo miało być tylko obowiązkiem, pewną grą, wymuszoną nieoczekiwanym pojawieniem się Bartka.
Kiedy rano Paulina wraca do tematu, nadal nie wie, co zrobić. Wie, że nie powinien tym razem spławić narzeczonej, jednak myśl o tym, że będzie musiał odwołać spotkanie z Ulą też nie nastraja go radośnie.
-Ostatnio tak rzadko jesteśmy sami, że dzisiejszy wieczór jestem gotowa spędzić wśród hord zakochanych. Pozwalam ci nawet kupić mi kwiaty.
-Naprawdę mogę? Żebyśmy mieli wieczór tylko dla siebie, to muszę tez trochę czasu poświęcić swojej drugiej dziewczynie o bardzo seksownych inicjałach FD. Wszystko wynagrodzę ci wieczorem.
Mam wrażenie, że kiedy mówi to, jego myśli krążą wokół Uli, tego, co i jak jej powiedzieć, żeby nie poczuła się dotknięta, czy oszukana.
A Ula… wychodząc do pracy ,spotyka Maćka, który przypomina jej o swoim zaproszeniu na walentynkowy wieczór do kina. No tak, trzeba z tego jakoś wybrnąć – ona też nie chce, żeby poczuł się urażony, czy dotknięty tym, że musi mu odmówić. Nie chce też, żeby wiedział, że stoi za tym Marek. Tłumaczy się więc, że ze wspólnego wieczoru nici, ponieważ, nieoczekiwanie musi dłużej zostać w pracy.
Pierwsze kroki w firmie kieruje do gabinetu Marka, korzystając z jego nieobecności. Zastanawia się, gdzie zostawić mu walentynkę. Żadne miejsce nie wydaje się dość dobre. Gdyby nie nagłe wejście Marka, odkryłaby w szufladzie jego biurka słynne prezenty Seby. Dobrzańskiego dziwi jej obecność w gabinecie. Ula wyjaśnia to tylko jednym zdaniem,
-Chciałam, żebyś nie wiedział, kto tu był. Proszę. – podaje mu czerwoną kopertę, której ostatecznie nie udało się nigdzie ukryć. Marek jest zdziwiony i zmieszany.
-Ale otwórz dopiero, jak wyjdę, dobrze? Wiem, że to jest dziecinne, te Walentynki, ale nie mogłam się powstrzymać.
-A, Ula. Ja też mam coś dla ciebie.
-Tak?
Marek nie był na to przygotowany, ale błyskawiczne skanowanie szuflady, w której, niczym w sezamie można znaleźć coś odpowiedniego i jest – bombonierka w kształcie serca.
-To jest taki drobiazg, może oklepany, ale…
-Ale jaki słodki…
Po wyjściu Uli, Marek ma minę pod tytułem „co ja znowu zrobiłem” lub „ty idioto”, za to ona jest szczęśliwa „on też o mnie pomyślał”.Marek czyta walentynkę napisaną przez Ulę :”Dziwnie się czuję, pisząc do ciebie, bo to święto nie moje i ty też jesteś nie mój. Nigdy nie byłeś i może nigdy nie będziesz. A jednak jestem szczęśliwa, bo jesteś trochę mniej nie mój, niż jeszcze całkiem niedawno”.
Te, jakże niewyszukane, prosto z serca płynące słowa, elektryzują Marka, wywołują zadumę, refleksję. Są bardzo osobiste, skierowane tylko do niego i tylko dla niego czytelne i nie dzieli się nimi z przyjacielem. Chyba po raz pierwszy, tak naprawdę coś, co wiąże się z Ulą, przed nim ukrywa. Jak powiedzieć Uli, że nie może się z nią spotkać, choć ona tak się na to spotkanie cieszyła, a i on, mimo wszystko, także tego chciał. Otwiera laptop i znajduje w nim kartkę od Pauli: „Już nie mogę się doczekać. Ciekawe, co wymyślisz? Zaskocz mnie. PAULA”. No tak, na chwilę o tym zapomniał. Co robić? Podpis Pauli rozdziela przecinkiem i powstaje odpowiedź – Pa, Ula.
Wychodzi, żeby jej o tym powiedzieć, ale nadal nie wie, jak.
-Mamy mały problem, jeśli chodzi o dzisiejszy wieczór…
W tym momencie pojawia się Paulina i prosi go o rozmowę. Informuje go, że z ich wieczornych planów nici, ponieważ Aleks kupuje dom i poprosił ją o radę. Marek, który często miał do narzeczonej pretensje, że zawsze brata stawia na pierwszym miejscu, tym razem przyjmuje tę wiadomość z wyraźna ulgą, żeby nie powiedzieć – z zadowoleniem. Szybko wraca do Uli.
-Więc dzisiejszy wieczór, mam nadzieję, wciąż aktualny?
-Ale mówiłeś, że jest jakiś problem.
-A, nie, nie. To zupełnie inna sprawa. To co, startujemy o piątej?
Palmiarnia. Trochę egzotycznie, cicho, intymnie, romantycznie…
-Ula, ja wiem, że może trochę bezczelnie ukradłem twój pomysł, ale pomyślałem sobie, że tutaj jest naprawdę bardzo przyjemnie.
-I raczej nie grozi nam żadne przypadkowe spotkanie.
-No właśnie. Jak zwykle jest problem z cateringiem, ale może tutaj coś upolujemy?
-No, oprócz tłustego dozorcy… kiepsko.
-No, może kokosa, albo inne daktyle…
Korzystając z chwili nieuwagi Uli, wyciąga ukrytą na drzewie butelkę szampana.
Dla niej to wielkie zaskoczenie, dla niego – wielka przyjemność
-A kieliszki?
-Kieliszki? Ja jestem przekonany, że kieliszki tutaj gdzieś też rosną…
Naturalnie, znajduje bez trudu.
-Niesamowite.
-No tak, to jest czar Świętego Walentego.
Piękna chwila, która zostaje brutalnie przerwana przez dzwoniącą komórkę Marka.
-Ula, tylko ten jeden, dobrze?
Dzwoni Paulina. Jest już wolna i gotowa na spotkanie z nim. Nie mógł tego przewidzieć, tylko, co teraz? Ma zostawić Ulę? Wcale nie ma na to ochoty. Próbuje więc przekonać narzeczoną, że teraz nie może się z nią spotkać, bo właśnie jest na siłowni i będzie w domu za jakąś godzinę. Paula jednak nie słucha – będzie czekała na niego pod klubem. Wszystko się skomplikowało. Dzwoni do Sebastiana, każe mu pojechać na siłownię i spotkać się tam z Pauliną.
Wraca do Uli i mówi, że chyba jednak będzie musiał jechać. Widzi zawód w jej oczach i sam także nie ma ochoty tak kończyć tego spotkania. Postanawia, że jednak zostanie, choćby tylko pół godziny. Wyłącza telefon – „no, to teraz jest prawie, jak w dżungli”.
-Marek, chciałam ci podziękować za Walentynkę i za książkę i za pamiętnik i za to, że przyjąłeś Elę z powrotem też.
-Cii. Mieliśmy nie rozmawiać o pracy.
-I za to, że jesteś… taki miły, że znalazłeś dzisiaj dla mnie czas. Chciałam ci podziękować za tę chwilę, nawet jeśli to jest tylko ta jedna chwila.
-A ja bardzo chcę ci podziękować za to, że dzisiaj to twój były dostał kosza, a nie ja.
-Przecież wiesz, że to stare dzieje.
-A ty wiesz, co się mówi o starej miłości. Ula, takich bukietów nie dostaje się bez powodu.
-Nie każda miłość jest nierdzewna.
-Racja. Inaczej nie byłoby ani rozwodów, ani… zerwanych zaręczyn.
Ula, na te słowa, mało się nie zakrztusiła i robi szybki bilans tego wieczoru :
a/ w Walentynki jest ze mną, a nie z Paulą,
b/ mówi o zerwanych zaręczynach,
c/ to się nie dzieje naprawdę.
Jednak nie tak miło miał się skończyć ten piękny, trochę tajemniczy wieczór. Marek przywozi Ulę do Rysiowa.
-Dziękuję za podwiezienie i za to, że zostałeś.
-Chciałem zostać. To ja dziękuję.
Czar pryska, kiedy Ula słyszy nawoływanie Bartka. Chce, żeby Marek już odjechał, mimo że on waha się, nie wiedząc, czy nie będzie potrzebny. Bartek, dość natarczywie usiłuje zatrzymać Ulę, chce, żeby z nim porozmawiała, poszła do „Wersalu”. Odjeżdżający już Marek widzi, że Bartek obejmuje Ulę, ona próbuje się wyrwać, dochodzi do szamotaniny. Zatrzymuje samochód i rusza z pomocą. Między Markiem i Bartkiem dochodzi do bójki
To naturalnie jeszcze nie koniec tego wieczoru, bo pamiętamy, że będzie jeszcze pobyt na komendzie, tłumaczenie przed Pauliną, ale tym zajmę się przy opisie kolejnych odcinków, w następnej części. Chciałabym jednak zatrzymać się jeszcze na chwilę, przy tym, co wydarzyło się do tej pory tego dnia i chyba każdego z nas nastroiło refleksyjnie.
List – walentynka Uli. Przepiękne słowa, w których była cała jej wielka tęsknota za miłością Marka, była radość z każdej wspólnej chwili, czułego gestu, uśmiechu, słowa, spojrzenia..
Ula nie miała zbyt wielkich oczekiwań, bo przecież zdawała sobie sprawę z tego, że Marek jest z Pauliną i, być może zawsze już będzie. W skrytości serca marzyła, by był tylko jej i dla niej, ale cieszyły ją nawet te krótkie chwile razem. Pielęgnowała je wszystkie we wspomnieniach, były jej szczęściem, bo przecież nie ważne jest, tak naprawdę, ile czasu z kimś spędzamy, ale jak – jacy wtedy jesteśmy dla siebie. Ula i Marek, każdą wspólną chwilę potrafili wykorzystać, cieszyli się sobą, mieli o czym rozmawiać, słuchali siebie nawzajem.
Palmiarnia – Marek przygotował się do tego spotkania, chciał, by było miłe, chciał sprawić jej niespodziankę. Chciał, żeby ten wieczór był wyjątkowy – romantyczny, intymny. Dlaczego? Trudno chyba uwierzyć, że mogło mu chodzić tylko o te nieszczęsne kredyty i weksle. Ciągle nie rozumiał, co dzieje się w jego sercu, ale wiedział, że ciągnie go do tej dziewczyny, choć nie potrafił tego nazwać. Nie spędza się jednak czasu na walentynkowej randce z obojętną emocjonalnie osobą. Jest mu z nią dobrze, wyjątkowo, jak z nikim innym. Bywa, że go to dziwi, bywa, że niepokoi (jak wszystko, czego nie rozumiemy), ale tylko pozornie chce się z tego wyplątać, a to spotkanie i cała jego aranżacja (naturalnie pomijając nieprzewidziany telefon Pauli) jest dowodem na to, że lubi i chce sprawiać jej, choćby drobne przyjemności, że czas z nią spędzany, także jemu jest potrzebny i jest dla niego ważny.

Kończę na odc. 138

Strasznie dużo tego wyszło, a posunęłam się zaledwie o 7 odcinków. Nie ma jednak przecież, przymusu czytania. Tych, których nie przeraża ten strasznie długi wywód, zapraszam do poczytania, powspominania…

środa, 2 czerwca 2010

To już ROK!

Cieszącym się mniejszą lub większą popularnością blog obchodzi dziś swoje 1. urodziny!!
Dziękuję wszystkim stałym i chwilowym czytelnikom za frekwencję
oraz naszym pisarkom za przepiękne opowiadania, małe historyjki, wierszyki, piosenki.

To dla Was powstał ten blog!

Dziękuję wszystkim za pomoc w jego tworzeniu
oraz kreowaniu na lepsze :)

Wasza dubai

wtorek, 18 maja 2010

Książka Anny Górskiej "Nie zapomnę..."


Oto książka naszej Mai z http://seriale.com.pl :)




Jej słowa „Nie zapomnę nigdy…” wypowiedziane ze łzami w oczach były jego przekleństwem i karą, prześladowały go każdego dnia od ich ostatniego spotkania. Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach, od tamtego fatalnego dnia minęło dziesięć lat, a on nie potrafił zapomnieć. Nie mógł zrozumieć, jak mógł być takim idiotą, nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. Otrząsnął się i wstał, żeby wziąć prysznic, wszedł do kabiny i odkręcił wodę, żeby zmyć z siebie resztki snu.

Miłość, zawiść, kłamstwa, samotność, rozczarowanie - to wszystko przeżywają bohaterowie powieści. Ania, pokazując Michałowi swój świat zmienia jego nastawienie, natomiast Michał przekonuje się, że prawdą jest powiedzenie, „to, co dajemy innym, kiedyś do nas wraca”. Opowieść o przeznaczeniu, niezwykłej przemianie i miłości której nie sposób się oprzeć…

Anna Górska - absolwentka wydziału historii i filologii polskiej Akademii Świętokrzyskiej im. Jana Kochanowskiego. Od urodzenia związana z Kielcami. Lubi dobre zakończenia tak w życiu jak i w literaturze, muzykę Yirumy, Beethovena i książki Paulo Coelho.



Wieczór autorski w Kielcach



10 czerwca, godzina 16:30, księgarnia KSIĘGARZ, ul. Sienkiewicza 30.

W drugi czwartek czerwca w Kielcach, w gościnnej księgarni „Księgarz” odbędzie się wieczór autorski dwójki pisarek i poety publikujących w wydawnictwie RADWAN. Gospodarzem spotkania będzie Pani Anna Górska, autorka premierowej powieści „Nie zapomnę”. To dzięki jej staraniom i pomysłowi możemy w Kielcach zaprezentować dorobek Wydawnictwa oraz trójki autorów.

Książka do kupienia na http://www.radwan.pl/


GORĄCO POLECAM!!

sobota, 15 maja 2010

Dokrętka BRZYDULI
MOŻE RUSZYĆ. POTRZEBNE POPARCIE!!!!



Prosimy o poparcie w imieniu wszystkich Brzydulomaniaków .
Chcemy„ruszyć bryłę z posad świata”–no a przynajmniej spróbować to zrobić ;)


Teraz szybko :

O co chodzi.

1. Chcemy wiedzieć, czy możemy mieć jeszcze nadzieję na kontynuację BrzydUli (wiadomo że wystąpiono o licencję, ale brak jest kompletnie dalszych informacji)
2. Chcemy pokazać „decydentom”, że nadal zależy nam na „dokrętce” – na dokrętce z udziałem tej samej obsady aktorskiej jak i realizacyjnej. Na dokrętce, którą nam - widzom obiecano, w przypadku wygrania przez serial choć jednej Telekamery.
Myślimy, że uczucie rozczarowania zaistniałą ciszą, jest nie tylko naszym i waszym udziałem, że jest nieobce również twórcom naszego serialu.

W czym możecie nam pomóc:

W ukazaniu naszej liczby i naszej determinacji. Jak?

I. Od 15-go do 20-go maja wysyłajmy
maile
listy
faxy

Dokąd?:

adresy mailowe:
1) Kontakt@iti.pl,
2) widzowie@tvn.pl,
3) ddtvn@tvn.pl,
4) sk@tvn24.pl,
5) szymon@tvn.pl ,
6) windab2@gmail.com

PISZEMY na KAŻDY adres

adresy pocztowe:
TVN S.A.
Ul. Wiertnicza 166
02-952 Warszawa,
Polska
1) FREMANTLE Polska Sp. z o.o.
ul. Wołodyjowskiego 63
WARSZAWA
02-724
Polska

Fax- Dział Współpracy z Widzami TVN-u
nr faxu +48 22 453 3478


II. zasypujmy SMS-ami Szkło Kontaktowe

kiedy?
Wysyłamy w dniu 20 maj około godz. 21.50-22.40 –synchronizujmy zegarki.

numer: 7124
treść: SK.Chcemy Brzyduli. Co z dokrętką? (treść może być inna –musi być poprzedzona literami SK.)
Koszt sms-a : 1,22 zł ( z Vatem)
Liczymy na Was i Waszych znajomych.
Za pomoc z góry dziękujemy.
Może się uda pojechać Windą do BrzydUlonieba ;)


Co znaczy „MY”:


Poparcie dla akcji i udział w niej potwierdzają członkowie dwóch największych portali BrzydUlowych : seriale.com.pl oraz brzydula.socjum.pl.
Ponadto występujemy o poparcie i umieszczenie informacji o planowanej akcji (wraz z apelem o przyłączenie się do niej) do około 30-tu blogów o tematyce BrzydUlowej. Działamy także poprzez facebook, naszą-klasę, grono, youtube, a także inne blogi, stronki i znajomych.
Wychodzi na to, że przyłączając się do akcji WY zmieniacie się w MY.
Zapewniamy że fajnie jest być MY ;)

Nie jesteśmy wariatami. Jeszcze nie.
Chcemy by nas, widzów nie traktowano marginalnie, nie informując nas o zapadających decyzjach i traktując jak dzieci, przy których nie mówi się o interesach. Chcemy zyskać wewnętrzny spokój, by sobie potem nie wyrzucać że nie spróbowaliśmy wszystkiego.
Lubimy czuć wiatr we włosach w czasie pędu do wspólnych celów.

Za pomoc będziemy wdzięczni

POMÓŻCIE rozpowszechnić tę akcję –dołączcie –blogami, portalami, i indywidualnie - liczymy na WSZYSTKICH
Treść instrukcji można kopiować, przesyłać, wklejać >.. :)


Informacje drobnym drukiem ;)
– znaczy się dla wytrwałych ;) :

1. maile:
· proponowana treść

Prosimy o informację: czy mamy szanse na ziszczenie marzeń? Na dokrętkę Brzyduli?
Czy możemy mieć choć cień nadziei?
Czy mamy ruszyć tłumnie do Poradni Leczenia Uzależnień?
bo sami z nałogu nie wychodzimy , mimo że piąty miesiąc bez Brzyduli mija…

i podpis : swój nick – kto chce nazwisko i imię, a blogowcy koniecznie: adres bloga
Jeśli jednak ktoś wolałby coś osobiście stworzyć – przeszkód nie ma
· organizacyjnie:
- chcemy być wiarygodni – z jednej skrzynki puszczamy meile jeden raz. Jak ktoś ma 5, 10 adresów to już inna sprawa. Może z każdego ;)
- tematy maili proponujemy wpisywać różnie - by musieli kasować dopiero po otworzeniu meila. Jak damy ten sam temat, to będą od razu po otwarciu pierwszych paru resztę kasowali.
- meil: windab2@gmail.com należy do organizatorów akcji. Będzie robił za licznik wysłanych meili – komu to przeszkadza może go pominąć

2. listy
- meile można druknąć i puścić przez Pocztę Polską

- kto chce, może wysyłać listy z dodatkiem krówek i napisem na kopercie „łapówka -wspomóż akcję” – aby się krówki nie rozdusiły, wystarczą koperty z folią bąbelkową –do kupienia na poczcie. A krówek symbolicznie wystarczyłoby po 2-3.
najmniejsza koperta bąbelkowa – 40 gr
list zwykly do 50g 1,55
od 50-100 g – 1,70
100-150 – 1,90

- można też w listy wkładać wycięte z papieru okulary BrzydUli, z napisem: „Dla lepszego zobaczenia naszego problemu” , albo: „dla lepszego przypatrzenia się, kto morduje kurę znoszącą złote jajka”
inne : poza wyżej podanymi akcjami podejmujemy inne działania.
Jakie? M.in. wysyłamy listy otwarte do Dyrektora Programowego TVN-u p. Edwarda Miszczaka, myślimy nad ogłoszeniem w prasie ogólnopolskiej, itp. itd.

I polecamy filmik koleżanki z socjum:

http://www.youtube.com/watch?v=AAVReVJ0rpE

i adresy :


http://www.facebook.com/pages/WINDA-B/121057921247841?v=wall


http://forum.gazeta.pl/forum/w,433,111413277,111413277,BrzydUla_2.html


http://ale.gratka.pl/ogloszenie/5147077_brzydula_2_kontynuacja_brzyduli.html


http://www.filmweb.pl/topic/1383337/BRZYDULA+2-+KONTYNUACJA+BRZYDULI+-+POTRZEBNE+WSPARCIE.html


http://filipbobek.ubf.pl/news.php






POMÓŻCIE!!!!! :)






Analiza uczuć Uli i Marka cz.4 wg SWB

(od odc. 121 )

Ulę zdenerwowało i rozczarowało zachowanie Marka. To, że przed Pauliną uciekł się do pokrętnych tłumaczeń. Kiedy jednak wraca z Maćkiem do domu, nie jest już taka pewna, czy dobrze zrobiła odchodząc z firmy. W uszach brzmią słowa Marka, że jej potrzebuje. Były, jak miód na jej serce…dopóki nie pojawiła się Paula. Pozostał dylemat, które jego zachowanie było prawdziwe i szczere – czy te właśnie słowa, czy tłumaczenie zaistniałej sytuacji, jakie podał swojej narzeczonej? Maciek dość szybko i bezpardonowo uzmysławia jej, że Marek wykorzystuje ją, wiedząc, że ma do niego słabość, że gra na jej uczuciach, bo stawką są nieszczęsne udziały, będące w jej posiadaniu.
A Marek? Marek jest zdenerwowany i ma świadomość, że stało się coś złego, czego nie przewidział, czego nie chciał i nie wie, co może dalej z tym zrobić.
Kiedy pojawia się Viola, oferując mu swoją pomoc na stanowisku asystentki (i chcąc jednocześnie wydobyć z niego informacje, o co tak naprawdę chodzi z Ulą), przypomina się mu wyznanie Cieplakówny :”Zakochałam się w tobie…”. Dociera do niego, że nie może tego tak zostawić. Jeszce nie wie, jak i co zrobić, ale Violettę informuje, że nie będzie miał nowej asystentki, bo Ula nigdzie nie odchodzi .Długo nie może się zdecydować, czy zadzwonić do niej, co jej powiedzieć, żeby nie stracić szansy na pomyślne rozwiązanie sprawy, ale jednak wykonuje w końcu ten telefon.
Ula nie zwraca uwagi na protesty Maćka, który nie chce, żeby rozmawiała z Markiem, ani na pełną dezaprobaty minę Ali, która pojawiła się w Rysiowie. Odbiera to połączenie. Słyszy, że Marek proponuje jej spotkanie i nie jest pewna, czy to dobry pomysł. „Ula, nie chcę tego tak zostawiać… Spotkajmy się w naszym parku za godzinę…”- te słowa ostatecznie ja przekonują. Zgadza się.
Dobrzański odczuwa wyraźna ulgę i zadowolenie. Tu może powstać pytanie – czy tylko dlatego, że chodzi mu wyłącznie o weksle? Czy to tylko taka wyrachowana gra? Według mnie nie można powiedzieć, że chodzi mu TYLKO o te nieszczęsne udziały, ani też nie jest na tyle świadomy swojego zainteresowania Ulą, żeby chodziło głównie o nią. Wydaje mi się, że jest to gra o wszystko – o ważności weksli, będących w posiadaniu Uli i tym, co może się przy ich pomocy stać z firmą, nie pozwala Markowi zapomnieć Sebastian, który węszy w całej sprawie, ukartowane przez Maćka nieczyste zamiary. Choć Dobrzańskiemu trudno uwierzyć w to, żeby Ula miała je wykorzystać przeciw niemu, to jednak jakieś ziarno niepewności zostało zasiane. Mam jednak wrażenie, że niezależnie od tego, Marek nie chce rozstawać się z Ulą, nie chce stracić jej z oczu, bo ona stała się, niepostrzeżenie lekarstwem na całe zło, szansą na szczere rozmowy, na możliwość otwarcia się. Nie bardzo to rozumie, a już na pewno nie próbuje tego nazywać, ale jakaś wewnętrzna siła jednak cały czas pcha go do tej, jakże innej od całego jego otoczenia, dziewczyny. W dodatku, ona go kocha. Nie lekceważy jej uczuć, nie kpi z nich. Nie chce ich zranić.
Tymczasem w Rysiowie, kiedy Ula oznajmia, że jednak zdecydowała się na spotkanie z Markiem, zarówno Maciek, jak i Ala nie potrafią ukryć swojego niezadowolenia. Działają jednym frontem, żeby jej jednak to uniemożliwić. Maciek odwozi do Warszawy Jaśka, wyjeżdżającego na zdjęcia do Afryki i „przy okazji” odwiedza Marka, informując go, że Ula na spotkanie nie przyjedzie i, że powinien trzymać się od niej z daleka. Dochodzi do ostrej wymiany zdań. Tu znowu nasuwa się pytanie, czy Dobrzański obawia się tylko zbyt wielkiego wpływu Maćka na Ulę, jeśli chodzi o sprawę weksli, czy może jednak odzywa się w nim, także, jakaś nuta zazdrości o tak bliskie relacje Uli z nim? I znowu powiem, że chyba chodzi o jedno i drugie – podkręcany przez Sebę, nie wierzy Maćkowi, ale także nie podoba mu jego się zbytnia bliskość, zażyłość z Ulą. Marek, już od jakiegoś czasu potrzebuje mieć ją na wyłączność i to nie tylko, jeśli chodzi o pracę.
Kiedy przychodzi do niego Seba, z wyczuwalnym zadowoleniem informuje go, że właśnie wybiera się na spotkanie z Ulą. Kiedy jest już prawie pewien, że uda mu się całą sprawę załagodzić, a przede wszystkim, spowodować jej powrót do firmy, otrzymuje SMS-a, z informacją, że ona jednak nie pojawi się w parku. Ta wiadomość sprawia, że wszystkie nadzieje pryskają, jak mydlana bańka. Nie wie, że to Ali udało się przekonać Ulę, nie tylko do tego, żeby zrezygnowała z wyjazdu do Warszawy, ale także, by przestała myśleć o powrocie do firmy i o Marku w ogóle.
Ula obiecuje posłuchać rady przyjaciółki, ale kosztuje ją to bardzo wiele. Rozum mówi – tak będzie lepiej, serce – wręcz odwrotnie.
Wieczorem odbiera wiadomość od Marka, z której wynika, że ma żal do niej o to, iż wyręczyła się Maćkiem, w załatwianiu spraw, które przecież tylko ich dotyczą. Ula wpada we wściekłość i robi awanturę Maćkowi, że wtrąca się w nie swoje sprawy. Ten, z kolei, próbuje przekonać ją o tym, że Marek jest miły i zabiega o spotkanie z nią tylko dlatego, ponieważ zależy mu na odzyskaniu weksli. Te słowa są, jak policzek i Ula postanawia to sprawdzić.
Seba także jest wyraźnie niezadowolony, że nie doszło do spotkania i ten fakt utwierdza go w przekonaniu, że jego rozumowanie jest słuszne i dlatego Marek musi zrobić wszystko, żeby odebrać weksle. „ I co? – sarkastycznie pyta Marek – Mam ją zostawić bez zabezpieczenia?”
Myślę, że w istocie, nie o zabezpieczenie tu chodzi – on rzeczywiście ufa Uli, jak nikomu innemu. Ufa w ogóle, nie tylko w kwestiach zawodowych. Ponadto, zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby wspomniał o tych wekslach, zraniłby ją, a tego, z całą pewnością nie chce.
Kolejny dzień, to brak Uli w pracy. Odczuwalny i zauważalny. W dodatku Seba dostarcza Dobrzańskiemu wypowiedzenie Uli. Zabolało. Czyżby rzeczywiście nigdy już nie miał jej zobaczyć, pracować z nią? Marek, z całą pewnością zdaje sobie sprawę z tego, kim jest dla niego Ula-asystentka, Seba wbił mu tez do głowy (choć chyba nie do końca), kim jest Ula- posiadaczka weksli, ale także wie, że nie tylko to jest ważne, bo jednak liczy się także ULA , po prostu.
Pisze do niej SMS-a :”Właśnie dostałem Twoje wypowiedzenie. Ula, przecież jesteśmy przyjaciółmi. Wyjaśnijmy to sobie. Będę w parku o piątej. Czekam na Ciebie.”
Ula wie, że musi iść na to spotkanie. Jest okazja, żeby przekonać się, o co naprawdę chodzi Markowi. Czy Maciek ma rację?
„Jeśli naprawdę chcesz coś wyjaśnić, jeśli naprawdę Ci na tym zależy, to będę…”
Marek już przestał liczyć na jej pozytywną reakcję, jednak po odczytaniu wiadomości, gwałtownie zawraca samochód i jedzie do parku. Ula, „uzbrojona” w weksel czeka na niego. Dla obojga są to ważne chwile.
-Ula, najgorsze, co moglibyśmy zrobić, to przestać ze sobą rozmawiać.
-Myślałam, że już wszystko sobie powiedzieliśmy.
-Mylisz się.
-No tak, jest przecież jeszcze jedna sprawa. Domyślam się, że to cię niepokoi.
-Co to jest?
-To te nieszczęsne udziały. Proszę.
-Nie, Ula. Jak w ogóle mogłaś coś takiego pomyśleć.
-Myślałam, że chcesz odzyskać to zabezpieczenie.
-To jest bzdura. Chciałem się spotkać, ponieważ nie wyobrażam sobie dalszej pracy bez ciebie.
-Na pewno znajdziesz sobie nową asystentkę.
-Ale wiesz, że nie chodzi tylko o pracę.
-Nie wiem.
-To teraz już wiesz.
Można by pewnie dyskutować nad szczerością jego wypowiedzi, zwłaszcza ostatnich kwestii, ja jednak uważam, że Marek, może sam tego nie kontrolując, nie zagłębiając się w to, dlaczego akurat tak powiedział, był szczery. On chce ją mieć obok siebie, chce ją widywać, rozmawiać z nią. Potrzebuje tego. Gdyby to było wielkie, obezwładniające uczucie, które nagle się zrodziło, wiedziałby, co o tym sądzić, umiałby to nazwać, ale to zaledwie jakieś niewielkie ziarenko, które gdzieś w jego sercu zapadło i kieruje go w stronę tej dziewczyny. Nie wiem, czy on zdaje sobie sprawę z jego istnienia, czy się nad tym zastanawia, myślę, że to raczej instynktowne działanie. Wiele razy zdarzają się sytuacje, kiedy mówi szybciej, niż pomyśli głowa, bo mówi tak, jak czuje (choć nie wie, dlaczego?).
Czy jednak, Ula, rzeczywiście wie, co miał na myśli Marek? Na pewno uspakaja ją fakt, że nie wziął udziałów i powiedział, że zupełnie nie o to mu chodziło. Kiedy informuje o tym Maćka, ten nie kryje zdziwienia i w rzeczy samej, nie ma pojęcia, co o tym sądzić.
Niestety, Seba jest mniej zadowolony z efektów misji przyjaciela. Nie może zrozumieć obiekcji Marka, kiedy ten mówi, że nie mógł przecież przyjąć tych weksli, mimo że mu je oddawała. Nie mógł pozwolić, żeby pomyślała, że tylko na nich mu zależy. Dobrzański nie ma tez pojęcia, co mógłby zrobić, żeby Ula wróciła do pracy, bo przecież zmusić jej nie może.
Sebastian postanawia pomóc przyjacielowi i, następnego dnia, nie informując go o niczym, wysyła Uli, przez kuriera, bukiet róż, wraz z bilecikiem. Jest bardzo zadowolony z tego pomysłu i zupełnie nie rozumie, dlaczego Marek nie podziela jego radości. On jednak obawia się, że taki gest może być źle przez Ulę odebrany. Zna ją przecież i wie, że ona jest inna, niż wszystkie kobiety, które dotąd pojawiały się w jego i Sebastiana życiu. Próbuje zatrzymać całą akcję, ale jest już za późno. Jedzie do Rysiowa, z nadzieją, że kurier jeszcze nie dotarł i… zastaje Ulę stojąca przed domem z ogromnym bukietem pięknych czerwonych róż. Marek nie wie, jak się zachować, co odpowiedzieć, na pytanie, dlaczego przysłał kwiaty kurierem, skoro i tak sam przyjechał. Uśmiecha się, ale jest wyraźnie zmieszany. W końcu mówi, że przyjechał, żeby zobaczyć jej minę po otrzymaniu przesyłki, ale za chwilę dodaje, że przyjechał, żeby poprosić ją o powrót do pracy. Kiedy z ust Uli pada krótkie „niepotrzebnie”, nie wie, co zrobić. Ulgę przynoszą mu dopiero słowa, że niepotrzebnie przyjechał, ponieważ ona już wcześniej postanowiłam, że wraca do firmy i właśnie się tam wybierała. I wszystko odbyłoby się prawie bezboleśnie, gdyby Ula, w drodze do Warszawy nie znalazła w bukiecie ukrytego bilecika. Czyta go i widać, że jest wyraźnie podekscytowana jego treścią. Próbuje dowiedzieć się, co chciał przekazać jej Marek w tym liściku, ale on, ze zrozumiałych względów, nie ma pojęcia, o co chodzi. Czuje się niezręcznie, jest podenerwowany i unika tematu.
W firmie, kwiaty nie uchodzą uwagi Violi i Pauliny. Obie zastanawiają się, od kogo Ula je otrzymała. Marek próbuje zdobyć liścik, żeby dowiedzieć się, co zostało w nim napisane, co tak bardzo zaskoczyło i poruszyło Ulę. Kiedy, pod jej nieobecność, przeszukuje bukiet, przyłapuje go Paula.”Czasem żal mi tej Brzyduli (Uli, poprawia Marek). Kto dałby jej coś takiego bezinteresownie? Może ojciec, albo brat, ale facet? Pewnie czegoś od niej chce, a ona myśli, że to takie romantyczne. Stary numer.” Widać, że te słowa uzmysławiają coś Markowi, dociera do niego brutalna prawda, że z taką właśnie intencją zostały one wysłane. Co prawda, nie on to zrobił, ale… Jest mu głupio.
Kiedy jednak, w kwiaciarni, dowiaduje się, że tajemniczy wierszyk, który znajduje się na bileciku, oznacza, ni mniej, ni więcej, tylko tyle, że ten, kto go wybrał przeprasza za swoje zachowanie i… kocha – wpada w panikę. Wie, że Ulka będzie chciała z nim o tym porozmawiać, że to dla niej ważne i, że na pewno nie odpuści.
Spotykają się przed firmą. Jej myśli są zajęte rozważaniem na temat zachowań Marka. Nieoczekiwanie stają naprzeciwko siebie. Po twarzy Marka widać, że to spotkanie nie jest mu obojętne, tylko że akurat, z taksówki wysiada Paulina i należy do niej podejść. Rzuca więc tylko Uli informację, że będzie za chwilę, a ją, sprowadza na ziemię widok, do którego, wydawało się, już przywykła – Paulina i Marek, całują się na środku chodnika, na powitanie. Nie sądzę, żeby było to oznaką czułości między nimi, jest raczej rutynowym zachowaniem, ale Ula przypomina sobie o istnieniu „rywalki”. Marek też zachowuje się trochę dziwnie – odwraca głowę i uświadamia sobie, że Ula była świadkiem tej sceny, a … chyba tego nie chciał. Jest mu głupio? Jest zażenowany?
Cieplakówna, w przeciwieństwie do Marka, nie zamierza odkładać rozmowy na temat treści zawartej w bileciku. On, ewidentnie boi się tego, a w dodatku, Seba cały czas namawia do uwodzenia Uli. Dobrzański, który zwodził dotąd wiele kobiet, tej jednej nie chce oszukiwać. Nie potrafi tego zrobić. „Ja nie zamierzam jej oszukiwać. Powiem, że cenię ją za profesjonalizm, pocałunek to był wypadek przy pracy, kwiaty na przeprosiny, a liścik zaplątał się przez przypadek.”
Mam wrażenie, że Marek zupełnie się pogubił – nie chce, nie może, nie potrafi dawać jej nadziei na coś, czego sam nie jest świadomy, z drugiej zaś strony czuje, że przecież nie tylko o Ulę – asystentkę tu chodzi., że ceni ją nie tylko za to i nie tylko w tej roli jej potrzebuje.
Zniecierpliwiona unikami Ula wpada, w końcu do jego gabinetu i wygląda na to, że nie zamierza ruszyć się stamtąd, dopóki nie usłyszy od niego jakichś wyjaśnień. Marek, dość nieskładnie zaczyna budować zdania – „Ciągle się coś między nami dzieje… Dzieją się różne wyjątkowe rzeczy… jakby wszyscy w firmie widzą, że ty, że ja, że my, że…łączy nas pewne porozumienie… ja wiem, że to może dziwnie brzmi – każdego dnia zbliżaliśmy się do siebie. Wtedy… pojawił się Maciek i od razu go znielubiłem. Od świąt dużo się dzieje, od kiedy mnie pocałowałaś. Dostałaś pewne sygnały : kwiaty, bileciki, kamienie. Nawet prosiłem ciebie, żebyś wróciła, przytulałem… I to coś znaczy….”
Czy jest w tych słowach jakiś fałsz, nieprawda? Nie – tak przecież było i, przez moment, mam wrażenie, że do wypowiadającego na głos te słowa, Marka dociera, że to rzeczywiście coś znaczy. Tylko co? Dlaczego to robił, dlaczego traktował ją do pewnego stopnia, wyjątkowo, na pewno nie tylko tak, jak prezes swoją, choćby i najbardziej profesjonalną asystentkę? Dzisiaj jeszcze nie potrafi nawet sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Ula, po tych słowach, które przyjemnym ciepłem zalewają jej skołatane serce czuje, że musi złapać trochę oddechu i dystansu. Wychodzi na chwilę i w łazience próbuje zastanowić się, co on jeszcze chce jej powiedzieć.
Tymczasem, w gabinecie pojawia się Paulina. Rozmowa nie należy do miłych, aż w końcu, Paula stwierdza, że z Markiem od jakiegoś czasu coś jest nie tak – wszyscy są ważniejsi : Violetta, Pshemko, a Brzydula jest najważniejsza, bo przecież broni jej, przytula. Marek wie, że Paula ma rację, ale trzeba się jakoś bronić. Wykrzykuje więc:
-Ty chyba nie podejrzewasz? Brzydula? To nawet o coś takiego jesteś zazdrosna? Nie mam z nią nic wspólnego!
Świadkiem tych słów, nim Marek się zorientował, staje się Ula. Nie może uwierzyć w to, co usłyszała. Jak w amoku idzie do windy. Dobrzański woła ją, biegnie za nią. Jest wściekły na siebie, na Paulinę. Wie, że nie może jej tak zostawić. Przed windą dogania go Pshemko, zbulwersowany zachowaniem Violetty. Oczekuje, że Marek go wysłucha, ale jemu teraz nie Mistrz w głowie. Ignoruje go, nazywa histerykiem i myśli tylko o tym, gdzie teraz może być Ula.
Kiedy, w końcu udaje mu się odnaleźć ją przed firmą, próbuje wytłumaczyć się ze swojego zachowania.
-Ula, źle mnie zrozumiałaś. To naprawdę nie jest tak.
-A jak?
-Paulina mnie zaskoczyła i musiałem ja jakoś uspokoić.
-Marek, proszę cię, zostaw mnie. Idź stąd! Zniknę. Wreszcie nie będziesz musiał…
-Ula, nie możesz.
Obejmuje ją , przytula, całuje. Umawia się z nią na spotkanie. Następnego dnia, po pracy.
Kolejny dzień rozpoczyna się dla Marka dramatycznym przebudzeniem się Pauliny – miała sen, w którym on obściskiwał się w swoim gabinecie z jakąś kobieta. Marek bagatelizuje to, uśmiecha się nawet, ale wyraz jego twarzy gwałtownie zmienia się, kiedy słyszy, że tą kobieta okazała się … Brzydula. Poważnieje, jest zmieszany, ucieka wzrokiem. Dlaczego? Przecież, jak to w końcu powiedziała Paula – sny bywają takie surrealistyczne. On chyba o nim tak nie pomyślał. Całował ją przecież, poza tym, ta dziewczyna cały czas siedzi w jego głowie. Chyba nie próbuje nawet znajdować odpowiedzi, dlaczego, bo przecież najprościej posłużyć się wymówką o kredytach, udziałach, ale to przecież tylko parawan, za którym on nieświadomie sam się chowa. Ogarnia go lęk i panika, kiedy zauważa, że jednak traktuje ją zupełnie inaczej, niż wszystkie dotychczasowe kobiety. Wygląd? Nie, on od początku nie był dla niego ważny. To inni zwracali na to uwagę, nie on. Więc co?
Poranek Uli także jest ekscytujący – wracają wspomnienia wczorajszej sceny przed firmą. Jego pocałunki, propozycja spotkania po pracy… Przygotowuje się do tego bardzo starannie, tylko zapomniała, w ferworze przygotowań podkręcić grzywkę. W pracy wszyscy zauważają, że coś zmieniło się w jej wyglądzie i zaczyna być ciekawa, czy Marek też to zauważy. Wchodzi do gabinetu z pocztą, a tam, zdenerwowany Marek próbuje wydobyć z Violi, czym tak bardzo naraziła się Pshemko. Jak wiadomo, rozmowy z Kubasińską do łatwych nie należą, więc wreszcie nie wytrzymuje jej pokrętnych tłumaczeń i chce, żeby zostawiła go z Ulą samych. Obiecuje jej rozmowę po pracy (są przecież umówieni), ale i on, ku jej zadowoleniu, zauważa, że zmieniła coś w swoim wyglądzie.
Ula cieszy się na spotkanie, jest w doskonałym nastroju do momentu, kiedy… znów widzi całujących się na korytarzu Paulinę i Marka. Ten widok działa, jak zimny prysznic. Nie może sobie z tym poradzić i, choć to boli, postanawia:
-Marek, nie spotykajmy się dzisiaj, ani jutro, ani w ogóle. To nie ma sensu..
Dobrzański nie wie,że Ula widziała go z Paulą i nie rozumie jej nagłej zmiany decyzji. Stoi pochylony nad jej biurkiem, kiedy wpada Paula.
-Marek, co ty robisz? Tam Pshemko odchodzi.
-Tak, wiem.
-Co? Ty nic nie zrobisz?
-Kochanie, rozmawiam.
-I to jest ważniejsze? On podobno odchodzi przez ciebie.
No właśnie – i to jest ważniejsze? Przecież Ula, to tylko asystentka, a Mistrz, to filar firmy, bez którego ona może się zawalić. Pshemko, bez wątpienia trudno byłoby zastąpić, asystentkę, no może nie tak dobrą,ale jednak – dużo łatwiej znaleźć, ale Uli… po prostu nie może stracić. Być może jest to nadinterpretacja z mojej strony, jednak trudno mi oprzeć się wrażeniu, że jeśli Marek myśli teraz o udziałach i kredytach, to gdzieś na szarym końcu. Zależy mu przede wszystkim na tym, żeby ich relacje były jak najlepsze, jakby wierzył, że jeśli tak będzie, to cała reszta też się ułoży.
Między Markiem a Pauliną dochodzi do kłótni.
-Marek, człowieku, zrób coś. Pshemko odchodzi, a ty patrzysz na Brzydulę? Ratuj swoja firmę.
No właśnie, kto ważniejszy – Mistrz, czy Ula? Z kim rozmawiać, kogo przekonywać… Dzwoni do Uli, ale ona nie odbiera, za to pojawia się Seba z wypowiedzeniem Pshemko. Marek nie chce przyjąć tego do wiadomości, wierzy, że to przejściowy kryzys Mistrza. i opowiada przyjacielowi, że nie wie, co stało się Uli. Byli umówieni, a ona nagle zmieniła zdanie i nawet nie mógł się dowiedzieć, dlaczego to zrobiła. Widać, że nie jest mu to obojętne, że nie czuje się z tym dobrze.. Kiedy jednak pojawia się Ula z zapytaniem, czy może iść już do domu, bo wykonała, co miała do zrobienia, a czeka na nią Maciek, Marek, choć bez entuzjazmu, ale zgadza się. Chyba jednak nie może uwierzyć w to, że ona jednak wyszła, bo zaczyna szukać jej w firmie. Pyta o nią spotkaną Violę i zupełnie nie może skupić się, na tym, o czym ona do niego mówi.
Wpada do sekretariatu tuż za Ulą, która wróciła się po notatki, których zapomniała. Nie pozwala jej wyjść – oczekuje wyjaśnienia tego, dlaczego zmieniła zdanie.
-Ula, jednak wróciłaś.
-Proszę?
-No, mówiłaś, że spieszysz się. Chyba Maciek…
-Tak, tak , Maciek na mnie czeka.
-Wiesz, bo ja myślałem, że wróciłaś, bo chciałabyś…
-… iść z tobą do palmiarni?
-Tak. Szczerze – tak właśnie myślałem.
-Marek, przecież wiesz, że ja bardzo bym chciała z tobą…
-… ze mną?
-Pójść do palmiarni.
-No, ostatnio wiele się wydarzyło…
-… ale nie mogę
Ula chce wyjść, ale Markowi udaje się ją zatrzymać.
-Ale nie możesz, bo co? Bo Maciek? Bo?
-Nie, nie Maciek. Chodzi o to, że my byliśmy już w palmiarni.
-No tak, pamiętam. Było bardzo miło.
-Tak. Dzisiaj też byłoby bardzo miło. To byłby kolejny raz, kiedy byłoby bardzo miło i ja pewnie chciałabym trzeci raz pójść do palmiarni.
-Noo, ja na pewno też.
-Nie, Marek. No ty nie.
-A skąd wiesz, że nie?
-Boo nie wszystkie drzewa są takie same.
-Co? Ula, jaśniej.
-Ja brzoza…
-Ja grab, jak mnie słyszysz?
-No właśnie – ja brzoza, ty grab. Widziałeś kiedyś takie drzewo, grab?
[…]
-Jest piękne. A dwa graby, to już naprawdę coś.
-Ula, mnie się wydaje, że najpiękniejsze są lasy mieszane. Graby, brzozy, razem, obok siebie…
-Graby rosną bardzo blisko siebie. Ciężko je rozdzielić.
-Jak się czegoś bardzo chce, to… pamiętasz? Sama to mówiłaś.
-Zostawiłbyś graba dla brzozy? Naprawdę?
Marek poważnieje. Zdaje sobie sprawę, że sprawy poszły dość daleko. Że, w sumie niewinna rozmowa, zakończyła się niemal deklaracją, na którą, z całą pewnością nie był gotowy. Ba, nawet nie brał jej pod uwagę.
Na Uli ta rozmowa zrobiła niewątpliwe wrażenie. W zasadzie, usłyszała w niej to, co chciała usłyszeć, co jednak zaskoczyło ją i… nie uśpiło wątpliwości. Słowa Marka zrozumiała jednoznacznie – on chce być z nią, niemal zdeklarował się, że gotów jest zostawić dla niej Paulinę, ale, czy na pewno? Przecież każdej poprzedniej tez pewnie to obiecywał i nigdy tego nie zrobił, więc…? To pytanie towarzyszy jej od rana, a Marek… On też nie pozostaje obojętny wobec wypowiedzianych wcześniej słów. W windzie opowiada Sebastianowi o tym, że najpierw Ula wymiksowała się z wcześniej umówionej randki, a potem rozmawiali i… trochę go poniosło, z czego Ula zrozumiała, że chce z nią być i, że rzuci dla niej Paulinę. Seba pokpiwa trochę z przyjaciela, ale on nie czuje się dobrze w sytuacji, do której doszło. Nie wie, co robić, jak się zachowywać, ma wyrzuty sumienia. Sebastian zupełnie nie rozumie jego obiekcji :
-Ja naprawdę cię nie poznaję. Przecież wszystkim swoim laskom mówiłeś, że zostawisz Paulinę – Joaśce, Klaudii…
-Zrozum, Ula, to nie Klaudia.
-To akurat widać na pierwszy rzut oka.
-Daj spokój. Nie o to chodzi.
-Wiem, że nie o to chodzi. Że chodzi o firmę, o udziały, o ten debilny kredyt.
-Nieee, o to właściwieee też nieee…
-To o co? O miłość?
-Przestań. No jak, Seba? Którędy?
-Może zauroczenie? Może ona naprawdę na ciebie jakiś urok rzuciła?
-Nie, to bez wątpienia. Brnij dalej.
-Wyluzuj – dziewczyna się nacieszy. Takiej, jak ona , to na długo wystarczy.
-Dziękuję, pocieszyłeś mnie.
Marek odchodzi zły, zawiedziony. Pewnie oczekiwałby jednak czegoś innego od przyjaciela, tymczasem, wyczuwając jego ironiczny ton i takie samo potraktowanie ważnej dla siebie sprawy, nie jest do końca szczery w tej rozmowie. Najpierw sygnalizuje Sebie, że tak naprawdę, to nie o firmę w tym wszystkim chodzi, czyli mówi na głos to, czego domyślaliśmy się już wcześniej, ale potem, kiedy z ust Olszańskiego pada słowo „miłość”, błyskawicznie chowa się za lekką kpiną, próbuje to lekceważyć. Kiedy jednak patrzy się na niego – wyraz twarzy, oczu, nie współgra z wypowiadanymi słowami. Zląkł się tego, co usłyszał? Nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłoby go łączyć z Ulą jakieś głębsze uczucie, a z drugiej strony, chyba z pewnym niepokojem zauważa, że nie jest mu obojętne, co czuje, myśli i, jak zinterpretuje jego słowa ta, ciągle nieodgadniona dla niego, dziewczyna. Chyba, jedyna, jak dotąd kobieta, którą boi się zranić, z którą nie wie, jak postępować, przy której nie potrafi posługiwać się stereotypami, tak perfekcyjnie wypróbowanymi na innych kobietach.
Problemy związane z Ulą są bardzo ważne, ale nie jedyne. Oto wrócił do siebie, po burzliwej rozmowie z ojcem i Aleksem, mającej bezpośredni związek z odejściem Pshemko. Jest załamany. Wszystko się wali. Wie, że jeśli nie uda mu się powstrzymać Mistrza przed rezygnacją z pracy w F&D, to sam także będzie musiał zrezygnować ze stanowiska prezesa. W ten sposób, zawiedzie ojca i odda pole Aleksowi, który, zresztą, tylko na to czeka. Takiego, leżącego na kanapie i pogrążonego w beznadziei, zastaje go Ula. Widzi, w jakim jest stanie i stara się go uspokoić.
-Marek, spokojnie. Ojciec na pewno w ciebie wierzy, Aleks knuł, knuje i będzie knuł, a Pshemko odchodził chyba ze sto razy.
-A ty?
-A ja? Ja pomogę ci zatrzymać Pshemko
Marek podnosi się na te słowa.
-To lepiej pomóż mi z kimś innym, bo na tego chimerycznego, nieobliczalnego histeryka, to ja mam swoje sposoby.
-A na kogo nie masz?
-Na Ulę Cieplak.
Czy te słowa coś znaczą? Co miał na myśli Marek, wypowiadając je? Nie wiem. Powiedział to tak… ciepło i tak samo na nią patrzył, że może można by je zinterpretować „pomóż mi do niej dotrzeć, zrozumieć, zatrzymać…”. Jednego jestem pewna – to nie była gra.
Ula, … może i nie rzuciła na niego czarów, jak podejrzewał Seba, ale kiedy ona prosi, by przywrócił do pracy Elę, Marek zgadza się, niemal natychmiast. Wie, że narazi się Aleksowi, który na miejsce byłej bufetowej ma już innego kandydata. Wie, że nie spodoba mu się, że podważył jego decyzję, ale robi to i jeszcze mówi, że postąpił tak dlatego właśnie, bo Ula go do tego przekonała. Cieplakówna słyszy to i nie może uwierzyć. To miód na jej serce, sygnał, że coś dla Marka znaczy.
Ona i dziewczyny – Iza, Ela i Ala, także postanawiają pomóc Markowi, a dokładniej – przekonać Pshemko, że nie powinien odchodzić z F&D. Sprawa wydaje się być beznadziejna – Mistrz nie zamierza zmieniać zdania. Dopiero, kiedy Iza, w gniewie i desperacji nazywa go zdrajcą, niespodziewanie, osiągają efekt. Te słowa są, jak policzek, który studzi histeryczne zachowanie Pshemko. Jednak nic jeszcze do końca nie jest pewne, dopóki on nie pojawi się w firmie. Ula od rana zamartwia się, że jednak cała ich akcja się nie powiodła, że nie zdołała pomóc Markowi, który właśnie, zupełnie załamany wszedł z Pauliną do swojego gabinetu. Paula nie może zrozumieć jego decyzji o rezygnacji ze stanowiska. Próbuje odwieść go od tego zamiaru, kiedy z tajemniczą miną wkracza Ula, informując go, że ma gościa i , że to pilne. Zdezorientowany Marek idzie z nią do pracowni, gdzie czeka na niego skruszony i gotowy do pracy Pshemko. Szczera rozmowa, przyjazne gesty, no i radość z tego, że zbyt pewnemu siebie Aleksowi, znowu można utrzeć nosa. Marek jest wyraźnie szczęśliwy i chce swoją radością podzielić się z Ulą. Zastaje ją w swoim gabinecie, kiedy układa papiery na biurku.
-Masz tu bałagan.
-Jaki w życiu, taki na biurku.
Dla mnie te słowa, wypowiedziane tak trochę mimochodem, są dość znamienne, bo czy Marek kiedykolwiek wcześniej brał pod uwagę to, że w jego życiu coś jest nie tak? Miał przecież wszystko – pieniądze, prezesurę, piękną narzeczoną i w najbliższej perspektywie, poukładane życie rodzinne. Wszystkie te modelki, z którymi miał dłuższe, bądź krótsze romanse, dodawały tylko pewnej pikanterii temu całemu „ładowi”, były miłą odskocznią, rozrywką, którą traktował, jak coś jak najbardziej normalnego. To Ula, ze swoimi zasadami i zupełnie innym patrzeniem na życie, trochę mu ten porządek zburzyła, a może stała się też częścią tego „bałaganu”?
Marek dziękuje jej za powrót Mistrza i usiłuje dowiedzieć się, jak tego dokonała – ona i dziewczyny., ale Ula, zauważa tylko, że to one są wdzięczne jemu, za przyjęcie Eli, za to, że naraził się Aleksowi, choć przecież nie musiał.
-Musiałem. Pamiętasz? Prosiłaś mnie o to. Mieliśmy sobie pomagać, a ty pomagasz mi cały czas. Zresztą, ostatnio znowu bardzo, bardzo mi pomogłaś. Dziękuję.
I jest w tej scenie trochę poufałości, dyskretnej czułości, kiedy tak stoją naprzeciwko siebie, a Marek, patrząc jej w oczy, gładzi ją po rękach.
Nastrój burzy nieoczekiwane wejście Domi i jej pytanie :”całowaliście się?” Dość obcesowa odzywka wprawia w zakłopotanie, zarówno Ulę, jak i Marka. Domi chce się dowiedzieć, czy prezes podjął już jakieś decyzje w sprawie przedłużenia jej kontraktu w sprawie „twarzy” FD Sportiwo, a Ula wychodzi. Jest bardzo ciekawa, jak zachowa się Marek wobec prowokacyjnych zachowań modelki, bo dotąd, przecież, wszystkim ulegał.
Domi, znając słabość Dobrzańskiego, zachowuje się dość swobodnie, wiedząc, że takie zachowania zawsze na niego działały. Jednak tym razem go nie poznaje – jest bardziej oficjalny, zachowuje dystans, nie pozwala się do siebie zbliżyć. Zauważa, że Marek się zmienił, na co on, niemal filozoficznie odpowiada, że przecież ludzie się zmieniają…
Ciekawość i niecierpliwość Uli sięga zenitu i udając, że ma do Marka jakąś pilną sprawę, po prostu wchodzi do gabinetu. Zastaje Domi siedzącą na kanapie, a Marka w fotelu. Ten widok uspakaja ją i satysfakcjonuje. Marek chyba orientuje się w przyczynie jej nagłego wejścia i proponuje, żeby do nich dołączyła i zanotowała nowe warunki dla modelki. Ula jest zadowolona, Domi, wprost przeciwnie.
Już po rozmowie, w sekretariacie, Domi jeszcze próbuje zaznaczyć swoje bliskie relacje z prezesem, kładąc mu zalotnie rękę na ramieniu, ale on zdejmuje ją dość zdecydowanie i wycofuje się do swojego gabinetu.
Marek, a jakby nie on. Przecież jeszcze nie tak dawno wykorzystałby takie tet a tet, a teraz? To nie gra, z jego strony, więc co? Nagła lojalność wobec narzeczonej? Jakoś do tej pory nie miał żadnych skrupułów. Czy zachowuje się tak świadomie, bo nie chce zranić Uli? To też raczej mało prawdopodobne. Myślę, że za tą zmianą „stoi” Ula, choć on nie zdaje sobie z tego sprawy. Co innego staje się ważne, ktoś inny, a działa raczej zupełnie podświadomie.
Marek i Ula mogą wreszcie spokojnie porozmawiać:
-Trzeba to uczcić. Przecież tak spektakularne powroty nie zdarzają się często.
-Na pewno jakoś to uczcicie w większym gronie.
-Nie, nie, nie. Nie dzisiaj. Zresztą, kiedyś, to my byśmy to jakoś uczcili, nie?
-Teraz?
-No wiesz, jedni obiecują kokosy, drudzy palmiarnie…
-Wiesz, niektórzy ludzie czasem zmieniają zdanie.
-A ty?
-Spróbuj…
Stoją oboje oparci o biurko i jest między nimi jakaś dziwna więź, krążą jakieś fluidy i wcale nie wygląda na to, że ona jest dla niego kimś, kogo chce spławić, kto jest mu obojętny, wobec kogo odgrywa tylko jakąś rolę.
Marek, po pracy, pojawia się w bufecie, gdzie Ula z dziewczynami opija sukces i tylko ona i on wiedzą, że są umówieni, że trzeba odmówić dziewczynom, żeby być tylko z nim.
Marek czeka w samochodzie i w oczekiwaniu na Ulę, rozmawia z Paulina, której próbuje wytłumaczyć, że wróci później, bo musi zamknąć jeszcze jedna sprawę w firmie. Nie wie tylko, że Paula mu nie wierzy i będzie chciała sprawdzić, jak tym razem ma na imię ta „pilna, firmowa sprawa”.
Dobrzański przywozi Ulę do „Ogrodu Smaków”. Podoba się jej to miejsce, kojarzy z Pretty Woman,czuje się, jak w filmie…
-Nie wiedziałem, że lubisz komedie romantyczne.
-Nie bardzo, ale tu mi się podoba. Bardzo. Nie przepadam za komediami romantycznymi, bo tam zawsze na końcu jest ślub i…
-I żyli długo i szczęśliwie…
-No nie, tego już nigdy nie pokazują.
-Aha, czyli wolisz normalne życie, tak? Trud, znój, łzy…
-Bez przesady. Czasem lubię się oderwać od rzeczywistości. Tak, jak na przykład dzisiaj.
Marek patrzy na nią jakoś tak ciepło i chyba cieszy się, że sprawił jej przyjemność, przywożąc w to miejsce. Nieoczekiwanie podchodzi mężczyzna sprzedający kwiaty. Daje Uli bukiecik.
-Piękne kwiaty, dla… pięknej pani.
Marek spojrzał na niego ze zdziwieniem? Zadowoleniem?
-Nie musiałeś.
-Chciałem. To nie film. Życie pisze najlepsze i najciekawsze scenariusze.
-No, nie wiem – mówi Ula, patrząc w kierunku drzwi.
Marek podąża za jej wzrokiem, odwraca się i widzi… Paulinę.
Cały urok, czar i magia tego wieczoru prysły w jednej chwili. Dobrzański musi przecież jakoś wytłumaczyć narzeczonej, co robi tutaj z Ulą, więc, jak zwykle w takich sytuacjach, ucieka się do kłamstw – że pracowali, zasiedzieli się, zgłodnieli i wpadli coś zjeść. Ula próbuje uwiarygodnić słowa Marka i na dowód wyjmuje dokumenty z jakimiś prognozami, które, rzekomo, mieli omawiać. Sytuacja jednak jest absolutnie niekomfortowa i to, zarówno dla Uli, jak i dla Marka. Ponadto, Marek wie, że Paula go śledziła, a opowieść o tym, że umówiła się tu z Violettą jest kłamstwem. Jest wściekły, Ula nie mniej . Próbuje jednak jakoś ją uspokoić. Wszystko na nic – dla Cieplakówny ta sytuacja jest upokarzająca. Wstaje więc i , nie zwracając uwagi na to, że Marek próbuje ją zatrzymać – wychodzi.
-Nie denerwuj się, Paulina nic nie podejrzewa.
-Pewnie, że nie. Byłeś świetny. Masz wprawę w końcu, nie?
-Musiałem ratować sytuację.
-Nie sytuację, Marek. Swój związek musiałeś ratować.
-Wiesz, że to nie jest takie proste.
No fakt – i Ula ma rację i Marek również. Przecież on kompletnie nie jest gotowy, na jakiekolwiek ruchy w stosunku do Pauli. Zresztą – Ula wywołuje w nim , co prawda jakieś dziwne, niezrozumiałe emocje , ale sam nie ma pojęcia, czy i co to tak właściwie jest. Póki co, jest Paulina, choć jakby coraz dalsza mentalnie, ale jednak oficjalna narzeczona i musi zachować przynajmniej jakieś pozory. Natomiast w Uli wszystko buntuje się przeciwko byciu „okruchami z pańskiego stołu”.
Rozmowa w samochodzie, kiedy Marek odwozi ją do domu, nie należy do najmilszych i najłatwiejszych. Nie tak to miało być. To miał być miły wieczór. Miły dla nich obojga – jemu na tym zależało, ona się na niego cieszyła.
-Ula, przepraszam. Ja wiem, że to było dla ciebie trudne i naprawdę nie chciałem ciebie stawiać w takiej sytuacji.
-Sama się w niej postawiłam.
-Zapomnijmy o tym, ok? Słuchaj, Paula myśli, że jesteśmy w pracy, więc może jeszcze gdzieś pojedziemy? Tutaj niedaleko jest taka fajna restauracyjka…
-Nie, nie. Marek, zawieź mnie do domu. Jeśli możesz.
-Ula, dlaczego?
-Ty naprawdę nie rozumiesz? Naprawdę?
-Ula, myślę, że jesteś zdenerwowana.
-Myślisz, że ja się z czasem przyzwyczaję?
-Tak. Myślę, że powinniśmy o tym porozmawiać.
-A ja myślę, że powinnam najpierw porozmawiać sama ze sobą.
Są już przed domem w Rysiowie. Ula chce wysiąść, ale on jeszcze ją zatrzymuje.
-Nie chciałam, żeby tak wyszło.
-Wiem, że to była głupia sytuacja, ale przecież, Ula, następnym razem…
-Marek, to nie ma sensu.
-Ale co?
-Wszystko. Przecież ty za chwilę bierzesz ślub…
Marek patrzy na nią bez słowa. Widzi, jakie to wszystko jest dla niej trudne i… nie wie, co zrobić, powiedzieć. Sam też się pogubił? Jedno wie – nie chce jej ranić, ale też nie chce jej stracić. Dlaczego?Nie ma na to prostej odpowiedzi. Nie ma takiej w ogóle. Tak czuje, ale dlaczego? Kolejne retoryczne pytanie.
Ula przeżywa swoje rozterki zamknięta w pokoju. Nie chce tak, nie może, nie potrafi, ale… kocha.
Marek, o swoich rozterkach rozmyślał w bezsenną noc, a teraz opowiada o nich Sebastianowi.
-Paulina przyłapała mnie z Ulą.
-Przyłapała cię? Na czym?
-na kolacji. W restauracji. A ty, co myślałeś?
-Nie chcesz wiedzieć.
-To było dość upokarzające dla mnie i dla niej.
-No, wyobrażam sobie. Musiała się wściec.
-Ja o Uli mówię.
-Co się tak wkurzasz? Nie pierwszy raz jesteś w takiej sytuacji. Chyba wiesz, co robić?
-Stary, wiem, co robić i nie chcę tego robić. Nie chcę zwodzić Uli, nie chcę chodzić z nią na randki i się całować.
-No tak, to akurat rozumiem. Ale przecież mechanizm jest ten sam.
-Seba, przestań już z tymi mechanizmami. Ja po prostu, chcę z tego wybrnąć raz na zawsze. Im bardziej się staram, tym bardziej się zapętlam.
W tej rozmowie dziwi mnie, że Marek zauważył upokorzenie Uli i źle mu z tym, natomiast nawet nie wspomniał o tym, że ta sytuacja była upokarzająca także dla Pauliny, która, przynajmniej teoretycznie, powinna być mu bliższa. Czy rzeczywiście, Marek chce się wymiksować z bliskiej zażyłości z Ulą? Szczerze w to wątpię. Może i rozum mu to podpowiada, ale jakiś tajemniczy, wewnętrzny głos, dla niego samego chyba niezrozumiały, szepce mu co innego i właśnie za nim idzie. To on każe mu patrzeć na nią ciepło, myśleć z troską i nie chcieć jej ranić, ale żeby odkryć, czym jest ten głos i, dlaczego w ogóle się w nim odzywa, potrzebuje jeszcze dużo czasu.

Kończę na odc. 131.

piątek, 9 kwietnia 2010

(Nie) dorosła miłość - opowiadanie Michaliny cz.5

Aleks z Pawłem siedzieli przy jednym ze stolików w nowo otartej restauracji
"Retro filiżanka", było tam całkiem przyjemnie, wystrój w stylu lat 20,
muzyka podobnie, można było napić się dobrego wina, zjeść smaczną kolację,
a co najważniejsze spokojnie porozmawiać. Restauracja była średniej
wielkości, ale mimo to oprócz stolików mieściła się tu też scena i parkiet,
na którym kilka par kołysało się w rytmie przedwojennych szlagierów.

Tymczasem przed lokalem:

-Mmm. Olka ślicznie wyglądasz- powiedział z uśmiechem Piotrek.

-A dziękuje Ci bardzo, ty też wyglądasz niczego sobie.- odpowiedziała
dziewczyna i odwzajemniła uśmiech.

-Ja Ci dam niczego sobie, wiesz ile się naszukałem takiego melonika i ile
musiałem za niego zapłacić.- oburzył się chłopak.

-Ależ Piotrusiu mój kochany ja przecież nie oceniałam Twojego melonika tylko
Twój wygląd.

-Wiesz, co ty sobie grabisz, ja jestem cierpliwy, ale moja cierpliwość się
kiedyś kończy, a wtedy spotka Cię sroga kara.- powiedział z niby to poważną
miną Piotr.

-Zabrzmiało tak groźnie, że od razu mam ochotę spróbować.- odrzekła Ola, a
po jej słowach oboje wybuchli śmiechem.

- A wam co tak wesoło?- usłyszeli głos za sobą.

-No Anka nareszcie jesteście, myślałam, że się nie doczekamy!- powiedział z
wyrzutem młoda Dobrzańska.

-No ale widzę, że się nie nudziliście.- wtrącił się Krystian

-Z nim się nie da nudzić.- stwierdziła Ola i pokazała język Piotrkowi.

-No dobra koniec tej dyskusji, wchodzimy?- zapytała Magda.

-No pewnie- odrzekli zgodnie.



I już po chwili siedzieli przy dwóch dużych stolikach. Przypadkiem, a może
przeznaczeniem ich stoliki był tuż przed stolikiem Aleksa i Pawła.

-Oo widzę, ze moi studenci, chociaż raz słuchali co do nich mówiłem, i
skorzystali z zaproszenia-powiedział nagle Paweł.

-Co, o czym ty mówisz?- zdziwił się Aleks.

-No spójrz! Siedzą przed nami, zdaje się jest też wśród nich ta `twoja`
Dobrzańska.

-Jaka `moja`, jaka `moja` co ty mówisz, chyba za dużo wina wypiłeś.-
obruszał się Febo, gdy w pewnej chwili jakby zaniemówił; ich oczy znów się
spotkały, co prawda nie trwało to więcej niż sekundę, ale stworzyło między
nimi jakoś więź, obje to czuli, jeszcze żadne z nich nie wiedziało co to
jest, ale wierzyli , że wkrótce to odkryją.

-Ziemia, do Olki! Co ty się tak zapatrzyłaś?- wołała Anuśka.

-Co? Ja? A nie tak się rozglądam, patrz lepiej kto siedzi w stoliku za
nami.- odparła Ola.

-OO nasz pan profesor i to nie sam z jakimś przystojniaczkiem, mm smakowity
konsek- zaśmiała się Anuśka.

-Wiesz, co wydaje mi się, że skądś znam tego faceta..

-Niby skąd, co? Powiedz lepiej, ze Ci się podoba, lubisz starszych nie?-
podpytywała brunetka.

-Nie wiem skąd, ale jestem pewna, że już gdzieś widziałam te oczy. No ale
muszę przyznać, przystojny jest.



Aleks nadal był pod wrażeniem dziewczyny, którą zobaczył, była tak piękna,
miała na sobie zwykła mała czarną, która mimo to dodawała jej uroku, włosy
delikatnie pofalowane i te oczy, takie duże i tajemniczy, zupełnie jak Ula.

-Aleks, co ty się tak jej przypatrujesz, kręci Cię?- pytał profesor
Michalski

- Daj spokój Paweł, przecież on ma 20 lat, ja dwa razy tyle- mężczyzna
szybko uciął temat.



Minęły 2 godziny, Paweł z Aleksem miło rozmawiali, gdy nagle, zabrzmiała
melodia ukochanej przez Pawła piosenki z lat 20- "Taka noc i walc i ty":

-Aleks to mój ulubiony kawałek, chodź poprosimy do tańca, moje studentki,
co?- zapytał Michalski.

-Ale Paweł.- bronił się Febo, ale już po chwili szli razem w kierunku
stolika studentów.

-Ja biorę to wysoką brunetkę, a ty która tam chcesz.- oznajmił Paweł.

-No niech CI będzie.



-Witam moich studentów, cieszę się, ze was tu widzę, to jest mój przyjaciel
Aleksander Febo, chcieliśmy zaprosić panie do tańca- rzekł profesor
Michalski i zwrócił się w kierunku Anuśki i Olki. Anka od razu wstała i
wyszła z profesorem na parkiet.

-A czy pani zrobi mi tą przyjemność i zatańczy ze mną?- zapytał zdziwionej
Oli Aleks.

- Z miłą chęcią- odpowiedziała i uśmiechnęła się dziewczyna.

Wyszli na parkiet, oboje byli nieco stremowani, a w dodatku melodia walca
nie ułatwiała im tańca.

Aleks mimo to był pod wrażeniem tej dziewczyny, coś było w niej takiego, że
miał ochotę ją bliżej poznać, chociaż zdawał sobie sprawę, ze jest córką Uli
i Marka a za razem wnuczką seniorów Dobrzańskich.

A Ola zastanawiał się kim jest ten tajemniczy mężczyzna, tzn. oczywiście
nazwisko Febo kojarzyło jej się z FD, tj. firmą ojca, ale nie widziała kim
może być Aleks, dziewczyna nigdy bowiem nie słyszała o Pauli i Aleksie.

Piosenka się skończyła a oni tańczyli nadal, sami nie wiedzieli czemu, chyba
dlatego, ze w ogóle nie zawracali sobie głowy muzyką, zbyt bardzo byli
zajęci wpatrywaniem sobie w oczy. Dopiero po trzech kolejnych utworach Ola
powiedziała:

-Przepraszam, ale widzę, ze moi znajomi się już zbierają, a nie chciała bym
sama wracać.

-A tak oczywiście. W takim razie dziękuje za taniec, było mi niezmiernie
miło, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś panią zobaczę.- Mówił Aleks.

- Wszystko jest możliwe. Mnie też było miło. Do widzenia.- powiedziała i
odeszła.

Zahipnotyzowała go, jeszcze nigdy się tak nie czuł, a jej słowa `wszystko
jest możliwe` był dla niego jak nadzieja na przyszłość. Poczuł delikatne
ukłucie w sercu i już wiedział, że musi ją bliżej poznać, że nie jest już
dla niego tylko córką Marka Dobrzańskiego, ale wróżką, czarodziejką, która
budzi w nim magiczne emocje.