Get your own Digital Clock

środa, 13 czerwca 2012

Trzydziesta pierwsza część wersji "po zakończeniu" Marty2

Marek mimo nadmiaru zajęć w firmie znajdował czas, by odwiedzać Ulę – czy to rano, przed pracą czy po. Prawdę mówiąc, jednak wolał ten pierwszy wariant. Wieczorami życie rodzinne u Cieplaków płynęło ustalonym torem, a rezerwa, którą okazywał mu pan Józef, nie zachęcała go do dłuższych i częstszych pobytów. Mimo że Ula zapraszała go na kolację, to niechęć widniejąca na twarzy jej ojca zmuszała go do delikatnego wymówienia się. Nie tylko Ula pragnęła, by został, ale i mała Beatka, która bardzo lubiła prezentować swoją nowo zdobytą wiedzę w szkole oraz sprawdzać, co inni pamiętają z pierwszej klasy.
Ula była rozczarowana, marzyła bowiem o wspólnej, rodzinnej kolacji wraz z Markiem. Ale tłumaczyła sobie, że Marek jest pewnie zmęczony i przepracowany, a dojazdy do Rysiowa długo zajmują. Dlatego nie nalegała ani też nie miała pretensji, zwłaszcza że czuła, jak bardzo przydałaby mu się jej pomoc w firmie.Pan Józef jednak interpretował w inny sposób zachowanie Marka:-Widać jest przyzwyczajony do innego jedzenia – mówił cierpko.-Ależ skąd, tato, Marek uwielbia pierogi – zaprotestowała dziewczyna. Józef nie kontynuował tematu. A Ula miała nadzieję, że sytuacja w firmie się unormuje i Marek będzie mógł częściej u nich bywać i zostawać na kolacji. To z pewnością ociepliłoby jego stosunki z jej ojcem, którym wciąż było daleko do ideału.Z kolei Marek wolał spacerować z Ulą po okolicy, zamiast przesiadywać w domu Cieplaków. Wówczas mogli rozmawiać o wszystkim, nie czując nacisku jej ojca. Jednak rysiowskie pejzaże przestały wystarczać Markowi, postanowił rozszerzyć panoramę ich spotkań. Zaprosił w tym celu Ulę na kolację do warszawskiej restauracji – eleganckiej, ale bardziej przytulnej niż wytwornej. Nie uczęszczało tam wiele osób, dlatego Marek liczył na spokojny wieczór spędzony w towarzystwie Uli. Jego ukoronowaniem będą wspólne chwile na Siennej…Swoją propozycję zawarł w liściku, dołączonym do bukietu kwiatów. Marek nabrał zwyczaju przysyłania Uli bukietów kwiatów, kiedy nie mógł jej odwiedzić. Wpadł na ten pomysł pewnego poranka, gdy musiał być wcześnie rano na ważnym spotkaniu. Żałując straconych chwil, pragnął uczynić coś, co by ich choć na chwilę połączyło… Piękne oczy Uli rozświetliły się na widok bukietu trzymanego przez kuriera. Od tamtej pory stało się to ich zwyczajem i w ten właśnie sposób Marek zaprosił swoją wybrankę na uroczystą kolację w piątek, co nie kolidowałoby z odrabianiem lekcji przez Beatkę.Rozpromieniona wpatrywała się w karteczkę dołączoną do bukietu. „Droga pani, racz łaskawie przyjąć zaproszenie na kolację w piątkowy wieczór. Marek Dobrzański.” Po chwili autor niespodzianki sam zadzwonił, zanim zdążyła się z nim skontaktować.-Witaj… – usłyszała w słuchawce czuły głos Marka.-Tak, kurier był – zawiadomiła go – Dziękuję – dodała ciszej, jednak z wyraźną wdzięcznością w głosie. -A jednak muszę ci wyznać, że masz skłonności do znęcania się nad ludźmi – ciągnęła już lżejszym tonem – wiesz, ten kurier jest nieszczęsny, musząc tak często przyjeżdżać do Rysiowa. To nie jest mu na trasie…-Ja bym go nazwał szczęściarzem, nie nieszczęśnikiem. Skoro mógł cię zobaczyć… Ile ja bym dał, by się znaleźć na jego miejscu…-Marek… – szepnęła tylko, ale nie musiała mówić nic więcej. Słodka cisza połączyła ich bardziej niż słowa.Po chwili Marek odezwał się ponownie:-A jak się zapatrujesz na otrzymane zaproszenie?-Łaskawie przyjmuję, drogi panie, będę zaszczycona.-Cieszę się. Nie mogę się już doczekać naszego spotkania. Przyjadę po ciebie zaraz po pracy.-Już się nie mogę doczekać… To będzie cudowny wieczór.Szczęśliwa Ula wróciła do pakowania przetworów z jabłek i śliwek w wygodne słoiczki, a szczęśliwy Marek do planowania zamówień na materiały. Z każdą chwilą piątkowy wieczór był coraz bliżej.

piątek, 25 maja 2012

Trzydziesta część wersji "po zakończeniu" Marty2

Marek jednak się pomylił, Adam bowiem wcale nie był szczęśliwy. Stojąc po powrocie w gabinecie prezesa, czuł głęboką irytację. Ukrywał ją, słuchając skierowanych do siebie słów Marka.
-Cieszymy się, że już jesteś – mówił Marek – potrzeba nam więcej pracowników, zwłaszcza w dziale finansowym. Wyjazd Aleksa bardzo wszystko skomplikował, jak również odejście Uli…Na jej wspomnienie na twarzy Adama mignęła zmarszczka. Gdyby to ona tu była… Spojrzenie jego powędrowało na zdjęcie stojące na biurku, ona w długiej białej sukni w ramionach Marka Dobrzańskiego. Adam westchnął – może jednak lepiej, że jej teraz nie było? Zwłaszcza, że nie wiedział, jak zareagowała na jego zdradę.-Dzięki twojej siostrze udało się uratować kolekcję. Udostępniła nam twoją teczkę, a więc pośrednio dzięki tobie…Adam skrzywił się w duchu. Marek Dobrzański nie tylko skorzystał z pomocy Uli i pozbył się jej, gdy już osiągnął swoje cele. Tak samo posłużył się Aldoną, która dla tego mężczyzny złamała obietnicę daną bratu. Ale oczywiście nie miał do niej żalu. Nie miała szans, by się oprzeć manipulacji kogoś tak przebiegłego.-Rozumiemy obydwoje, bo Ula całkowicie podziela moje zdanie, że nie można cię obwiniać za działania Aleksa. Wiemy, jak on cię zastraszał i wykorzystywał – ale po jego wyjeździe możesz się nie obawiać…Nie obawiać się Aleksa… Czy on się go tylko obawiał? Adam pamiętał swój początek w pracy i dalsze stosunki z Aleksem. Dyrektor finansowy ocenił pozytywnie jego możliwości i pozwalał mu się wykazywać, zlecając mu rozmaite, jawne i tajne zadania. Aleks nie był w firmie zbyt lubiany, nawet w swoim dziale – kiedy się pojawiał, rozmowy milkły i atmosfera stawała się napięta. Nie zabiegał zresztą o sympatię ludzi. Adam jednak cieszył się specjalnym zaufaniem szefa, co zapewniało mu wyjątkową pozycję wśród współpracowników. Ciężko pracując, poświęcając swój czas i siły dla firmy, czyli dla Aleksa, słyszał od niego, że kiedy wreszcie zostanie prezesem, będzie mógł odpowiednio wynagrodzić swojego lojalnego pracownika.-Przed swoją rezygnacją Ula podpisała twoją podwyżkę, którą oczywiście podtrzymuję. Niestety, aż do powrotu Aleksa nie możemy zrobić nic więcej…Pamiętał, kiedy Ula powiedziała mu o tej podwyżce. Czuł wtedy zdziwienie, że ktoś go wreszcie docenił, a następnie wstyd, przypominając sobie o całej aferze z plagiatem, w której miał swój udział. Czy mógł zaakceptować te pieniądze w takiej sytuacji? Chociaż przecież wiedzieli o wszystkim i nie mieli do niego pretensji. Zwłaszcza Ula nie miała, miał taką nadzieję. A więc podwyżka mogła się przydać.-Ula zwróciła uwagę, jak wiele pracy wkładałeś w dziale finansowym, znacznie więcej niż Aleks. Mówiła, że to na tobie wszystko się opiera. Wybacz, że nie dostrzegłem tego wcześniej…Dlaczego to nie on wówczas opowiedział o planach Aleksa? Pozwolił w ten sposób Markowi Dobrzańskiemu skorzystać ze swoich osiągnięć i zostać bohaterem, przede wszystkim w oczach Uli. A przecież to on mógł, to on powinien być na jego miejscu.Od dzieciństwa Adam fantazjował, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym to on dokona czegoś wielkiego, kiedy się odznaczy, gdy wywoła w innych podziw. Będzie to dzień Adama. A kiedy wreszcie pojawiła się szansa, Marek Dobrzański mu ją odebrał.-W sprawach finansów firmy teraz będzie też pomagać twoja siostra, co ciebie na pewno cieszy. Więc mam nadzieję, że nie będzie aż tak dużego problemu z nadmiarem pracy…Adam przypomniał sobie rozradowaną twarz Aldosi, gdy mówiła o nowej pracy. Opowiadała o wyższej pensji, krótszych dojazdach, możliwości wykorzystania wiedzy zdobytej podczas studiów. Jednak on nie chciał, by jego siostra się zagrzebywała w to bagno, by ją wykorzystywano, by zraniono jej uczucia. Gdy wychodził z gabinetu prezesa, pogratulowała mu podwyżki. Nadal widać było w niej to ożywienie. Chciał, by nigdy nie zgasło, ale też nie miał tyle siły, by ją przed tym ochronić.Zrezygnowany poczłapał do działu księgowości, gdzie księgowe Matylda i Teresa zaczęły wypytywać go o pobyt w Bergamo. Snując przed zaciekawionymi słuchaczkami swoją opowieść i ubarwiając ją kolorowymi fotografiami, Adam nie myślał już o swoich rozterkach.

czwartek, 15 grudnia 2011

Dwudziesta dziewiąta część wersji "po zakończeniu" Marty2

Niespodziewana wizyta Marka tak uradowała Ulę, że postanowiła również go odwiedzić, kiedy w następnym tygodniu pojechała do Warszawy, do Urzędu Skarbowego, w sprawach Pro-S. Zakończywszy tam swoje sprawy, wsiadła do autobusu jadącego do Febo Dobrzański.
Zastanawiała się, czy nie zadzwonić do Marka i nie uprzedzić go o swojej wizycie, ale to by zepsuło niespodziankę. Przecież, jeżeli jest zajęty, to mogła się spotkać z dziewczynami. Poza Alą, nie widziała się z nimi już jakiś czas.-Panie Władku, witam – zagadnęła ulubionego portiera, który przywitał ją z radością – Czy Marek jest u siebie?Uzyskawszy potwierdzenie, ruszyła na górę. Zatrzymał ją widok nieznanej osoby po drzwiami gabinetu Marka.-Ula! – Marek wychylił się z gabinetu i jego twarz rozjaśniła się, gdy ją zobaczył. Ruszył ku niej, ujął ją za rękę i wciągnął do gabinetu. Poddała mu się, rzucając jeszcze spojrzenie na osobę siedzącą przy jej dawnym biurku…Wraz z zamknięciem drzwi gabinetu jednak to przestało być ważne, właściwie wszystko przestało być ważne… Marek objął ją , jego dłonie powiodły po jej ciele, aż wreszcie dotknęły jej twarzy. Ujęły ją z czułością i przyciągnęły bliżej. Ich usta mogły się wówczas i dać wyraz głębokiej namiętności, która spalała ich ciała i dusze.- Moglibyśmy zjeść razem lunch, jeśli chcesz i nie jesteś zajęty… – zaproponowała Ula. Widziała zmarszczkę na jego twarzy i dodała – tylko nie mów, że nie jesteś zajęty, jeśli jesteś. Nie chciałabym tego.Marek uśmiechnął się:-W takim razie powiem, że byłem zajęty, ale kiedy przyszłaś, plany zostały zmienione. Poczekaj tylko chwilę, a wydam polecenia na czas mojej nieobecności.Ucałował jej rękę i wyszedł. Ula rozejrzała się po gabinecie i z radością spostrzegła swoją obecność– na półce stało ich zdjęcie z pokazu na targach mody (Ula zarumieniła się, bo wyglądało prawie jak ślubne…), natomiast na biurku prezesa zdjęcie, o które Marek ją poprosił – stało kiedyś u niej w pokoju.Marek wrócił, mówiąc, że wszystko załatwione i mogą ruszać. Wówczas Ula przypomniała sobie o tej nieznajomej, która siedziała na jej dawnym miejscu.-Marek… czy jest jakaś nowa osoba w firmie? Chyba widziałam kogoś w naszym sekretariacie. Co się stało z Anią?-Ania siedzi teraz gdzie indziej, by móc lepiej wypełniać swoje obowiązki. A ponieważ Violetta ma również dużo zajęć, musiałem zatrudnić kolejną asystentkę.-Dwie ci nie wystarczyły? – Ula miała nadzieję, że nie zabrzmiało to jak wyrzut.-Kiedy ty tu byłaś, wystarczałaś mi jedna… ale teraz trudno mi sobie poradzić
– Marek miał nadzieję, że nie zabrzmiało to jak wyrzut – ale teraz potrzebuję więcej pomocy. Zwłaszcza, że Ania i Violetta mają inne zadania, jedna zajmuje się dystrybucją, druga reprezentuje firmę jako twarz FD Gusto. A Aldona dobrze zna się na finansach, zresztą studiuje je zaocznie. Teraz gdy nie ma Aleksa i Adama, bardzo potrzebny był ktoś taki.
Poza tym, chciałem jej wyświadczyć przysługę, z wdzięczności za to, co zrobiła dla naszej firmy, a zwłaszcza dla kolekcji FD Gusto… Aldona jest siostrą Adama i to właśnie ona dała mi teczkę, dzięki której uniknęliśmy plagiatu. Szukając nowego pracownika, zaraz pomyślałem o niej. Do wcześniejszej pracy bardzo daleko dojeżdżała, dlatego zgodziła się przejść tutaj.-Wszystko świetnie zorganizowałeś – powiedziała z uznaniem Ula, co napełniło Marka dumą i radością. Skoro ona pochwalała jego działania, to musiało być dobrze.-To miła i mądra dziewczyna, więc na pewno ją polubisz.-Na pewno, zwłaszcza, że tyle nam pomogła. A czy Adam już wie, że jego siostra tutaj pracuje? – zagadnęła Ula, gdy już wychodzili z firmy.-Ma wrócić dopiero w przyszłym tygodniu, pewnie jednak już go powiadomiła. Są sobie bardzo bliscy i Adam musi być szczęśliwy, że mają pracować razem.

niedziela, 12 czerwca 2011

Dwudziesta ósma część wersji "po zakończeniu" Marty2

-Kto to może być o tej porze? – Ula była zdziwiona, jako że było to niewiele po siódmej rano i jeszcze były w piżamach, tylko Ula na swoją narzuciła szlafrok. Prawda, że Maciek często wpadał o różnych godzinach, ale teraz był w rozjazdach. To mogła być jedynie pani Dąbrowska z jakąś prośbą do taty… Uli nie uśmiechało się informowanie jej, że taty nie ma w domu, ale nie miała wyboru. Westchnęła więc, zawiązała mocniej szlafrok i ruszyła otworzyć drzwi.
-Marek – zabiło jej mocniej serce, gdy ukochany porwał ją w ramiona – co ty tu robisz tak wcześnie rano?
Pocałował ją tak, że zapomniała o zdziwieniu.
-Stęskniłem się za tobą – wyznał, gdy wreszcie uwolnił jej usta – dlatego poczułem, że muszę cię zobaczyć. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. A twój tata nie będzie miał pretensji o tak wczesne wizyty?
-Taty nie ma – wyjaśniła Ula – ale oczywiście … – chciała powiedzieć, że Marek zawsze jest mile widziany w ich domu, ale niestety nie była to prawda. Dziewczyna nie miała wątpliwości, że tata nie byłby szczęśliwy, jednak nie mogła tego powiedzieć Markowi.
-Oczywiście, musiałeś nadłożyć sporo drogi, by tu przyjechać przed pracą – dokończyła – to niezwykły wysiłek.
Marek się uśmiechnął z czułością i przyciągnął Ulę mocniej do siebie.
-Nie była to aż tak daleko… – szepnął z uczuciem, a następnie dodał lekko – zresztą przecież Piotr również pokonywał tą drogę codziennie…
Wyraz twarzy Uli powiedział mu, że lepiej było tego nie mówić.
Ula westchnęła markotnie. Czy błąd zawikłania się z Piotrem będzie długo jeszcze nad nimi wisiał? Był na drugim końcu świata, a jeszcze wcześniej całkowicie zniknął z jej myśli – ale widać z Markowych nie do końca…
-Nie zapraszałam go nigdy – powiedziała surowo – ani też mnie nie cieszyły jego wizyty…
-Ani, mam głęboką nadzieję, nie otwierałaś mu ubrana w szlafrok, tak jak teraz – podchwycił Marek.
-Marek… – zapłoniona dziewczyna czuła, jak przenika ją radość. Skoro mógł żartować, to już było dobrze.
-Jestem szaleńczo zazdrosny – ciągnął głębokim głosem – myśl, że mógłby cię tak zobaczyć jakiś mężczyzna – nawet mleczarz czy listonosz…
-Mleczarza nie było w Rysiowie od kilkunastu lat, a listonosz przychodzi o wiele później – wyjaśniła Ula – nie masz powodu do zazdrości.
-Cześć – Beatka przyszła się przywitać, lubiła bowiem Marka, a ponadto czuła, że długo już czeka na kakao. Mężczyzna podał jej rękę, ciesząc się z tego objawu sympatii.
-Może zjesz z nami śniadanie? – zaproponowała Ula.
-Niestety, będę musiał już jechać…
-Marek! – zawołała, gdy wychodził – pamiętaj, że Piotr jest na drugim końcu świata. A w zasadzie najlepiej w ogóle o nim nie pamiętaj, tak jak ja… Nie zniosłabym, gdyby jego wspomnienie cię dręczyło i tkwiło między nami.
On uśmiechnął się blado:
-Nigdy bym na to nie pozwolił. Tylko tutaj przypomniałem sobie, jak was widziałem razem w twoim domu. I wróciła do mnie owa tęsknota, która wówczas czułem, i zazdrość o tamtego, i lęk, że mógłbym cię nigdy nie odzyskać.
Na te słowa Ula mogła tylko wpaść w jego ramiona.
- Nie ma nikogo, o kogo mógłbyś być zazdrosny, jesteś jedyny… – szepnęła…
Gdy odjechał, Ula zaś wróciła do kuchni, Beatki i swojego śniadania. Bowiem nic tak nie zaostrza apetytu jak wyjaśnienie jeszcze poplątanych spraw.
-Cieszę się, że byłaś miła dla Marka – podziękowała siostrzyczce – on musi wiedzieć, że go tu lubią.
-Tata go nie lubi, wolałby Piotra – stwierdziła Betty. Ulę zakłuło – więc nawet małe dziecko to widzi?
-Chciałabym, byście się wszyscy cieszyli, że jest Marek – westchnęła.
-Jasiek się cieszy, mówi, że Marek ma lepszy samochód – przypomniała Beatka.

piątek, 1 kwietnia 2011

Dwudziesta siódma część wersji "po zakończeniu" Marty2

Następny obiad u Dobrzańskich okazał się mniej nerwowy niż pierwszy. Ula znowu przyniosła zrobione przez siebie ciasto, tym razem ze śliwkami. Tym razem mogła porozmawiać z rodzicami Marka o Mediolanie, więc rozmowa łatwiej płynęła.
Tylko czasem przechodziło jej przez głowę, że to już jej druga wizyta u państwa Dobrzańskich, a czy nie powinien być czas, by ona zaprosiła ich do Rysiowa? Nie mając doświadczenia z mężczyznami, jeszcze mniej go miała z ich rodzicami. Pani Dąbrowskiej nie trzeba było zapraszać, sama się pojawiała, nawet gdy już Ula i Bartek się rozstali. Trudno jej było wyobrazić sobie pana Krzysztofa i panią Helenę na obiedzie w Rysiowie – choć przecież pan Krzysztof był tu kiedyś, ale to nie były towarzyskie odwiedziny.
Czy Marek i Paulina urządzali obiady dla jego rodziców? Nigdy o tym nie słyszała, a przynajmniej nie przypominała sobie takiego przypadku. A nie chciała go o to pytać, gdyż czułaby się niezręcznie, szukając informacji o szczegółach jego poprzedniego związku. To prawda, że dużo rozmawiali o uczuciach Marka do byłej narzeczonej, ale to jednak było co innego… Zresztą Paulina była bardzo blisko z rodzicami Marka, niezależnie od ich narzeczeństwa… tak blisko ona, Ula, nigdy nie będzie… więc skoro Paulina była dla nich jak córka, to oczywiste jest, że zapraszała ich na zupełnie innych zasadach… Co więcej, Marek przecież również nie miał doświadczenia z rodzicami narzeczonej… I niestety doświadczenie, które zdobywał obecnie, nie było zbyt przyjemne…
Dziewczyna westchnęła nad komputerem. Rzeczywiście miała dużo pracy w Pro-S, nie była to jedynie wymówka. Powodzenie kolekcji FD Gusto sprawiło, że Maciek spędzał dużo więcej czasu w rozjazdach. Dlatego potrzebna była mu pomoc na miejscu z wszystkimi sprawami formalnymi, gdzie powstały już spore zaległości. Ula więc krążyła między komputerem a segregatorami w swoim pokoju.
Rodzina raczej była zadowolona, że Ula jest teraz cały czas w domu. Najbardziej oczywiście Beatka, która zyskała teraz pełnoetatową siostrę w domu, z którą mogła spędzać czas. Tata również cieszył się z rezygnacji Uli, ale dziewczyna nie była pewna, czy nie powodował tego fakt, że nie pracowała już z Markiem… Jedynie Jasiek był trochę rozczarowany, ponieważ myślał wcześniej, że siostra wesprze go finansowo podczas studiów w Krakowie. Postanowił poświęcić wrzesień na zarobienie pieniędzy, co ojciec pochwalał. Nie pochwalał jednak, że syn miał zamiar nadal dorabiać sobie modelowaniem.
-Lepiej by było, gdybyś zabrał się do ciężkiej pracy, jak twoja siostra, zamiast zajmować się bzdurami.
-Nie uwierzysz, tato, ale modelowanie to wcale nie takie proste zajęcie, jak się może wydawać – powiedziała Ula, krojąc kromki chleba na kolację. Starała się mówić lekko, by rozładować napięcie – brałam w tym udział tylko raz, a przekonałam się, że to cięższe niż sprawdzanie faktur czy sporządzanie planów finansowych. Zwłaszcza jeśli projektant jest wymagający i łatwo poddaje się nerwom, jak nasz Pshemko. Trudno jest wytrzymać takie częste pokazy.
Myślami cofnęła się do premiery FD Gusto, ale tak naprawdę wszystkie momenty zbladły – w pamięci pozostały wspomnienia związane z Markiem, jego powrotem oraz ich pogodzeniem. Przypominała sobie swoje uczucia – dominującą tęsknotę, strach, że Marek nie przyjedzie i rozpacz, kiedy myślała, że go straciła. A wreszcie to wszechogarniające szczęście, kiedy się pojawił…
-Nie mówię, że mam zamiar całe życie się tym zajmować – tłumaczył Jasiek – ale na razie przynosi to nie tylko pieniądze, ale i nowe znajomości. Dzięki temu znalazłem okazyjnie kwaterę w Krakowie, bo jeden z kolegów zna kogoś, kogo współlokator właśnie skończył studia i się wyprowadza. Inaczej byłoby to bardzo trudne.
Jasiek znalazł sesję zdjęciową na Wybrzeżu i pojechał, narzekając jednak na kilkutygodniowe rozstanie z Kingą. Było to tym trudniejsze, że w październiku zaczynali studia w innych miastach i ich wspólny czas miał być bardzo ograniczony.
Ula rano przygotowywała śniadanie z pomocą Beatki. Były same, ponieważ pan Józef spędzał kolejną noc u Alicji. Na szczęście Beatka zdołała zaakceptować, że tata czasem nie śpi w domu i wraz z Ulą cieszyły się chwilami spędzanymi we dwie. Podczas gdy młodsza siostra smarowała przekrojone bułki masłem, starsza wyjmowała z szafki paczkę kakao – gdy rozległ się dzwonek do drzwi.

środa, 16 marca 2011

Dwudziesta szósta część wersji "po zakończeniu" Marty2

  1. Mimo zapowiedzi Krzysztofa, następne zebranie odbyło się bez uczestnictwa rodzeństwa Febo. Niecałe dwa tygodnie później spotkali się wszyscy ponownie w firmie. Ula niezwykle była przejęta – po telefonie od Krzysztofa nie miała bowiem pewności, czy może jednak któreś z Febo nie przyjedzie. A mimo podstępnego planu Aleksa, mającego na celu pogrążenie kolekcji, jej samej, a może nawet całej firmy – znacznie bardziej obawiała się spotkania z jego siostrą.
    Dlatego odczuła ulgę, gdy okazało się, że spotykają się w tym samym gronie co ostatnio. Krzysztof zabrał głos:
    -Podczas poprzedniego zebrania zgłoszona została propozycja, by Marek ponownie objął stanowisko prezesa. Potrzebne były w tej sprawie głosy członków zarządu, którzy obecnie za granicą, czyli Pauliny i Aleksa. Zgodnie z zapowiedzią skontaktowałem się z nimi – jednak żadne z nich nie przyjedzie w tej sprawie. Oboje napisali, że obecne zobowiązania im na to nie pozwalają. Jednocześnie na razie wstrzymują się od głosu w sprawach firmy i proszą, by pozostali członkowie zarządu podjęli decyzję bez nich.
    Ula wstrzymała oddech – więc się stało? Marek jest znowu prezesem…
    Patrzyła, jak rodzice mu gratulują. Gdy się odwrócił do niej, zobaczyła w jego oczach niepokój – czy obawiał się, że będzie jej przykro, że zajął jej miejsce? Uśmiechnęła się rozbawiona, z czułością, i padła mu w ramiona.
    Państwo Dobrzańscy pożegnali się. Na odchodnym Helena zaprosiła Marka i Ulę na niedzielny obiad.
    Ula i Marek udali się do gabinetu, by załatwić ostatnie sprawy związane z przekazaniem prezesury. Jednak nie zajęło im to długo, jako że przygotowali się do tego wcześniej. Nic więc dziwnego, że zaczęli omawiać zadziwiające wiadomości od rodzeństwa Febo.
    -Dziwi mnie, że żadne z nich nie zaprotestowało przeciw mojej nominacji. Mieliby idealną okazję, żeby się zemścić. A wątpię, by przez dwa miesiące uraza im minęła, zwłaszcza, że oboje zyskali powody do niej tuż przed swoim wyjazdem.
    -Może dla nich mimo wszystko na stanowisku prezesa jest lepszy wspólnik niż parweniuszka z prowincji – żartobliwie wysunęła hipotezę Ula.
    -Ale z pewnością doceniają korzystne wyniki finansowe, dzięki którym mogą przebywać na bardzo długich urlopach – dodał z przekąsem Marek.
    -I chwała Bogu, że doceniają – dzięki temu nie będą występować przeciwko nowej kolekcji. Zresztą teraz, kiedy znowu jesteś prezesem, macie przewagę w zarządzie i nie dopuścicie do jakichkolwiek zakłóceń w produkcji FD Gusto. Dlatego będzie ci nieco łatwiej…
    -Bez ciebie na pewno nie będzie mi łatwo – wyznał Marek, patrząc jej głęboko w oczy i gładząc palcami jej dłonie. Zadrżała. Delikatnie musnął jej usta, a gdy poczuł ich słodycz, rozpaliło to jego namiętność.
    -To piękne zakończenie mojej prezesury – szepnęła Ula jakiś czas później.
    Usiedli raz jeszcze na biurku.
    -Nie jest ci żal odchodzić? – zapytał Marek.
    -Już tyle razy to robiłam, że jestem do tego przyzwyczajona – zażartowała Ula. Już z większą powagą dodała – oczywiście, będzie mi wszystkich brakowało…, ale przecież to nie jest pożegnanie na zawsze, będę większość z was widywać, niektórych częściej niż innych – rzuciła Markowi spojrzenie spod rzęs, a on się uśmiechnął:
    -Mam nadzieję, że możemy liczyć na twoje nadejście z odsieczą, gdy firma będzie cię potrzebować.
    Dziewczyna również się uśmiechnęła, ale jednocześnie pomyślała, że taka ewentualność nie wchodzi w rachubę. Po co jakakolwiek pomoc, póki Marek jest prezesem? Wszak był najlepszym prezesem, jaki mógł się pojawić na tym stanowisku. Spojrzała na niego z podziwem w oczach, przypominając sobie wszystko, co zrobił dla firmy, a zwłaszcza dla kolekcji FD Gusto.
    -A teraz pójdziemy do bufetu, gdzie przygotowano dla ciebie przyjęcie-niespodziankę. Tylko bądź zaskoczona i nie zdradź się, że cię uprzedziłem.
    -Ćwiczyłam zaskoczenie, odkąd Wiola się wygadała o tym przyjęciu… Chodźmy już.
    Objął ją ramieniem i wyszli z gabinetu. Ula nie obejrzała się za siebie.