Get your own Digital Clock

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Analiza uczuć Uli i Marka cz.7 wg SWB

(od odc. 146)

Bartek, który, pojawił się ku wielkiemu zaskoczeniu i zdziwieniu Uli , jakby nigdy nic składa jej życzenia, a ona nawet nie wie, czy przyjąć od niego kwiaty. Tym bardziej źle znosi jego, dołączone do życzeń pocałunki i najchętniej pozbyłaby się go, gdyby w porę nie pojawił się Józef i nie zaprosił go do pokoju. Solenizantka nie potrafi ukryć złości, ale ojciec wyjaśnia, że to on zaprosił Dąbrowskiego, sądząc, że będzie jej miło.
Pojawienie się Bartka w pokoju, gdzie goście rozmawiają czekając na Ulę, w dodatku zachowującego się niezwykle swobodnie, wprawia pozostałych w konsternację. Jednak Marka, widok konkurenta porusza najbardziej.
-O, jaki ten świat mały.
-No, rzeczywiście, troszeczkę mały – wycedza przez zęby Marek.
-Mówiłeś, że nie mamy wspólnych przyjaciół, znajomych…
Violetta chłonie każde słowo i nie ukrywa zdziwienia, że obaj panowie się znają.. Marek, jednak nie ma ochoty na kontynuację rozpoczętej przez Bartka rozmowy. Chcąc ratować niezręczną sytuację, Józef zachęca Ulę do zdmuchnięcia, w końcu, świeczek. Beatka przypomina, że należy pamiętać o życzeniu. „Masz życzenie?” Ula nieznacznie zerka na Marka.
-Tak, jedno mam.
Życzenie pomyślane, świeczki zdmuchnięte, kolej na szampana. Ula wręcza butelkę Markowi, żeby czynił „honory domu”. W tym momencie widać wyraźne zadowolenie Marka i niepewna minę Bartka, który najchętniej wyręczyłby Dobrzańskiego. Okazja nadarza się zupełnie nieoczekiwanie – dzwoni komórka Marka, więc tamten szybko wyjmuje mu butelkę z ręki. Nie sposób nie zauważyć, że Dobrzańskiemu trudno ukryć złość z tego powodu.
Dzwoni Seba.
-Jak idzie? Zmierzasz do celu? Hotel zarezerwowany?
-No właśnie nie bardzo. Znowu mam na drodze tego fajtera.
-Kogo?
-Pana „obiję ci mordę, a potem ukradnę samochód”. Właśnie pojawił się na rodzinnym świętowaniu.[...]Serio, stary. Właśnie zachowuje się, jak najlepszy przyjaciel domu.
-Ale, że co? Że tak po prostu się tam wbił?
-No, jak to wbił? Pewnie został zaproszony.
-Myślisz, że Ulka…
-Nie wiem, Seba. Skoro ja ją oszukuję, to może ona mnie też, nie?
Zachowanie Marka w tej scenie trochę mnie zastanawia. Po pierwsze – nie bardzo może się skupić na rozmowie z kumplem, ponieważ cały czas zerka w stronę pokoju, jakby nie chciał uronić niczego z tego, co się tam dzieje i głównie chodzi ,naturalnie, o Ulę i Bartka. Po drugie – nie sądzę, żeby obawiał się, że Ula go oszukuje, a raczej tego, że „stara miłość nie rdzewieje” i Bartek tak szybko z Uli nie zrezygnuje, bez względu na powody, dla których miałoby się tak stać. Zresztą, gdyby Ula była mu zupełnie obojętna, dlaczego do takiej złości miałaby doprowadzać go obecność Dąbrowskiego? Może byłby jedynie bardziej czujny, pamiętając o swoich wekslach, ale na pewno nie zły, żeby nie powiedzieć – nie umiejący ukryć jakiejś zazdrości. Zresztą, będzie to widoczne jeszcze w dalszej części tego wieczoru.
Swobodną pogawędkę Bartka z dziewczynami przerywa Ula, prosząc go na rozmowę na osobności.

-Co ty wyprawiasz?
-No co? Zabawiam towarzystwo.
-Prosiłam cię, żebyś mnie zostawił w spokoju? Prosiłam, a ty przychodzisz do mnie z kwiatami na urodziny?
-Zaprosił mnie twój ojciec. Powiedział, że będzie ci miło.
-To się pomylił.
-Chciałem z tobą uczcić ten wyjątkowy dzień, a ty…
-Przestań udawać mojego przyjaciela, bo już od dawna nim nie jesteś.
Bartek bagatelizuje jej słowa i nadal uważa , że mogłoby między nimi być, jak dawniej. Ula każe mu wyjść.
-Chodzi o tego Marka, tak?
-To nie jest twoja sprawa.
-Ale to o niego chodzi. Przyznaj się, to nie jest tylko twój szef?
-To jest tylko i wyłącznie mój szef. I wcale nie chodzi o niego.
Marek wraca do pokoju, gdzie rozmawiają tylko Ela i Viola.
-A gdzie się wszyscy podziali? Przed chwilą była tu wielka impreza.
-Ala i tata Uli zbierają zamówienia na napoje, a Ula poszła pogadać z tym swoim chłopakiem. Na osobności.
-Z kim? – twarz Marka tężeje. Nie potrafi ukryć nie tylko zdziwienia, ale także zdenerwowania.
Ala z Józefem również rozmawiają w kuchni na temat niezręcznej sytuacji, jaka wytworzyła się po pojawieniu się Bartka. Cieplak czuje się winny – przecież, gdyby wiedział, że będzie Marek, nie zapraszałby Bartka, a tak… No, ale z drugiej strony, czy to nie dziwne, żeby szef przyjeżdżał na urodziny, tym bardziej, jeśli nie jest to jego zwyczajem?
W kuchni pojawia się Marek z prośbą o kawę, ale mam wrażenie, że nie tylko o to chodziło – po prostu z kuchni są widoczne drzwi do pokoju Ulki. Chce zobaczyć tych dwoje, kiedy będą wychodzili. Może liczy na to, że uda mu się zauważyć, jakie są właściwie relacje między nimi.
Kiedy Ala przygotowuje kawę dla Marka, Józef próbuje zorientować się, jak Dobrzański odbiera obecność Bartka.
-A pan nie ma żadnego kłopotu z obecnością Bartka?
-Nieee.
-No, bo wie pan, ta bójka… Ale słyszałem, że przeprosił pana. No, poniosło trochę chłopaka, ale nie pomyślał, że pan jest tylko szefem Uli. No bo kto by pomyślał, że są tacy szefowie, co odwożą pracowników do domu. I to w Walentynki. (Marek wygląda, jakby stał na rozżarzonych węglach. Nie wie, co powiedzieć, jak się zachować .) No bo oni, panie Marku, to kiedyś byli parą i to szczęśliwą. I, kto wie, może się jeszcze zejdą?
To ostatnie zdanie, z całą pewnością, nie podobało mu się – nie wie, gdzie skierować wzrok, nie potrafi ukryć podenerwowania, a nadzieja Józefa na to, że Ula i Bartek znowu mogliby być parą, chyba wręcz, zabolała, W dodatku ta Ala, która cały czas znacząco mu się przygląda. Zna go przecież długo i aż za dobrze, a on ma tego świadomość. Ta sytuacja, z całą pewnością, nie jest dla niego komfortowa. Nie wie, ile Ala wie, czego się domyśla, co może powiedzieć Józefowi, a jemu przecież zależy na tym, żeby być z ojcem Uli w dobrych relacjach (swoją drogą – ciekawe, dlaczego?) Zmartwiło go przecież nawet to, że Józef nie ucieszył się na jego widok. Nie może już znieść tej niezręcznej sytuacji i kiedy zamierza właśnie wyjść z kuchni, dostrzega, że z pokoju Uli wychodzi Bartek, a zaraz za nim ona. Dąbrowski nie ma wyboru i, choć nie ma ochoty opuszczać towarzystwa, kieruje się do drzwi. W ostatniej chwili jednak zawraca i… postanawia się pożegnać.
Marek wręcz pochłania wzrokiem tych dwoje. Jest zazdrosny i zły. Nie próbuje, albo nie potrafi tego ukryć. Kiedy ponownie pojawia się w pokoju, w którym biesiadują goście i zauważa, że Bartek jednak nie zamierza się nigdzie oddalać, wygląda, jakby nie chciał, albo nie mógł dłużej tego znieść.
-Słuchajcie, ja chyba jednak będę musiał się zbierać.
Uspakaja zdziwioną Ulę, że nic się nie stało, ale mam wrażenie, że swoim wyjściem chce też, jakby przyspieszyć zakończenie imprezy – Ula wie przecież, że będzie na nią czekał w samochodzie, bo tak się umówili. Wiadomo, że będzie chciała, aby nie trwało to zbyt długo, więc skończy się wizyta , nie tylko pozostałych gości, ale przede wszystkim, Bartka. Jednak wyjście nie jest takie proste, inicjatywę bowiem przejmuje Viola.
-Absolutnie nigdzie nie możesz iść. Jak będą moje urodziny, to też będziesz tak chciał wyjść, nagle?
-Przykro mi, dostałem pilny telefon. Naprawdę muszę jechać.
-Paulina nic nie będzie miała przeciwko temu, jeśli zostaniesz z nami jeszcze chwilę.
-Paulina? – pyta zdziwiony Bartek
-Narzeczona Marka. Moja serdeczna przyjaciółka.
-Aaa, no skoro narzeczona…(ta informacja wyraźnie poprawia humor Bartkowi) Postaram się godnie zastąpić Marka […]
Ula, słysząc to jest po prostu wściekła, Marek, zresztą, wcale nie mniej. Odprowadza go do wyjścia. Widać, że Dobrzański naprawdę jest zły. Nie tak to wszystko miało wyglądać.
-Naprawdę musisz już iść?
-Tak się przecież umawialiśmy. Poza tym, nie spodziewałem się aż tylu gości.
I tu, ewidentnie chodzi mu o Bartka, bo przecież o dziewczynach wiedział. Szepce tylko zdenerwowanej Uli, że czeka na nią w samochodzie.
Ala próbuje ratować niezręczną sytuację toastem, kiedy jednak słyszy propozycję Bartka, że można by przecież zaprosić tu także jego mamę, która byłaby „prze szczęśliwa” , ona też ma dosyć. Nie ma ochoty na kolejne spotkanie z Dąbrowską i ogłasza koniec imprezy – jest późno, są zmęczeni, muszą wracać i Bartka, jako pierwszego zaprasza do wyjścia.
Tymczasem, do czekającego w samochodzie Marka dzwoni Paulina.
-Jesteś jeszcze w pracy?
-Tak.
-A mógłbyś po mnie przyjechać?
-Paulina – czym? Przecież samochód mi ukradli.
-Wiem przecież, ale Sebastian mówił, że pożyczył ci swój.
-Tak, zapomniałem.
-To co, przyjedziesz?
-Nie, wiesz co, nie bardzo mogę. Mam jeszcze trochę roboty.
-To skończysz w domu.
-Nie, muszę jeszcze jechać na urodziny.
-Urodziny? Czyje?
-Uli.
-Brzyduli? Żartujesz chyba.
-Nie, nie żartuję. Zaprosiła do siebie parę osób z pracy i nie wypadało odmówić.
-Do siebie? W sensie – do niej? Jedziesz do niej do domu na urodziny?
-Tak, zaprosiła nas, to co miałem jej powiedzieć, że to jest dla mnie zbyt plebejskie?
-Marek, cokolwiek. Przecież jesteś jej szefem. To jest po prostu niestosowne.
-Niestosowne, to byłoby odmówić. Paula, proszę, daj spokój. Porozmawiamy, jak wrócę.
Po raz pierwszy Marek powiedział Pauli prawdę (no, może nie całą), kiedy chodziło o Ulę. Mógł sobie na to pozwolić, ponieważ jego alibi była Violetta. Wiedział, że Paulina to sprawdzi i nie pomylił się. A, że nie była zachwycona tym faktem, to już zupełnie inna sprawa. Pytanie – czy te wszystkie zabiegi, narażanie się na podejrzliwość i kąśliwe uwagi narzeczonej były podyktowane wyłącznie jego interesownością, dbałością o Ulę – asystentkę i posiadaczkę jego udziałów, czy może jednak głównie o Ulę – dziewczynę, która go intryguje, przyciąga, w której towarzystwie czuje się dobrze, swobodnie i, która jest dla niego na tyle ważna, że trudno mu znieść widok kręcącego się przy niej jakiegoś innego faceta, na przykład – Bartka.?
Kiedy goście wychodzą, podekscytowana Ula informuje Józefa, że umówiła się z przyjaciółmi ze studiów, szybko się przebiera i biegnie do czekającego Marka. Na jego twarzy jednak nie widać radości – wręcz przeciwnie, jest zasępiony, zły.
-Przepraszam cię, że to tak długo trwało, ale musiałam poczekać, aż wszyscy sobie pójdą.
Brak reakcji Marka na te słowa, niemal od razu zwraca jej uwagę.
-Wszystko ok?
-Tak, tak – odpowiada, jakby od niechcenia. – Nie. Właściwie. Zaskoczył mnie ten Bartek.
-Aaa. Matko. Mnie też. Nie, ja naprawdę nie miałam pojęcia, że on przyjdzie. Tata go zaprosił, nie wiem, po co?
-No, bo uważa, że to świetna partia dla ciebie i może ma rację? – zabrzmiało to trochę zaczepnie.
-Nie ma.
-Twój tata dobrze cię zna, więc…
-Marek, proszę cię. No przecież ja ci mówiłam – ten człowiek dla mnie nie istnieje. Nie wiem, po co przyszedł, nie chcę tego wiedzieć, nie interesuje mnie to i kazałam mu sobie pójść. No, wierzysz mi?
Jej słowa i zapewnienia nie poprawiają jednak jego nastroju. Nadal jest milczący, poważny. Mimo wszystko czuje się zagrożony? Ula spogląda na niego i jego milczenie przyjmuje jednoznacznie – nie wierzy jej.
-W takim razie, przepraszam. Niepotrzebnie czekałeś.
-Nie, no Ula, Ula. Przecież umawialiśmy się, tak? Obiecałem ci naprawdę wspaniałe urodziny.
-Ale tym się w ogóle nie przejmuj. Ja cie zwalniam z tej obietnicy.
-Ula, poczekaj. Ja naprawdę chcę spędzić ten wieczór z tobą. Myślisz, że przyjeżdżałbym tutaj tylko po to, żeby robić tobie wyrzuty i pozwolić ci odejść? Jedziemy, ok?
Po chwili namysłu, Ula zgadza się. Przecież ona też chce spędzić z nim ten wieczór. Tak na niego czekała…Jednak to, że ruszyli, że Ula nie wysiadła, nie oznacza wcale, że Dobrzańskiemu wrócił dobry humor. Nadal nie daje mu spokoju nieoczekiwana wizyta Bartka , a jeszcze bardziej chyba jego dość swobodne zachowanie w domu Cieplaków. Dzięki temu, on poczuł się tam, jak przysłowiowe piąte koło u wozu i nie jest to dla niego bez znaczenia. Pomijając już rozmowę Uli z Bartkiem, na osobności. Dlaczego tak się tym zadręcza? Przecież widział ich, kiedy wychodzili z pokoju i żadne z nich nie miało szczęśliwej miny, czyli to, co działo się za zamkniętymi drzwiami, na pewno nie było miłe.
-Co robiliście u ciebie? Ty i Bartek?
-Powiedziałam mu, że nie chcę go widzieć i poprosiłam, żeby wyszedł.
-A jednak, w sumie został.
-Czemu to drążysz?
-Bo nie rozumiem, jak mogłaś nie wiedzieć, że przyjdzie.
-Mówiłam ci już, że ojciec go zaprosił i nie powiedział mi, bo pewnie nie zdążył. Cała tajemnica.
-Dobrze, Ula. Nie denerwuj się. Po prostu, to nie było najmilsze spotkanie.
-A dla mnie było, tak?
-Tego właśnie nie wiem.
-Dobra. Dość tego. Marek, zatrzymaj się.
-Ula, daj spokój.
-To nie ma sensu. Marek, proszę.
Marek zatrzymuje auto.
-Nie rozumiem, dlaczego tak się zachowujesz? Jesteś zazdrosny?
-A nie mam powodów? (To pytanie pada błyskawicznie, bez zastanowienia i w/g mnie wyraża dokładnie to, co Marek w tym momencie czuł – to nie żadna ściema , on rzeczywiście był zazdrosny.)
-A ja, co mam powiedzieć, jak cię codziennie widzę z Pauliną?
-Ale nie porównuj go do Pauliny. Paulina, to jest…
-Dlaczego?
-… zupełnie inna sprawa. Paulina, to jest moja…
-… narzeczona. No, faktycznie. Nie ma co porównywać.
Słuchając Marka i przyglądając mu się, miałam w pewnym momencie wrażenie, jakby Ula przypomniała mu to, o czym on na chwilę zapomniał – o istnieniu Pauliny. Ta cała rozmowa, bardziej mi przypomina kłótnię kochanków, niż dwojga ludzi, których miała by łączyć tylko zależność służbowa. Marek zupełnie spokojnie (choć może nie do końca świadomie ) przyznał się do zazdrości. Nie musiał tego robić – było przynajmniej kilka powodów, które mógł podać, jako wiarygodnie uzasadniające jego zachowanie. Pomijając to, że Bartek rzeczywiście źle mu się kojarzy i, właściwie, nic dziwnego, ale szczególną niechęcią zapałał do niego po tym, co usłyszał od Cieplaka. Myślę, że to ukłuło go najbardziej i to, właśnie podyktowało jego późniejsze zachowanie, zakłóciło jego spokój. I to oraz spotkanie w pokoju Uli wywołało jego zazdrość. Poczuł konkurenta, mimo jej zapewnień , że takie przypuszczenia są bez sensu.

Dziewczyna nie może dłużej znieść jego podejrzeń – wysiada, ale Marek nie chce pozwolić jej odejść. Wysiada więc także i zatrzymuje ją.
-Ulka, przepraszam. Rzeczywiście nie powinienem był ci robić wyrzutów, ale po prostu jestem wściekły, że on czuje się u was, jak u siebie w domu.
-Ja też, zapewniam cię.
-Jestem zazdrosny, ok? I martwię się o ciebie. Uważam, że ten gość naprawdę powinien trzymać się z daleka. I ty też nie powinnaś się z nim spotykać. A ja się wkurzam, że kompletnie nic nie mogę na to poradzić. Ula, no? To może być jeszcze udany wieczór.
Przytula ją na środku ulicy. Tak ciepło, czule i, według mnie nie ma w tym fałszu, ani pozerstwa. Nie kalkuluje na zimno, zachowuje się tak, jak w tym momencie podpowiada mu serce. Dlaczego? – nad tym się teraz nie zastanawia.
Ula, w końcu ulega jego prośbom – przecież tez nie chce, żeby ten dzień tak się zakończył. Jednak spokój tego wieczora, wyraźnie nie jest im pisany. Ledwie ruszyli dalej, przypomina o sobie Paulina, jednak Marek nie tylko nie może, ale także nie chce z nią teraz rozmawiać. Bez zastanowienia, po prostu wyłącza komórkę. Na pytające spojrzenie Uli odpowiada tylko :”Nic ważnego”. I rzeczywiście wygląda tak, jakby ten telefon od narzeczonej nie był dla niego niczym ważnym, niczym, o czym chciałby teraz myśleć. Teraz ważna jest ona – Ula.
Kiedy, w końcu zatrzymuje samochód przed ogromnym budynkiem i wysiadają, widać, że naprawdę jest szczęśliwy.
-A teraz zabiorę ciebie windą do nieba.
Ula dostrzega, że budynek, przed którym stoją, to naprawdę hotel. Jest trochę speszona, jakby niepewna.
-I naprawdę całkiem niezły. Na samej górze mają restaurację i właśnie tam chciałbym ciebie zabrać na kolację.
-Restauracja, a…
-A ty myślałaś, że co?
-Wiesz co? Lepiej nie mówmy o tym, co myślałam.
-Ula, ale nie boisz się mnie, prawda?
-Nie. (raczej samej siebie)
Marek bawi się doskonale – każe Uli zamknąć oczy i wprowadza ją do windy. Po chwili, odwraca ją delikatnie tak, żeby mogła oglądać widoki na zewnątrz.
-No i jak? Wiem, że gwiazdka z nieba, to to nie jest, ale blisko.
-Pięknie. Naprawdę pięknie.
-Zobacz – tam gdzieś jest nasza palmiarnia. A tam są najlepsze zapiekanki w całym mieście, promowane przez Ulę Cieplak.
-Nabijasz się ze mnie.
-Nie. Naprawdę mówię zupełnie poważnie. Jeżeli masz ochotę, możemy zaraz tam pojechać…. Chociaż, mam nieco inne plany.
-Wiesz co? Może sprawdźmy najpierw ten lokal […]
-O, tam jest Febo&Dobrzański.
Marek delikatnie kładzie ręce na jej ramionach, przygląda się jej dyskretnie i, mogłabym przysiąc, że… on jest po prostu szczęśliwy. Ona gładzi nieśmiało jego dłonie – „Tak, a tu jest Dobrzański i to mi wystarczy”.
Po raz kolejny, mam wrażenie, że Marka naprawdę cieszą takie małe przyjemności – palmiarnia, winda do nieba. Takie trochę romantyczne, intymne, bez jakiegoś zadęcia i zbędnego blichtru. Pauliny nigdy by coś takiego nie zachwyciło, a Ulę tak i także dlatego tak lgnie do niej.
Restauracja – elegancki wystrój, widok rozświetlonego feerią świateł miasta, Marek, przyglądający się Uli z takim ciepłym uśmiechem i … pytanie:
-Powiesz mi?
-O czym?
-Jakie miałaś marzenie, kiedy zdmuchiwałaś świeczki. Mówiłaś, że masz jedno. Powiesz mi, jakie?
-Niee.
Marek patrzy z niedowierzaniem.
-No, jak ci powiem, to się nie spełni.
-Wiesz, że marzeniom trzeba czasem pomagać?
Zastanawiałam się, dlaczego Marek zadał to pytanie – przecież, jak sądzę, domyślał się, jakie było życzenie Uli. Chciał to usłyszeć? Chciał sprowokować temat, który przecież powinien być dla niego niewygodny, jeśli zakładać, że była mu zupełnie obojętna, że była tylko „narzędziem” do jego sukcesu i chwilową posiadaczką jego udziałów? I jeszcze, to „pomaganie marzeniom”. Mam wrażenie, że on chciał z nią rozmawiać o tym, co ich właściwie łączy, coś, jakby – jeśli marzyłaś o mnie, o nas, to powiedz to, może ja też mam coś na ten temat do powiedzenia? Może pomogę ci spełnić to marzenie? Czy to nadinterpretacja z mojej strony? Być może, ale on wtedy tak na nią patrzył i tak ciepło mówił, że trudno mi się oprzeć takiemu właśnie wrażeniu.
-Myślałam o tobie. O nas, o… no, żeby nasza znajomość przetrwała jak najdłużej.
-Znajomość? – Marek patrzy jej głęboko w oczy. Ten termin wydaje mu się nie do przyjęcia. W najmniejszym stopniu nie odzwierciedla relacji między nimi. Jest chyba wręcz zaskoczony, że ona mogła nazwać to tylko „znajomością”.
-Nawet nie wiem, jak to nazwać. Co ty o tym myślisz?
Pytanie, którego, w zasadzie mógł się spodziewać, trochę go jednak zaskakuje, wprawia w lekkie zakłopotanie (?)
-Ula, no wiesz bardzo dobrze, że jesteś dla mnie kimś wyjątkowym, tak? Ratujesz mnie, prostujesz, kiedy coś schrzanię i mnie ochrzaniasz, kiedy ja nie mogę czegoś wyprostować… Bardzo dobrze się rozumiemy, dobrze się czujemy w swoim towarzystwie i ufamy sobie. Ula… , to jest coś więcej, niż znajomość, to jest więcej, niż przyjaźń, to…
Wydaje mi się, że im dłużej wymienia wszystkie łączące ich „elementy”, sam łapie się na tym, że z całą pewnością, nie jest to tylko znajomość. A przyjaźń?- to też chyba jeszcze mało, więc…
Napięcie, spowodowane tą wyliczanką rośnie, ale nagle, przerywa je brutalny dzwonek komórki Marka. On sam próbuje go zignorować, chyba chce się wypowiedzieć do końca, ale Ula zwraca mu uwagę, że powinien odebrać.
Widząc, że dzwoni Paulina, przeprasza Ulę i wychodzi na moment.
Pozostaje jednak pytanie, co byłoby, gdyby ten telefon nie zadzwonił.? Skoro Marek doszedł do stwierdzenia, że „to coś więcej, niż przyjaźń”, to pozostawało już tylko wyznanie miłości. Czy zrobiłby to? Nie mam pojęcia bo, choć cały czas uważam, że to był czas, kiedy jeszcze nie nazwane i nie do końca uświadomione uczucie do Uli, już w nim dojrzewało, to jednak nie wiem, czy powiedziałby to otwartym tekstem. Czy wyartykułowałby to, skoro sam przed sobą jeszcze się do tego nie przyznał? Jednak w tym, co mówił – był, według mnie, szczery. Patrzył jej prosto w oczy, takim ciepłym spojrzeniem. Cokolwiek by nie mówić o jego różnych „podstępnych” działaniach, to jednak nie robił tego z czystą premedytacją. Zazwyczaj wtedy błądził gdzieś wzrokiem, w jego głosie wyczuwało się pewne zażenowanie, czy obawę. Tym razem tak nie było i nie wiem, dlaczego – czy to konkurencja w osobie Bartka zapaliła mu jakąś lampkę, czy romantyczna przejażdżka windą…?
Jedno jest pewne – Paulina miała ogromne wyczucie czasu.
Podczas, kiedy Marek rozmawia z narzeczoną, do stolika podchodzi Bartek, który już od Rysiowa śledził każdy ich ruch. Ula chyba prędzej ducha by się spodziewała, niż jego. Jest pewny siebie, obcesowy. Przerażenie Uli sięga zenitu – przecież on może zepsuć cały urok tego wieczoru.
-Śledzisz mnie?
-Nie, no skąd, Uleńka. Tak sobie przejeżdżałem i patrzę, znajoma bryka stoi, to sobie pomyślałem – wstąpię, znajomych spotkam. Może imprezka przeniosła się w lepsze miejsce. Chociaż, powiem ci, że to mi raczej na randkę wygląda.
-O co ci chodzi?
-Ale o nic. Taka mnie refleksja naszła, że teraz rozumiem, dlaczego taką niedostępną grasz, że dobrze wyczułem w Walentynki.
-Wynoś się.
-Zawsze byłaś ambitna – najlepsza w szkole, najlepsza na studiach, no ale, żeby od razu z prezesem firmy? Uleńka, ja bym w życiu nie powiedział.
-Przestań.
-Przecież nic nie mówię. Przynajmniej na razie. Nawet cię rozumiem, każdy chce jakoś żyć, nie?
-Czego chcesz?
-Pani bizneswomen do razu do konkretów przechodzi. Ale Uleńka, daj spokój. Nie będziemy w takim miejscu o interesach gadać. Odezwę się, odezwę. Później. Miłej randki.
Ula , z trudem, stara się ochłonąć po tym spotkaniu. Wie, że Markowi nie może o tym powiedzieć, bo ten jest na Bartka uczulony. Zdaje sobie sprawę, że drugi raz może nie uwierzyć w przypadkowość takiego spotkania. Cały czar pryska.
Tymczasem Marek usiłuje przekonać wściekłą Paulę, że właśnie znajduje się na jakiejś, położonej w szczerym polu, stacji benzynowej i wymienia żarówki migaczy. Nie zastanawia się, czy Paulina mu wierzy – chce kontynuować wieczór z Ulą..Wraca.
-Przepraszam. Musiałem sprawdzić, czy następna atrakcja wieczoru jest już gotowa. Wszystko ok?

Tak sobie myślę, czy te słowa Marka, to drobne kłamstewko, czy faktycznie miał na ten wieczór jeszcze jakieś niespodzianki? Może jednak nie kłamał, bo przecież nie mógł przewidzieć, jak sprawy potoczą się dalej, a znając Ulę, po takiej zapowiedzi, zapytałaby go, o co chodziło. To jednak tylko taka dygresja – niezbyt istotna.
-Tak.
-Na czym skończyliśmy?
Tu pozwolę sobie na dygresję numer dwa. Myślę, że tak zadane przez Marka pytanie potwierdza moja tezę, że on był szczery w tym, co mówił wcześniej. Gdyby było inaczej, nie ryzykowałby powrotu do tamtego, niewygodnego tematu, tylko skwapliwie wykorzystał fakt, że Paula, swoim telefonem wybawiła go z niezręcznej sytuacji. Jednak Ula, ciągle pozostająca w szoku po spotkaniu z Bartkiem, zupełnie nie może zebrać myśli.
-Na, na… nieważne.
-Właściwie, to chyba nawet nie zaczęliśmy. Wybrałaś już coś?
-Nie, jeszcze nie.
-To co? Może jednak zapiekanki?
-Nie, wiesz. Wybierz coś, dobrze?
-Ula, to twoje święto. Chociaż, oczywiście mogę coś zasugerować. Ponoć mają tutaj świetne carpaccio. Skusimy się?
-Marek, przepraszam cię, ale chyba jednak już dziś nic nie będę jadła.
-Ula, o co chodzi? Jeśli masz na myśli ten telefon, to było tylko…
-Nie. Nie, absolutnie. Głowa mnie rozbolała. Wiesz, ja miewam czasem takie nagłe migreny…
-Dobrze. Wiesz co? Zapytam kogoś o coś na ból głowy. Na pewno mają.
-Nie, Marek. Proszę cię. Chcę jechać do domu. Położę się, to mi przejdzie. […] Odwieziesz mnie? Proszę.
Powrót do Rysiowa nie upływa chyba najprzyjemniej. Rozmowa zaczyna się dopiero przed domem Cieplaków.
-Dzięki Marek i przepraszam, że tak wyszło.
-Ula, proszę cię, zaczekaj. Nie możesz mnie chyba tak zostawić? Powiesz, co tak naprawdę się stało?
-Powiedziałam ci.
-Jakoś trudno jest mi uwierzyć w tę nagłą migrenę. Zrobiłem coś nie tak?
-Nie.
-Powiedziałem coś, co ciebie uraziło?
-Nie. Marek, to naprawdę nie ma nic wspólnego z tobą.
-Ula, no co się dzieje? Powiedz po prostu prawdę. Bartka jakoś przełknąłem.
-Słucham?
-No rozmawialiśmy szczerze, tak?
-Tak.
-Powiedziałaś, że nie masz z nim nic wspólnego, dlatego przełknąłem jego pojawienie się na urodzinach. Dlatego teraz też daj mi szansę.
-Marek, przepraszam cię, ale muszę iść.
-Ula, proszę cię, Ula…
Marek zdaje sobie sprawę z tego, że coś się stało podczas jego nieobecności. Koniecznie chce się dowiedzieć, co spowodowało tak nagłą zmianę w zachowaniu Uli. Wybiega za nią, ale… nie, ona nie chce, nie może teraz z nim rozmawiać. To, co się stało, nie daje mu spokoju. To miał być naprawdę miły wieczór i taki tylko ich. On naprawdę chciał, żeby była szczęśliwa, jakby sam także cieszył się jej szczęściem. I to było autentyczne.
Wraca do domu zamyślony i pewnie zupełnie nie ma ochoty na rozmowę z narzeczoną, ale wiadomo, że Paula nie odpuści. Wie od Violi, że z urodzin Brzyduli wyszedł już dawno, więc gdzie był? Marek kłamie, jak z nut, podtrzymując wersję, podaną wcześniej przez telefon. Tylko, że Paulina mu nie wierzy.
-Marek, porozmawiaj ze mną poważnie. Przecież widzę, że masz kłopoty. Nawet Aleks się o ciebie niepokoi.
-Ty rozmawiałaś o mnie z Aleksem?
-Marek, ja się martwię.
-To nie masz o co, ponieważ nic się nie dzieje.
-Nie traktuj mnie, jak idiotki. Albo masz kłopoty i pozwolisz sobie pomóc, albo masz kochankę, a wtedy cię zabiję. I ją też. Przy okazji.
Marek, na te słowa, uśmiecha się jakoś znacząco. O czym pomyślał? Czy skojarzenie Uli ze wspomnianą kochanką wywołało ten uśmiech? Czy ta myśl mu się spodobała?
A Ula jest zdruzgotana. Wszystko poszło nie tak. Wieczór zapowiadał się tak pięknie i skończył kompletna klapą, a wszystko za sprawą Bartka. I do tego, jeszcze, on, właśnie uparcie dzwoniący na komórkę z pogróżkami, że jeśli mu nie pomoże, to zrobi użytek z tego, co widział.
Pytanie, jak załatwić sprawę z Dąbrowskim i, co powiedzieć Markowi jest pierwszym , które nasuwa się jej od rana. Jedzie do pracy z Maćkiem i ten też wypytuje ją o miniony wieczór, bo przecież nie wierzy w to, że była na spotkaniu z jakimiś przyjaciółmi ze studiów. Ula, co prawda niezbyt chętnie, ale przyznaje się w końcu, że spędziła wieczór z Markiem. Ta wiadomość, naturalnie nie cieszy go, ale do prawdziwej furii doprowadza go informacja o tym, że Bartek próbuje szantażować Ulę. Dziewczyna boi się, że Dąbrowski spełni swoje obietnice i Paulina dowie się o niej i Marku.
-Ula, warto się tak narażać? Martwię się o ciebie i tyle.
-Nie będę się z nim już spotykać, ale nie dlatego, że nie chcę. Po prostu, nie mogę go tak narażać.

O finale wczorajszego spotkania z Ulą rozmawia także Marek z Sebą, w czasie drogi do pracy.
-Ale, jak to uciekła? Jak Kopciuszek?
-Nie, jak Ula. Nagle stwierdziła, że musi wracać i tyle, no. Po wieczorze.
-Tak po prostu?
-No, nie pierwszy raz mnie zaskakuje.
-Powiem ci, że jak tak o niej opowiadasz, jestem pod coraz większym wrażeniem. Charakteru, oczywiście. Wydawałoby się, że taka, jak ona, to powinna być wdzięczna za każda chwilę, a tu… proszę.
-Seba, ona nie jest taka, jak myślisz. Im bliżej ją znam, tym… szczerze mówiąc, bardziej ją rozumiem.
-No, to wczoraj chyba nie za bardzo zrozumiałeś. A może, po prostu, strzeliła focha, bo się… krzywo spojrzałeś? Tak, jak Mirabella kiedyś.
-Seba, Ula, to nie jest Mirabella, ok? Ula, to jest mądra, fajna dziewczyna. Jeżeli się tak zachowała, to znaczy, że miała jakiś powód.
-Jaki?
-Nie wiem, ale się dowiem. Dzisiaj. Zaraz.

Marka rzeczywiście niepokoi zachowanie Uli. Martwi się o nią, nie o swoje weksle. Sam przyznaje, że coraz lepiej ją zna i coraz lepiej rozumie. Mógłby jeszcze dodać, że z przyjemnością spędza z nią czas, że oboje lubią niewyszukane, romantyczne niespodzianki, ustronne miejsca. To jednak dla Seby chyba nie byłoby zrozumiałe.
Nie chce, żeby się martwiła i musi się dowiedzieć, co się naprawdę stało. Kiedy wchodzi do sekretariatu, Uli nie ma, ale dzwoni jej komórka. Bartek. Marek zerka i chyba zauważa. Ula wraca i pośpiesznie rozłącza połączenie. Nie będzie odbierała, bo to nic ważnego. Marek nie daje za wygraną i proponuje dokończenie urodzinowej kolacji.
-Urodzin się nie przekłada.
-Zawsze można zrobić wyjątek. Nawet nie zdążyliśmy wczoraj zamówić. Więc?
-Marek, przepraszam cię, ale dzisiaj naprawdę nie dam rady.
-Dlaczego? Bo? Ula…
Ponownie dzwoni telefon. Tym razem Bartek ma doskonałe wyczucie czasu. Ula nie ma zamiaru z nim rozmawiać, ale używa, jako pretekstu do wyjścia. Marek zdaje sobie z tego sprawę, kiedy zauważa, że zaraz po wyjściu wyłączyła telefon . Teraz jest już pewien – coś jest na rzeczy, skoro ona unika rozmów z nim, spotkań, skoro ucieka się nawet do takich wybiegów. Nie może na to pozwolić, ale także nie chce żyć w niewiedzy i niepokoju.
W firmie pojawia się, na wezwanie Adama, Maciek. To pomysł Aleksa , który chce sprawdzić ProS.
Kiedy, po rozmowie, idą obaj do windy, dostrzega ich Marek. Jest bardziej zdziwiony, czy zaniepokojony? Ula jednak wyjaśnia mu, że chodziło tylko o jakąś korektę faktury – nic ważnego.
Marek przygląda się jej z uwagą, widzi, że dziewczyna unika nawet jego spojrzenia. Gdyby nie to, że od wczoraj zachowuje się dziwnie i niezrozumiale, Marek pewnie pomyślałby, że ma to jakiś związek z obecnością Maćka w firmie. Musi to wszystko wyjaśnić. Zaraz.
-Zajrzysz do mnie na chwilę?
Ula waha się. Wie, o co może chodzić Dobrzańskiemu i chyba trochę obawia się rozmowy z nim.
Marek otwiera drzwi gabinetu i zachęcającym gestem zaprasza ją do środka. Zatrzymuje ją przy regale. Pewnie dlatego, że tu są mniej widoczni dla ciekawskich oczu, które mogłyby ich dostrzec z korytarza. A on chce mieć ją blisko siebie, patrzeć jej w oczy, chce wyczytać z nich prawdę.
-Ula, ja naprawdę tego nie rozumiem. Nie chcesz mnie więcej widywać? Już nigdy więcej? – w jego głosie jest jakiś żal, niepokój i myślę, że bynajmniej nie chodzi tu o o weksle, kredyty…
-Chyba będziemy razem pracować jeszcze.
-Wiesz, że nie o tym mówię. Ja mówię o nas, a nie o pracy. – mówi to ściszonym głosem, w którym brzmi jakaś prośba „nie rób mi tego”.
-O nas?
-Tak, o nas. Ula, szczerość za szczerość, ok?
-Dobrze.
-Czyli chcesz, żebyśmy się już nie spotykali, tak?
-Nie. Chcę, chcę. Chciałabym się z tobą spotykać. Bardzo…
-Ale?
-Ale boję się, że sprowadzę na was kłopoty. Na ciebie i Paulinę.
-Ula, ale martwisz się o siebie, czy o Paulinę?
-A ty chcesz być ze mną, czy z Pauliną? – wypala Ula nieoczekiwanie, chyba także dla siebie samej.
Jak odpowiedzieć na to pytanie? Marek patrzy jej prosto w oczy – sam zaproponował szczerość za szczerość, więc…
-Tłumaczyłem ci, jak wygląda sytuacja.
-Tak, powiedziałeś, że jej nie kochasz, a to przecież nie znaczy, że…
-Ula…
-Znaczy?
Marek nie wie, co odpowiedzieć. Powiedział prawdę – wie, że nie kocha Pauliny, ale nie potrafi nazwać tego, co czuje do Uli. Nie próbował nawet. Wie tylko tyle, że nie chce jej stracić, że to byłoby trudne dla niego, że ta, jak powiedział Sebie, mądra i fajna dziewczyna, coraz bardziej go intryguje, przyciąga, jak magnes, że dla niej, bez żalu, rezygnuje ze spędzania czasu z narzeczoną, że jest o nią zazdrosny. Milczenie przerywa Ula.
-Marek, ja mogę czekać, ale, jak długo?Rok, pięć, sto lat?
-Przecież wiesz, że to nie jest takie proste. Muszę wybrać odpowiedni moment. Poczekać, aż… w końcu, no…
-A na razie Paulina nie może się dowiedzieć.- głos Uli drży. Trudno jej zapanować nad emocjami.
-Na razie nie.
Te słowa bolą. Łzy same cisną się do oczu. Marek nie może na to patrzeć. Chyba też jest mu trudno. Przytula ją mocno, serdecznie.
-Dla mnie to też nie będzie proste.- przyciąga ją do siebie i namiętnie całuje.
Czy był to judaszowy pocałunek, który miał uspokoić jego sumienie? Wiem, że mogę zostać posądzona o to, że widzę to, czego nie ma, albo to, co chcę zobaczyć, ale wierzę, że zarówno to, co powiedział, jak i gesty, które wykonał były szczere. On jeszcze nie odnalazł się w nowej sytuacji, jeszcze, jego samego to zaskakuje. Coraz częściej mówi i robi to, co dyktuje mu serce, tak spontanicznie, po prostu. Dopiero później odzywa się rozum i wtedy przychodzą pytania, refleksje.
Tym razem jest podobnie. Rano, w drodze do firmy rozmawia z przyjacielem o tym, co zaszło.
-Seba, kurczę,to było dziwne – ja i Ula. (w jego głosie nie ma złości na samego siebie, że zrobił coś wbrew własnym chęciom, czy przekonaniom. W jego głosie brzmi zdziwienie, jakby właśnie sam dokonał jakiegoś miłego odkrycia).
-No, ty i Ula, to jest dziwne od początku.
-No ja wiem, ale tym razem, przerosło mnie to.
-Nie mów. Ty zrobiłeś TO?
-Seba! Nie zrobiłem TEGO!
-To dobrze, bo mnie też by to przerosło.
-A właściwie, to… wyznałem Uli miłość.
-Co?
-Seba, nie chciałem, żeby tak wyszło, żeby tak to zinterpretowała, ale chyba tak to zrozumiała, właśnie. No, bo ciężko było to zrozumieć inaczej. Nie, no ja nie mam zielonego pojęcia, jak to teraz odkręcić.
Marek, zdaje się wcale nie być zmartwiony, ani tym wyznaniem, ani tym, jak ono zostało zrozumiane. I chyba wcale nie uważa też, że było to oszustwo z jego strony. On tylko nadal nie rozumie, co kazało mu się tak zachować, co kazało mu dać jej nadzieję i, co sprawia, że on, mimo wszystko czuje się jakoś dziwnie spokojnie.
-To jest chyba najgorszy moment na odkręcanie, nie? Przed zebraniem zarządu nikt nie powinien się dowiedzieć, kto jest szefem ProS, kto cię współfinansuje i za co.
Słowa Sebastiana trochę sprowadzają Marka na ziemię. Uświadamiają mu, o co, według niego, w tym wszystkim chodzi, czym jest podyktowany jego „związek” z Ulą. Że, w jego świadomości nie mieści się fakt, że mogłoby chodzić o coś więcej, niż tylko dbałość o własny interes. Nie będzie go uświadamiał, nie będzie wyprowadzał z błędu. Wie, że Seba tego nie zrozumie, skoro nawet on sam, tak do końca nie potrafi.
-No, lepiej, żeby się nie dowiedzieli.
-Dopóki macie wspólną tajemnicę, to razem będziecie jej pilnować.
-Żal mi jej.
-Teraz, to mi też jej żal, ale jakoś jej to wytłumaczysz, że nie wyszło, że jednak cały czas kochasz Paulinę…
-No i, że… biorę z nią ślub…
Mówi to w takim zamyśleniu, jakby dopiero docierało do niego, że ten ślub jest przecież nadal aktualny, tylko, czy to dobry pomysł? Przecież on jej nie kocha i wie o tym, w przeciwieństwie do Sebastiana.
-Tak bywa, nie? Dasz radę, stary.
-Seba, nie wiem. Nie wiem.
Myślę, że w tym momencie, każdy z nich myśli o czymś innym. Sebastian wierzy, że Marek poradzi sobie z przekonaniem Ulki, że „oni”, to była pomyłka, on sam, zastanawia się chyba nad tym, czy słuszne będzie decydowanie się na ślub z Paulą.
A Ula? Ją, rzeczywiście rozmowa z Markiem uskrzydliła. Dzień zaczyna od zapisu w pamiętniku: „To już koniec Marka i Uli. OSOBNO. Od teraz jesteśmy my – Marek i Ula RAZEM”.
Od tego momentu chyba, zaczyna się regularny biurowy romans, jak to, kiedyś, później określił Marek.
Ula wychodzi z gabinetu, kiedy Marek wchodzi. Spotykają się przy drzwiach i Ula, ewidentnie oczekuje pocałunku na powitanie. Marek nie wie, o co chodzi (?), stoją więc, przez chwilę w takiej dziwnej niepewności i wtedy Ula decyduje się go pocałować. Marek jest chyba zaskoczony i trochę speszony.
-Przyniosłam ci pocztę.
-Wiesz co – ja później ją przejrzę, bo… (próbuje jakoś ratować trochę niezręczną sytuację) ważniejsze rzeczy teraz mamy na głowie, nie? Kwartalne posiedzenie zarządu.
-A, no tak. A myślisz, że jest się czego bać?
-No wiesz, Aleks, jak zwykle pewnie coś namiesza, więc…
-Eee, jakoś damy radę. We dwójkę zawsze raźniej, co?
Oboje przysiadają na biurku. Marek, po tym , co usłyszał, przez chwilę patrzy na nią bez słowa, za to jakoś bardzo ciepło. Po chwili jednak zrywa się, jakby sam siebie się przestraszył. A może swoich myśli?
-Tylko, że zaczynają teraz spływać sprawozdania z działów i musimy się przymierzyć do napisania raportu dla zarządu, nie?
-Nie, jasne, jasne. To masz załatwione.
Kiedy na wyświetlaczu dzwoniącej komórki widzi, że to Bartek – nie odbiera. Ponieważ dostrzega pytający wzrok Marka, jakby na usprawiedliwienie, dodaje.
-Mamy ważne rzeczy do zrobienia. Przygotować się na bitwę z Aleksem. To co? Na początek kawa?
-Super, gdybyś mogła.
-I coś do przegryzienia, bo jesteś głodny.
-Skąd wiesz? – Marek nie potrafi ukryć zdziwienia.
-Bo masz mokre włosy, a to znaczy, że się spieszyłeś, że zaspałeś, a to znaczy, że nie miałeś czasu zjeść śniadania.
Marek patrzy na nią z zadowoleniem i podziwem. Ula wychodzi, a on, delikatnym ruchem, poprawia stojące na biurku zdjęcia – rodziców oraz swoje z Pauliną. Jakby chciał, żeby niepożądane oczy, nawet tylko ze zdjęcia, nie patrzyły na jego chwile słabości. Ta scenka zawsze mnie rozśmiesza – jest w niej coś takiego rozczulającego, trochę dziecięcego…
Ula, w socjalnym przygotowuje kawę dla siebie i Marka. Chce być perfekcyjna, więc dzwoni do niego, z zapytaniem, czy chce z mlekiem, czy bez. „Dobrze, że przynajmniej zdecydował o tym, z kim chce być”.
-Coś się stało? Myślałem, że poszłaś po kawę? – uśmiecha się do „niej”, kiedy pyta, czy do kawy mogą być ciasteczka.
Wszystko już przygotowane na tacy, teraz tylko zanieść to jemu, ale… to nie będzie takie proste, ponieważ w drzwiach socjalnego stoi, ni mniej, ni więcej, tylko Bartek. Ma kłopoty i chce, żeby Ula mu pomogła. Kiedy jednak dziewczyna zdecydowanie odmawia, staje się bardziej arogancki i bezczelny.
-Jeśli mi nie pomożesz, to nie będę miał wyjścia. Będę musiał…
-Wynoś się.
-Jak tylko zmienisz zdanie. Widzisz, kwiatuszku, wszystko zależy od ciebie. A jeśli jeszcze raz wezwiesz ochronę, to zrobię wam taka scenę – tobie, twojemu Mareczkowi i jego narzeczonej…
-Ja nie sadziłam, że to jest możliwe, ale ty się faktycznie zmieniłeś – na gorsze. Szantażujesz mnie, jak jakiś najgorszy bandzior.
-Bandziory, to są ci, którzy mnie prześladują. Zrozum, że muszę jakoś zdobyć te pieniądze, a ty się dobrze urządziłaś w tej firmie. Ula, no chyba nie chcesz rujnować sobie kariery, co? A Paulina Febo? Myślisz, że jak jej powiem, że jej narzeczony ma romans, to długo zagrzejesz tu miejsca. Tak, że widzisz – opór nie ma sensu.
Ula jest przerażona, czuje się, jak w potrzasku i gorączkowo usiłuje znaleźć jakieś rozwiązanie.
-Sprawdźmy to. Siadaj. Paulinę Febo znajdziesz w sali konferencyjnej. Idź tam i możesz jej powiedzieć, co chcesz. Ale, zanim to zrobisz, przyjrzyj się jej dokładnie. Zobacz, jaką ma twarz, makijaż, figurę, jakie nosi ubrania i zastanów się, co ona powie, jak ty jej powiesz, że jej narzeczony ma romans ze mną. Bardzo jestem ciekawa, czy ci uwierzy. W ogóle, to jestem ciekawa, czy ty sam w to uwierzysz. No idź! Co tak siedzisz?
Te słowa były dla niej, jakby jakieś samobiczowanie się. Odchodzi w pośpiechu, nawet o kawie zapomniała. Wpada do łazienki – dużo kosztowała ją ta rozmowa. „Nie ma to, jak powiedzieć komuś prawdę. A przy okazji – sobie powiedzieć prawdę. Prawda cię wyzwoli. Albo zakuje w oczy”
Łzy już obeschły, choć serce boli bardzo. Trzeba jednak wracać do Marka i udawać, że nic się nie stało.
-Nooo, Ula, gdzie zniknęłaś?
-Byłam… przepraszam.
-Po kawę byłaś – Marek uśmiecha się do niej.
-Po kawę? Zapomniałam.
Dobrzański natychmiast dostrzega, że z dziewczyną dzieje się coś niedobrego.
-Ula, czekaj. Moment, co jest? Przed chwilą rozmawialiśmy o kawie, ciasteczkach, a teraz wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.
-Zobaczyłam Bartka.
Ta wiadomość podrywa Marka.
-Bartka? Gdzie? Tutaj? Znaczy, on ciebie nachodzi w pracy? To jest już chyba gruba przesada. To jest… Ula, co się stało?
Podchodzi do niej, obejmuje, z taką delikatnością i troską. Sadza na kanapie i sam sadowi się obok.
-Powiedz mi, co się stało? Spokojnie. Nie denerwuj się. Powoli.
-Próbował mnie szantażować.
-Jak to, szantażować? Czym?
-Że powie o nas Paulinie.
Tego się chyba Marek nie spodziewał. Dociera do niego również, że to prawdopodobnie Bartek przyczynił się do zepsucia urodzinowego wieczoru.
-On tam był?
-Tak. Dosiadł się do stolika, jak poszedłeś zadzwonić.
-To dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Nie chciałam cię martwić. I było mi głupio. Wstyd, nie?
-Ula, musisz mi mówić takie rzeczy.
-A uwierzyłbyś drugi raz, że ja nie mam z tym nic wspólnego, tak? Nie martw się – nic nie powie Paulinie. Wie, że ona mu nie uwierzy. Że nikt mu nie uwierzy. Nikt nie uwierzy, że mógłbyś być z kimś takim, jak ja. Nawet on sam w to nie wierzy, bo w końcu sobie poszedł i nic nie zrobił. Nie ma co, mamy idealny układ – nikt w to nie wierzy. Nawet ja sama w to nie wierzę.
-Ula…
-Marek, ja wiem, jak wyglądam. Trochę inaczej, niż Paulina, nie? Albo Klaudia, Domi, Mirabella.
Zresztą, po co ja ci to mówię? Przecież ty to widzisz, nie? Właśnie – a co ty widzisz we mnie?
-Ula, mnie już nie interesują modelki, ok? Wszędzie ich pełno i wszystkie są takie same – są puste. Ty jesteś od nich piękniejsza.
Bierze jej twarz w dłonie, patrzy głęboko w oczy, po czym, czule całuje w czoło.

To, według mnie, bardzo piękna scena. Nie ma w niej pozy, interesowności, nieszczerości. Marek, od chwili, kiedy poznał Ulę wie, że najpiękniejsze jest niewidoczne dla oczu i teraz mówi o tym głośno, wprost. To właśnie w niej ceni – jej prostolinijność, szczerość, mądrość, poczucie humoru, wrażliwość, lojalność. To, czego nie dostrzegają i nie doceniają inni, z jego otoczenia, przyzwyczajeni do powierzchownego oceniania, jego do niej przyciąga, to w niej szanuje, przez to staje mu się coraz bliższa. Teraz widzi, że cierpi, że płacze, jest jej przykro, więc jest przy niej, ale nie z litości, tylko dlatego, że chce, że czuje taką potrzebę. Jest szczery – epoka modelek minęła. Już od jakiegoś czasu są poza jego zainteresowaniem, bo choć były piękne, to była to tylko fasada, a to już mu nie wystarcza.
W tym jego czułym objęciu, pocałunku jest tyle czułości, ciepła, troski. Uczucia? Czy on to wie? Nie – odkrywa tylko, że staje się inny i jego potrzeby stają się inne i wie, że sprawia to ta skromna, niepozorna dziewczyna. Dużo to, czy mało – nie wiem, ale ważne jest, że to dostrzega. Jeszcze czasem się broni, ucieka, próbuje nie traktować poważnie, ale wciąga go to powoli, nawet wbrew jego świadomości i woli, bo jeszcze trochę czasu upłynie i trochę się zdarzy, nim zrozumie, że ta dziewczyna jest dla niego, jak prezent od losu.

(kończę na 149 odc.)

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Analiza uczuć Uli i Marka cz.6 wg SWB

(od odc. 139)

Już w poprzedniej części zaznaczałam, że Walentynki jeszcze się nie skończyły, a właściwie zaczęła się ich najmniej pożądana, najmniej oczekiwana i najmniej przyjemna część.
Bójka Marka z Bartkiem kończy się interwencją policji. Ula próbuje tłumaczyć, że nie ma w tym żadnej winy Marka, że niepotrzebnie zabierają go na komisariat, ale nieubłagany funkcjonariusz czyni swoją powinność i w ten sposób, Dobrzański ląduje w policyjnym radiowozie. Zdążył właściwie tylko poprosić Ulę, żeby zamknęła jego samochód i zabrała kluczyki. Jej zdenerwowanie sięga zenitu – wie, że on, stając w jej obronie naraził się na nieprzyjemności i, że to pewnie zaledwie wierzchołek góry lodowej, bo przecież nie wiadomo, jak zakończy się sprawa na komisariacie, no i jeszcze będzie musiał tłumaczyć się przed Pauliną. Postanawia pomóc mu, składając zeznania, biegnie do Maćka z prośbą, żeby zawiózł ją na komendę. Ten, przy okazji odkrywa, że nie spotkali się dlatego, że Ula była umówiona z Markiem. Ma do niej pretensje .
-Później się będziesz wściekał, a teraz musimy ratować Marka […]. No przecież go tak nie zostawię samego… Przecież, gdyby mnie nie bronił przed Bartkiem…
Paulina też martwi się o niego. Nie daje znaku życia, nie odbiera komórki… Po raz kolejny dzwoni do niego, jest wściekła. Nagrywa się na pocztę i w końcu, ze złością rzuca telefonem, który rozpada się na kawałki.
Tymczasem Marek składa zeznania i próbuje skontaktować się z nią, ale ostatecznie, postanawia porozmawiać z Sebastianem. Ula robi, co może, żeby wytłumaczyć Marka, ale nikt nie chce jej wysłuchać. Postanawia nie ruszać się stamtąd, dopóki go nie wypuszczą. „Tak właśnie wygląda Dzień Zakochanych w Rysiowie. Na każdą namiętność znajdzie się paragraf”.
Seba przyjeżdża, żeby odebrać kumpla z komisariatu i kiedy jest już pod komendą dosięga go telefon od Pauliny, która chce się dowiedzieć, gdzie jest Marek. Olszański plącze się w zeznaniach i w końcu wychodzi na to, że Marek udał się na spotkanie z Lwem Korzyńskim. Seba nie mógł przewidzieć, że to kłamstwo będzie miało swoje konsekwencje.
Marek w końcu wychodzi. Jest zmęczony, zdenerwowany, ma podbite oko. Chyba nie ma już ochoty ani na rozmowę z Sebą ,a ni z Ulą. Żegna ją wzrokiem i odchodzą z Sebastianem. Jednak Ula ma wyrzuty sumienia, że przez nią do tego wszystkiego doszło.
-Marek, przepraszam, że tak wyszło.
-Ula, naprawdę, to nie jest twoja wina. Pogadamy jutro, dobrze? Trzymaj się.
Ula wraca z Maćkiem do domu, a Seba jednak próbuje dowiedzieć się czegoś na temat widocznego siniaka i pobytu na komendzie.
-Stary, w co ty się wpakowałeś?
-Ty mnie do tego zachęcałeś.
-Nie, nie zachęcałem cię do tego, żebyś się bił z jakimiś oprychami. Co to w ogóle jest za gość?
-Nie wiem. Jakiś ten niezrzeszony, co jej kwiaty przyniósł. Mega nieprzyjemny typ.
-Może to całe Rysiowo, to jedna wielka mafia?
Marek jednak nie chce dłużej o tym rozmawiać. Kiedy uzmysławia sobie, że Ula wzięła kluczyki od jego samochodu, ma ochotę tylko na jedno – żeby Sebastian zawiózł go do domu i to jak najszybciej. Wie, że tam czeka go kolejna przeprawa – z Pauliną, ale przecież i tak jej nie uniknie.
-Myślałem, że śpisz.
-Chciałeś powiedzieć :mam nadzieję.
-Paula, to był naprawdę bardzo ciężki dzień.
-I co? To wszystko? Znikasz na cały wieczór. I to ten wieczór, który mieliśmy spędzić razem. Nie dajesz znaku życia i, jak gdyby nigdy nic mówisz…
-Paula, przepraszam. Chciałem wrócić wcześniej, ok? – Markowi także puszczają nerwy. Krzyczy.
Paulina zauważa na jego twarzy ślady bójki. Chce dotknąć jego policzka. Jest przerażona.
-Zostaw. Przepraszam. – głos Marka jest zimny, stanowczy.
Powstaje chyba pytanie, czy musiało do tego zdarzenia dojść? Marek, bardzo szlachetnie stanął w obronie Uli ale myślę, że postąpiłby podobnie, gdyby był przypadkowym świadkiem takiego zachowania w stosunku do każdej innej kobiety, próbującej uwolnić się od nagabującego ją natręta. Tym bardziej, nie mógł pozwolić na to, gdy chodziło o bliską mu osobę. Jest może pewna różnica w konsekwencjach – gdyby stało się to w innych okolicznościach (nie po wspólnie spędzonym wieczorze z Ulą) i w odniesieniu do przypadkowej, nieznanej osoby, powiedziałby Paulinie prawdę (tak sądzę), a w tej sytuacji – brnął w kolejne kłamstwo.
Ula, rano, zastanawia się, co z Markiem ; „Tym razem trudno mu będzie ukryć nasze spotkanie. Może wreszcie powie Paulinie prawdę? Tylko, co wtedy ze mną?”. Nie wiedząc, jak Dobrzański poradził sobie z narzeczoną, najchętniej zostałaby w domu i tu przeczekała tę niepewność i ewentualną burzę. Cóż jednak – praca, to praca, nie można, ot, tak sobie nie pójść. Przed domem, na chodniku znajduje szalik Marka. Nawet wcześniej nie zauważyli, że go zgubił.
Paula też nie chce, żeby Marek szedł do pracy, ale z zupełnie innego powodu – jest przekonana, że za jego pobiciem stoi Lew i nie chce, żeby obaj panowie spotkali się przy podpisywaniu listu intencyjnego. Przy śniadaniu czule całuje Marka w dobrze widoczny już siniak, choć on próbuje bagatelizować zarówno ból, jak i widoczne zaczerwienienie na swojej twarzy. Nie chce też po raz kolejny odpowiadać na pytanie, jak doszło do tego zdarzenia, ale kiedy Paula pyta, czy widział się wczoraj z Lwem Korzyńskim, bo tak powiedział jej Seba, skwapliwie potwierdza, nie wiedząc o teorii, jaką sobie na ten temat wymyśliła.”On chce cię skrzywdzić po to, żebyś ty mnie zostawił. Jeżeli teraz to zlekceważymy, to on naprawdę zrobi ci krzywdę. Nie, ja tego tak nie zostawię”. Te słowa zaskakują Marka i uświadamiają jednocześnie, że jeśli Paula wplącze w to Lwa, mogą powstać kłopoty. W taksówce nadal trwa rozmowa na ten temat, ale Marek nie ma zamiaru odsuwać Korzyńskiego od kontraktu, jak sugeruje Paulina.
Kiedy pojawiają się w firmie, wygląd prezesa, ze zrozumiałych względów, wzbudza zainteresowanie, wywołuje pytania. Zachowanie Marka, w tym momencie, trochę kpiącego z pytających, a trochę chcącego pokazać Pauli, że wszystko to było dziełem przypadku, a nie zaplanowanego przez Korzyńskiego zamachu, nie może nie zwrócić mojej uwagi. Pierwszym napotkanym jest Adam, któremu, na pytanie, „co się stało? „ odpowiada, że to pamiątka z kursu samoobrony. Zdziwionej Ani mówi :”Aaa widzisz, chciałem Paulinie otworzyć drzwi, ale mnie wyprzedziła. Tak kończą dżentelmeni.” Viola już nawet nie pyta, tylko niemal stwierdza, że pewnie bił się o Paulinę. W odpowiedzi słyszy:
-Mieliśmy wypadek. Tak, tak. Paula wyskoczyła w biegu, a ja oberwałem zderzakiem.
-Jak to? Zderzakiem w twarz?
-To był tir. Z naczepą.
Paulina jednak nie podziela jego poczucia humoru. Jest wyraźnie wściekła, że wymyśla takie historie. Ula, natomiast, niecierpliwie czeka, żeby oddać Markowi znaleziony szalik. Kiedy już chce to zrobić, pojawia się Paulina, więc chowa go szybko za siebie. Nie dość skutecznie jednak, ponieważ panna Febo go zauważa.
-Marek, to nie jest twój szalik?
-Tak, tak. No bo ja go podniosłam. Bo … leżał…
-Gdzie leżał?
-Na ziemi leżał.
-Świetnie, gubisz szaliki, samochody…
-Paula, daj spokój.
-No, a nie? Gdzie jest samochód?
Marek zdaje się nie przejmować słowami narzeczonej i widząc zdenerwowanie Uli, ją też chce uspokoić – puszcza do niej zawadiackie oczko, po czym wchodzi za Pauliną do gabinetu.
Pojawiają się dziennikarze i, Marek sądząc, że to w sprawie umowy z reprezentacją, nie chce pokazywać się im z sińcem na twarzy. Wychodzi do nich Paula i wtedy okazuje się, że owszem, chodzi o czołową postać reprezentacji, czyli bramkarza Borubara, a dokładnie o jego romans z Violetta i tak naprawdę, to z nią właśnie chcą rozmawiać.
Ula, korzystając z zamieszania, wchodzi do gabinetu.
-Blisko było, co? – Marek wskazuje na szalik
-Przepraszam cię, że tak z tym wyskoczyłam.
-Gdzie był?
-Na chodniku. Prawie na niego nadepnęłam. I jeszcze to (kluczyki do samochodu). Marek, przepraszam cię. Ja naprawdę nie wiem, jak coś takiego mogło się stać.
-Nie, Ula. Przestań, daj spokój.
-Niezłe Walentynki, co?
-No, to prawda. Dość nietypowe. A ten twój znajomy, to zawsze tak, czy tylko jeśli chodzi o ciebie?
-Ale nie. Mnie z nim nic nie łączy. Naprawdę. Absolutnie nic.
-Nie, no wiesz, wyglądało to trochę inaczej. Ostry gościu, który walczy o to „absolutnie nic”.
-No, ale ja mówię poważnie. To jest dawno zamknięta historia. Nie widzieliśmy się kilka lat i nie wiem, co on sobie ubzdurał. Wierzysz mi?
-No, ja ci wierzę, tylko dobrze byłoby, żeby on też wierzył.
-Ok. Wyjaśnię to.
-Nie, Ula. Nie wiem. Wydaje mi się, że lepiej by było, gdybyś się z nim nie spotykała. Choćby dla swojego bezpieczeństwa, ok? Proszę cię.
-Ok
-No. A, jak będziesz miała problemy, to…
-Wiem. Jasne. Dzięki.
Marek przygląda się jej z wielką powagą. O czym myśli? Czy rzeczywiście chodzi mu o to, że nieznany konkurent może także być zagrożeniem dla jego weksli? Myślę, że nie. Po pierwsze, wierzy Uli, że nic go z nim nie łączy i, po tym, jak ją kiedyś oszukał, nie pozwoli mu się do siebie zbliżyć na tyle, żeby dowiedział się, że coś takiego, jak udziały są w jej posiadaniu. Czy sugerując, że nie powinna się z Bartkiem spotykać ma na myśli tylko jej bezpieczeństwo? Na pewno tak, ale chyba jednak trudno mu także strawić fakt, że ktoś jeszcze jest nią zainteresowany, zabiega o jej względy (choćby w tak prymitywny sposób i z tak niskich pobudek). Zwłaszcza, jeśli jest to „stara miłość”, po której, jak wiadomo, wiele można się spodziewać. Mam wrażenie, że Dobrzański poczuł jakieś ukłucie niepewności, zazdrości… Nie kontroluje tego,a i to uczucie nie ma jeszcze jakiejś wielkiej siły rażenia, ale cała ta sytuacja, tak do końca nie jest mu obojętna.
Marek spotyka się z Sebą. Po wczorajszym wydarzeniu i pomocy przyjaciela, jest mu winien jakieś wyjaśnienia. Wiadomo, że Marek, podając różne wersje dotyczące siniaka na swojej twarzy musiał spowodować, że w firmie zatrzęsło się od plotek, a Violetta zadbała o to, żeby najbardziej wiarygodna wydała się wersja, że to Paulina tak go urządziła.
Spotykają na korytarzu Alę, która dość uważnie przygląda się Markowi i to go niepokoi. Nie wie, jak dużo wie Ala.
-[...] Ty lepiej pomyśl, co zrobić z narzeczonym Brzyduli.
-To nie jest jej narzeczony. Po prostu facet ją oszukał – mam wrażenie, że Marek, kiedy sam usłyszał wypowiedziane przez siebie słowa, poczuł jakąś ulgę… Że to nie narzeczony…
-Aha. I myślisz, że drugi raz mu nie zaufa? A jak nie jemu, to Maćkowi? Nie, no stary, niezły pasztet. Jak tak dalej pójdzie, to będziesz się musiał bić z połową Rysiowa.
Marek jednak przyjmuje te słowa bez komentarza i z jakimś dziwnym spokojem. Jakby uśmiechał się do swoich myśli… O czym myśli? Tego Sebastian się nie dowiaduje, a my? My chyba, po raz kolejny widzimy, że Ula nie jest dla niego tylko asystentką, ani chwilową posiadaczką jego weksli. Jest kimś więcej, tylko kim? Tego Marek musi się najpierw dowiedzieć, przekonać się, zrozumieć…
Jakby tego wszystkiego było mało, pokaz prototypów dla reprezentacji nie może się odbyć, ponieważ Iza nagle traci przytomność, a przerażony tym, co się stało Pshemko, niszczy je wszystkie. Spotkanie z działaczami sportowymi, którym miała być zaprezentowana kolekcja, nie kończy się pokazem. Dochodzi jednak do rozmowy Marka z Korzyńskim, któremu Paula, w międzyczasie dała do zrozumienia, że podejrzewa go o napad na narzeczonego.
Dobrzański informuje go, że postanowił wyznaczyć nową osobę do kontaktów z nim. Zamiast Pauliny. Lew nie chce o tym słyszeć. To nie jest przyjemna rozmowa dla żadnego z nich. Marek nie posunąłby się pewnie do takiego ruchu, gdyby nie czuł, że coś powinien zrobić, żeby uspokoić Paulinę. Wie przecież doskonale, że Lew go nie napadł, to, czy wyznacza późno wieczorne spotkania biznesowe Paulinie, też mu przecież specjalnie nie przeszkadza, boi się raczej, że ona przekonana o tym, że dla niej Korzyńskiego stać na wszystko, zacznie dalej drążyć temat, a to nie jest mu na rękę. Wobec sprzeciwu Korzyńskiego, co do zmiany osoby ds. kontaktów, Marek sugeruje mu rozwiązanie umowy, jednak Lew nie decyduje się na to.
Marek wraca do gabinetu i, widać, że niezbyt cieszy go fakt, że zastaje tam Paulinę.
-Opowiesz mi?
-O?
-O rozmowie z Korzyńskim.
-Nie ma o czym. Nie musisz się już tym przejmować.
-To znaczy?
-To znaczy, że ktoś inny będzie teraz się z nim kontaktował.
-Jak to? I zgodził się na to?
-Nie miał wyjścia. Powiedziałem mu, że albo da tobie spokój, albo rozwiązujemy umowę. Tyle.
-Ty chyba nie mówisz poważnie?
-Zostawiłem mu aneks, ale go nie podpisał.
-Marek, ty naprawdę chciałeś to zrobić?
-No, szczerze mówiąc, nie myślałem, że tak szybko się wycofa. Ja na pewno bym się nie poddał.
-Marek, ty zaryzykowałeś dla mnie dobro firmy.
-No, co najwyżej stanowisko prezesa, a twój brat na pewno uratowałby znacznie więcej.
-Walczyłeś o mnie.
-Bardziej, niż Lew.
-Ty naprawdę mnie kochasz.
Przytula się do niego, ale Marek błądzi gdzieś wzrokiem, jakby chciał uciec od odpowiedzi na to pytanie. Czy on rzeczywiście zrobił to z miłości? Czy on ją kocha? A może jednak to tylko przyzwyczajenie?
Ula wraca ze szpitala, od Izy. Umawia się z Alą, która ma pojechać do Rysiowa po swoje auto .
„Marek tez zostawił u mnie swój samochód, ale serce zostawił chyba gdzie indziej” – myśli, widząc Marka i Paulinę całujących się przy wejściu do sekretariatu. Kiedy wchodzi do sekretariatu, Marek jest już sam i dopytuje o stan Izy, a potem pyta:
-Wracamy razem?
-Razem?
-No, do Rysiowa. Muszę samochód odebrać.
-Aaa. Samochód. Jasne.
-To jesteśmy umówieni. Na razie.
Pojawia się po raz drugi, już gotowy do wyjścia, ale Ula chce jeszcze poczekać na Alę – umówiły się przecież. Marek chyba jednak nie jest zachwycony pomysłem wspólnego z Alą powrotu, więc wykręca się brakiem czasu – nie może czekać, aż Ala będzie wolna. Taksówka już czeka, pojedzie więc sam. Ula jest wyraźnie zła, żałuje, że nie może pojechać z Markiem. Toteż, kiedy za moment pojawia się Ala z informacją, że musi zostać dłużej w pracy i żeby Ula na nią nie czekała, błyskawicznie zbiera się i dogania Marka w windzie. W taksówce jednak atmosfera jest raczej gęsta – oboje są podenerwowani. W końcu Ula zdobywa się na odwagę i pyta, czy może wpadnie do nich na herbatę. Niestety, Marek odmawia twierdząc, że ma jeszcze kilka spraw do załatwienia. Szybko zauważa, że Uli zrobiło się przykro, więc bierze jej dłoń i delikatnie, ciepło gładzi.
-Odbijemy to sobie następnym razem, ok?
Ta obietnica i czułe gesty natychmiast poprawiają jej humor.. Żegnają się przy furtce i wtedy Marek zauważa brak samochodu.
Nasuwa się pytanie – jak potraktować ten gest w taksówce? Niby nic wielkiego, a jednak dość wymowny. Czy musiał się tak przejmować nastrojem Ulki? Czy gdyby była mu zupełnie obojętna, wykonałby go w ogóle? On się nawet nad nim nie zastanawiał – to był odruch. Marek, nie po raz pierwszy źle się czuje, kiedy widzi, że sprawia jej nawet niewielką i niezamierzoną przykrość. Pewnie nie wie, dlaczego, ale, szczególnie w takich momentach czuje potrzebę okazania jej swojej bliskości. Nawet jeśli jest to tylko taki niewielki gest.

Kradzież samochodu Marka, wywołuje wielkie poruszenie, no bo jak to, kto, sprzed domu Cieplaków? Józef nie może tego zrozumieć, ani się uspokoić. Przecież cały czas był w domu i nic się nie działo, no chyba, że …wtedy, kiedy był Bartek? Na dźwięk tego imienia, tężeje twarz Marka i Ula też nie może ukryć zdziwienia. Kiedy odprowadza gościa do furtki, Marek po prostu pyta:
-Myślisz, że to Bartek?
-Nie, nie. Nie sądzę.
-Ale tak pomyślałaś. Widziałem twoją minę. (swoją drogą, jak oni dobrze się znają – czytają ze swoich twarzy, jak z otwartej księgi).
-Ale to raczej nie on.
-Ale mówiłaś sama, że ciebie też oszukał, więc…
-Tak. Tak, oszukał mnie, ale nie tak. Słuchaj, może on jest trochę porywczy i taki… śliski, no i zachował się wobec mnie nie fair, ale na pewno by czegoś takiego nie zrobił, bo nie jest złodziejem. Marek, to na pewno nie on.
-Możesz za niego ręczyć?
Ula się waha, ale milczenie jest potwierdzeniem.
Poproszony po raz kolejny o pomoc Seba pojawia się, żeby zabrać przyjaciela. Wracając, rozmawiają. Marek nie potrafi ukryć zdenerwowania.
-Nie, to jest po prostu niewiarygodne. Ty wiesz, że ona jeszcze go broni? Ona to w ogóle za wszystkich może ręczyć. Za tego całego Bartka, za Maćka… No przecież ja sam nawet za siebie nie mógłbym ręczyć. Jestem przekonany, że ten chłystek… Co ty nic nie mówisz?
-A co mam mówić? Dla mnie sprawa jest jasna od dawna, tylko kto by mnie słuchał?
-O co ci chodzi?
-O to, że ty też ciągle za nią ręczysz.
Marek myśli nad tym, co usłyszał. Chyba wcześniej się nad tym nawet nie zastanawiał, nie zwrócił uwagi, ale przecież to fakt – zawsze, ostatecznie, staje w jej obronie, ufa jej, ręczy za nią.
Ula też zadaje sobie pytanie, czy słusznie zrobiła, potwierdzając niewinność Bartka – przecież nie widziała go od kilku lat, mógł się zmienić… Nie wie, co Marek pomyślał o niej i całej tej sytuacji, zaistniałej w ciągu minionej doby. Obawia się, że już nigdy nie zechce jej odwieźć, że potraktuje, jak kogoś, kto przynosi pecha :” Jestem, jak piątek trzynastego, punkt o trzynastej”.
Dla Marka, to jeszcze nie koniec wrażeń na ten dzień. Po raz kolejny wraca późno i nietrudno się domyślić, że Paula znowu będzie miała do niego pretensje.
-Marek, gdzie ty byłeś? Byliśmy umówieni dwie godziny temu. Marek, dlaczego ty mi to robisz? To jest jakaś demonstracja? Coś chcesz mi udowodnić? Już drugi dzień z rzędu…
-Ukradli mi samochód. – pada krótkie i wypowiedziane mało przyjaznym tonem wyjaśnienie.
Nie może, oczywiście powiedzieć jej, gdzie się to stało, wymyśla więc, na poczekaniu, że przed siłownią.
Tego już za wiele – wczoraj pobicie, dzisiaj kradzież. Paulina obawia się, że Marek wpakował się w jakąś aferę.
Bartek postanawia działać – obiecał przecież Józefowi, że przeprosi Marka za tę szamotaninę, jest więc doskonały pretekst do pojawienia się w firmie i spróbowanie upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. Bartek potrzebuje pracy, dlaczego więc Marek nie miałby mu w tym pomóc?
Na początek przedstawia się, zdziwionej nieco Ani, jako chłopak Uli. Kiedy jednak okazuje się, że jej akurat nie ma, decyduje się na rozmowę z Markiem. Jego widok jednak, bynajmniej, nie cieszy prezesa.
-Przeprosić chciałem. To nieporozumienie jakieś było. Zrozum, przychodzę do swojej dziewczyny, a ona z jakimś gościem. Co ty byś zrobił na moim miejscu?
-Ula, to jest twoja dziewczyna, tak?
-A jak? Inaczej bym cię nie tknął. Nie wiedziałem, że jesteś jej szefem. Naprawdę przepraszam.
Wyciąga rękę, ale Marek nie zamierza podawać mu swojej, na zgodę.
-To wszystko?
-No, nie wszystko. Pogadać chciałem.
-Nie mamy o czym.
-No, nieładnie. Ja tu rękę podaję, a ty… Liczyłem na większą wyrozumiałość. W końcu mamy wspólnych przyjaciół.
-Nie mamy. Nie mamy ani wspólnych przyjaciół, ani tematów do rozmowy. Dwie minuty minęły. Dziękuję. A, tak przy okazji – nie wiesz, co się stało z moim samochodem?
-Ja?
-Tak ty. Został skradziony, a ty też przypadkiem byłeś w pobliżu.
-Sugerujesz coś?
-Nie. Na razie pytam.
-Nie wiem, ale jakbyś chciał, to mógłbym ci pomóc z tym autem, a ty… Widzisz, aktualnie straciłem płynność finansową. Roboty szukam..
-Wyjdź stąd. Skończyliśmy.
-Dobra, jak nie ty, to pójdę do Ulki. Ktoś mi musi pomóc. Żegnam pana prezesa.
Wychodząc z gabinetu, wpada na Ulę, właśnie. Jest zdziwiona i zła. Chce, żeby sobie poszedł, ale on próbuje ja przekonać, że się zmienił, szuka pracy i liczy na jej pomoc. Ula nie chce z nim rozmawiać, nie chce go widzieć, ani teraz, ani w ogóle. Wzywa ochronę, ale, na szczęście, Bartek wychodzi sam.
Marek, który z trudem ochłonął po krótkim, ale bardzo irytującym spotkaniu z Bartkiem musi porozmawiać z Ulą.
-Tak, wiem, że był u ciebie Bartek.
-Właśnie. Twój chłopak.
-Co?
-Tak przynajmniej się przedstawia.
-Nie. Marek, naprawdę nie mam pojęcia, co on tutaj robi, ale to, oczywiście jest nieprawda. Wierzysz mi?
-Ula, ja naprawdę nie wiem sam, w co mam wierzyć, rozumiesz?
-Marek, ty wiesz, że ja bym cię nigdy nie okłamała.
Rozmowę jednak przerywa pojawienie się żony Borubara z trójką jego dzieci. Kobieta poszukuje Violetty Kubasińskiej…
Ula usiłuje zająć się gośćmi, ale dzieci strasznie rozrabiają. Kiedy pojawia się Viola i zauważa, kto na nią czeka, próbuje szybko się ulotnić. Krystyna Borubar, bez słowa oddaje Uli córeczkę, zostawia też pod jej opieką chłopców i udaje się na poszukiwanie Kubasińskeij. Dzieci są rozbrykane, zupełnie opanowały biuro, a Ula nie potrafi nad nimi zapanować. Chłopcy rozrzucają dokumenty, robi się zamieszanie, ale, na szczęście, pojawia się Marek i błyskawicznie stara się zająć czymś chłopców. Z dokumentów robi samoloty i dzieci bawią się doskonale, a Marek zdaje się być zadowolony. Nawet Ula to zauważa.
-Świetnie się dogadujecie.
-No, fajne chłopaki.
-Czasem łatwiej dogadać się z obcym dzieckiem, niż z kimś bliskim, co?
-No, dziecko ciebie nigdy nie oszuka.
-Marek, wiesz co, jesteś niesprawiedliwy.
-Ula, przepraszam, ok? Nie chciałem ciebie obrazić.
-Wiesz co? Oskarżasz mnie o kłamstwo.
-Ula, zrozum – najpierw Maciek, potem pojawia się ten Bartek. Ja naprawdę zaczynam się już gubić.
-Ja też. I, naprawdę nie mam z tym nic wspólnego.
-Dobrze, ale postaw się w mojej sytuacji. Postaraj się wyobrazić sobie tę całą sytuację z mojego punktu widzenia.
-Marek, ale jak ja mam ci to udowodnić, co? Mogę ci tysiąc razy powtarzać, że to jest bzdura i co to da?
-Ula, po prostu nie zostawiajmy tego tak, dobrze? Spotkajmy się po pracy. Porozmawiamy spokojnie. Bez żadnej ściemy.
Nasuwa się pytanie, o co, tak naprawdę chodzi Markowi, co w tej całej sprawie dotknęło go najbardziej? Tupet Bartka, kradzież samochodu, obawa, że Dąbrowski będzie chciał znowu wykorzystać finansowo Ulę i wtedy zagrożone będą jego weksle, czy może jednak, nieoczekiwanie włączyła mu się konkurencja i trochę się to wymknęło spod kontroli? Powstaje jeszcze jedno pytanie – czy jeśli tak jest w istocie, to Marek ma prawo kontrolować znajomości Uli, upewniać, się, że poza nim nikt inny nie istnieje (bo tak to chyba trochę wygląda), sam będąc w związku i, nie mogąc, tym samym niczego jej zaoferować? Pewnie nie, tylko, że on tego tak nie widzi. Nie analizuje tego, nie zastanawia się, bo jeszcze nie zdaje sobie sprawy, dlaczego właściwie to wszystko robi. Jeszcze nie dotarło do niego, że to jakiś lęk przed tym, że może ją stracić sprawia, że boi się o nią, że chce jej zapewnień – to wszystko jest wynikiem czegoś, czego nie potrafi nazwać, nawet nie próbuje tego robić. „Ja naprawdę zaczynam się już gubić” – powiedział do Uli i tak chyba jest w istocie, ale gubi się nie w ilości potencjalnych konkurentów, bo jest ich raptem dwóch. Jeśli gubi się, to we własnych odczuciach, odbiorze tych facetów, towarzyszącym temu wszystkiemu lęku, którego nie rozumie.

Nie wracają do rozmowy, zajmują się dziećmi, kiedy pojawia się Paulina..
-Co tutaj się dzieje?
-No właśnie bawimy się w nianie (Markowi się to chyba nawet podoba).
Paula także próbuje zagadywać do chłopców, ale nie bardzo jej to wychodzi. W końcu bierze od Ulki małą Oliwię. Zachwyca się nią, jej oczyma i informuje Marka,że… właśnie taka córeczkę chciałaby mieć. Ten sielski obrazek przerywa wejście Krystyny Borubar. Przeprasza za kłopot.
-Żaden kłopot. Sami planujemy taką gromadkę.
Marek nie reaguje na to, ale ona obejmuje go, przytula, całuje… Ula nie może tego znieść. Wychodzi. W łazience spotyka zapłakana Violę, która bardzo poważnie potraktowała to, co usłyszała od żony „swojego” bramkarza.
-To jest rodzina, rozumiesz? Oni maja wspólne marzenia, plany, a ja… nie mogę tego rozbić. Ja tego nie udźwignę. Nie mogę, Ulka. Poddaję się.
Te słowa działają na Ulę, jak kubeł zimnej wody. Idzie na spacer do parku. Myśli o tym, co powiedziała Violetta, przypomina Marka, Paulę, córeczkę Borubara i dociera do niej bardzo brutalna i bolesna prawda – oni też maja swoje plany, marzenia i nie ma w nich miejsca dla niej. To boli, bardzo boli. „Znowu przyszło mi płakać, chociaż chciałam się śmiać. […] powieki są po to, żeby nie patrzeć,jak odchodzisz na zawsze…”. Osychają łzy, jednak ból pozostaje. Wie jednak, co powinna zrobić. Wraca do biura. Marek wychodzi od siebie.
-O, ty już gotowa?
-Na szczerą rozmowę?
-Tak.
-W 100 procentach.
-Idziemy?
-Nie. Nie mogę z tobą iść. Ona chce mieć z tobą dzieci.
-Rzeczywiście… Znaczy, był taki moment…
-Wy macie tysiące takich momentów, planów, wspólnych marzeń. Takich puzzli, z których potem składa się całe życie. Ślub, biała sukienka i wspólny dom. To jest twoja przyszłość. A ja nie chcę być piątym kołem, ja nie chcę w to wchodzić. I to między nami nie ma sensu. Ja nawet nie wiem, co to jest. A ona cię kocha i ty ją tez…. Więc, zostawmy to.
-Ula, ja jej… nie kocham.

Wzruszyła mnie ta scena. Obejrzałam ja wiele razy, wsłuchałam w każde słowo, wpatrzyłam w wyraz oczu Marka i każde drgnienie mięśni jego twarzy, gdy słuchał tych gorzkich, z trudem przez Ulę wypowiadanych słów. Widziałam, że było to dla niego bardzo trudne, że rozumiał ból, jaki odczuwała Ula, z jaką uwagą i powagą patrzył na nią, gdy mówiła :”To między nami, nie ma sensu. Ja nawet nie wiem, co to jest?”. Wyglądało to tak, jakby sam zadawał sobie pytanie :”Co to jest, że jesteś mi potrzebna, że lubię z tobą przebywać, że jestem z tobą szczery, że przy tobie staję się inny. No co to jest? Ula – ja nie wiem, ale… tak jest”.
Jego świadomość tego nie ogarnia, to jest takie inne, nieznane dotąd, ale kiedy mówi, że nie kocha Pauliny, patrząc jej prosto w oczy i ważąc każde słowo, to ja mu wierzę. Cokolwiek nie mówiłby potem – to było szczere. Nie wie, czy i co czuje do Uli, ale zdołał sobie uświadomić, czego nie czuje do Pauliny i głośno, w pełni świadomie to wypowiada. Nigdy, żadnej kobiecie wcześniej tego nie powiedział.
Po całym tym wyznaniu idą jednak na spacer do parku i na swoją rozmowę na 100%.
-Z Pauliną znamy się właściwie od dziecka. Potem ona wyjechała, a po kilku latach wróciła już dorosła, no i … to było olśnienie. A potem wpadliśmy w rutynę, zamieszkaliśmy razem. Wspólne obiady u rodziców, wspólne wakacje, zakupy, itd., itd.,. No i, oczywiście w planach ślub. Wszystko zapięte od A do Z. To jakby było trochę poza mną. Całą organizacją, katedrą i zaproszeniami zajmowała się Paulina. Ja nawet nie zauważyłem, jak to się stało. No i, szczerze mówiąc, przywykłem do tego, że przestaliśmy być ze sobą szczerzy . Nie wiem, jakoś niedawno przestało mi się to podobać. Ula, gdybym ją kochał, to przecież w ogóle nie miałbym takich wątpliwości. Nie oglądałbym się za kimkolwiek innym, tylko byłbym z nią szczęśliwy. I nie wiem, co z tym zrobię, ale muszę coś wymyślić i to, jak najszybciej. No i to jest 100% mojej prawdy – niezbyt imponującej.
Czy Marek rzeczywiście jest szczery? Myślę, że jego związek z Paulą, to rzeczywiście rutyna, przyzwyczajenie, coraz bardziej widoczne nawet w „czułych” gestach, pocałunkach. Jest też prawdą, że to ona zadbała o to, żeby zorganizować ich przyszłe życie, a wcześniej ślub – on się z tym nie spieszył, nie angażował w to, bo nie czuł takiej potrzeby, bo nie był przekonany, co do słuszności takiej decyzji. Przyzwyczaił się do myśli, że ten mariaż byłby dobrze widziany także przez rodziców i także ze względu na firmę. Mimo jednak, że nie był do tego przekonany, to nie sprzeciwiał się temu w jakiś zdecydowany sposób i długo chyba nawet nie zastanawiał się nad tym , dlaczego permanentnie zdradza kobietę, która wkrótce ma być jego żoną. Czy to nie właśnie pojawienie się Uli i, do pewnego stopnia, zaistnienie jej w jego życiu sprawiło, że zaczął się nad tym zastanawiać? Czy to nie właśnie dzięki niej dokonał odkrycia, że między nim i Pauliną brak szczerości i, że zaczęło mu to przeszkadzać. Sam mówi :”… jakoś niedawno przestało mi się to podobać”. No właśnie, niedawno – bo wtedy pojawiła się Ula i zauważył, że tak, jak swobodnie i szczerze rozmawia z nią, nie rozmawia ze swoją narzeczoną, więc coś tu nie jest w porządku.

-No, to trochę, jak moje.
-A ja chętnie posłucham.
-My z Bartkiem też zawsze byliśmy blisko. Znaczy, on rządził na całej ulicy, a ja byłam taką… dziewczynką na posyłki. I dopiero, jak skończyliśmy szkołę, zaczął mnie traktować poważnie. Przynajmniej, tak mi się wydawało. Potem się okazało, że nadal jestem taką dziewczynką na posyłki. Załatwiałam dla niego mnóstwo rzeczy, wyciągałam z kłopotów. A najgorsze było to, że mnie oszukiwał. Mówił, że mnie kocha, a wcale mnie nie kochał. I, dopóki ciebie nie poznałam myślałam, że cały świat składa się właśnie z takich Bartków. Nawet nie wiesz, jakie to dla mnie ważne, że ja wiem, że zawsze jesteś ze mną szczery. Nawet jeśli boli.
To wyznanie Uli jest dla Marka bardzo trudne. Widać kilkakrotnie jego zmieszanie, zawstydzenie wręcz. Zdaje sobie sprawę, że wcale nie jest taki kryształowy, jakim ona go widzi .Ma świadomość, że bywa podobny do Bartka, który przecież ją skrzywdził. Nie chce tego, nie jest mu dobrze z tą świadomością, także z tym, że Ula ufa mu bezgranicznie, a on na to nie zasługuje. Nie wiadomo, jak ta rozmowa potoczyłaby się dalej, czy może Marek spróbowałby jeszcze coś jej wytłumaczyć, wyjaśnić, gdyby nie przerwał jej telefon od Maćka, który czeka na nią pod firmą. Ula chce go spławić, ale Maciek się nie daje – koniecznie chce, żeby zobaczyła ich nowy, firmowy samochód..Marek przysłuch.uje się tej rozmowie, słyszy, że Ula nie chce jeszcze wracać, ale Maciek nalega. Nie podoba mu się to. Nie podoba mu się, że Ula w końcu ulega Maćkowi, czy bardziej to, że chciałby jeszcze z nią pobyć?
Idą z Markiem w kierunku miejsca, gdzie czeka Maciek.
-Udało mi się zrobić wrażenie? – pyta uradowany Maciek, wskazując na samochód.
-Rzeczywiście, udało ci się – odpowiada Marek ze złością, patrząc wymownie na Szymczyka.
To nie jest przyjemne spotkanie, ani przyjemna rozmowa i na kilometr wyczuwa się wzajemną niechęć między Dobrzańskim i Szymczykiem.
Ula, wracając z Maćkiem do domu, dzwoni do Bartka.
-Dzwonię, bo dowiedziałam się dzisiaj, że jesteś moim chłopakiem. Co ty sobie wyobrażasz?
-Nie, no po prostu chciałem ci powiedzieć, że mamy szansę.
-Co?
-No Ula. Przecież myśmy się, tak naprawdę nigdy nie rozstali. Nigdy nie powiedzieliśmy sobie, że to już koniec.
-To teraz ci mówię, że to koniec. Rozumiesz?
-Ostro. Podoba mi się.
-No to słuchaj – masz problem, bo tak się składa, że jesteś błędem młodości. Jedną wielką pomyłką. Rozumiesz to?
Na takie dictum, Bartka zwyczajnie zatkało.
-Nie poznaję cię, Uleńka. Zmieniłaś się.
-Tak, Uleńka w końcu zmądrzała.
W tym momencie Ula nie wie, że Bartek jeszcze trochę namiesza w jej życiu. Niestety.
Tymczasem Marek wraca do firmy i zachodzi do Seby.
-A ty dlaczego jeszcze nie w domu?
-No wiesz, znowu miałem spotkanie z cyklu „niespodzianki motoryzacyjne”. Najpierw zjawia się ten pajac Bartek i proponuje mi okup za mój samochód, a potem zjawia się Maciek, cały szczęśliwy, w swoim nowym samochodzie.
-Myślisz, że jedno z drugim ma coś wspólnego?
-Mam nadzieje, że nie.
-Stary, ale i tak krążą nad tobą, jak sępy. Znaczy – nad Ulką, ale to i tak na jedno wychodzi.
-No, ja się dopaść nie dam. Ula na pewno też nie.
-Taki jesteś pewien?
-Seba, ten Bartek ją oszukał i ona się nie da drugi raz omamić.
-A ja myślę tak – raz ja zrobił na szaro, drugi raz przyjdzie mu to jeszcze łatwiej.
-Ula nie jest taka naiwna.
-Nie jest? Ale w twoje „uczucie” wierzy?
Marek nie odpowiada, a o czym myśli? Wydaje mi się, że Dobrzańskiemu wcale nie chodziło o samochód, o Bartka, o Maćka, ale właśnie o to, czego Sebastianowi nie powiedział – o rozmowę na 100%. O to, do czego sam przyznał się Uli i o to, co od niej usłyszał. To właśnie nie daje mu spokoju. To z tego powodu nie chce mu się iść do domu, spotkać z Pauliną.
W biurze zastaje ich wieczór. Siedzą obaj na podłodze, z lampkami koniaku i dalej rozmawiają.
-Trochę już mam tego dosyć.
-Nie dziwię się. Jednego dnia zarobić w twarz, drugiego stracić auto…
-Seba, ja nie o tym mówię. Ciężko jest mi ją oszukiwać.
-Ulkę?
-Uhm. Ona cały czas we mnie wierzy. W to, że między nami coś będzie.
-To dobrze. Niech wierzy.
-Nie, no właśnie niedobrze. Muszę powiedzieć jej prawdę, jakoś wyprostować całą sytuację. Boję się tylko, jak zareaguje.
-Załamie się i odejdzie.
-Właśnie.
-Albo obrazi się i odejdzie. Tak, czy owak – odejdzie.
-Właśnie.
-A za trzy tygodnie koniec kwartału, zebranie zarządu. Będą sprawdzać wszystkie twoje wydatki, umowy. Wszystko. A, jak trafią na jej kredyty?
-No to leżę.
Nasuwa mi się pytanie – czy Marek boi się odejścia Uli tylko dlatego, że wtedy straciłby kontrolę nad swoimi wekslami, czy raczej jej zniknięcia z jego życia, niemożności codziennych spotkań, rozmów. Obstawiam jednak to drugie. Nie wie, dlaczego, ale chce, żeby była obok. Gdzieś w tle jest pewnie tez obawa o własny stołek, gdyby zostały odkryte kredyty, ale nie skłaniałabym się do tego, że Ula, jako kobieta nie jest tu ważna. Marek przecież jeszcze długo nie przyzna się Sebie do swojej niezrozumiałej słabości do niej i jeszcze długo będzie mu przytakiwał, że chodzi tylko o sprawy firmy. Chyba jest mu trochę na rękę taki sposób myślenia kumpla, bo najpierw sam chce zrozumieć, co się z nim dzieje.
Tymczasem, Ula piecze ciasto, na przypadające następnego dnia swoje urodziny. Józef opowiada jej o spotkaniu z Bartkiem, ale ona ignoruje ten temat. Cały czas myśli o Marku. Kiedy Józef pyta:
-Jak myślisz, może mogłoby jeszcze coś być między wami? – uśmiechając się do myśli o Marku odpowiada
-Może?
To nieopatrznie wypowiedziane słowo będzie, niestety, przyczyną kłopotów.

Ula cała uroczysta pojawia się w pracy. Za nią wchodzi Marek. Kiedy ona już myśli, że chce jej złożyć życzenia, on prosi ją o … zrobienie kawy. Rozczarowanie… Zapomniał.
Ula przynosi kawę, Marek przypomina jej o wysłaniu umów i wtedy pojawiają się Ela i Ala z kwiatami, prezentem i życzeniami. Marek orientuje się w swoim niedopatrzeniu i wycof,uje do gabinetu. Spanikowany, gorączkowo przeszukuje szufladę – może tam znajdzie coś odpowiedniego na prezent dla Ulki, ale ona właśnie wchodzi. Mówi, że przełożyła spotkanie z dziewczynami na później, a on, naturalnie podchwytuje to:
-Ja też chciałem na później z tymi życzeniami, bo chciałem, żeby to była niespodzianka.
-A już myślałam, że zapomniałeś.
-Nie, no co ty? Ja? Przecież , jak ja mógłbym zapomnieć. Mówię – chciałem ci zrobić niespodziankę i już.
-A dowiem się, co to za niespodzianka?
-Nie. Na razie nie mogę ci powiedzieć, co to za niespodzianka. Obiecuję, że to będą wyjątkowe urodziny. Takie, które zapamiętasz na zawsze.
Ula spotyka się z dziewczynami na urodzinowej kawie i zaprasza je do domu na małą imprezę. Marek, natomiast ma problem – rozmawia z Sebą, mówi,że zapomniał o urodzinach Uli.
-A kiedy były?
-No właśnie dzisiaj są.
-Nie, no to w czym problem? Daj jej cokolwiek i powiedz, że czekałeś na kuriera.
-Nie, Seba. Sęk w tym, że to nie może być cokolwiek. Rozumiesz?
-No, dałem ci cały zestaw. Wybierz coś adekwatnego.
-Nie, wiesz. Ja się chyba zastrzelę, stary – opowiada mu, że obiecał jej jakąś niezwykłą niespodziankę.
-Jaką niespodziankę?
-Ja nie wiem. Improwizowałem.
-Marek, możesz mi powiedzieć, po co ty jej obiecujesz takie rzeczy?
-Seba, nie wiem. No, jakoś tak mi się powiedziało. Głupio mi się zrobiło, że zapomniałem i starałem się jakoś ratować.
-No to się uratowałeś. Na amen.
-No, ale, co ja miałem jej dać – lot w kosmos?
-Można to też i tak nazwać.
-Stary, ja mówię poważnie, ale…
-A co ona mogła innego zrozumieć? Ja, na jej miejscu spodziewałbym się tylko i wyłącznie upojnej nocy w hotelu.
-Nie, no ty chyba żartujesz?
-Cokolwiek innego jej zaproponujesz – będzie zawiedziona.
-Nie, no moment. To jest absolutnie niemożliwe, żeby ona właśnie tak to odebrała. Stary – nie.
-Zamawiaj hotel i szampana. Najlepiej tyle, żeby zasnęła, zanim do czegokolwiek dojdzie.
Marek jest zupełnie skołowany – chciałby, żeby, skoro już zapomniał, jego prezent był rzeczywiście atrakcyjny, ale na hotelowe spotkanie, to on zupełnie nie jest gotowy. Ciekawe jest jednak to, że on się tak bardzo tym przejmuje. Przecież, gdyby mu zupełnie na niej nie zależało, gdyby była tylko asystentką, z całą pewnością, nie miałby takich dylematów. Poza tym – stara się, chce być oryginalny, nie bierze po uwagę „czegokolwiek” (jak postąpiłby z każdą inna kobietą),tylko coś, co będzie dla niej naprawdę miłe.
Ula pojawia się u niego z ciastem urodzinowym.
-Aha i jeszcze chciałam cię zapytać… bo wspominałeś coś o jakiejś niespodziance?
-Tak. No widzisz, niespodzianki mają to do siebie, że maja być niespodziewane.
-Właśnie. I dlatego ja się jej kompletnie nie spodziewałam i umówiłam się wieczorem na takie małe … świętowanie. Rodzinne. I nie chciałabym, żeby to kolidowało….-…Małe świętowanie. Wiesz, że ja tez, dokładnie o czymś takim pomyślałem? No, że powinniśmy pójść do jakiejś fajnej restauracji. Ale nie do takiej, co zawsze chodzimy, tylko do takiej, jak już powiedziałem – fajnej. To w końcu wyjątkowa okazja, tak? I pomyślałem sobie, że powinienem ciebie zaprosić do restauracji w hotelu . Co ty na to?
Ula jest w szoku. Do restauracji w hotelu? Jak to?
-No, ale ja już jestem umówiona w domu.
-A nie, to ja mogę wpaść.
-Ale będą dziewczyny – Ala, Ela…
-No, to chyba tym bardziej mogę się zjawić, nie?
Ula nie wierzy własnym uszom.
-No, chyba, że się mnie wstydzisz, wtedy…
-Nie, no absolutnie nie. Tylko… Tak oficjalnie?
-Oficjalnie, tak. Tak, jak prezes do swojej asystentki. Wiesz, posiedzę pięć minut, a jak skończycie, to dasz mi znać i przejdziemy do tej części mniej oficjalnej. No dobra, Ula, to jakby jesteśmy umówieni.
No, teraz tylko jeszcze trzeba trochę popracować, a potem będzie można świętować… Kiedy wszystko już wykonane, Ula wychodzi z gabinetu
-No to o 17.30, panie prezesie.
-To może od 17.30 do 17.35…
-To może ja wpiszę to do kalendarza, żeby pan prezes już sobie niczego na te pięć minut nie zaplanował.
-Myślę, że zapamiętam.
-Tak?
Rozmowa z pogranicza niewinnego flirtu, doskonałe humory i nagle, jak diabeł z pudełka, spod biurka wyskakuje Viola. Konsternacja.
-A co jest o 17.30?
-Moje urodziny. To znaczy, takie małe przyjęcie. W Rysiowie.
-Aaa, w Rysiowie.
-Wypada wpaść – dodaje Marek.
Uli, niezbyt zadowolonej z takiego obrotu sprawy, pozostaje już jednak tylko zaprosić Violę na przyjęcie.
Józef wraca z Beti ze sklepu i spotykają Bartka. Józef zaprasza go na urodziny Uli, zapewniając, że ona na pewno się ucieszy. Bartek, zamierza skorzystać z nadarzającej się okazji. Może akurat uda mu się coś ugrać?
Ula pojawia się w domu z dziewczynami. Zaraz za nimi wpada Viola. Kiedy już wszyscy siedzą przy stole, a Violetta opowiada o zabawnym zdarzeniu – jak to Pshemko odkrył, że jego asystent, Kuba ma brata bliźniaka, i, że obaj uzupełniali się w pracy, niepostrzeżenie pojawia się… Marek. Jego widok elektryzuje wszystkich, ale najbardziej chyba Józefa.
-Dzień dobry panie Marku. Nie spodziewaliśmy się pana.
-No, jak mógłbym przegapić urodziny mojej ulubionej asystentki?
„tata, Beti, przyjaciele i on – dobrze, jak nie za dobrze. Coś może się popsuć.”
Marek wychodzi za Ulą do kuchni.
-Pomóc ci w czymś? Słuchaj, twój tata, to chyba nie jest dzisiaj w najlepszym humorze, co?
-Dlaczego?
-No, bo jakoś tak nie wiem. Nie ucieszył się na mój widok.
-Marek – zawsze jesteś tu mile widzianym gościem.
Ula zostaje wezwana, żeby zdmuchnąć świeczki i podczas gromkiego „sto lat” rozlega się dzwonek. Solenizantka otwiera drzwi, w których stoi… Bartek z bukietem kwiatów. I to jest najgorsze, co mogło ją tego dnia spotkać Oczywiście, to nie koniec urodzin – niespodzianek jeszcze nie zabraknie, ale o tym już w kolejnej analizie.
Teraz jeszcze chciałbym się na chwilę zatrzymać przy tym, co wydarzyło się do tej pory. Zastanawiające może być zachowanie Marka. Do tej pory, tak bardzo dbał o wszystkie pozory, a teraz nagle decyduje się na urodzinowa wizytę, choć wie, że będą tam dziewczyny, a one, z kolei wiedzą, że nie należy do tradycji składanie wizyt przez prezesa swoim asystentkom, nawet w tak uroczystym dniu. Że potraktował Ulę szczególnie, wyjątkowo. Zrobił coś, co nie zdarzało mu się nigdy dotąd. Czy tak ważne są dla niego tylko te weksle, czy też, znowu, nieco się zapomniał – nieodgadnione serce podpowiedziało coś, czemu na pewno sprzeciwiłby się rozum, gdyby tylko nim się kierował w tej niezwykłej znajomości . Marek gubi się coraz częściej i coraz bardziej i, choć czasem sam próbuje wszystkiemu zaprzeczać, ta dziewczyna intryguje go coraz bardziej.

Kończę na odc. 145.

środa, 9 czerwca 2010

Analiza uczuć Uli i Marka cz.5 wg SWB

(od odcinka 132)

Po ostatnim niefortunnym spotkaniu w restauracji, na którym zostali przyłapani przez Paulinę, oboje czują się niezręcznie.
Seba postanawia pomóc przyjacielowi i następnego dnia pojawia się w pracy z zapasem różnego rodzaju biżuterii, którą Marek powinien, według niego, wykorzystać w stosownych momentach, obdarowując nimi Ulę. Wszystko po to, żeby nie musiał spotykać się z nią w miejscach publicznych i tych niepublicznych także, żeby nie musiał umawiać się na randki i uniknął w ten sposób niepotrzebnych stresów. Dobrzańskiemu jednak ten pomysł niezbyt się podoba. Nie jest przekonany, że takimi błyskotkami mógłby, w jakikolwiek sposób u Uli zapunktować. Kiedy wychodzi do sekretariatu widzi, że Ula nadal jest zdenerwowana, on zresztą także nie czuje się dobrze na wspomnienie tego niefortunnego spotkania. Próbuje ją przepraszać, ale to niewiele zmienia jej nastrój. Ula ma świadomość, że takie właśnie sytuacje zawsze będą się zdarzały, bo przecież jest Paulina, jego narzeczona… a kimże w końcu jest ona? Zawsze będą się kryli ze spotkaniami, zawsze trzeba będzie kłamać, oszukiwać… Nie potrafi się z tym pogodzić, ale przecież zrezygnować tez już próbowała i nic z tego nie wyszło.
„Wpadniesz do mnie na chwilę? Mam coś dla ciebie.” – Marek chce uspokoić ją, czy także własne sumienie? Ula jednak najpierw postanawia iść na lunch. Podczas jej nieobecności pojawia się Maciek z rozliczeniem Pro S i nieoczekiwanie spotyka Marka. Obaj nie darzą się sympatią, więc to spotkanie do miłych, na pewno nie należy. Dobrzański chce, żeby trwało ono jak najkrócej, więc proponuje, żeby Maciek zostawił na biurku Uli, dokumenty, z którymi przyjechał. Ten jednak nie daje się spławić. Można by powiedzieć, że nieobecność Cieplakówny jest mu nawet na rękę, daje bowiem szansę na rozmowę z prezesem.
-Słuchaj, widziałem was wczoraj. To nie wyglądało na służbową sprzeczkę.
Marek ignoruje to. Chce rozmawiać tylko o interesach.
-Słyszysz mnie?
-Słyszę, ale mijasz się z tematem.
-Mówiłem ci, żebyś dał jej spokój.
-A ja ci mówiłem, żebyś trzymał się tematu. Jedyne, co nas łączy, to biznes i tylko o tym będziemy rozmawiać. Jeśli w ogóle.
W tym momencie jednak, Marek nieopatrznie podnosi, leżące na biurku dokumenty i oczom obu ukazuje się kolia – jeden z prezentów od Seby, którą Marek zapomniał schować. Chwila konsternacji, w końcu Maciek odzywa się pierwszy.
-Co ty myślisz, że możesz ją kupić? Dasz jakiś prezencik i ona zrobi, co chcesz? Ona nie jest taka i pewnie już przejrzała na oczy.
Marek jest wściekły i chce jak najszybciej pozbyć się intruza ze swojego gabinetu.
-Przekażę Uli, że byłeś.
To spotkanie jest jednym z tych momentów, kiedy przyjaciele, biorąc inicjatywę w swoje ręce, w imię, jak najlepiej pojętej pomocy, tak naprawdę przyczyniają się do zapętlania relacji między Ulą i Markiem. Z jednej strony Sebastian, z drugiej Maciek, każdy wciska między nich swoje trzy grosze, sieje nieufność i podejrzliwość.
Ula przychodzi do gabinetu, przygotowana na to,że Marek ma dla niej jakąś pracę, ale jemu nie o to chodziło.
-Ula, chciałem ciebie bardzo przeprosić. Naprawdę nie chciałem, żebyś myślała, że jestem łajdakiem, że nie myślę o Paulinie…
-Marek, nie tłumacz się. Wszystko jest jasne..
-No właśnie – nie do końca. Sama wiesz, że ostatnio wszystko się komplikuje. Nawet nie zauważyłem, jak, kiedy. Ula, ja…
-Marek, nie wracajmy już do tego. Mówiłeś, że coś dla mnie masz, więc…
-Tak, tak…
Wtedy zauważa, że się nie zrozumieli, że ona myślała o jakiejś pracy, zadaniu.
-Ale nie, nie. Nie w tym sensie. Chciałbym dać ci coś w ramach przeprosin.
-Marek, ale nie musisz mnie przepraszać.
-Ale chcę.
Pospiesznie otwiera szufladę z prezentami od Seby, ale jakoś nie może zdecydować się na to, żeby któryś z nich jej dać. Znajduje książkę, którą dostał w gwiazdkowym prezencie od Pauliny i uznaje, że to będzie dużo stosowniejsze.
-Chcę, żebyś to miała. Proszę.
-”Cień gwiazdy”? – Ula jest zaskoczona.
-Masz?
-Nie.
-Ta książka…. dużo mi uzmysłowiła.
Niestety, w tym momencie Marek przedobrzył – ofiarował jej książkę, której treści zupełnie nie znał, za to wyraźnie dał jej do zrozumienia, że jest inaczej. Jakby tego było mało, wpisał jeszcze, wiele mówiącą, w ich sytuacji, dedykację :”Dla Uli, żeby uwierzyła, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje”.
Trzeba przyznać, że trochę Marek pogmatwał sprawę. Myślę, że intencje miał dobre – wiedział, że Ula musiała czuć się źle podczas tego niefortunnego spotkania w restauracji, zresztą i dla niego nie było to miłe i chciał jej to w jakikolwiek sposób wynagrodzić, zatrzeć złe wspomnienia, ale, jak wiele razy w odniesieniu do niej, kierował się impulsem, bez zastanowienia nad konsekwencjami, czy odbiorem. Zapewnił Ulę, że książka, którą jej ofiarował, wiele zmieniła w jego sposobie myślenia, ale przecież zupełnie nie miał pojęcia, jaką treść zawiera i nie zastanowił się, czy Ula nie zechce się do niej odwoływać, o niej rozmawiać (skoro, zgodnie z zapewnieniem – jest mu znana). Do tego ta dedykacja… No właśnie – to w ogóle wydaje mi się ciekawe. Ona jest tak wymowna, że jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie mógł być to tylko przypadek. „Nie wszystko jest takie, jakim się wydaje…” zdaje się mówić wyraźnie – tak, Ula jestem z Pauliną, ale… Ale co? Jemu tez zaczęło się wydawać, że ta bliskość z narzeczoną nie jest tym, czym wydawało mu się, że jest? Chce, żeby Ula też tak myślała?
Przecież mógł wpisać cokolwiek, a jednak „coś” podsunęło mu właśnie taki pomysł. Przy tym , był z siebie bardzo zadowolony…
Jednak, kiedy Ula wychodzi a pojawia się Sebastian, przychodzi opamiętanie. Znowu górę wzięło alter ego, a on … spanikował. Nie jest gotowy na to, żeby znaleźć odpowiedź, co się właściwie z nim dzieje w obecności Uli. Boi się odpowiedzi, czy uważa, że nie ma potrzeby zadawać sobie takiego pytania? Dopiero w rozmowie z przyjacielem, uświadamia sobie, co tak naprawdę się stało.
-I jeszcze ta dedykacja…
-No. Tak pokrętna, że aż genialna. Jesteś mistrzem.
-Jestem idiotą. W ogóle, czemu ciebie posłuchałem?
-Ja ci nie radziłem, żebyś dawał jej prezenty od Pauliny.
-Stary, ja nawet nie pamiętam autora, tytułu nawet nie pamiętam. […]. Ty mnie w to wpakowałeś.
-Miałeś dać jej błyskotkę.
-A tam, błyskotka, tak. Fiuu i tyle bym ja widział. Błyskotki by ją tylko obraziły, albo odstraszyły.
-Za to prezent od narzeczonej, to… Za bardzo się z nią cackasz, przyjacielu.
Ostatnie stwierdzenie Sebastiana jest dość wymowne i w pewnym sensie obrazuje niezwykłość relacji Marka z Ulą, bo ona, to nie przygoda, jakich wiele było w jego życiu i nie ktoś, kogo chciałby tyko zbyć, wykonując jakieś tanie gesty.
Pojawia się Paulina, gotowa do wyjścia na lunch. Kiedy zatrzymują się w sekretariacie, Uli nie ma, ale na biurku leży otwarta książka i tylko błyskawiczna reakcja Marka sprawia, że Paula jej nie zauważa. Pod pretekstem zostawienia Uli wiadomości, Dobrzański pozbywa się Pauli, natomiast, kiedy wraca , cała rozpromieniona Cieplakówna, zwraca jej uwagę, że „W pracy pracujemy, a nie czytamy” a zalotnym szeptem dodaje jeszcze, że „Najlepsza jest przed snem. Uwierz mi”.W ten sposób, nieświadomy niczego, zalicza kolejną wpadkę, bo Ula już przynajmniej częściowo wie, jaka jest treść książki i znowu jego sugestię odbiera dość jednoznacznie. Zresztą, trudno, żeby było inaczej.
Marek wracając z Paulą do domu jest jakiś zamyślony, jakby nieobecny. Na jej pytanie odpowiada, że myśli o książce, która od nie dostał. Wprawia ją tym stwierdzeniem w niemałe zaskoczenie.
-”Cień gwiazdy”? Ty ją przeczytałeś?
-Zacząłem.
-I co? Wciągnęła cię? Marek, to jest najpiękniejsza powieść o miłości, jaką kiedykolwiek czytałam.
-O miłości? – te słowa działają niczym kubeł zimnej wody. Dociera do niego, że pogrążył się tym prezentem bardziej, niż sądził.
-Kochanie, wiem, że to nie są twoje klimaty, ale zobaczysz – nawet taki twardziel, jak ty się wzruszy.
Jest zdenerwowany, spanikowany, nie wie, jak odbierze tę książkę Ula i co sobie pomyśli. Tymczasem ona, czyta wszędzie, gdzie się da- w bufecie, windzie, na ulicy. Nikogo nie widzi, nikogo nie słyszy. Jest pochłonięta bez reszty.
Wieczorem dzwoni do Marka, leżącego już w łóżku. Trochę speszona, trochę niepewna, pyta :
-Cześć, dzwonię, bo już kończę książkę i… ja nie wiem, jak to rozumieć.
-Ale co?
-No…, to jest o nas.
-Ula…
-Marek, nie wiem, co o tym myśleć, wiesz?
Marek widzi, przysłuch.ującą się rozmowie Paulinę, więc trochę zmienia ton.
-Ja też nie wiem, co z tym zrobić, bo przecież…
-…przecież nie pójdziemy na truskawki.
-Słucham? Nieee, no wiesz, właściwie, dlaczego nie.
Tym razem , Ula wpada w przerażenie.
-No bo…
-Jutro?
-Ale na truskawki?
-No, to umówieni.
Marek postanawia dowiedzieć się, o co mogło chodzić Uli z truskawkami i przepytuje o to Paulinę. Takiej odpowiedzi jednak chyba się nie spodziewał…
Kiedy nazajutrz pojawia się w biurze i dostrzega pracującą już Ulę, ogarnia go panika. Przez chwilę nawet waha się, czy wchodzić, a kiedy już się na to decyduje, wyraźnie unika bliższego kontaktu z nią. Zupełnie odwrotnie niż ona, która wodzi za nim rozmarzonym wzrokiem i w końcu postanawia z nim porozmawiać.
-Marek, to nasze spotkanie jest aktualne?
-Ale… w sensie truskawki?
-Znaczy, truskawek jeszcze nie zorganizowałam, ale pomyślałam sobie, że może tym razem moglibyśmy pojechać do mnie, bo tam nikt nam nie będzie przeszkadzał. A, nie obraź się, ale tym razem wolałabym uniknąć przypadkowych spotkań. No, chyba, że nie chcesz?
-Nie… To znaczy, jasne, że chcę. To jest doskonały pomysł.
Jest zdenerwowany i wystraszony. Dlaczego się nie wycofał, dlaczego czegoś nie wymyślił? Przecież, gdyby zrobił to umiejętnie, Ula na pewno zrozumiałaby. Mam wrażenie, że walczą w nim sprzeczności – boi się tego bliższego kontaktu, rozwoju tej znajomości, a jednocześnie, nie wiedząc dlaczego, brnie w nią, bo tego chce. Czasem wydaje mi się, że jego złość, zdenerwowanie jest skierowane przeciwko sobie samemu, bo sam siebie nie rozumie. Nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Jeszce nigdy niczego takiego nie czuł, nigdy wcześniej nie miał takich dylematów. Jednak wszystkie wcześniejsze, nieskomplikowane znajomości były tylko przygodą, rozrywką bez zobowiązań, a tym razem, coś mu mówi, że jest inaczej. Czy tylko dlatego, że Ula wyznała mu, że się w nim zakochała i on teraz nie chce jej zranić? Czy tylko weksle są w tym ważne? A Klaudia? Przecież także go kochała. Wiedział o tym. Też mógł się obawiać, że swoimi nieobliczalnymi zachowaniami sprawi w końcu, że dowie się o wszystkim Paulina, a jednak nie przejmował się nią. Wszystkie gesty, które w stosunku do niej wykonywał były tylko marnymi gierkami, nie zastanawiał się ani nad jej uczuciami, ani nie brał pod uwagę dalszego rozwoju tej znajomości. Nie zabiegał o to, żeby miała o nim jak najlepsze zdanie…
Ula jest mile zaskoczona jego odpowiedzią.
Marek jednak musi o tym wszystkim komuś powiedzieć, a komu, jeśli nie Sebastianowi?
-No to jest z tej nieszczęsnej książki, której oczywiście nie czytałem, tak?
-Nie, no oczywiście. Po co miałbyś czytać książkę, która dostałeś od Pauliny. Lepiej dać ją Brzyduli. No nie patrz tak na mnie. Ja ci proponowałem bezpieczny zestaw prezentów. Przynajmniej byś nie musiał się zastanawiać , o co chodzi z tymi truskawkami.
-Stary, najgorsze jest to, że ja właśnie wiem, o co chodzi z truskawkami.
-O co?
-Pamiętasz „Dziewięć i pół tygodnia”?
-Aha.
-No to tam była taka scena przy lodówce, gdzie też się raczyli truskawkami.
-Nieee…
-Tak.
-Serio?
-Tłumaczę ci, o co chodzi w tej cholernej powieści. Seba, przecież to jest niemożliwe. Ula chyba nie potraktowała tego poważnie, co?
-No nie wiem. Może ona myśli, że dałeś jej powieść z kluczem?
-Z kluczem?
-No wiesz, że tak naprawdę kochasz się w niej na zabój, a twój związek z Pauliną, to są czyste konwenanse.- Przerażenie malujące się na twarzy Marka potęguje się z każdym wypowiedzianym przez Sebę słowem. – To jest powieść dziewiętnastowieczna, tak?
-Tak, a co?
-Mówię ci, ona wierzy, że to jest prawdziwy związek.
-Jaki związek?
-I chce go skonsumować, truskaweczko. […] Ja ci mówię, że to jest jedyny powód, dla którego ona jeszcze nie zniknęła na horyzoncie razem z twoim wekslem.
Marek nie może sobie znaleźć miejsca, nie wie, co o tym wszystkim sądzić i, co będzie dalej. Jak na ironię, wracając do siebie, spotyka Maćka i jest to ostatnia osoba, którą chciałby teraz widzieć. Po tym, jak Maciek stwierdza, że przyniósł Uli dyspozycje i położył je na biurku, ponieważ jej nie ma, dochodzi między obydwoma do niezbyt miłej wymiany zdań. Podenerwowanie i niepewność Marka rośnie jeszcze, kiedy wraca Ula. Stawia na biurku torbę z zakupami, na których była z Kingą. Dobrzański opiera się o biurko i niechcący zrzuca torbę, z której wypada zawartość – bielizna.. Oboje są speszeni, ale on, dodatkowo nabiera pewności, że Ula rzeczywiście „truskawkowe” spotkanie traktuje bardzo poważnie. Opowiada Sebastianowi o swoim odkryciu i naturalnie oczekuje jakiejś rady, tylko sam chyba nie wie, co, tak naprawdę chciałby usłyszeć.
-Marek, trzeba się było trzymać moich prezentów, ale nie. Ty postanowiłeś krzewić czytelnictwo, no to…
-Powiedz mi, co ja mam robić?
-Nie wiem. Upij się, zamknij oczy…
-Przecież wiesz, że ja nie mogę tego zrobić, nie?
-Marek, to odwołaj tę randkę, przełóż. Jakoś się rozejdzie.
-Tak, rozejdzie to mi się cała firma. Ty wiesz, że ten Maciek już daje jej jakieś dyspozycje?
-Serio?
-W twarz mi to powiedział.
-Nie, no stary, to jest stan wyższej konieczności. Każdy sąd cię uniewinni.
Nie jestem pewna, ale mam jakieś wrażenie, że mniej więcej, to właśnie chciał usłyszeć. Z jednej strony mówi, że przecież „nie może tego zrobić”, ale kiedy kumpel proponuje mu rozwiązanie, wydawałoby się najprostsze „odwołaj tę randkę, przełóż, jakoś się rozejdzie”, Marek sięga po argument, którym wie, że przekona Sebę i… siebie, przy okazji : „firma się rozejdzie, Maciek wydaje jej dyspozycje…” i otrzymuje bez mała „błogosławieństwo”. Czy nie o to właśnie mu chodziło? Czy nie chce, żeby Sebastian tak właśnie myślał, że wszystko to, co robi, tak naprawdę wcale go nie pociąga, ale robi to przecież dla dobra firmy i swoich nieszczęsnych weksli? Że jest to prawie poświęcenie z jego strony? Tylko, czy tak jest w istocie? Fakt, nie jest gotowy na tak bardzo intymne spotkanie, obawia się tego, ale także nie jest w stanie, czy też po prostu nie chce się z tego wymiksować.
Kiedy w gabinecie pojawia się zadowolona, wyluzowana i gotowa do wyjścia Ula, Marek jeszcze pracuje. Ula chce mu pomóc, ale on odmawia, jakby jednak próbował odciągnąć w czasie moment wspólnego wyjścia. Próbuje dowiedzieć się, czego chciał Maciek, o jakie dyspozycje mogło chodzić? Kiedy Ula mówi, że chodziło o wzięcie w leasing samochodu na firmę, Marek drąży temat.
-… upatrzył sobie jakieś osobowe volvo.
-Tak, on sobie upatrzył, a ty nie masz nic do gadania?
-No nie, ja się na tym nie znam. Nawet nie mam prawa jazdy.
-Ula, co z tego? Ty kupujesz, ty decydujesz.
-Ty chyba nie wiesz, o czym mówisz. Jak Maciek sobie coś wymyśli, to nie ma zmiłuj. Nie ma co pertraktować.
-Ooo, widzę, że ten Maciek ma na ciebie wpływ.
-Ma.
-Tak i dużo byś dla niego zrobiła, co?
-No, bardzo dużo.
-Wiesz co? Jutro to skończę. […] Wychodzimy.
Skąd ta nagła zmiana decyzji? Czy Marek dostrzegł, po raz kolejny, rywala w Maćku? Czy może jednak rzeczywiście zapaliła mu się czerwona lampka, przypominająca o tym, że Ula ma weksle, a Maciek ma na nią duży wpływ. Zbyt duży. Więc może Seba ma rację?
Podczas tankowania na stacji benzynowej, Ula robi zakupy, a Marek rozmawia z Sebą przez telefon. Według Marka, wszystko jest pod kontrolą, według Seby, istnieje opcja, że Ula sobie wszystko wcześniej zaplanowała. Dobrzański jest spokojny, bo przecież ona nie mieszka sama, ale tylko do czasu, kiedy dowiaduje się, że w domu nikogo nie będzie, bo Jasiek ma studniówkę, tata, z racji członkostwa w komitecie organizacyjnym, tez idzie do szkoły, a Beti się przeziębiła i zajmuje się nią sąsiadka.
-Aaa… czyli będziemy sami?
-No. Zupełnie sami.
Tymi słowami Ula rozwiewa ostatnie nadzieje Marka. Skoro jednak powiedziało się A, trzeba przestać się bać i przyjąć odpowiedzialność za „B”. Dobrzański, z widoczną niepewnością traktuje dość odważne zachowanie Uli. Chyba nie znał jej z tej strony i budzi to w nim kolejne obawy. Ula dość ostentacyjnie ciągnie go do swojego pokoju, popycha na tapczan, po czym siada obok niego i wyjmuje z siatki… pojemnik z bitą śmietaną. Już sam ten widok utwierdza Marka w przekonaniu, że ona jednak nazbyt dosłownie potraktowała „truskawkowe spotkanie”. Kiedy Ula uprzedza go, że wychodzi na chwilę, ale zaraz wróci, jest chyba przekonany, że za moment, rzeczywiście ujrzy ją w bieliźnie. Trudno mu wytrzymać nawet to chwilowe napięcie. Próbuje się upewnić, czy jest może jakaś szansa na wcześniejszy powrót taty, ale niestety, Ula z całą stanowczością stwierdza, że na pewno tak się nie stanie. Kiedy dziewczyna wchodzi do pokoju z dwoma pucharkami truskawkowych lodów, jego zdumienie jest tak wielkie, że aż trudne do ukrycia.
-Marek, ja muszę wiedzieć, o co tobie tak naprawdę chodzi, bo wiem, że nie jestem w twoim typie.
-Ula, ja do tej pory nawet nie wiedziałem, że takie typy, jak ty, istnieją. Jesteś kimś wyjątkowym.
-A mógłbyś mi to gdzieś zapisać, żebym mogła sobie poczytać w gorszy dzień?
Po chwili zastanowienia, na twarzy Dobrzańskiego pojawia się zadowolony uśmieszek.
-Zamknij oczy – mówi do Ulki, sam zaś, szybko wyjmuje z teczki… pamiętnik.
-Mam nadzieję, że się przyda? No, sama mówiłaś, że już ci się skończył. Nie ma miejsca…
-Dzięki. Jest piękny.
-To będziesz miała dużo miejsca na same dobre dni.
W podzięce otrzymuje od niej buziaka w policzek.
Swoją drogą, w ferworze tych wszystkich spraw, wątpliwości, niepewności,pamiętał jeszcze o tym, że skończył się jej pamiętnik i to chyba też coś znaczy. Mała rzecz, ale jednak trzeba o niej pamiętać, trzeba chcieć sprawić komuś przyjemność i on, najwyraźniej chciał. W dodatku, rozbrajająco szczere stwierdzenie :”ja do tej pory nawet nie wiedziałem, że takie typy istnieją”. To prawda – w jego świecie nikogo takiego nie było i nie ma. Sam jest tym zaskoczony, ale także wyraźnie zadowolony.
Kiedy Marek na chwilę wychodzi, Ula robi pierwszy zapis w nowym pamiętniku :”Marek jest u mnie. Nie wiem, co będzie dalej, ale chciałbym, żeby było tak, jak jest teraz – dobrze, zwyczajnie.” Dobrzański bardzo chce zobaczyć, co Ula zapisała, ale ona przecież nie może mu tego pokazać. Zaczynają się droczyć – tak zwyczajnie, po prostu.
-”Wprowadzenie do dobrego wieczoru „napisałam.
-Zapomniałem ci powiedzieć, że jako darczyńca zastrzegam sobie prawo wglądu…
To ich niewinne przekomarzanie przerywa dzwonek telefonu Marka. To Paulina. Informuje go, że dzwonił do niej Lew Korzyński i chce się spotkać w sprawie F&D Sportiwo. Marek, wyraźnie nie ma ochoty na kontynuację tej rozmowy, ale Paula chce znać jego zdanie na ten temat. Spotkanie, rzekomo biznesowe, późnym wieczorem, w dodatku w restauracji, to chyba nie jest dobry pomysł. Dobrzański sprawia wrażenie, że dylematy narzeczonej nie mają dla niego większego znaczenia. Chce, jak najszybciej skończyć tę rozmowę i wracać do Uli, także dlatego, żeby nie było jej przykro, że Paula znowu im przeszkadza. Ostatecznie więc, sugeruje Paulinie, żeby spotkała się z Korzyńskim,
-Paula, nie dramatyzuj. Przecież cię nie zje,
Tym stwierdzeniem chyba wyprowadza ją z równowagi, ale zdaje się tym zupełnie nie przejmować. Wraca do Uli i tłumaczy jej, po co dzwoniła Paulina.
-A ty musiałeś jej kłamać o tym, gdzie jesteś.
-Nie musiałem. Nie pytała – w tym momencie sam chyba uświadamia sobie, że rzeczywiście, nie dopytywała, dlaczego jeszcze go nie ma i gdzie jest.
A jednak, tak dobrze zapowiadający się wieczór, który miał być tylko ich, zostaje nieoczekiwanie przerwany nagłym powrotem zdenerwowanego Józefa i Jaśka. Okazało się, że Jasiek, podczas pobytu w Afryce zanadto zbliżył się z Magdą, która najpierw zadbała o to, żeby ich pocałunek został uwieczniony na fotografii, a na studniówce właśnie, z premedytacją, pochwaliła się nią przed Kingą. Efekt nie był trudny do przewidzenia – Kinga zerwała z Jaśkiem, a Józef, po prostu wściekł się na syna. Oczywiście, natychmiast po powrocie, ojciec musi podzielić się z Ulą, tym, co się stało. Wpada do jej pokoju – Ula i Marek zrywają się, jak na komendę.
W czasie, kiedy Ula idzie porozmawiać z bratem, Marek słucha wzburzonego Józefa. Jego słowa, choć niezamierzenie, uderzają coraz dotkliwiej w Marka. „Żeby sobie żarty robić z czyichś uczuć? Nic go nie usprawiedliwia. Ja go tak nie wychowałem.” Czuje się coraz bardziej niezręcznie, coraz bardziej zmieszany. Nie wie, jak się zachować. A kiedy, w końcu postanawia, że jednak już pójdzie i słyszy proste stwierdzenie Józefa:”A, rozumiem. Narzeczona czeka”, jakby kurczy się w sobie. Nie wie nawet, co powiedzieć. Zmieszany, kiwa tylko głową.
Ula odprowadza go do samochodu.
-Jak twój brat? Będzie żył?
-Zasłużył sobie na to i dobrze o tym wie. Bardziej martwię się o Kingę.
-Zobaczysz, pogodzą się.
-No mam nadzieję. To świetna dziewczyna.
-W Rysiowie nie brakuje świetnych dziewczyn. (mówi znacząco). Dzięki za spotkanie. Do jutra.
Marek delikatnie pochyla się nad Ulą, jakby chciał ją pocałować, ale… jednak rezygnuje. Przypomniały mu się słowa Józefa?
Ula najwyraźniej na to liczyła i jest trochę zawiedziona. „Powiedział, że jestem wyjątkowa, ale jednak potem mnie nie pocałował…”
Nazajutrz Marek z Sebą przyjeżdżają na trening. Oczywistym jest, że kumpel chce wiedzieć, jak w końcu minął wieczór, którego Marek tak bardzo się bał.
-[...] Im bardziej staram się to rozwiązać, tym bardziej się wkopuję.
-Marek, a co się z tobą dzieje? To jest pierwsza panna, której ściemnisz?
-Właśnie w tym problem, że z nią ściemnianie mi nie idzie.
No właśnie, po raz kolejny potwierdza się to, że ona nie jest dla niego, jak wszystkie inne. Nie potrafi i nie chce się jej tak po prostu pozbyć. Nie chce jej zranić. Otwiera się przy niej i, niezauważalnie poznaje też siebie samego. To go intryguje, a także „napędza” do kontynuowania tej znajomości, choć przecież widzi, że ona zaczyna wchodzić na coraz mniej bezpieczne (dla niego) obszary.
Ula także przez cały czas zastanawia się nad tym, kim jest dla Marka, gdzieś po głowie kołacze się pytanie, dlaczego powiedział jej wczoraj tyle miłych słów, a potem nawet nie pocałował na do widzenia. No przecież niby wie, że Paulina , że to jego narzeczona, że są razem, ale jednak on, swoim zachowaniem , rozbudza jej wyobraźnię i nadzieję. Pojawia się w gabinecie z umową dla reprezentacji i nawet przy tej okazji znajduje pretekst, by nawiązać do relacji między nimi.
-Ten punkt mi się nie podoba. Jakoś tak przeszkadza. Właściwie, zawsze jest tak, że coś przeszkadza. Na przykład ja.
-Nie rozumiem
-Ty, Paulina i ja – rachunek się nie zgadza. Przeszkadzam, no.
Marek nie wie, co powiedzieć. Jest wyraźnie zmieszany.
-Ula, to nie jest takie proste. Ja z Pauliną znamy się od lat. Właściwie od dziecka…
-Nie, Marek. Bo ja nie chcę od ciebie żadnych deklaracji. Mówię to, żeby stwierdzić fakt, ale najlepiej, to zapomnijmy o tej całej rozmowie. I wiesz co – jakbyś mnie potrzebował, to ja jestem tutaj obok. Nie przeszkadzam.
Zostawia go, nieco zdziwionego i wychodzi, bojąc się dalszej rozmowy. Chce być obok niego, chce mu pomagać, wspierać, ale sama zadaje sobie pytanie, czy całe życie można być obok?
Tymczasem, w firmie wielkie poruszenie – Lew przysłał Paulinie w prezencie obraz Tamary Łempickiej. Ona nie chce go przyjąć i kiedy Ula z Violą, z polecenia Pauli, targają go do windy, pojawia się Marek i, to, co dotąd było tajemnicą, nagle przestaje nią być.
Dla Uli ważne jest to, że nie jest to prezent od Marka i, jak wynika z wrzasków dochodzących z gabinetu, Paulina raczej nie jest przez niego rozpieszczana prezentami. Dla Uli, to „kamień z nerki”, jak by powiedziała Violetta, bo jednak ona, kilka (drobnych, bo drobnych) prezentów od niego dostała.
Między narzeczonymi rzeczywiście dochodzi do ostrej wymiany zdań i przenosi się ona jeszcze na grunt domowy. Przerzucają się pretensjami i wymówkami. Marek jest wyraźnie wściekły. Włączyła się mu konkurencja, czy rzeczywiście chce wzbudzić w Paulinie wyrzuty sumienia, sam również nie będąc wobec niej w porządku?
-Przestań. Dobrze wiesz, że to nie jest moja wina, że ten człowiek mnie adoruje. To nawet nie jest miłe, ta twoja niby zazdrość.
-Niby zazdrość?
-Marek, wiesz co? Czasem mógłbyś pokazać, że ci na mnie zależy, bo w ogóle tego nie czuję.
Paulina wychodzi z płaczem, a Marek? No właśnie – siedzi zamyślony, tylko nad czym? Myśli nad tym, czy Paulina ma rację i powinien okazywać jej większe zainteresowanie, czy, wręcz przeciwnie – dociera do niego, że istotnie, zależy mu na niej coraz mniej, tylko dotąd się nad tym nie zastanawiał?
Wieczorem u Cieplaków pojawia się Dąbrowska z radosną wiadomością, że po długiej nieobecności, powraca z Niemiec na ojczyzny łono, syn jej umiłowany Bartuś, niegdysiejszy chłopak Uli. Do Uli wracają najgorsze wspomnienia związane z tą znajomością. Nie chce o tym rozmawiać, nie chce nawet o tym myśleć, ale okazuje się, że to wcale nie będzie takie proste.
Kiedy dostrzega na korytarzu kuriera z bukietem kwiatów i podążającego za nim Marka, jest przekonana, że to on właśnie je przysyła. Choć jest to bez sensu, ale chyba chce w to wierzyć. Kwiaty rzeczywiście są dla niej, czemu z jednakowym zdumieniem i zaciekawieniem przyglądają się i Viola i Marek. Marek zachęca ją, żeby przeczytała załączony bilecik i wtedy następuje wielkie rozczarowanie – nie Marek, ale Bartek jest ich nadawcą.
Ula jest wściekła podwójnie – dlatego, że Bartka stać było na taki tupet, ale także dlatego, że niezręcznie poczuła się przed Markiem.
Okazały bukiet nie uchodzi także uwagi Seby.
-Widziałeś?
-Bukiet? Taak. Dostała od absztyfikanta. Jakiś niezrzeszony.
-W sensie, że ani ty, ani Maciek?
-Tak, w tym właśnie sensie.
-Ale co cię tak cieszy?
-Seba, no właśnie to, że mój problem się rozwiązuje.
-Aha, w sensie, że każdy inny lepszy niż Maciek?
-Tak, Sebastian. W tym właśnie sensie. No, bo gdyby Ula zaczęła się spotykać z jakimś tam, jak mu tam, to mógłbym przestać się wygłupiać i obawiać się o swoje weksle.
O co, tym razem chodzi Markowi? Naprawdę ,w aż tak dobry humor wprawiła go ta wizja – Ula u boku jakiegokolwiek faceta (byle nie Maciek, naturalnie)? Czy może, dopóki nie widzi, to jeszcze nie robi to na nim wrażenia, nie potrafi sobie wyobrazić własnych reakcji? A może to także taka gra przed Sebą?
Poranne zdarzenie zdecydowanie zepsuło humor Uli. Po pierwsze, sam Bartek budzi w niej negatywne wspomnienia, a poza tym, nie wiem, czy nie ważniejszy jest fakt, że Marek był świadkiem tego wszystkiego i obawia się, co on sobie o niej pomyśli. Nie może tego tak zostawić, postanawia więc porozmawiać z nim, wyjaśnić wszystko.
-Marek, ja tylko na chwilę, w sprawie kwiatów.
-No, piękne są. Niezły gust ma ten Bartek. A ty nigdy o nim nie wspominałaś.
-Bo nie było o czym.
-On myśli inaczej.
-Nie, nie , nie, Marek. To jest zupełnie stara i nieaktualna historia.
-Właśnie widzę.
-Marek, to jest mój były chłopak. On wrócił właśnie z Niemiec…
-… i chce odnowić znajomość.
-Nie mam pojęcia. Nie, to znaczy mam – dowiedział się na pewno o F&D, że mam pracę, firmę, a on zawsze chciał się tylko ustawić.
-Że co? Szuka żony z posagiem?
-Coś w tym stylu.
-Nie? (Marek wyraźnie zniesmaczony)
-Ten typ tak ma. Jak dziewczyna biedna, toją zostawić, a jak nie, to kwiaty i liściki. Marek czuje się niezręcznie po tym wyznaniu, Ulę natomiast odwiedza Maciek, z wiadomościami na temat samochodu, który zamierzają wyleasingować. Jest bardzo podekscytowany, ale zauważa, że Ula jakoś nie podziela jego radości.
-Co z tobą?
-A ja mam mega wielką niespodziankę (stawia przed Maćkiem otrzymany bukiet) – od Bartka Dąbrowskiego. Nawet zaproponował mi spotkanie walentynkowe.
Maciek jest wzburzony tym, co usłyszał od Uli, a Marek, który był przypadkowym świadkiem tej rozmowy, chyba też. W każdym razie, na tyle, żeby podzielić się z Sebą najświeższymi wiadomościami.
-Ten niezrzeszony chce się umówić z Ulą na Walentynki.
-To chyba dobrze, tak?
-No właśnie nie wiem. To jest jakiś cwaniak. Jemu chodzi wyłącznie o kasę.
-Skąd wiesz?
-Powiedziała mi.
[…]
-Maciek przyszedł z kontrpropozycją walentynkową. Nie wiem, Seba. Może ona po prostu ma takich adoratorów?
-Marek, błagam cię, nie majacz. Przecież to musi chodzić o kasę. Przecież nikt normalny by się z nią nie umówił.
-Ja się z nią umówiłem.
-No, ale ty musiałeś. Siła wyższa. Najlepiej by było, jakbyś ich obu wyprzedził i sam z nią spędził te Walentynki. Tylko, że pewnie Paulina nie da ci wychodnego w takim dniu, nie?
-Nie, Paula nie uznaje Walentynek. Nie obchodzimy ich. Ale co? Ja mam się z nią umówić w Walentynki? Przecież to już przesada. Daj spokój.
-Marek, oni obaj chcą ja wykorzystać, więc już lepiej, jak ty…
-Ja mam ją wykorzystać?
-… jak im na to nie pozwolisz. Więc, po prostu się z nią umów.
Trudno mi oprzeć się wrażeniu, że Marek, bez Bartka i Maćka, sam wpadłby na to, żeby spędzić z nią ten szczególny wieczór, ale obaj „rywale” jakby przyspieszają jego działanie i są także doskonałym wytłumaczeniem, dlaczego „musi” jej to zaproponować. Poza tym, on chyba sam przed sobą nie potrafi przyznać się do tego i potrzebuje bodźca, którym są słowa Sebastiana potwierdzające słuszność jego pomysłów. Pomaga mu podjąć decyzję, bo przecież musi, bo trzeba, siła wyższa i on sam , w końcu tak sobie to tłumaczy. Nie potrafi, ani nie chce zastanawiać się, czy to naprawdę tylko o to chodzi, dlatego trudno mu zrozumieć samego siebie-to, dlaczego coraz bardziej się zapętla, coraz głębiej wchodzi w tę znajomość.
Ula jest bardzo zaskoczona propozycją Marka, dotyczącą spotkania po pracy w Walentynki.
-Jak to jutro?
-Nie wiem jeszcze gdzie, ale może coś wymyślimy.
-Ale przecież jutro jest, są… znaczy…
-Dzień Zakochanych.
-Tak jakby.
-Aaa, ty może masz inne plany?
-Nie, nie o to chodzi.
-Znaczy – nie masz?
-Nie. Właściwie nie.
-To co? Po pracy?
Cieplakówna nie może uwierzyć w to, co usłyszała. Ona i Marek? W Walentynki?Razem? Myśli o tym, że powinna mu coś podarować. Coś, czego jeszcze nigdy od nikogo nie dostał. Tylko co?
Marek wraca do domu i uspokaja się, kiedy Paula krytykuje walentynkową tradycję, bo oznacza to, że nie musi się obawiać, że będzie chciała, żeby ten wieczór spędzili razem.
Z pewnym przekąsem mówi mu też, że Lew chciał umówić się z nią w ten szczególny wieczór. Te słowa akurat zaniepokoiły Marka.
-Oczywiście odmówiłaś?
-Oczywiście, bo powiedziałam mu, że jutro po pracy umówiłam się z tobą.
-Bardzo dobra wymówka.
-Prawda? Bo jutro są Walentynki i mój narzeczony zabiera mnie na upojny wieczór.
Tego Marek nie przewidział. Jest chyba bardziej niż zaskoczony.
-Dokąd cię zabiera?
-No właśnie. Dokąd?
Dobre i zarazem retoryczne pytanie. Marek nie przewidział takiego scenariusza i chyba wcale nie poczuł ulgi, że Paula swoim pomysłem, rozwiązuje jego problem spotkania z Ulą. Spotkania, które rzekomo miało być tylko obowiązkiem, pewną grą, wymuszoną nieoczekiwanym pojawieniem się Bartka.
Kiedy rano Paulina wraca do tematu, nadal nie wie, co zrobić. Wie, że nie powinien tym razem spławić narzeczonej, jednak myśl o tym, że będzie musiał odwołać spotkanie z Ulą też nie nastraja go radośnie.
-Ostatnio tak rzadko jesteśmy sami, że dzisiejszy wieczór jestem gotowa spędzić wśród hord zakochanych. Pozwalam ci nawet kupić mi kwiaty.
-Naprawdę mogę? Żebyśmy mieli wieczór tylko dla siebie, to muszę tez trochę czasu poświęcić swojej drugiej dziewczynie o bardzo seksownych inicjałach FD. Wszystko wynagrodzę ci wieczorem.
Mam wrażenie, że kiedy mówi to, jego myśli krążą wokół Uli, tego, co i jak jej powiedzieć, żeby nie poczuła się dotknięta, czy oszukana.
A Ula… wychodząc do pracy ,spotyka Maćka, który przypomina jej o swoim zaproszeniu na walentynkowy wieczór do kina. No tak, trzeba z tego jakoś wybrnąć – ona też nie chce, żeby poczuł się urażony, czy dotknięty tym, że musi mu odmówić. Nie chce też, żeby wiedział, że stoi za tym Marek. Tłumaczy się więc, że ze wspólnego wieczoru nici, ponieważ, nieoczekiwanie musi dłużej zostać w pracy.
Pierwsze kroki w firmie kieruje do gabinetu Marka, korzystając z jego nieobecności. Zastanawia się, gdzie zostawić mu walentynkę. Żadne miejsce nie wydaje się dość dobre. Gdyby nie nagłe wejście Marka, odkryłaby w szufladzie jego biurka słynne prezenty Seby. Dobrzańskiego dziwi jej obecność w gabinecie. Ula wyjaśnia to tylko jednym zdaniem,
-Chciałam, żebyś nie wiedział, kto tu był. Proszę. – podaje mu czerwoną kopertę, której ostatecznie nie udało się nigdzie ukryć. Marek jest zdziwiony i zmieszany.
-Ale otwórz dopiero, jak wyjdę, dobrze? Wiem, że to jest dziecinne, te Walentynki, ale nie mogłam się powstrzymać.
-A, Ula. Ja też mam coś dla ciebie.
-Tak?
Marek nie był na to przygotowany, ale błyskawiczne skanowanie szuflady, w której, niczym w sezamie można znaleźć coś odpowiedniego i jest – bombonierka w kształcie serca.
-To jest taki drobiazg, może oklepany, ale…
-Ale jaki słodki…
Po wyjściu Uli, Marek ma minę pod tytułem „co ja znowu zrobiłem” lub „ty idioto”, za to ona jest szczęśliwa „on też o mnie pomyślał”.Marek czyta walentynkę napisaną przez Ulę :”Dziwnie się czuję, pisząc do ciebie, bo to święto nie moje i ty też jesteś nie mój. Nigdy nie byłeś i może nigdy nie będziesz. A jednak jestem szczęśliwa, bo jesteś trochę mniej nie mój, niż jeszcze całkiem niedawno”.
Te, jakże niewyszukane, prosto z serca płynące słowa, elektryzują Marka, wywołują zadumę, refleksję. Są bardzo osobiste, skierowane tylko do niego i tylko dla niego czytelne i nie dzieli się nimi z przyjacielem. Chyba po raz pierwszy, tak naprawdę coś, co wiąże się z Ulą, przed nim ukrywa. Jak powiedzieć Uli, że nie może się z nią spotkać, choć ona tak się na to spotkanie cieszyła, a i on, mimo wszystko, także tego chciał. Otwiera laptop i znajduje w nim kartkę od Pauli: „Już nie mogę się doczekać. Ciekawe, co wymyślisz? Zaskocz mnie. PAULA”. No tak, na chwilę o tym zapomniał. Co robić? Podpis Pauli rozdziela przecinkiem i powstaje odpowiedź – Pa, Ula.
Wychodzi, żeby jej o tym powiedzieć, ale nadal nie wie, jak.
-Mamy mały problem, jeśli chodzi o dzisiejszy wieczór…
W tym momencie pojawia się Paulina i prosi go o rozmowę. Informuje go, że z ich wieczornych planów nici, ponieważ Aleks kupuje dom i poprosił ją o radę. Marek, który często miał do narzeczonej pretensje, że zawsze brata stawia na pierwszym miejscu, tym razem przyjmuje tę wiadomość z wyraźna ulgą, żeby nie powiedzieć – z zadowoleniem. Szybko wraca do Uli.
-Więc dzisiejszy wieczór, mam nadzieję, wciąż aktualny?
-Ale mówiłeś, że jest jakiś problem.
-A, nie, nie. To zupełnie inna sprawa. To co, startujemy o piątej?
Palmiarnia. Trochę egzotycznie, cicho, intymnie, romantycznie…
-Ula, ja wiem, że może trochę bezczelnie ukradłem twój pomysł, ale pomyślałem sobie, że tutaj jest naprawdę bardzo przyjemnie.
-I raczej nie grozi nam żadne przypadkowe spotkanie.
-No właśnie. Jak zwykle jest problem z cateringiem, ale może tutaj coś upolujemy?
-No, oprócz tłustego dozorcy… kiepsko.
-No, może kokosa, albo inne daktyle…
Korzystając z chwili nieuwagi Uli, wyciąga ukrytą na drzewie butelkę szampana.
Dla niej to wielkie zaskoczenie, dla niego – wielka przyjemność
-A kieliszki?
-Kieliszki? Ja jestem przekonany, że kieliszki tutaj gdzieś też rosną…
Naturalnie, znajduje bez trudu.
-Niesamowite.
-No tak, to jest czar Świętego Walentego.
Piękna chwila, która zostaje brutalnie przerwana przez dzwoniącą komórkę Marka.
-Ula, tylko ten jeden, dobrze?
Dzwoni Paulina. Jest już wolna i gotowa na spotkanie z nim. Nie mógł tego przewidzieć, tylko, co teraz? Ma zostawić Ulę? Wcale nie ma na to ochoty. Próbuje więc przekonać narzeczoną, że teraz nie może się z nią spotkać, bo właśnie jest na siłowni i będzie w domu za jakąś godzinę. Paula jednak nie słucha – będzie czekała na niego pod klubem. Wszystko się skomplikowało. Dzwoni do Sebastiana, każe mu pojechać na siłownię i spotkać się tam z Pauliną.
Wraca do Uli i mówi, że chyba jednak będzie musiał jechać. Widzi zawód w jej oczach i sam także nie ma ochoty tak kończyć tego spotkania. Postanawia, że jednak zostanie, choćby tylko pół godziny. Wyłącza telefon – „no, to teraz jest prawie, jak w dżungli”.
-Marek, chciałam ci podziękować za Walentynkę i za książkę i za pamiętnik i za to, że przyjąłeś Elę z powrotem też.
-Cii. Mieliśmy nie rozmawiać o pracy.
-I za to, że jesteś… taki miły, że znalazłeś dzisiaj dla mnie czas. Chciałam ci podziękować za tę chwilę, nawet jeśli to jest tylko ta jedna chwila.
-A ja bardzo chcę ci podziękować za to, że dzisiaj to twój były dostał kosza, a nie ja.
-Przecież wiesz, że to stare dzieje.
-A ty wiesz, co się mówi o starej miłości. Ula, takich bukietów nie dostaje się bez powodu.
-Nie każda miłość jest nierdzewna.
-Racja. Inaczej nie byłoby ani rozwodów, ani… zerwanych zaręczyn.
Ula, na te słowa, mało się nie zakrztusiła i robi szybki bilans tego wieczoru :
a/ w Walentynki jest ze mną, a nie z Paulą,
b/ mówi o zerwanych zaręczynach,
c/ to się nie dzieje naprawdę.
Jednak nie tak miło miał się skończyć ten piękny, trochę tajemniczy wieczór. Marek przywozi Ulę do Rysiowa.
-Dziękuję za podwiezienie i za to, że zostałeś.
-Chciałem zostać. To ja dziękuję.
Czar pryska, kiedy Ula słyszy nawoływanie Bartka. Chce, żeby Marek już odjechał, mimo że on waha się, nie wiedząc, czy nie będzie potrzebny. Bartek, dość natarczywie usiłuje zatrzymać Ulę, chce, żeby z nim porozmawiała, poszła do „Wersalu”. Odjeżdżający już Marek widzi, że Bartek obejmuje Ulę, ona próbuje się wyrwać, dochodzi do szamotaniny. Zatrzymuje samochód i rusza z pomocą. Między Markiem i Bartkiem dochodzi do bójki
To naturalnie jeszcze nie koniec tego wieczoru, bo pamiętamy, że będzie jeszcze pobyt na komendzie, tłumaczenie przed Pauliną, ale tym zajmę się przy opisie kolejnych odcinków, w następnej części. Chciałabym jednak zatrzymać się jeszcze na chwilę, przy tym, co wydarzyło się do tej pory tego dnia i chyba każdego z nas nastroiło refleksyjnie.
List – walentynka Uli. Przepiękne słowa, w których była cała jej wielka tęsknota za miłością Marka, była radość z każdej wspólnej chwili, czułego gestu, uśmiechu, słowa, spojrzenia..
Ula nie miała zbyt wielkich oczekiwań, bo przecież zdawała sobie sprawę z tego, że Marek jest z Pauliną i, być może zawsze już będzie. W skrytości serca marzyła, by był tylko jej i dla niej, ale cieszyły ją nawet te krótkie chwile razem. Pielęgnowała je wszystkie we wspomnieniach, były jej szczęściem, bo przecież nie ważne jest, tak naprawdę, ile czasu z kimś spędzamy, ale jak – jacy wtedy jesteśmy dla siebie. Ula i Marek, każdą wspólną chwilę potrafili wykorzystać, cieszyli się sobą, mieli o czym rozmawiać, słuchali siebie nawzajem.
Palmiarnia – Marek przygotował się do tego spotkania, chciał, by było miłe, chciał sprawić jej niespodziankę. Chciał, żeby ten wieczór był wyjątkowy – romantyczny, intymny. Dlaczego? Trudno chyba uwierzyć, że mogło mu chodzić tylko o te nieszczęsne kredyty i weksle. Ciągle nie rozumiał, co dzieje się w jego sercu, ale wiedział, że ciągnie go do tej dziewczyny, choć nie potrafił tego nazwać. Nie spędza się jednak czasu na walentynkowej randce z obojętną emocjonalnie osobą. Jest mu z nią dobrze, wyjątkowo, jak z nikim innym. Bywa, że go to dziwi, bywa, że niepokoi (jak wszystko, czego nie rozumiemy), ale tylko pozornie chce się z tego wyplątać, a to spotkanie i cała jego aranżacja (naturalnie pomijając nieprzewidziany telefon Pauli) jest dowodem na to, że lubi i chce sprawiać jej, choćby drobne przyjemności, że czas z nią spędzany, także jemu jest potrzebny i jest dla niego ważny.

Kończę na odc. 138

Strasznie dużo tego wyszło, a posunęłam się zaledwie o 7 odcinków. Nie ma jednak przecież, przymusu czytania. Tych, których nie przeraża ten strasznie długi wywód, zapraszam do poczytania, powspominania…

środa, 2 czerwca 2010

To już ROK!

Cieszącym się mniejszą lub większą popularnością blog obchodzi dziś swoje 1. urodziny!!
Dziękuję wszystkim stałym i chwilowym czytelnikom za frekwencję
oraz naszym pisarkom za przepiękne opowiadania, małe historyjki, wierszyki, piosenki.

To dla Was powstał ten blog!

Dziękuję wszystkim za pomoc w jego tworzeniu
oraz kreowaniu na lepsze :)

Wasza dubai