Get your own Digital Clock

piątek, 25 czerwca 2010

Analiza uczuć Marka i Uli cz.8 wg SWB

(od odc.150 )

Seba z Markiem uprawiają jogging i rozmawiają o jego relacjach z Ulą.
-Czyli co, to cię kręci? Tak normalnie?
-Jak normalnie?
-No wiesz tak, że ty przychodzisz do biura, ona wślizguje się do twojego gabinetu, daje ci buzi na dzień dobry. Naprawdę?
-Naprawdę. Prawdziwy, regularny romans biurowy.
-I co, dzisiaj będzie tak samo?
-Nie wiem, stary. Nie, nie, nie. Może ja nie pójdę do roboty dzisiaj, co?
-Nie, no daj spokój.
-No poważnie. Wezmę urlop, albo zwolnienie kilkudniowe.
-Stary, ty wymiękasz.
-Tak, wymiękam. Nie potrafię jej tak oszukiwać, rozumiesz? Ona jest naprawdę szczęśliwa.
-Super. Dałeś jej chwile szczęścia, czy to nie piękny gest?
-Piękny, ale fałszywy. Rozumiesz?
-Przynajmniej będzie miała, co wspominać. No wiesz, te kilka dni jeszcze jakoś wytrzymasz.
-No, a później?
-A później, to wszystko się jakoś samo rozwiąże.
-Ty, ty, ty – poczekaj. A może by jej kogoś znaleźć, co?
-Kogo?
-Jakiegoś faceta. Fajnego.
-Dlaczego patrzysz na mnie?
-Seba, spokojnie. Ty akurat nie masz u niej żadnych szans,
-Dzięki. Bo ja nie miałem zamiaru startować.
-Stary, Ula, to jest porządna, inteligentna, dowcipna dziewczyna, tak? Ona zasługuje na prawdziwą miłość.
-No, to może się z nią ożeń?
-Co? Seba.
Zastanawiałam się, o czym świadczy ta rozmowa – co Marek chce przekazać Sebie, a co chce ukryć przed sobą, zagadać w sobie, usprawiedliwić? On się tego związku zwyczajnie boi (co nie oznacza, że chciałby i umiałby z niego zrezygnować), bo nie rozumie, co się z nim dzieje i to w takim tempie. Bo coraz częściej łapie się na tym, że mówi coś, robi, kierując się emocjami, a dopiero potem odzywa się rozum, pojawiają refleksje. Zauważa, że wszystko zaczyna się wymykać spod kontroli, a on nie potrafi nad tym zapanować. TYLKO nie potrafi, czy tak naprawdę też – nie chce? Trochę go to przerasta, jak wszystko, co nowe, które się nam w życiu przydarza.
Nasuwa się i inne pytanie – nie potrafi oszukiwać Uli, czy może… siebie?
Dalej wmawiać sobie i Sebie, że jego to wszystko nie dotyczy, że robi to tylko w określonym celu. Zaczyna go męczyć udawanie przed nią, czy przed sobą samym? Dużo łatwiej mu przyjąć właśnie takie tłumaczenie, niż odpowiadać sobie na pytanie, co się z nim tak naprawdę dzieje w jej obecności. To trudne, bo zupełnie niezrozumiałe.
Myślę, że chce też trochę uspokoić Sebastiana, uśpić jego czujność. No, bo skoro sugeruje, że np. nie pójdzie do pracy, żeby uniknąć spotkania z Ulą, albo, że może trzeba jej znaleźć jakiegoś faceta, to ma prawo być przekonany, że przyjaciel zrozumie, że on NIC i mimo całej sympatii dla Uli, chętnie pozbyłby się tego balastu. Ciekawa tylko jestem, jak zareagowałby na kogokolwiek innego u boku Uli, skoro na widok Maćka, czy Bartka dostawał niemal wysypki nerwowej.

Tymczasem Ula wyjaśnia Józefowi, dlaczego nie chce widywać Bartka. Dlaczego w ogóle, nie chce mieć z nim nic wspólnego. Opowiada, jak ją oszukiwał, jak się nią wysługiwał. Cieplakowi trudno to sobie wyobrazić. Przecież nie miał złych intencji – chciał ją tylko odciągnąć od Marka…

W pracy, Cieplakówna planuje wspólne, z Markiem wyjście do kina. Przegląda repertuar i nawet próbuje poradzić się Violi, pytając, czy widziała Don Juana de Marco. Kubasińska nie ma pojęcia o co chodzi, przecież ona od zerwania z Sebulkiem, tylko świty w Pomiechówku ogląda.
Przychodzi Marek i Viola chce z nim pilnie mówić ( o zamiarach Aleksa w pogrążeniu go), ale on, nie ma ani czasu, ani ochoty na rozmowę z nią. Wchodzi do siebie i zostawia otwarte drzwi.
Ula, widząc, że nie jest w najlepszym nastroju, nie chce mu przeszkadzać i … wysyła do niego maila z zapytaniem „Don Juan de Marco?” Marek, zdziwiony spogląda na otwarte drzwi. Tymczasem ona, jakby nigdy nic, bierze z półki dokumenty i kątem oka zerka na jego reakcję. Marek podchwytuje dowcip :”Jest ze mną aż tak źle?” W odpowiedzi pojawia się pytanie „tak, czy nie?” Marka to bawi. Widząc Ulę w otwartych drzwiach, zastanawia się, co odpisać. „Ktoś mówił…, że nie lubi komedii romantycznych .” Dłużej już jednak nie wytrzymuje – wstaje, zamyka drzwi, spoglądając na Ulę bez słowa, za to z szelmowskim uśmieszkiem.
„Ale ta jest z morałem i ma Marka w tytule”. Marek próbuje się zrewanżować i wymyślić coś z Ulą w tytule, ale do głowy przychodzi mu tylko… Kaligula. „To może Marco Polo?”
„No, z konieczności. A gdzie grają?”
„Nie wiem.”
„W takim razie Małe Kino o osiemnastej”.
„Don Juan”
„Ula”.
Koniec żartów. Oboje bawili się świetnie, tak samo, jak doskonale się rozumieją.
Pojawia się Ala z informacją, że Iza wróciła ze szpitala i idą po pracy ją odwiedzić.
-Idziesz z nami?
-Umówiłam się już dzisiaj wieczorem.
-Tak? A z kim?
Rozmowę przerywa Viola, ale Alicja nie daje za wygraną – wyciąga Ule na rozmowę. Dziewczyna idzie niechętnie, bo wie, że Ala, na pewno nie popiera jej relacji z Markiem.
-Umówiłam się z Markiem i co z tego? Ala, nie możesz ciągle mnie oceniać
-Ja cię nie oceniam.
-No to krytykować. Nie możesz mnie krytykować, bo ja ci przestane mówić prawdę Co, ja mam z góry wszystko przekreślić? Przecież takie rzeczy się zdarzają.
-W bajkach?
-Nie. W życiu. I mam nadzieję, że w to wierzysz, bo w przeciwnym razie byłoby mi ciebie żal […]
Obiecuję ci, że będę rozsądna i czujna. Nie zostawię głowy za drzwiami. Słuchaj, on mnie po prostu lubi.
Ula jest szczęśliwa i chciałaby móc się z kimś tym szczęściem podzielić. Tymczasem, nikt z jej najbliższych tego nie akceptuje, a przed resztą świata musi zachować tajemnicę. Chciałaby, żeby chociaż Ala ją zrozumiała, żeby przynajmniej w stosunku do niej mogla być szczera, ale i to nie do końca się udaje.
W tym samym czasie Marek rozmawia z Sebastianem.
-Umówiłem się z Ulą.
-Stary, zamknij oczy i myśl o firmie. Tylko proszę cię, nie zrób niczego pochopnie.
-A niby czego?
-No nie wiem. Znowu jej coś obiecasz.
-Seba, nie będę jej niczego obiecywał. Ona i tak już wierzy, że wszystko jest możliwe. Żal mi jej, bo, jak już będzie po wszystkim, to…
-To się znajdzie jej kogoś nowego. Odkocha się, zakocha się na nowo i po krzyku. A poza tym, tym razem, to ona ciebie zaprosiła, a ty się tylko zgodziłeś.
-Poza tym, to jest Małe Kino, to tam nasi znajomi raczej nie chodzą.
-Nie słyszałem. A poza tym, możesz zawsze zmienić image […]. Będzie dobrze.
Seba wcale nie jest zachwycony kolejną sensacją Marka i to, że znowu umówił się z Ulą wcale go nie cieszy. Zdołał już zauważyć, że przyjaciel przy Uli i w stosunku do niej zachowuje się dość nieobliczalnie, kieruje się impulsem, dzięki czemu, ta dziwna znajomość staje się coraz bardziej niebezpieczna i coraz bardziej zażyła. Zniknął gdzieś kompan do wspólnych wypadów do klubu, do niezobowiązującego podrywania kolejnych panienek. To właśnie, do niedawna, było częstym tematem ich rozmów, a teraz pojawił się zupełnie inny – ULA.
Marek wyczuwa ironię, ale też jakieś zniecierpliwienie w głosie przyjaciela, więc stara się go uspokoić, że przecież chodzi mu tylko o jedno – o prezesurę, weksle, kredyty i tylko do tego jest mu ona potrzebna i tylko dla tego to wszystko robi. A tak w ogóle, to jest mu nawet jej żal, bo ona wierzy, że ona i on, że mogłoby coś z tego być. Kiedy jednak Seba wspomina o tym, że, jak już będzie po wszystkim, to przecież kogoś się jej znajdzie, Marek dość szybko zmienia temat. Ta wizja chyba niezbyt mu się podoba.
Ala spotyka na korytarzu Sebastiana i przypomina mu, że miał przygotować plan szkolenia. Sebulek, znany ze swojej, że tak powiem, niechęci do pracy i tym razem próbuje się wykręcić i namówić Alę, żeby to ona jednak wykonała tę pracę. Ala odmawia, ponieważ ma inne plany na popołudnie .
-Aj, niedobrze, niedobrze. Wiesz, mam zajęty wieczór, bo z Markiem przygotowuję ważną rzecz i chyba nam się zejdzie do wieczora.
-A widzisz, no a ja myślałam, że Marek dzisiaj wieczorem jest zajęty.
-Tak? A skąd wiesz?
-Nie, ja nie wiem. Sebastian, proszę cię. Ja tak zagrałam va bank, żeby cię sprawdzić.
Jedno nieopatrznie wypowiedziane zdanie Alicji wyostrzyło czujność Olszańskiego. Błyskawicznie orientuje się, że Ala wie więcej, niż powinna i mimo że ona sama próbuje jakoś, dość nieudolnie, zresztą ratować sytuację, on nie daje się zwieść. Z sensacyjną wiadomością idzie do Marka.
-Problemy.
-Jakie znowu problemy?
-Brzydula.
-Seba, jeśli jeszcze raz usłyszę to głupie…
-Już się chwali. Zgadnij, od kogo się dowiedziałem, że masz randkę dziś wieczorem? Od mojej sekretarki. A jeżeli wie moja sekretarka, to wie bufetowa, a jeżeli wie bufetowa, to wie cały bufet…
-Rozumiem – przerywa zdenerwowany Marek.
-To może zrób coś z z tym, zanim dowie się Paulina.
Marek dość gwałtownie reaguje na nazwanie Uli, Brzydulą. Nie po raz pierwszy zresztą – zwracał Sebastianowi uwagę na to wiele razy. Drażni go to i denerwuje. Teraz jednak powód do zdenerwowania wydaje się być jeszcze jeden – kto wie, czy nie istotniejszy. Z informacji Olszańskiego wynika, że ich wspólna tajemnica, jego i Uli, może się niebawem stać tematem do plotek i dyskusji w firmie. Nie chce tego, wie, że nie może do tego dopuścić. Paulina już i tak wiele razy zauważała, że traktuje Ulę w sposób szczególny i zupełnie nie jest mu na rękę, by dokładniej zaczęła się przyglądać, dlaczego tak jest. Nie zapomniał też jeszcze pewnie, co działo się, kiedy Paula dowiedziała się o jego romansie z Joaśką i czym się to skończyło. Poza tym, plotki w firmie, rozprzestrzeniłyby się, jak szarańcza i dotarłyby pewnie także do rodziców, a co on miałby im wtedy powiedzieć, jak to wytłumaczyć?
Inną sprawą jest, że przyjął słowa kumpla bardzo dosłownie (wie Ala, wie Ela, wie cały bufet, itd.), mimo że dotąd niczego niepokojącego nie zauważył. Zareagował impulsywnie, choć znając przecież Ulę dobrze, mógł się zastanowić nad tym , czy jest możliwe, żeby złamała ich tajemnicę. Zadziałał natychmiast i, w efekcie, doszło między nimi do bardzo przykrej rozmowy, która, niczego nie podejrzewającą Ulę zabolała bardzo.
Ula rozmawia z Violą w sekretariacie, kiedy z gabinetu wychodzą Seba z Markiem.
-Ula, możesz na chwilę?
Dziewczyna idzie cała szczęśliwa , niczego nie podejrzewając.
-Ula, umawialiśmy się na coś – Marek nie ukrywa zdenerwowania, ona natomiast, nie wie, o co chodzi.
-Na kino? Co, chcesz to odwołać?
-Umawialiśmy się, że będziemy, a właściwie, że nie będziemy nikomu mówić, co nas łączy.
-Nie rozumiem.
-Wiesz, w jakiej jestem sytuacji. Tkwię w oficjalnym związku z Pauliną. W dodatku, zbliża się posiedzenie zarządu, a ty…
-Marek, o czym ty mówisz?
-O plotkach, które pojawiły się w firmie.
-Jakich plotkach? Ja o niczym nie wiem.
-Ja ich nie rozpuszczam. Ula, zrozum, naprawdę nie możesz z nikim, rozumiesz, z nikim rozmawiać o tym, co nas łączy. Przynajmniej..
-Na razie. Wiem.
Ula, nie wie w czym rzecz, nie rozumie jego zdenerwowania. Czuje się dotknięta jego podejrzeniami. Na korytarzu, przechwytuje przyjaciółkę.
-Ala, komu o nas powiedziałaś? O mnie i o Marku
-Co ty. Nikomu.
-Tak? To dlaczego przed chwilą mnie ochrzanił, że rozsiewam jakieś plotki. Tylko ty wiedziałaś, że się spotykamy.
-Ulka, no ty chyba nie podejrzewasz, że ja… Boże, Sebastian.
-Co, Sebastian?
-Ulka, chlapnęłam. Przepraszam, ale na pewno nie powiedziałam, że Marek się z tobą umówił. Sebastian sam to sobie dopowiedział. Ulka, ja nie pochwalam waszych spotkań, ale to nie znaczy, że nie umiem dotrzymać tajemnicy. Cały czas cię kryję – przed ojcem, przed dziewczynami. Nie rozumiem, jak ci to mogło przyjść do głowy.
-Ja też nie rozumiem. Przepraszam. Po prostu, tak na mnie naskoczył, że wszyscy o nas wiedzą…
-Nie wiedzą. Jakby wiedzieli, to na pewno byś zauważyła.
-A Sebastian wie?
-Sebastian zawsze wie.
Te słowa dotykają Ulę do żywego, no bo, jak to? Jeśli miała to być ich tajemnica, to jakim prawem wie o niej Seba, a Marek jej robi wymówki, że komuś się wygadała? Jest rozżalona i zła. „Sebastian zawsze wie? Powiedziałeś o nas Sebastianowi? Ale tego Sebastian nie wie, bo tego nie wie nawet Marek. Skoro nikt nie powinien o nas wiedzieć, skoro tak się boimy, żeby się nic nie wydało, to może, po prostu, lepiej się nie umawiać. Wtedy na pewno nic się nie wyda”. W tej sytuacji, jedyną słuszną, według niej decyzją jest, po prostu, niezauważalne wyjście do domu.
Marek czuje się źle po tej rozmowie z Ulą. Wie, że przesadził, że nie powinien był. Kilkakrotnie podchodzi do drzwi, żeby wyjść do niej, ale chyba mu wstyd i brak odwagi. W końcu, jednak, skoro i tak nie może się skupić na żadnej pracy, postanawia iść do domu. W sekretariacie jednak, co stwierdza ze zdumieniem, Uli nie ma, za to spod jej biurka odzywa się… Violetta. Ona tez jest zdziwiona – nie przypuszczała, że Marek jeszcze jest i nakryje ją szukająca czegoś w biurku Ulki. Próbuje się tłumaczyć, ale idzie jej to jakoś nieskładnie. Marek chyba jednak nie zwraca na to uwagi. Nie to mu w głowie.
-A nie ma Uli?
-Nie ma. Przed chwilą wyszła.
-Dokąd?
-No gdzie? No do domu. Piąta jest.
-A nic nie mówiła? Znaczy, nie zostawiła żadnej wiadomości dla mnie?
-A co? Umówiłeś się?
-Słucham?
-No, czy nikt tutaj się już na żartach nie zna? Jak chcesz, to mogę ją zastąpić.
-Kogo? Ulę? – w spojrzeniu Marka jest zdziwienie, trochę ironii, coś jakby – zastąpić Ulę? Ty? To niemożliwe. To w ogóle nie jest możliwe.
Ula wraca do domu – w komórce ma trzy nieodebrane połączenia od Marka. „Mogłam mu chociaż powiedzieć, że jednak się nie umawiamy, bo jednak prewencyjnie uznałam, że…”. W tym momencie wchodzi do kuchni, gdzie z głową w kuchence leży Jasiek. Krzyczy z przerażenia, wyobrażając sobie najgorsze. Jasiek nie rozumie, o co chodzi. Co prawda, przeżywa rozstanie z Kingą, ale nie aż tak, żeby popełniać samobójstwo.
-Gdybym wiedział, że mam jeszcze szansę…
-Gdybyś wiedział, że masz jeszcze szansę, to w ogóle by nie było problemu.
-Tak, tylko jej chyba w ogóle na mnie nie zależy.
-Przestań! Co ty gadasz?
-A co? Ty byś mogła się tak na kogoś obrazić, tak na mur, gdybyś była w kimś…
-Zakochana? („Właśnie teraz to robię”.)
-No widzisz? Coś w tym musi być.
-To co, to teraz ty też się na nią obrazisz, tak?
-No, może lepsze to, niż bez sensu przeżywać.
-Bez sensu, to jest obrażanie się na siebie. Trzeba naprawić to, co się da.
Sama również postanawia skorzystać z tej rady i spróbować naprawić to, co popsuło się między nią i Markiem.
On, tymczasem, biega z Sebą w parku. Zniknięcie Uli, bez słowa, nie daje mu spokoju.
-Nie wiem, Seba, ona już chyba sama nie wie, czego chce. Najpierw wyciąga mnie do tego kina, a potem ucieka bez słowa.
-A ty, od razu chcesz ją gonić?
-Chyba za bardzo na nią naskoczyłem.
-Moim zdaniem, to ona dużo lepiej radzi sobie z tobą, niż ty z nią. No tak. Wypaplała o was swoim koleżaneczkom, a teraz ty masz z tego powodu wyrzuty sumienia.
W jednym trudno Sebie odmówić racji – Marek niezbyt dobrze radzi sobie z Ulą. Tylko,że ona ma nad nim tę przewagę, że wie, co do niego czuje, oswoiła już to uczucie. On, natomiast cały czas się miota – niby wie, że coś z nim jest nie tak, ale ciągle nie wie, co to, tak naprawdę jest. Z jednej strony, jakby broni się, stosuje metodę wyparcia, żeby już za chwilę robić wszystko, żeby jej nie stracić. Każde niezręczne posunięcie wobec niej, wywołuje obawy, wyrzuty sumienia i próby jak najszybszego naprawienia błędu.
-Nie, nie wypaplała. Pewnie źle usłyszałeś.
-Wiem, co słyszałem.
-Ok – dobrze słyszałeś, ja dobrze powiedziałem, tylko nagle coś się spieprzyło. Przecież ona nie odbiera moich telefonów, Seba.
Swoją drogą, kiedy on ostatnio tak się przejmował kaprysami jakiejś kobiety? Chyba nawet różne fochy Pauliny nie robiły na nim takiego wrażenia, choć, teoretycznie, powinny. Ula zawładnęła nim w stopniu, z którego nie zdaje sobie sprawy.
-Ja ci nie mówiłem, żebyś ją objeżdżał, tylko, żebyś dał jej do zrozumienia, jakie są zasady.
-Ty wiesz, że ja powinienem ją jednak przeprosić.
Seba patrzy z niedowierzaniem i w końcu śmieje się.
-Ty chyba żartujesz.
-Tylko nie wiem, czy jeszcze będę miał szansę.
Sama myśl o tym, że mógłby już tej szansy nie mieć, odbiera mu chęć do czegokolwiek.
-Co ty robisz? Mieliśmy biegać.
-Nie wiem, już mi się odechciało.
Marek siada na ławce, wyjmuje komórkę i sprawdza, czy Ula przypadkiem nie dzwoniła.
-No chyba nie będziesz do niej dzwonił?
Nie wiem, co zrobiłby Marek, gdyby kumpel swoją uwagą go nie zdeprymował Nie wykluczone, że jednak zadzwoniłby czwarty raz.
-Seba, trzy razy dzwoniłem. Wystarczy.
-Przejdzie jej, jak każdej pannie.
-Widzisz, problem w tym, że ona nie jest, jak każda inna i bardzo ciężko przewidzieć, jak zareaguje.
W tym momencie przychodzi SMS od Uli.
-Przeprasza za wczoraj i obiecuje, że jutro już się to nie powtórzy – ta wiadomość wyraźnie cieszy Marka, uśmiecha się do siebie.
-Widzisz. W pewnych sprawach one wszystkie są takie same.
-Czyli co – jesteście umówieni? (mina Marka bezcenna – on wyraźnie jest szczęśliwy).
-No wiesz – na to wygląda, nie?
-Pierwsza wymiękła – punkt dla ciebie.
Jedna mała wiadomość sprawiła, że Markowi wracają siły witalne – znowu chce mu się biegać.
Następny ranek jest już dużo spokojniejszy. Marek pracuje u siebie, kiedy wchodzi Ula.
-Mogę na chwilę?
-Tak, jasne. Wejdź.
-Przepraszam. Nie powinnam tak bez słowa…
-Nie, nie nie, Ula. To ja przepraszam. Ja nie powinienem był tak na ciebie naskakiwać.
-Nie, no ja rozumiem, że mogłeś się zdenerwować.
-Ale nie aż tak. Powinienem mieć do ciebie większe zaufanie.
-Powinieneś. Ja naprawdę nikomu o nas nie mówiłam.
-Ja po prostu tak zareagowałem, bo no…
-Bo Paulina, wiem.
-Nie, nie Paulina. Absolutnie. To nie chodzi o Paulinę. Zrozum, no jeżeli ktokolwiek inny by się o tym dowiedział, to mógłby się dowiedzieć również o ProS, o kredytach, o wekslach… To mógłoby mnie pogrążyć.
Na te słowa Ula reaguje wymownym spojrzeniem.
-Nas pogrążyć – szybko poprawia się Marek.
-Spokojnie. Nikt się nie dowie. Nie ode mnie.
-Dzięki.
-To będzie taka nasza długoterminowa tajemnica.
-Przynajmniej do posiedzenia zarządu.
Do posiedzenia zarządu, a co dalej? Co miał na myśli Marek, jeśli w ogóle, cokolwiek miał? Wiadomo, że w utrzymaniu tajemnicy ma on swój partykularny interes – stanowisko prezesa, firma, ale „odtajnienie” ich relacji, to także jeszcze inna kwestia. Są dwie opcje i, żadna z nich nie jest dla niego, w tym momencie do przyjęcia.. Po pierwsze – plotki w firmie oznaczają, że dowie się o nich Paulina, co z kolei oznacza jej wzmożoną czujność (choćby nawet uważała za czysty absurd, że Marka może coś łączyć z Ulą), a jeśli tak, to ich spotkania (chwile w pracy i godziny poza nią) mogą być dużo bardziej utrudnione. On tego nie chce, bo spędzanie czasu z Ulą staje się czymś coraz bardziej normalnym, naturalnym i potrzebnym.
Po drugie – nie jest gotowy na zerwanie z Pauliną, ani, tym bardziej, nie bierze pod uwagę oficjalnego związku z Ulą. Wie, czego nie czuje do narzeczonej, za to coraz częściej i jaskrawiej dostrzega różnice między obydwiema, jak i to, że to właśnie zachowanie, postępowanie i charakter Uli są mu bliższe, ale tak naprawdę, nie wie, przecież, co do niej czuje, nie zastanawiał się nad tym. To przyszło tak nieoczekiwanie i podstępnie go wciągnęło, że nie miał kiedy tego przemyśleć. Może się bał, może nie chciał burzyć tego, co jest? Tkwi w pewnym paradoksie – z jednej strony, instynktownie, w różnych momentach wypiera z siebie to, czego nie rozumie, z drugiej, również instynktownie, brnie w to coraz bardziej, bo czuje taka potrzebę.
Rozmowa przenosi się na kanapę i staje się bardziej intymna. Siedząc bardzo blisko siebie, rozmawiają o kinie, do którego się nie wybrali. Marek obejmuje Ulę, uważnie się jej przygląda, gładzi ręką jej kark, delikatnie, jakby bawi się kosmykami jej włosów.
-No, nie wiem, nie wiem. Ja nie wiem, czy to jeszcze grają?
-Grają, grają. – Mark nachyla się do niej i, nie spuszczając z niej wzroku, mówi półgłosem – Sprawdziłem.
Delikatnie dotyka jej ucha, pieści szyję.
-Co, naprawdę chcesz na to iść?
Patrzy na nią przez chwilę, uśmiecha się. Uśmiecha się cała jego twarz. Przygryza wargę. Obejmuje ją ramieniem i głaszcze. Przybliża się jeszcze bardziej.
-Jeżeli uważasz, że powinienem, to tak – chcę.
Przez chwilę patrzą na siebie, jakby chłonęli się nawzajem. Napięcie staje się trudne do wytrzymania.
-Tylko będziesz musiała trzymać mnie za rękę, bo nie wiem, czy zniosę porównanie do Don Juana.
Zaciska rękę na swoim kolanie.
-Czyli co? Dzisiaj, osiemnasta, w Małym Kinie.?
TA scena, według mnie obala wszelkie teorie o tym, jakoby Marek wyłącznie bawił się Ulą, oszukiwał ją, by osiągnąć swój jedyny i najważniejszy cel – zatrzymać ją w firmie, bo kredyty, bo weksle, bo dbałość o własny stołek.. Gdyby rzeczywiście tak miało być, to można by chyba tylko powiedzieć, że F.B. źle to zagrał, zbyt wczuł się w rolę i osiągnął efekt odwrotny do zamierzonego. Ponieważ ta teoria jest dla mnie zupełnie nie do przyjęcia i jestem przekonana, że dla Was również, więc… musimy przyznać, że chyba najbardziej namiętne pocałunki, nie oddałyby lepiej tego, co czuje Marek, czego pragnie i na pewno nie jest to oszustwo i granie na uczuciach Uli. Tu jest czułość, namiętność, erotyzm, trudny do ukrycia, zauroczenie, pożądanie. Delikatny dotyk, sprawiający mu ogromną przyjemność, uważne obserwowanie jej reakcji na te gesty, potrzeba bycia przy niej tak blisko, jak to tylko możliwe w tej chwili i miejscu.
Ta przygryziona warga, błyszczące oczy, ściszony głos, szeptanie do ucha, to dla mnie, jakby… nieme wyznanie miłości.
Wszystko, co w sercu, maluje się na jego twarzy, wyraża w każdym geście, spojrzeniu i chciałoby się powiedzieć :” Szkoda, Mareczku, że siebie nie widzisz – o ileż prościej byłoby ci odgadnąć i nazwać to, co łączy cię z siedząca obok dziewczyną.”
Ta zaciskająca się dłoń, która w końcu spoczęła na… jego kolanie, choć towarzyszył temu widoczny wysiłek z jego strony. Wysiłek, by nie dać się do końca ponieść emocjom, by nie skierować i tej ręki w jej stronę, nie zatracić w jakimś szalonym uniesieniu, nie porwać jej w ramiona i nie zapomnieć się do reszty.
Chyba nie dlatego Ula miałaby go trzymać w kinie za rękę, że trudno by mu było znieść porównanie do Don Juana. Bał się chyba raczej, że, mówiąc kolokwialnie – nie pójdzie na film, tylko do kina. Skąd takie przypuszczenie? Jego prośba poprzedzona jest pełnym namiętności, wzajemnym przyglądaniem się sobie. Milczą, ale ich spojrzenia, twarze, mówią za nich. Mówią wszystko.
I to, z pozoru nic nie znaczące zdanie :”Jeżeli uważasz, że powinienem, to tak – chcę.” Wypowiedziane głosem, który aż parzy swoim brzmieniem. Jest w nim zalotność, szczęście, oddanie i pożądanie. Jest miłość? Można w nim wyczytać, między wierszami – poddaję się, chcę tego, czego ty chcesz. (Popadłam w paranoję? Wiem, że zwolennicy teorii, jakoby Marek w tym czasie z premedytacją strzygł świńskimi uszkami i tupał kopytkami mogą mi zarzucić nadinterpretację, jednak nic na to nie poradzę – tak to widzę.).

Ula jest bardzo podekscytowana spotkaniem z Markiem. Rozważa nawet, czy nie przygotować się do niego jakoś szczególnie, np. robiąc sobie makijaż, ale ostatecznie stwierdza, że czułaby się, jak w przebraniu, jak w nie swojej skórze i postanawia pozostać przy błyśnięciu… inteligencją.
Tymczasem, Paula i Marek rozmawiają (raczej mało przyjacielsko) na temat zakupu prezentu dla Aleksa.
-Nie rozumiem, dlaczego nie możemy tego załatwić po pracy tak, jak się wcześniej umawialiśmy?
-Po pracy nie mogę. Już ci to tłumaczyłem.
-Marek,zrozum, nie mogę kupić prezentu dla Aleksa w kiosku.
-Dlatego nie idziemy do kiosku. Zrozum – przyjęcie u Aleksa, to nie jest dla mnie żadna atrakcja, ok? Jeżeli naprawdę chcesz, żebyśmy do niego pojechali, wręczyli mu prezent, to jestem do twojej dyspozycji TERAZ.
-Oczywiście, ale będziemy mieli bardzo mało czasu.
W czasie całej tej rozmowy, Marek jest wyraźnie poirytowany. Fakt – nie przepada za Aleksem, z wzajemnością, zresztą, ale chyba nie tylko o to tu chodzi. Marek jest umówiony z Ulą i chyba obawia się, że Paulina może mu pokrzyżować plany. Gdyby nie chciał tego spotkania, gdyby tak bardzo go uwierało to Małe Kino, gdyby jego wcześniejsza rozmowa z Ulą na kanapie była nieszczera, to teraz miałby doskonały pretekst, żeby się z tego wymiksować. Tymczasem, on się denerwuje, że to spotkanie mogłoby nie dojść do skutku. Mam wrażenie, że wszystko go drażni – Paulina, za chwilę Viola, bo jego myśli są już zajęte zupełnie czym innym. A raczej – kimś innym.

Rozmowę narzeczonych przerywa roztrzęsiona Violetta, która chce natychmiast rozmawiać z Markiem.
-Wyjdziesz sobie później. To jest sprawa życia lub śmierci.
-Tak? Kolejna? To w takim razie niech poczeka do południa, jak wszystkie inne z tej kategorii. Dziękuję.
Chyba nigdy przedtem , ani nigdy potem, nie widzieliśmy Dobrzańskiego tak zdenerwowanego. Zupełnie nie panuje nad emocjami. W dodatku, Viola nie daje się spławić. Niemal rejtanowskim gestem tarasuje wejście do windy, co u Marka wywołuje wręcz furię. Sytuację ratuje Paulina, która chcąc zażegnać awanturę postanawia, że sama pójdzie po prezent..
Violetta tymczasem usiłuje wytłumaczyć Markowi, jaka to sprawa, wagi państwowej skłoniła ją do zatrzymania go w biurze. Ponieważ, jak to ona, robi to w sposób niezwykle zawiły, Marek nijak nie może zrozumieć, o co jej chodzi. W końcu więc, daje mu do przesłuchania nagranie z dyktafonu. Wynika z niego jasno, że Aleks obiecuje Violi anulowanie jej długów wobec firmy, stanowisko szefa PR oraz umowę na czas nieokreślony, w zamian za informacje pogrążające Marka
Dobrzański jest w szoku i po wyjściu Violetty przychodzi do Uli.
-Przepraszam, Ula, że to tak długo trwało…
-Nie, nie. Spoko. Znalazłam sobie takie ciekawe zajęcie.
-Ja też. W pewnym sensie.
-Coś się stało?
-Nie. Chodź, chciałem, żebyś coś usłyszała.
Obejmuje ją ramieniem i prowadzi do gabinetu. Ta niewielka scenka, ten gest, ma według mnie pewne znaczenie. Marek wykonuje go jakby mechanicznie, jest dla niego zupełnie naturalny, więc nawet się nad nim nie zastanawia, ale… No właśnie – to gest, który wyraża jednak pewną zażyłość, relacje daleko wybiegające poza służbowe. W tym przypadku, zupełnie nie wymuszony, nie wyreżyserowany, wynikający raczej z potrzeby bliskości, niż wskazujący na jakiekolwiek inne intencje.
Świadkiem tego jest, pojawiający się, niepostrzeżenie w drzwiach sekretariatu , Aleks. Nie omieszkuje wyrazić swojego zdziwienia tym, co zobaczył. Tylko na Marka jego widok działa, niczym przysłowiowa płachta na byka.
-Szukasz czegoś?
-A nie, przechodziłem nieopodal i zaskoczyło mnie, że jeszcze jesteś w pracy.
Marek przygląda mu się bez słowa, aż w końcu Aleks nie wytrzymuje.
-Co? Nie poznajesz mnie?
-Poznaję cię. Coraz bardziej.
Dobrzański wprowadza Ulę do gabinetu i odtwarza nagranie.
-Chciałem ci to pokazać.
-Straszne.
-No, mnie też to przeraża, chociaż znam Aleksa i chociaż wiem, czego mogę się po nim spodziewać, ale…
-Ale czegoś takiego się nie spodziewałeś.
-Dokładnie. Poprosiłem ciebie, żebyśmy razem , tak naprawdę zdecydowali, co z tym zrobić. Nawet nie wiem, jak to nazwać.
-Próba przekupstwa. Korupcyjna propozycja. Świństwo.
W tej rozmowie, Marek wyraźnie pokazuje, kto ma dla niego największe znaczenie, komu najbardziej ufa, z czyim zdaniem najbardziej się liczy. O czymś takim powinna pierwsza dowiedzieć się narzeczona, jako osoba teoretycznie mu najbliższa, ale niejednokrotnie już przekonał się, że jest stronnicza, że nawet, jeśli udzieli mu jakiejkolwiek rady, nie będzie obiektywna. Ta scena, może bardziej nawet obrazuje relacje panujące w jego związku z Pauliną, niż wskazuje wyłącznie na szczególną zażyłość z Ulą. To ona zawsze jest przy nim, to ona go rozumie i wspiera – Marek coraz częściej widzi to i zdaje sobie sprawę, że to także różni ją od Pauliny.
O zaistniałym incydencie informuje także Sebastiana, ale to jest raczej chęć podzielenia się z przyjacielem tym , co go spotkało. Jego nie prosi o radę. Olszański także jest w szoku i proponuje, że zaopiekuje się przerażoną ,wizją zemsty Aleksa, Violą. Zabiera ją do siebie.
Piękny i obiecujący plan spędzenia wspólnego wieczoru legł w gruzach. Marek odwozi Ulę do Rysiowa.
-I co? Znowu coś jest ważniejsze od naszego spotkania.
-Ula, jeżeli chcesz, to ja naprawdę…
-Nie chcę. Nie chcę się z tobą spotykać, skoro wiem, że i tak, bez przerwy będziesz myślał o nim.
-Prawda. Cały czas o nim myślę.
-To brzmi, jakbym była zazdrosna.
-O Aleksa naprawdę nie ma powodu. (Marek się uśmiecha). Już niebawem, nic nas, w sensie mnie i jego nie będzie łączyć.
-No mam nadzieję.
-Na pewno.
-Dzięki za podwiezienie i w ogóle.
-Ula, jak wszystko się skończy, to wyskoczymy sobie do tego kina, ok?
-Co się odwlecze, to się upiecze, jak mówi Viola.
Zastanowiło mnie zapewnienie Marka, że już wkrótce nic go z Aleksem nie będzie łączyło. Nie wiem, co miał na myśli – pewnie tylko relacje służbowe, bo zakłada, że po tym, co zaszło nie będzie dla niego miejsca w firmie, ale przecież nie może nie pamiętać o tym, że jest to brat jego narzeczonej i nie ma takiej opcji, żeby nic go z nim nie łączyło. Przecież musi sobie zdawać sprawę z tego, że tym „łącznikiem” zawsze będzie właśnie ona. Zapomniał o tym, tego także nie brał pod uwagę, czy to ja pozwoliłam sobie na dużą nadinterpretację?? Sama nie wiem, ale zwróciło to moją uwagę – może zupełnie niesłusznie.
Dobrzański wraca do domu, gdzie Paulina kończy pakowanie prezentu dla Aleksa. Siada zmęczony, zdenerwowany, zamyślony i chyba nawet nie słucha, co mówi do niego Paula.
-Nie wymigasz się z tej imprezy.
-Nie będzie żądnej imprezy. Mamy jutro w pracy prawdziwe trzęsienie ziemi.
-Co się stało?
-Aleks na pewno nie będzie miał ochoty na zabawę.
Opowiada Paulinie o historii z dyktafonem, ale nie umożliwia przesłuchania nagrania.

Poranek w domu Pauli i Marka jest raczej nerwowy.
-Co zamierzasz z tym zrobić? Mówię o nagraniu, które podobno zrobiła Violetta.
-Nie podobno, tylko rzeczywiście.
-To dlaczego nie chcesz dać mi go przesłuchać?
-Paula, proszę cię. Spokojnie, naprawdę. Wszyscy przesłuchamy komisyjnie.
-A może to jest sprokurowane? Pomyślałeś o tym?
-Sugerujesz, że twoja przyjaciółka sprokurowała…
-Ona nie jest moją przyjaciółką.
-W takim razie – twoja znajoma. Sugerujesz, że twoja znajoma sprokurowała to nagranie?
-Po niej wszystkiego można się spodziewać.
-Paula, ona nawet nie ma zielonego pojęcia, co to znaczy.
-W takim razie, musi być jakieś inne, racjonalne wytłumaczenie.
-Dobrze, jakie jest inne racjonalne rozwiązanie i wytłumaczenie próby skorumpowania mojej sekretarki? Chyba tylko chorobliwa obsesja na punkcie stanowiska prezesa.
-Sam masz obsesję.
Paula jest wyraźnie wściekła. Nie ma argumentów, by przekonać Marka o niewątpliwej niewinności swojego brata. Chce odejść, ale on ją zatrzymuje.
-Tym razem nie ma dla niego żadnego wytłumaczenia. Przykro mi.
Marek przez chwilę zastanawia się – nad reakcją Pauliny? Nad tym, co ich jeszcze łączy? Nad tym , że nie wierzy jemu, choć mówi, że ma no to dowody, ale a priori zakłada niewinność brata? Nad tym, że go nie wspiera?
W firmie także gorąca atmosfera – Aleks denerwuje się, że nie może znaleźć Violi. Nie przyszła wczoraj, choć zapowiadała, teraz też jeszcze jej nie ma. Ma złe przeczucia.
Kiedy pojawia się Paula, z informacją, że Violetta zrobiła nagranie ich rozmowy i pogrążyła go nim, Aleks idzie w zaparte. Wszystkie swoje poczynania tłumaczy dobrem firmy, które zawsze ma na względzie, a jakieś nagranie, o którym mówi siostra, nazywa wymysłem Marka. Jednak natychmiast po jej wyjściu wysyła Adama na poszukiwanie Violi i nagrania.
W gabinecie Marka, nie mniej nerwowo. Ula zagląda, żeby zobaczyć, jak się trzyma.
-Postanowiłeś coś?
-Tak, ojciec tutaj będzie dzisiaj. Nie ma sensu tego dłużej odkładać.
Siadają obok siebie na kanapie.
-A więc, to koniec Aleksa w firmie. Zasłużył sobie.
-No – kradzież prezentacji, donos na granicy, wstrzymanie przelewu dla La Prezenza i afera z Fox Fashion. Rzeczywiście sobie zasłużył. Nie, na początku, jakby nie mieliśmy dowodów, ale teraz po tym, to… Nie mam złudzeń – to ewidentnie są działania po to, żeby mnie pogrążyć. Nikt jeszcze nigdy mnie tak nie nienawidził. On ewidentnie chce mi poderżnąć gardło.
-Ale teraz ty masz w ręku nóż.
To ostatnie stwierdzenie jest też, chyba, pośrednim motywem do zastanowienia, dla Marka – użyjesz tego noża, czy rozegrasz to inaczej. Wiadomo, że Ula jest zwolenniczką wybaczanie, dawania drugiej szansy. Czy i tym razem, takie właśnie zachowanie zasugerowała Markowi?
W gabinecie pojawia się Paulina.
-Marek, to całe nagranie, to bzdura. Rozmawiałam z Aleksem. Violetta to wymyśliła, a drugą połowę przekręciła.
-Ty mu wierzysz? Tak?
-A ty wierzysz Violettcie, która, jak sam twierdzisz, już nie raz cię okłamała. I mnie również. To jest zbyt poważne oskarżenie, żeby…
Marek nie chce dalej tego słuchać. Bez słowa puszcza jej nagranie z dyktafonu.
Widać, że Paula jest wstrząśnięta, załamana. Nie wie, jak zareagować. Musi porozmawiać z Aleksem jeszcze raz. Czuje się oszukana, okłamana. Ma pretensje, że wszystko przestało się dla niego liczyć – rodzina, nazwisko. Aleks wie, że ostatnia nadzieja na dotarcie do taśmy przed Markiem, właśnie upadła. Trzeba tylko podać siostrze jakieś najbardziej wiarygodne wytłumaczenie swojego haniebnego czynu.
-Wszystko, co zrobiłem, zrobiłem dla ciebie.
-Przestań. Przecież słuchałam tego nagrania.
-A ja słuchałem, jak prosiłaś mnie o pomoc, jak martwiłaś się, że Marek się w coś wplątał, że go pobili, okradli…
-Czyli to jest moja wina?
-Nie, ale rzeczywiście pomyślałem, że Marek mógł się w coś wplątać. Ciągle coś przed nami ukrywa.
-Aleks, nie miałeś prawa tego robić.
-Wiem. Wiem, ale jak inaczej mogłem to sprawdzić?
-Radzę ci, wymyśl inne wyjaśnienie. Za chwilę będzie tu Krzysztof.
A Krzysztof już jest – Ula właśnie zaniosła mu kawę do konferencyjnej, a teraz rozmawia z Markiem.
-Denerwujesz się?
-Wiesz, że, jak to zrobię, to nie będzie odwrotu?
-I Aleksa.
-I Aleksa. Nie wiem tylko, jak ojciec zareaguje.
-A Paulina? Będzie go bronić?
-To już jest bez znaczenia. Aleks się nie zmieni, a ja na pewno mu nie odpuszczę..
-A jeżeli ona nie zrozumie?
-Ula, tutaj nie ma nic do rozumienia. To jest kwestia wyboru. Zawsze może odejść z nim.
Zastanawiam się, czy te ostatnie słowa zostały wypowiedziane wyłącznie w afekcie, czy też może, nie tylko. Marek chyba coraz częściej zauważa, że dość dokładnie mija się z Paulą w przeróżnych kwestiach. Wcześniej tego nie dostrzegał, nie zastanawiał się nad tym, nie konfrontował. Teraz, punktem odniesienia, zupełnie nieświadomie stała się Ula. Mam wrażenie, że rzeczywiście zaczyna dusić się w tym związku, choć daleka jestem od tego, by twierdzić, że Marek JUŻ w miejscu Pauliny widzi Ulę. Do tego jeszcze nie dojrzał i nie wiem, czy bierze pod uwagę, że dojrzeje. Myślę jednak, że gdyby Paula rzeczywiście chciała odejść z Aleksem, specjalnie by jej nie zatrzymywał i nie rozpaczał z tego powodu.
Kiedy Marek idzie do konferencyjnej, dogania go Paulina.
-Marco, odwołaj to.
-Co ty? Oszalałaś? Przecież Krzysztof już czeka.
-Przeproś go.
-Moment, moment – jak to przeprosić? Ty w ogóle słyszysz, co ty mówisz?
-Powiedz mu, że to było nieporozumienie, że wyjaśniliście to sobie z Aleksem.
-Tak, tak. Oczywiście, wyjaśnimy sobie, ale tam. Zresztą, bardzo ci dziękuję, że uprzedziłaś mnie, że jesteś po jego stronie. Jak zawsze, zresztą.
-Marek, nieprawda. Wie, że zrobił świństwo i nic go nie usprawiedliwia…
-Ale?
-Nie upokarzaj go przed Krzysztofem. On i tak już się źle czuje. Rozmawiałam z nim przed chwilą. Powiedział, że…
-Ja wiem, co powiedział. Mam to nagrane.
-I dlatego odejdzie sam. Marek, błagam cię, nie kompromituj go.
Paulina nie ustaje w przekonywaniu Marka – przyznaje nawet, że Aleks zrobił to dla niej, ponieważ widział, że ona bała się o to, czy Marek nie wplątał się w jakieś ciemne interesy.
-Dla mnie to też jest poniżające. Marek, proszę cię, załatwmy to z klasą. Jeżeli nie możesz zrobić tego dla Aleksa, zrób to dla mnie. Proszę.
Marek, najwyraźniej nie chce jednak stawiać sprawy na ostrzu noża i rozważa prośbę Pauliny. Jednak cała ta sytuacja, nie wyłączając zachowania Pauli sprawia, że trudno mu zapanować nad nerwami. Zabiera z sekretariatu Ulę i oboje wchodzą do gabinetu.
-Aleks chce odejść
-Co?
-Aha., ale pod warunkiem…
-A…, że nikomu nie powiesz.
-Właściwie, to jest prośba… Pauliny.
-Co zamierzasz zrobić?
-No, a co proponujesz?
-A on na pewno odejdzie?
-No, powiedziała, że jeszcze dzisiaj mógłby złożyć wymówienie, ale nikt nie da mi gwarancji.
-Że on kiedyś nie wróci.
-Właśnie. Ula – ja po prostu pierwszy raz mogę się go pozbyć. Wiesz, że jakby ojciec usłyszał to nagranie, to by wyleciał z hukiem.
-I bez możliwości powrotu.
-Przecież ja mogę się go po prostu tak pozbyć, tak zdeptać, zniszczyć.
-Totalnie zniszczyć.
Ula staje się jedyną wtajemniczoną we wszystko o czym myśli i co planuje Marek. To jej zadaje pytanie : co proponujesz? Ważne jest dla niego jej zdanie i odczytuje, że Ula nie zachęca go do zemsty. Przychyla się do jej sugestii. Idzie do konferencyjnej, gdzie czeka już Krzysztof. Po chwili pojawia się Paulina i nie będąc pewna, jakie postanowienie podjął Marek, wdzięczy się do niego próbując przekonać go do swoich racji. Przychodzi spóźniony Aleks. Wreszcie wszystko się wyjaśni. Marek, wierząc w zapewnienia Pauliny, że Aleks złoży rezygnację, oddaje mu głos. Niestety, Febo, nie byłby sobą, gdyby nie postanowił i w tej sytuacji ugrać czegoś dla siebie i wybielić się przed Krzysztofem. Owszem, składa rezygnację, ale również odpowiednią argumentację tego postanowienia.
-Chodzi o to, że obaj mamy na uwadze dobro firmy, a różnimy się niemal pod każdym względem. Nasze spory, jak sam nie raz powtarzałeś, mogą tylko firmę rozbić.
-Ale miałem na myśli zupełnie inne rozwiązanie. Sądziłem, że ta odpowiedzialność was zjednoczy. Febo&Dobrzański, to firma rodzinna.
-I nadal tak będzie,.Krzysztof, Aleks jest w zarządzie. Nadal jest współwłaścicielem.
-Krzysztof, dla dobra firmy, ktoś musi ustąpić. Postanowiłem ustąpić ja. Kwestia priorytetów.
Te słowa zupełnie wystarczą Markowi. Już wie, że odpowiedzialnością, za taką decyzję Aleksa, ojciec obarczy jego, no i rzeczywiście, wcale się nie pomylił. Krzysztof daje mu to wyraźnie do zrozumienia, zaraz po spotkaniu, po czym odchodzi .
Natomiast Paulina jest wyraźnie szczęśliwa, że stało się, jak się stało.
-Marek, dziękuję ci.
-Nie ma za co. Po prostu, jak zwykle wyszło, że ja jestem wszystkiemu winien.
-Porozmawiamy później. Muszę z nim teraz być.
-Oczywiście.
Tego też się Marek spodziewał. Przyzwyczaił się już, że jego odczucia, choćby w takiej sprawie, jak ta, są dla niej dużo mniej ważne, niż brata. I to zawsze jemu udziela wsparcia.
Jednak Ula nie pozostawia go samego.
-Wszystko dobrze?
Marka jej widok jakby uspokaja. Patrzy na nią tak, jakby myślał: tylko ty mnie rozumiesz, tylko ciebie obchodzą moje problemy. Bezpieczniej porozmawiać w gabinecie.
-Po prostu, jestem wściekły, że dałem się namówić. Chce mnie zniszczyć, a teraz robi z siebie jakiegoś… rycerza.
-Spokojnie. Drugi raz postąpiłbyś tak samo, prawda?. Postąpiłeś naprawdę szlachetnie. (Ula głaszcze go delikatnie po ramieniu)
-Uhm. Paulina oczywiście, jak zwykle go pociesza.
-Jesteś na nią zły?
-Nie. Niech robi, co chce. Wiem, że już to mówiłem, ale powtórzę jeszcze raz.. Ona, wiesz, może odejść razem z nim.
-Nie mówisz poważnie.
-Mówię.
„Nie kocha jej, a ona kocha brata bardziej, niż jego. To nie byłoby małżeństwo z rozsądku. Raczej z braku rozumu”
Kiedy Marek siedzi z Ulą na kanapie i przeglądają dokumenty, wpada Paulina. O dziwo, nawet nie zwraca uwagi na obecność Uli i na to, że Marek nie każe jej wyjść.
-Marek, dziękuję ci. Naprawdę dobrze postąpiłeś.- próbuje objąć go i pocałować, ale on ją odsuwa.
Jednak Paula przyszła nie tylko podziękować – ma jeszcze zamiar przekonać Marka, że powinien zwolnić Violettę za ten haniebny czyn, jakiego się dopuściła.
-Paula, czy ty w ogóle słyszysz, co ty mówisz? Jeszcze rok temu zapewniałaś mnie, jaka to ona jest niesamowita, fantastyczna, a teraz?
-Pokazała swoją prawdziwa twarz.
-Za co ma ją zwolnić? Za to, że jest lojalna?
-Lojalna wobec kogo?
Marek z wrażenia zaniemówił. W tym jednym zdaniu znalazł odpowiedź, kim jest dla niej. Viola okazała się nielojalna wobec niej i jej brata i tylko to się liczy, bo w stosunku do Marka, wręcz miałaby prawo taka być.
-Tak. Fakt. Zapomniałem, że to jest twoja protegowana.
-Marek, myślisz, że ona to z lojalności zrobiła? Chodziło jej pewnie wyłącznie o ten dług. U mnie nic nie wskórała, u ciebie też nie, więc chwyciła się innych sposobów.
-Niezależnie od pobudek, po raz pierwszy dała mi prawdziwy powód, żeby jej nie zwalniać.
Paulina, widząc, że jednak nie uda się jej przekonać Marka, wychodzi wściekła.
Emocje trochę ucichły. Bez względu na wszystko, Aleks odchodzi, Viola zostaje, można chwilę spokojnie porozmawiać .Ula siada na biurku Marka, on obok w fotelu. To jeden z tych momentów, kiedy patrząc na tych dwoje zauważa się pewną harmonię między nimi, doskonałe porozumienie, to samo poczucie humoru…
-O, bez Aleksa, to już nie będzie to samo. Bez jego oddech,u za plecami.
-No, może w końcu złapiemy wiatr w żagle.
-Nie, ale wiesz, tak zupełnie poważnie – to co my zrobimy z tym wolnym czasem? Wiesz, bez wszystkich możliwych kłód pod nogami, bez jakichkolwiek przeszkód. No, z twoim talentem, a moją pracowitością (Ula reaguje śmiechem, więc Marek się poprawia). Dobra, ok. Z moim talentem i z moją pracowitością, to właściwie wykonamy całą robotę raz dwa i…
-No i nadal jesteś mi winien kino.
-Ok. Jutro?
-Nie wiem? – Ula wyraźnie go kokietuje
-Ula – Marek odwzajemnia się zalotnym spojrzeniem.
-No dobra. Ok. Tym razem ci nie odpuszczę. – prowokacyjnie pociąga go za krawat, a jemu się to wyraźnie podoba…
Myślę, że jeszcze nie do końca uświadomione uczucie Marka, zaczyna jednak coraz bardziej, coraz częściej i coraz wymowniej się odzywać. Nie protestuje, nie sprzeciwia się temu. Uczy się go metodą drobnych kroczków, mimowolnie, ale podoba mu się to. Po raz kolejny zauważa też, że kiedy naprawdę ma problemy, to potrzebuje właśnie Uli, liczy się z jej zdaniem, wie, że ona go nie zawiedzie. Dzień po dniu, staje się nieodłączną częścią jego życia.

(kończę na odc. 155)

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Analiza uczuć Uli i Marka cz.7 wg SWB

(od odc. 146)

Bartek, który, pojawił się ku wielkiemu zaskoczeniu i zdziwieniu Uli , jakby nigdy nic składa jej życzenia, a ona nawet nie wie, czy przyjąć od niego kwiaty. Tym bardziej źle znosi jego, dołączone do życzeń pocałunki i najchętniej pozbyłaby się go, gdyby w porę nie pojawił się Józef i nie zaprosił go do pokoju. Solenizantka nie potrafi ukryć złości, ale ojciec wyjaśnia, że to on zaprosił Dąbrowskiego, sądząc, że będzie jej miło.
Pojawienie się Bartka w pokoju, gdzie goście rozmawiają czekając na Ulę, w dodatku zachowującego się niezwykle swobodnie, wprawia pozostałych w konsternację. Jednak Marka, widok konkurenta porusza najbardziej.
-O, jaki ten świat mały.
-No, rzeczywiście, troszeczkę mały – wycedza przez zęby Marek.
-Mówiłeś, że nie mamy wspólnych przyjaciół, znajomych…
Violetta chłonie każde słowo i nie ukrywa zdziwienia, że obaj panowie się znają.. Marek, jednak nie ma ochoty na kontynuację rozpoczętej przez Bartka rozmowy. Chcąc ratować niezręczną sytuację, Józef zachęca Ulę do zdmuchnięcia, w końcu, świeczek. Beatka przypomina, że należy pamiętać o życzeniu. „Masz życzenie?” Ula nieznacznie zerka na Marka.
-Tak, jedno mam.
Życzenie pomyślane, świeczki zdmuchnięte, kolej na szampana. Ula wręcza butelkę Markowi, żeby czynił „honory domu”. W tym momencie widać wyraźne zadowolenie Marka i niepewna minę Bartka, który najchętniej wyręczyłby Dobrzańskiego. Okazja nadarza się zupełnie nieoczekiwanie – dzwoni komórka Marka, więc tamten szybko wyjmuje mu butelkę z ręki. Nie sposób nie zauważyć, że Dobrzańskiemu trudno ukryć złość z tego powodu.
Dzwoni Seba.
-Jak idzie? Zmierzasz do celu? Hotel zarezerwowany?
-No właśnie nie bardzo. Znowu mam na drodze tego fajtera.
-Kogo?
-Pana „obiję ci mordę, a potem ukradnę samochód”. Właśnie pojawił się na rodzinnym świętowaniu.[...]Serio, stary. Właśnie zachowuje się, jak najlepszy przyjaciel domu.
-Ale, że co? Że tak po prostu się tam wbił?
-No, jak to wbił? Pewnie został zaproszony.
-Myślisz, że Ulka…
-Nie wiem, Seba. Skoro ja ją oszukuję, to może ona mnie też, nie?
Zachowanie Marka w tej scenie trochę mnie zastanawia. Po pierwsze – nie bardzo może się skupić na rozmowie z kumplem, ponieważ cały czas zerka w stronę pokoju, jakby nie chciał uronić niczego z tego, co się tam dzieje i głównie chodzi ,naturalnie, o Ulę i Bartka. Po drugie – nie sądzę, żeby obawiał się, że Ula go oszukuje, a raczej tego, że „stara miłość nie rdzewieje” i Bartek tak szybko z Uli nie zrezygnuje, bez względu na powody, dla których miałoby się tak stać. Zresztą, gdyby Ula była mu zupełnie obojętna, dlaczego do takiej złości miałaby doprowadzać go obecność Dąbrowskiego? Może byłby jedynie bardziej czujny, pamiętając o swoich wekslach, ale na pewno nie zły, żeby nie powiedzieć – nie umiejący ukryć jakiejś zazdrości. Zresztą, będzie to widoczne jeszcze w dalszej części tego wieczoru.
Swobodną pogawędkę Bartka z dziewczynami przerywa Ula, prosząc go na rozmowę na osobności.

-Co ty wyprawiasz?
-No co? Zabawiam towarzystwo.
-Prosiłam cię, żebyś mnie zostawił w spokoju? Prosiłam, a ty przychodzisz do mnie z kwiatami na urodziny?
-Zaprosił mnie twój ojciec. Powiedział, że będzie ci miło.
-To się pomylił.
-Chciałem z tobą uczcić ten wyjątkowy dzień, a ty…
-Przestań udawać mojego przyjaciela, bo już od dawna nim nie jesteś.
Bartek bagatelizuje jej słowa i nadal uważa , że mogłoby między nimi być, jak dawniej. Ula każe mu wyjść.
-Chodzi o tego Marka, tak?
-To nie jest twoja sprawa.
-Ale to o niego chodzi. Przyznaj się, to nie jest tylko twój szef?
-To jest tylko i wyłącznie mój szef. I wcale nie chodzi o niego.
Marek wraca do pokoju, gdzie rozmawiają tylko Ela i Viola.
-A gdzie się wszyscy podziali? Przed chwilą była tu wielka impreza.
-Ala i tata Uli zbierają zamówienia na napoje, a Ula poszła pogadać z tym swoim chłopakiem. Na osobności.
-Z kim? – twarz Marka tężeje. Nie potrafi ukryć nie tylko zdziwienia, ale także zdenerwowania.
Ala z Józefem również rozmawiają w kuchni na temat niezręcznej sytuacji, jaka wytworzyła się po pojawieniu się Bartka. Cieplak czuje się winny – przecież, gdyby wiedział, że będzie Marek, nie zapraszałby Bartka, a tak… No, ale z drugiej strony, czy to nie dziwne, żeby szef przyjeżdżał na urodziny, tym bardziej, jeśli nie jest to jego zwyczajem?
W kuchni pojawia się Marek z prośbą o kawę, ale mam wrażenie, że nie tylko o to chodziło – po prostu z kuchni są widoczne drzwi do pokoju Ulki. Chce zobaczyć tych dwoje, kiedy będą wychodzili. Może liczy na to, że uda mu się zauważyć, jakie są właściwie relacje między nimi.
Kiedy Ala przygotowuje kawę dla Marka, Józef próbuje zorientować się, jak Dobrzański odbiera obecność Bartka.
-A pan nie ma żadnego kłopotu z obecnością Bartka?
-Nieee.
-No, bo wie pan, ta bójka… Ale słyszałem, że przeprosił pana. No, poniosło trochę chłopaka, ale nie pomyślał, że pan jest tylko szefem Uli. No bo kto by pomyślał, że są tacy szefowie, co odwożą pracowników do domu. I to w Walentynki. (Marek wygląda, jakby stał na rozżarzonych węglach. Nie wie, co powiedzieć, jak się zachować .) No bo oni, panie Marku, to kiedyś byli parą i to szczęśliwą. I, kto wie, może się jeszcze zejdą?
To ostatnie zdanie, z całą pewnością, nie podobało mu się – nie wie, gdzie skierować wzrok, nie potrafi ukryć podenerwowania, a nadzieja Józefa na to, że Ula i Bartek znowu mogliby być parą, chyba wręcz, zabolała, W dodatku ta Ala, która cały czas znacząco mu się przygląda. Zna go przecież długo i aż za dobrze, a on ma tego świadomość. Ta sytuacja, z całą pewnością, nie jest dla niego komfortowa. Nie wie, ile Ala wie, czego się domyśla, co może powiedzieć Józefowi, a jemu przecież zależy na tym, żeby być z ojcem Uli w dobrych relacjach (swoją drogą – ciekawe, dlaczego?) Zmartwiło go przecież nawet to, że Józef nie ucieszył się na jego widok. Nie może już znieść tej niezręcznej sytuacji i kiedy zamierza właśnie wyjść z kuchni, dostrzega, że z pokoju Uli wychodzi Bartek, a zaraz za nim ona. Dąbrowski nie ma wyboru i, choć nie ma ochoty opuszczać towarzystwa, kieruje się do drzwi. W ostatniej chwili jednak zawraca i… postanawia się pożegnać.
Marek wręcz pochłania wzrokiem tych dwoje. Jest zazdrosny i zły. Nie próbuje, albo nie potrafi tego ukryć. Kiedy ponownie pojawia się w pokoju, w którym biesiadują goście i zauważa, że Bartek jednak nie zamierza się nigdzie oddalać, wygląda, jakby nie chciał, albo nie mógł dłużej tego znieść.
-Słuchajcie, ja chyba jednak będę musiał się zbierać.
Uspakaja zdziwioną Ulę, że nic się nie stało, ale mam wrażenie, że swoim wyjściem chce też, jakby przyspieszyć zakończenie imprezy – Ula wie przecież, że będzie na nią czekał w samochodzie, bo tak się umówili. Wiadomo, że będzie chciała, aby nie trwało to zbyt długo, więc skończy się wizyta , nie tylko pozostałych gości, ale przede wszystkim, Bartka. Jednak wyjście nie jest takie proste, inicjatywę bowiem przejmuje Viola.
-Absolutnie nigdzie nie możesz iść. Jak będą moje urodziny, to też będziesz tak chciał wyjść, nagle?
-Przykro mi, dostałem pilny telefon. Naprawdę muszę jechać.
-Paulina nic nie będzie miała przeciwko temu, jeśli zostaniesz z nami jeszcze chwilę.
-Paulina? – pyta zdziwiony Bartek
-Narzeczona Marka. Moja serdeczna przyjaciółka.
-Aaa, no skoro narzeczona…(ta informacja wyraźnie poprawia humor Bartkowi) Postaram się godnie zastąpić Marka […]
Ula, słysząc to jest po prostu wściekła, Marek, zresztą, wcale nie mniej. Odprowadza go do wyjścia. Widać, że Dobrzański naprawdę jest zły. Nie tak to wszystko miało wyglądać.
-Naprawdę musisz już iść?
-Tak się przecież umawialiśmy. Poza tym, nie spodziewałem się aż tylu gości.
I tu, ewidentnie chodzi mu o Bartka, bo przecież o dziewczynach wiedział. Szepce tylko zdenerwowanej Uli, że czeka na nią w samochodzie.
Ala próbuje ratować niezręczną sytuację toastem, kiedy jednak słyszy propozycję Bartka, że można by przecież zaprosić tu także jego mamę, która byłaby „prze szczęśliwa” , ona też ma dosyć. Nie ma ochoty na kolejne spotkanie z Dąbrowską i ogłasza koniec imprezy – jest późno, są zmęczeni, muszą wracać i Bartka, jako pierwszego zaprasza do wyjścia.
Tymczasem, do czekającego w samochodzie Marka dzwoni Paulina.
-Jesteś jeszcze w pracy?
-Tak.
-A mógłbyś po mnie przyjechać?
-Paulina – czym? Przecież samochód mi ukradli.
-Wiem przecież, ale Sebastian mówił, że pożyczył ci swój.
-Tak, zapomniałem.
-To co, przyjedziesz?
-Nie, wiesz co, nie bardzo mogę. Mam jeszcze trochę roboty.
-To skończysz w domu.
-Nie, muszę jeszcze jechać na urodziny.
-Urodziny? Czyje?
-Uli.
-Brzyduli? Żartujesz chyba.
-Nie, nie żartuję. Zaprosiła do siebie parę osób z pracy i nie wypadało odmówić.
-Do siebie? W sensie – do niej? Jedziesz do niej do domu na urodziny?
-Tak, zaprosiła nas, to co miałem jej powiedzieć, że to jest dla mnie zbyt plebejskie?
-Marek, cokolwiek. Przecież jesteś jej szefem. To jest po prostu niestosowne.
-Niestosowne, to byłoby odmówić. Paula, proszę, daj spokój. Porozmawiamy, jak wrócę.
Po raz pierwszy Marek powiedział Pauli prawdę (no, może nie całą), kiedy chodziło o Ulę. Mógł sobie na to pozwolić, ponieważ jego alibi była Violetta. Wiedział, że Paulina to sprawdzi i nie pomylił się. A, że nie była zachwycona tym faktem, to już zupełnie inna sprawa. Pytanie – czy te wszystkie zabiegi, narażanie się na podejrzliwość i kąśliwe uwagi narzeczonej były podyktowane wyłącznie jego interesownością, dbałością o Ulę – asystentkę i posiadaczkę jego udziałów, czy może jednak głównie o Ulę – dziewczynę, która go intryguje, przyciąga, w której towarzystwie czuje się dobrze, swobodnie i, która jest dla niego na tyle ważna, że trudno mu znieść widok kręcącego się przy niej jakiegoś innego faceta, na przykład – Bartka.?
Kiedy goście wychodzą, podekscytowana Ula informuje Józefa, że umówiła się z przyjaciółmi ze studiów, szybko się przebiera i biegnie do czekającego Marka. Na jego twarzy jednak nie widać radości – wręcz przeciwnie, jest zasępiony, zły.
-Przepraszam cię, że to tak długo trwało, ale musiałam poczekać, aż wszyscy sobie pójdą.
Brak reakcji Marka na te słowa, niemal od razu zwraca jej uwagę.
-Wszystko ok?
-Tak, tak – odpowiada, jakby od niechcenia. – Nie. Właściwie. Zaskoczył mnie ten Bartek.
-Aaa. Matko. Mnie też. Nie, ja naprawdę nie miałam pojęcia, że on przyjdzie. Tata go zaprosił, nie wiem, po co?
-No, bo uważa, że to świetna partia dla ciebie i może ma rację? – zabrzmiało to trochę zaczepnie.
-Nie ma.
-Twój tata dobrze cię zna, więc…
-Marek, proszę cię. No przecież ja ci mówiłam – ten człowiek dla mnie nie istnieje. Nie wiem, po co przyszedł, nie chcę tego wiedzieć, nie interesuje mnie to i kazałam mu sobie pójść. No, wierzysz mi?
Jej słowa i zapewnienia nie poprawiają jednak jego nastroju. Nadal jest milczący, poważny. Mimo wszystko czuje się zagrożony? Ula spogląda na niego i jego milczenie przyjmuje jednoznacznie – nie wierzy jej.
-W takim razie, przepraszam. Niepotrzebnie czekałeś.
-Nie, no Ula, Ula. Przecież umawialiśmy się, tak? Obiecałem ci naprawdę wspaniałe urodziny.
-Ale tym się w ogóle nie przejmuj. Ja cie zwalniam z tej obietnicy.
-Ula, poczekaj. Ja naprawdę chcę spędzić ten wieczór z tobą. Myślisz, że przyjeżdżałbym tutaj tylko po to, żeby robić tobie wyrzuty i pozwolić ci odejść? Jedziemy, ok?
Po chwili namysłu, Ula zgadza się. Przecież ona też chce spędzić z nim ten wieczór. Tak na niego czekała…Jednak to, że ruszyli, że Ula nie wysiadła, nie oznacza wcale, że Dobrzańskiemu wrócił dobry humor. Nadal nie daje mu spokoju nieoczekiwana wizyta Bartka , a jeszcze bardziej chyba jego dość swobodne zachowanie w domu Cieplaków. Dzięki temu, on poczuł się tam, jak przysłowiowe piąte koło u wozu i nie jest to dla niego bez znaczenia. Pomijając już rozmowę Uli z Bartkiem, na osobności. Dlaczego tak się tym zadręcza? Przecież widział ich, kiedy wychodzili z pokoju i żadne z nich nie miało szczęśliwej miny, czyli to, co działo się za zamkniętymi drzwiami, na pewno nie było miłe.
-Co robiliście u ciebie? Ty i Bartek?
-Powiedziałam mu, że nie chcę go widzieć i poprosiłam, żeby wyszedł.
-A jednak, w sumie został.
-Czemu to drążysz?
-Bo nie rozumiem, jak mogłaś nie wiedzieć, że przyjdzie.
-Mówiłam ci już, że ojciec go zaprosił i nie powiedział mi, bo pewnie nie zdążył. Cała tajemnica.
-Dobrze, Ula. Nie denerwuj się. Po prostu, to nie było najmilsze spotkanie.
-A dla mnie było, tak?
-Tego właśnie nie wiem.
-Dobra. Dość tego. Marek, zatrzymaj się.
-Ula, daj spokój.
-To nie ma sensu. Marek, proszę.
Marek zatrzymuje auto.
-Nie rozumiem, dlaczego tak się zachowujesz? Jesteś zazdrosny?
-A nie mam powodów? (To pytanie pada błyskawicznie, bez zastanowienia i w/g mnie wyraża dokładnie to, co Marek w tym momencie czuł – to nie żadna ściema , on rzeczywiście był zazdrosny.)
-A ja, co mam powiedzieć, jak cię codziennie widzę z Pauliną?
-Ale nie porównuj go do Pauliny. Paulina, to jest…
-Dlaczego?
-… zupełnie inna sprawa. Paulina, to jest moja…
-… narzeczona. No, faktycznie. Nie ma co porównywać.
Słuchając Marka i przyglądając mu się, miałam w pewnym momencie wrażenie, jakby Ula przypomniała mu to, o czym on na chwilę zapomniał – o istnieniu Pauliny. Ta cała rozmowa, bardziej mi przypomina kłótnię kochanków, niż dwojga ludzi, których miała by łączyć tylko zależność służbowa. Marek zupełnie spokojnie (choć może nie do końca świadomie ) przyznał się do zazdrości. Nie musiał tego robić – było przynajmniej kilka powodów, które mógł podać, jako wiarygodnie uzasadniające jego zachowanie. Pomijając to, że Bartek rzeczywiście źle mu się kojarzy i, właściwie, nic dziwnego, ale szczególną niechęcią zapałał do niego po tym, co usłyszał od Cieplaka. Myślę, że to ukłuło go najbardziej i to, właśnie podyktowało jego późniejsze zachowanie, zakłóciło jego spokój. I to oraz spotkanie w pokoju Uli wywołało jego zazdrość. Poczuł konkurenta, mimo jej zapewnień , że takie przypuszczenia są bez sensu.

Dziewczyna nie może dłużej znieść jego podejrzeń – wysiada, ale Marek nie chce pozwolić jej odejść. Wysiada więc także i zatrzymuje ją.
-Ulka, przepraszam. Rzeczywiście nie powinienem był ci robić wyrzutów, ale po prostu jestem wściekły, że on czuje się u was, jak u siebie w domu.
-Ja też, zapewniam cię.
-Jestem zazdrosny, ok? I martwię się o ciebie. Uważam, że ten gość naprawdę powinien trzymać się z daleka. I ty też nie powinnaś się z nim spotykać. A ja się wkurzam, że kompletnie nic nie mogę na to poradzić. Ula, no? To może być jeszcze udany wieczór.
Przytula ją na środku ulicy. Tak ciepło, czule i, według mnie nie ma w tym fałszu, ani pozerstwa. Nie kalkuluje na zimno, zachowuje się tak, jak w tym momencie podpowiada mu serce. Dlaczego? – nad tym się teraz nie zastanawia.
Ula, w końcu ulega jego prośbom – przecież tez nie chce, żeby ten dzień tak się zakończył. Jednak spokój tego wieczora, wyraźnie nie jest im pisany. Ledwie ruszyli dalej, przypomina o sobie Paulina, jednak Marek nie tylko nie może, ale także nie chce z nią teraz rozmawiać. Bez zastanowienia, po prostu wyłącza komórkę. Na pytające spojrzenie Uli odpowiada tylko :”Nic ważnego”. I rzeczywiście wygląda tak, jakby ten telefon od narzeczonej nie był dla niego niczym ważnym, niczym, o czym chciałby teraz myśleć. Teraz ważna jest ona – Ula.
Kiedy, w końcu zatrzymuje samochód przed ogromnym budynkiem i wysiadają, widać, że naprawdę jest szczęśliwy.
-A teraz zabiorę ciebie windą do nieba.
Ula dostrzega, że budynek, przed którym stoją, to naprawdę hotel. Jest trochę speszona, jakby niepewna.
-I naprawdę całkiem niezły. Na samej górze mają restaurację i właśnie tam chciałbym ciebie zabrać na kolację.
-Restauracja, a…
-A ty myślałaś, że co?
-Wiesz co? Lepiej nie mówmy o tym, co myślałam.
-Ula, ale nie boisz się mnie, prawda?
-Nie. (raczej samej siebie)
Marek bawi się doskonale – każe Uli zamknąć oczy i wprowadza ją do windy. Po chwili, odwraca ją delikatnie tak, żeby mogła oglądać widoki na zewnątrz.
-No i jak? Wiem, że gwiazdka z nieba, to to nie jest, ale blisko.
-Pięknie. Naprawdę pięknie.
-Zobacz – tam gdzieś jest nasza palmiarnia. A tam są najlepsze zapiekanki w całym mieście, promowane przez Ulę Cieplak.
-Nabijasz się ze mnie.
-Nie. Naprawdę mówię zupełnie poważnie. Jeżeli masz ochotę, możemy zaraz tam pojechać…. Chociaż, mam nieco inne plany.
-Wiesz co? Może sprawdźmy najpierw ten lokal […]
-O, tam jest Febo&Dobrzański.
Marek delikatnie kładzie ręce na jej ramionach, przygląda się jej dyskretnie i, mogłabym przysiąc, że… on jest po prostu szczęśliwy. Ona gładzi nieśmiało jego dłonie – „Tak, a tu jest Dobrzański i to mi wystarczy”.
Po raz kolejny, mam wrażenie, że Marka naprawdę cieszą takie małe przyjemności – palmiarnia, winda do nieba. Takie trochę romantyczne, intymne, bez jakiegoś zadęcia i zbędnego blichtru. Pauliny nigdy by coś takiego nie zachwyciło, a Ulę tak i także dlatego tak lgnie do niej.
Restauracja – elegancki wystrój, widok rozświetlonego feerią świateł miasta, Marek, przyglądający się Uli z takim ciepłym uśmiechem i … pytanie:
-Powiesz mi?
-O czym?
-Jakie miałaś marzenie, kiedy zdmuchiwałaś świeczki. Mówiłaś, że masz jedno. Powiesz mi, jakie?
-Niee.
Marek patrzy z niedowierzaniem.
-No, jak ci powiem, to się nie spełni.
-Wiesz, że marzeniom trzeba czasem pomagać?
Zastanawiałam się, dlaczego Marek zadał to pytanie – przecież, jak sądzę, domyślał się, jakie było życzenie Uli. Chciał to usłyszeć? Chciał sprowokować temat, który przecież powinien być dla niego niewygodny, jeśli zakładać, że była mu zupełnie obojętna, że była tylko „narzędziem” do jego sukcesu i chwilową posiadaczką jego udziałów? I jeszcze, to „pomaganie marzeniom”. Mam wrażenie, że on chciał z nią rozmawiać o tym, co ich właściwie łączy, coś, jakby – jeśli marzyłaś o mnie, o nas, to powiedz to, może ja też mam coś na ten temat do powiedzenia? Może pomogę ci spełnić to marzenie? Czy to nadinterpretacja z mojej strony? Być może, ale on wtedy tak na nią patrzył i tak ciepło mówił, że trudno mi się oprzeć takiemu właśnie wrażeniu.
-Myślałam o tobie. O nas, o… no, żeby nasza znajomość przetrwała jak najdłużej.
-Znajomość? – Marek patrzy jej głęboko w oczy. Ten termin wydaje mu się nie do przyjęcia. W najmniejszym stopniu nie odzwierciedla relacji między nimi. Jest chyba wręcz zaskoczony, że ona mogła nazwać to tylko „znajomością”.
-Nawet nie wiem, jak to nazwać. Co ty o tym myślisz?
Pytanie, którego, w zasadzie mógł się spodziewać, trochę go jednak zaskakuje, wprawia w lekkie zakłopotanie (?)
-Ula, no wiesz bardzo dobrze, że jesteś dla mnie kimś wyjątkowym, tak? Ratujesz mnie, prostujesz, kiedy coś schrzanię i mnie ochrzaniasz, kiedy ja nie mogę czegoś wyprostować… Bardzo dobrze się rozumiemy, dobrze się czujemy w swoim towarzystwie i ufamy sobie. Ula… , to jest coś więcej, niż znajomość, to jest więcej, niż przyjaźń, to…
Wydaje mi się, że im dłużej wymienia wszystkie łączące ich „elementy”, sam łapie się na tym, że z całą pewnością, nie jest to tylko znajomość. A przyjaźń?- to też chyba jeszcze mało, więc…
Napięcie, spowodowane tą wyliczanką rośnie, ale nagle, przerywa je brutalny dzwonek komórki Marka. On sam próbuje go zignorować, chyba chce się wypowiedzieć do końca, ale Ula zwraca mu uwagę, że powinien odebrać.
Widząc, że dzwoni Paulina, przeprasza Ulę i wychodzi na moment.
Pozostaje jednak pytanie, co byłoby, gdyby ten telefon nie zadzwonił.? Skoro Marek doszedł do stwierdzenia, że „to coś więcej, niż przyjaźń”, to pozostawało już tylko wyznanie miłości. Czy zrobiłby to? Nie mam pojęcia bo, choć cały czas uważam, że to był czas, kiedy jeszcze nie nazwane i nie do końca uświadomione uczucie do Uli, już w nim dojrzewało, to jednak nie wiem, czy powiedziałby to otwartym tekstem. Czy wyartykułowałby to, skoro sam przed sobą jeszcze się do tego nie przyznał? Jednak w tym, co mówił – był, według mnie, szczery. Patrzył jej prosto w oczy, takim ciepłym spojrzeniem. Cokolwiek by nie mówić o jego różnych „podstępnych” działaniach, to jednak nie robił tego z czystą premedytacją. Zazwyczaj wtedy błądził gdzieś wzrokiem, w jego głosie wyczuwało się pewne zażenowanie, czy obawę. Tym razem tak nie było i nie wiem, dlaczego – czy to konkurencja w osobie Bartka zapaliła mu jakąś lampkę, czy romantyczna przejażdżka windą…?
Jedno jest pewne – Paulina miała ogromne wyczucie czasu.
Podczas, kiedy Marek rozmawia z narzeczoną, do stolika podchodzi Bartek, który już od Rysiowa śledził każdy ich ruch. Ula chyba prędzej ducha by się spodziewała, niż jego. Jest pewny siebie, obcesowy. Przerażenie Uli sięga zenitu – przecież on może zepsuć cały urok tego wieczoru.
-Śledzisz mnie?
-Nie, no skąd, Uleńka. Tak sobie przejeżdżałem i patrzę, znajoma bryka stoi, to sobie pomyślałem – wstąpię, znajomych spotkam. Może imprezka przeniosła się w lepsze miejsce. Chociaż, powiem ci, że to mi raczej na randkę wygląda.
-O co ci chodzi?
-Ale o nic. Taka mnie refleksja naszła, że teraz rozumiem, dlaczego taką niedostępną grasz, że dobrze wyczułem w Walentynki.
-Wynoś się.
-Zawsze byłaś ambitna – najlepsza w szkole, najlepsza na studiach, no ale, żeby od razu z prezesem firmy? Uleńka, ja bym w życiu nie powiedział.
-Przestań.
-Przecież nic nie mówię. Przynajmniej na razie. Nawet cię rozumiem, każdy chce jakoś żyć, nie?
-Czego chcesz?
-Pani bizneswomen do razu do konkretów przechodzi. Ale Uleńka, daj spokój. Nie będziemy w takim miejscu o interesach gadać. Odezwę się, odezwę. Później. Miłej randki.
Ula , z trudem, stara się ochłonąć po tym spotkaniu. Wie, że Markowi nie może o tym powiedzieć, bo ten jest na Bartka uczulony. Zdaje sobie sprawę, że drugi raz może nie uwierzyć w przypadkowość takiego spotkania. Cały czar pryska.
Tymczasem Marek usiłuje przekonać wściekłą Paulę, że właśnie znajduje się na jakiejś, położonej w szczerym polu, stacji benzynowej i wymienia żarówki migaczy. Nie zastanawia się, czy Paulina mu wierzy – chce kontynuować wieczór z Ulą..Wraca.
-Przepraszam. Musiałem sprawdzić, czy następna atrakcja wieczoru jest już gotowa. Wszystko ok?

Tak sobie myślę, czy te słowa Marka, to drobne kłamstewko, czy faktycznie miał na ten wieczór jeszcze jakieś niespodzianki? Może jednak nie kłamał, bo przecież nie mógł przewidzieć, jak sprawy potoczą się dalej, a znając Ulę, po takiej zapowiedzi, zapytałaby go, o co chodziło. To jednak tylko taka dygresja – niezbyt istotna.
-Tak.
-Na czym skończyliśmy?
Tu pozwolę sobie na dygresję numer dwa. Myślę, że tak zadane przez Marka pytanie potwierdza moja tezę, że on był szczery w tym, co mówił wcześniej. Gdyby było inaczej, nie ryzykowałby powrotu do tamtego, niewygodnego tematu, tylko skwapliwie wykorzystał fakt, że Paula, swoim telefonem wybawiła go z niezręcznej sytuacji. Jednak Ula, ciągle pozostająca w szoku po spotkaniu z Bartkiem, zupełnie nie może zebrać myśli.
-Na, na… nieważne.
-Właściwie, to chyba nawet nie zaczęliśmy. Wybrałaś już coś?
-Nie, jeszcze nie.
-To co? Może jednak zapiekanki?
-Nie, wiesz. Wybierz coś, dobrze?
-Ula, to twoje święto. Chociaż, oczywiście mogę coś zasugerować. Ponoć mają tutaj świetne carpaccio. Skusimy się?
-Marek, przepraszam cię, ale chyba jednak już dziś nic nie będę jadła.
-Ula, o co chodzi? Jeśli masz na myśli ten telefon, to było tylko…
-Nie. Nie, absolutnie. Głowa mnie rozbolała. Wiesz, ja miewam czasem takie nagłe migreny…
-Dobrze. Wiesz co? Zapytam kogoś o coś na ból głowy. Na pewno mają.
-Nie, Marek. Proszę cię. Chcę jechać do domu. Położę się, to mi przejdzie. […] Odwieziesz mnie? Proszę.
Powrót do Rysiowa nie upływa chyba najprzyjemniej. Rozmowa zaczyna się dopiero przed domem Cieplaków.
-Dzięki Marek i przepraszam, że tak wyszło.
-Ula, proszę cię, zaczekaj. Nie możesz mnie chyba tak zostawić? Powiesz, co tak naprawdę się stało?
-Powiedziałam ci.
-Jakoś trudno jest mi uwierzyć w tę nagłą migrenę. Zrobiłem coś nie tak?
-Nie.
-Powiedziałem coś, co ciebie uraziło?
-Nie. Marek, to naprawdę nie ma nic wspólnego z tobą.
-Ula, no co się dzieje? Powiedz po prostu prawdę. Bartka jakoś przełknąłem.
-Słucham?
-No rozmawialiśmy szczerze, tak?
-Tak.
-Powiedziałaś, że nie masz z nim nic wspólnego, dlatego przełknąłem jego pojawienie się na urodzinach. Dlatego teraz też daj mi szansę.
-Marek, przepraszam cię, ale muszę iść.
-Ula, proszę cię, Ula…
Marek zdaje sobie sprawę z tego, że coś się stało podczas jego nieobecności. Koniecznie chce się dowiedzieć, co spowodowało tak nagłą zmianę w zachowaniu Uli. Wybiega za nią, ale… nie, ona nie chce, nie może teraz z nim rozmawiać. To, co się stało, nie daje mu spokoju. To miał być naprawdę miły wieczór i taki tylko ich. On naprawdę chciał, żeby była szczęśliwa, jakby sam także cieszył się jej szczęściem. I to było autentyczne.
Wraca do domu zamyślony i pewnie zupełnie nie ma ochoty na rozmowę z narzeczoną, ale wiadomo, że Paula nie odpuści. Wie od Violi, że z urodzin Brzyduli wyszedł już dawno, więc gdzie był? Marek kłamie, jak z nut, podtrzymując wersję, podaną wcześniej przez telefon. Tylko, że Paulina mu nie wierzy.
-Marek, porozmawiaj ze mną poważnie. Przecież widzę, że masz kłopoty. Nawet Aleks się o ciebie niepokoi.
-Ty rozmawiałaś o mnie z Aleksem?
-Marek, ja się martwię.
-To nie masz o co, ponieważ nic się nie dzieje.
-Nie traktuj mnie, jak idiotki. Albo masz kłopoty i pozwolisz sobie pomóc, albo masz kochankę, a wtedy cię zabiję. I ją też. Przy okazji.
Marek, na te słowa, uśmiecha się jakoś znacząco. O czym pomyślał? Czy skojarzenie Uli ze wspomnianą kochanką wywołało ten uśmiech? Czy ta myśl mu się spodobała?
A Ula jest zdruzgotana. Wszystko poszło nie tak. Wieczór zapowiadał się tak pięknie i skończył kompletna klapą, a wszystko za sprawą Bartka. I do tego, jeszcze, on, właśnie uparcie dzwoniący na komórkę z pogróżkami, że jeśli mu nie pomoże, to zrobi użytek z tego, co widział.
Pytanie, jak załatwić sprawę z Dąbrowskim i, co powiedzieć Markowi jest pierwszym , które nasuwa się jej od rana. Jedzie do pracy z Maćkiem i ten też wypytuje ją o miniony wieczór, bo przecież nie wierzy w to, że była na spotkaniu z jakimiś przyjaciółmi ze studiów. Ula, co prawda niezbyt chętnie, ale przyznaje się w końcu, że spędziła wieczór z Markiem. Ta wiadomość, naturalnie nie cieszy go, ale do prawdziwej furii doprowadza go informacja o tym, że Bartek próbuje szantażować Ulę. Dziewczyna boi się, że Dąbrowski spełni swoje obietnice i Paulina dowie się o niej i Marku.
-Ula, warto się tak narażać? Martwię się o ciebie i tyle.
-Nie będę się z nim już spotykać, ale nie dlatego, że nie chcę. Po prostu, nie mogę go tak narażać.

O finale wczorajszego spotkania z Ulą rozmawia także Marek z Sebą, w czasie drogi do pracy.
-Ale, jak to uciekła? Jak Kopciuszek?
-Nie, jak Ula. Nagle stwierdziła, że musi wracać i tyle, no. Po wieczorze.
-Tak po prostu?
-No, nie pierwszy raz mnie zaskakuje.
-Powiem ci, że jak tak o niej opowiadasz, jestem pod coraz większym wrażeniem. Charakteru, oczywiście. Wydawałoby się, że taka, jak ona, to powinna być wdzięczna za każda chwilę, a tu… proszę.
-Seba, ona nie jest taka, jak myślisz. Im bliżej ją znam, tym… szczerze mówiąc, bardziej ją rozumiem.
-No, to wczoraj chyba nie za bardzo zrozumiałeś. A może, po prostu, strzeliła focha, bo się… krzywo spojrzałeś? Tak, jak Mirabella kiedyś.
-Seba, Ula, to nie jest Mirabella, ok? Ula, to jest mądra, fajna dziewczyna. Jeżeli się tak zachowała, to znaczy, że miała jakiś powód.
-Jaki?
-Nie wiem, ale się dowiem. Dzisiaj. Zaraz.

Marka rzeczywiście niepokoi zachowanie Uli. Martwi się o nią, nie o swoje weksle. Sam przyznaje, że coraz lepiej ją zna i coraz lepiej rozumie. Mógłby jeszcze dodać, że z przyjemnością spędza z nią czas, że oboje lubią niewyszukane, romantyczne niespodzianki, ustronne miejsca. To jednak dla Seby chyba nie byłoby zrozumiałe.
Nie chce, żeby się martwiła i musi się dowiedzieć, co się naprawdę stało. Kiedy wchodzi do sekretariatu, Uli nie ma, ale dzwoni jej komórka. Bartek. Marek zerka i chyba zauważa. Ula wraca i pośpiesznie rozłącza połączenie. Nie będzie odbierała, bo to nic ważnego. Marek nie daje za wygraną i proponuje dokończenie urodzinowej kolacji.
-Urodzin się nie przekłada.
-Zawsze można zrobić wyjątek. Nawet nie zdążyliśmy wczoraj zamówić. Więc?
-Marek, przepraszam cię, ale dzisiaj naprawdę nie dam rady.
-Dlaczego? Bo? Ula…
Ponownie dzwoni telefon. Tym razem Bartek ma doskonałe wyczucie czasu. Ula nie ma zamiaru z nim rozmawiać, ale używa, jako pretekstu do wyjścia. Marek zdaje sobie z tego sprawę, kiedy zauważa, że zaraz po wyjściu wyłączyła telefon . Teraz jest już pewien – coś jest na rzeczy, skoro ona unika rozmów z nim, spotkań, skoro ucieka się nawet do takich wybiegów. Nie może na to pozwolić, ale także nie chce żyć w niewiedzy i niepokoju.
W firmie pojawia się, na wezwanie Adama, Maciek. To pomysł Aleksa , który chce sprawdzić ProS.
Kiedy, po rozmowie, idą obaj do windy, dostrzega ich Marek. Jest bardziej zdziwiony, czy zaniepokojony? Ula jednak wyjaśnia mu, że chodziło tylko o jakąś korektę faktury – nic ważnego.
Marek przygląda się jej z uwagą, widzi, że dziewczyna unika nawet jego spojrzenia. Gdyby nie to, że od wczoraj zachowuje się dziwnie i niezrozumiale, Marek pewnie pomyślałby, że ma to jakiś związek z obecnością Maćka w firmie. Musi to wszystko wyjaśnić. Zaraz.
-Zajrzysz do mnie na chwilę?
Ula waha się. Wie, o co może chodzić Dobrzańskiemu i chyba trochę obawia się rozmowy z nim.
Marek otwiera drzwi gabinetu i zachęcającym gestem zaprasza ją do środka. Zatrzymuje ją przy regale. Pewnie dlatego, że tu są mniej widoczni dla ciekawskich oczu, które mogłyby ich dostrzec z korytarza. A on chce mieć ją blisko siebie, patrzeć jej w oczy, chce wyczytać z nich prawdę.
-Ula, ja naprawdę tego nie rozumiem. Nie chcesz mnie więcej widywać? Już nigdy więcej? – w jego głosie jest jakiś żal, niepokój i myślę, że bynajmniej nie chodzi tu o o weksle, kredyty…
-Chyba będziemy razem pracować jeszcze.
-Wiesz, że nie o tym mówię. Ja mówię o nas, a nie o pracy. – mówi to ściszonym głosem, w którym brzmi jakaś prośba „nie rób mi tego”.
-O nas?
-Tak, o nas. Ula, szczerość za szczerość, ok?
-Dobrze.
-Czyli chcesz, żebyśmy się już nie spotykali, tak?
-Nie. Chcę, chcę. Chciałabym się z tobą spotykać. Bardzo…
-Ale?
-Ale boję się, że sprowadzę na was kłopoty. Na ciebie i Paulinę.
-Ula, ale martwisz się o siebie, czy o Paulinę?
-A ty chcesz być ze mną, czy z Pauliną? – wypala Ula nieoczekiwanie, chyba także dla siebie samej.
Jak odpowiedzieć na to pytanie? Marek patrzy jej prosto w oczy – sam zaproponował szczerość za szczerość, więc…
-Tłumaczyłem ci, jak wygląda sytuacja.
-Tak, powiedziałeś, że jej nie kochasz, a to przecież nie znaczy, że…
-Ula…
-Znaczy?
Marek nie wie, co odpowiedzieć. Powiedział prawdę – wie, że nie kocha Pauliny, ale nie potrafi nazwać tego, co czuje do Uli. Nie próbował nawet. Wie tylko tyle, że nie chce jej stracić, że to byłoby trudne dla niego, że ta, jak powiedział Sebie, mądra i fajna dziewczyna, coraz bardziej go intryguje, przyciąga, jak magnes, że dla niej, bez żalu, rezygnuje ze spędzania czasu z narzeczoną, że jest o nią zazdrosny. Milczenie przerywa Ula.
-Marek, ja mogę czekać, ale, jak długo?Rok, pięć, sto lat?
-Przecież wiesz, że to nie jest takie proste. Muszę wybrać odpowiedni moment. Poczekać, aż… w końcu, no…
-A na razie Paulina nie może się dowiedzieć.- głos Uli drży. Trudno jej zapanować nad emocjami.
-Na razie nie.
Te słowa bolą. Łzy same cisną się do oczu. Marek nie może na to patrzeć. Chyba też jest mu trudno. Przytula ją mocno, serdecznie.
-Dla mnie to też nie będzie proste.- przyciąga ją do siebie i namiętnie całuje.
Czy był to judaszowy pocałunek, który miał uspokoić jego sumienie? Wiem, że mogę zostać posądzona o to, że widzę to, czego nie ma, albo to, co chcę zobaczyć, ale wierzę, że zarówno to, co powiedział, jak i gesty, które wykonał były szczere. On jeszcze nie odnalazł się w nowej sytuacji, jeszcze, jego samego to zaskakuje. Coraz częściej mówi i robi to, co dyktuje mu serce, tak spontanicznie, po prostu. Dopiero później odzywa się rozum i wtedy przychodzą pytania, refleksje.
Tym razem jest podobnie. Rano, w drodze do firmy rozmawia z przyjacielem o tym, co zaszło.
-Seba, kurczę,to było dziwne – ja i Ula. (w jego głosie nie ma złości na samego siebie, że zrobił coś wbrew własnym chęciom, czy przekonaniom. W jego głosie brzmi zdziwienie, jakby właśnie sam dokonał jakiegoś miłego odkrycia).
-No, ty i Ula, to jest dziwne od początku.
-No ja wiem, ale tym razem, przerosło mnie to.
-Nie mów. Ty zrobiłeś TO?
-Seba! Nie zrobiłem TEGO!
-To dobrze, bo mnie też by to przerosło.
-A właściwie, to… wyznałem Uli miłość.
-Co?
-Seba, nie chciałem, żeby tak wyszło, żeby tak to zinterpretowała, ale chyba tak to zrozumiała, właśnie. No, bo ciężko było to zrozumieć inaczej. Nie, no ja nie mam zielonego pojęcia, jak to teraz odkręcić.
Marek, zdaje się wcale nie być zmartwiony, ani tym wyznaniem, ani tym, jak ono zostało zrozumiane. I chyba wcale nie uważa też, że było to oszustwo z jego strony. On tylko nadal nie rozumie, co kazało mu się tak zachować, co kazało mu dać jej nadzieję i, co sprawia, że on, mimo wszystko czuje się jakoś dziwnie spokojnie.
-To jest chyba najgorszy moment na odkręcanie, nie? Przed zebraniem zarządu nikt nie powinien się dowiedzieć, kto jest szefem ProS, kto cię współfinansuje i za co.
Słowa Sebastiana trochę sprowadzają Marka na ziemię. Uświadamiają mu, o co, według niego, w tym wszystkim chodzi, czym jest podyktowany jego „związek” z Ulą. Że, w jego świadomości nie mieści się fakt, że mogłoby chodzić o coś więcej, niż tylko dbałość o własny interes. Nie będzie go uświadamiał, nie będzie wyprowadzał z błędu. Wie, że Seba tego nie zrozumie, skoro nawet on sam, tak do końca nie potrafi.
-No, lepiej, żeby się nie dowiedzieli.
-Dopóki macie wspólną tajemnicę, to razem będziecie jej pilnować.
-Żal mi jej.
-Teraz, to mi też jej żal, ale jakoś jej to wytłumaczysz, że nie wyszło, że jednak cały czas kochasz Paulinę…
-No i, że… biorę z nią ślub…
Mówi to w takim zamyśleniu, jakby dopiero docierało do niego, że ten ślub jest przecież nadal aktualny, tylko, czy to dobry pomysł? Przecież on jej nie kocha i wie o tym, w przeciwieństwie do Sebastiana.
-Tak bywa, nie? Dasz radę, stary.
-Seba, nie wiem. Nie wiem.
Myślę, że w tym momencie, każdy z nich myśli o czymś innym. Sebastian wierzy, że Marek poradzi sobie z przekonaniem Ulki, że „oni”, to była pomyłka, on sam, zastanawia się chyba nad tym, czy słuszne będzie decydowanie się na ślub z Paulą.
A Ula? Ją, rzeczywiście rozmowa z Markiem uskrzydliła. Dzień zaczyna od zapisu w pamiętniku: „To już koniec Marka i Uli. OSOBNO. Od teraz jesteśmy my – Marek i Ula RAZEM”.
Od tego momentu chyba, zaczyna się regularny biurowy romans, jak to, kiedyś, później określił Marek.
Ula wychodzi z gabinetu, kiedy Marek wchodzi. Spotykają się przy drzwiach i Ula, ewidentnie oczekuje pocałunku na powitanie. Marek nie wie, o co chodzi (?), stoją więc, przez chwilę w takiej dziwnej niepewności i wtedy Ula decyduje się go pocałować. Marek jest chyba zaskoczony i trochę speszony.
-Przyniosłam ci pocztę.
-Wiesz co – ja później ją przejrzę, bo… (próbuje jakoś ratować trochę niezręczną sytuację) ważniejsze rzeczy teraz mamy na głowie, nie? Kwartalne posiedzenie zarządu.
-A, no tak. A myślisz, że jest się czego bać?
-No wiesz, Aleks, jak zwykle pewnie coś namiesza, więc…
-Eee, jakoś damy radę. We dwójkę zawsze raźniej, co?
Oboje przysiadają na biurku. Marek, po tym , co usłyszał, przez chwilę patrzy na nią bez słowa, za to jakoś bardzo ciepło. Po chwili jednak zrywa się, jakby sam siebie się przestraszył. A może swoich myśli?
-Tylko, że zaczynają teraz spływać sprawozdania z działów i musimy się przymierzyć do napisania raportu dla zarządu, nie?
-Nie, jasne, jasne. To masz załatwione.
Kiedy na wyświetlaczu dzwoniącej komórki widzi, że to Bartek – nie odbiera. Ponieważ dostrzega pytający wzrok Marka, jakby na usprawiedliwienie, dodaje.
-Mamy ważne rzeczy do zrobienia. Przygotować się na bitwę z Aleksem. To co? Na początek kawa?
-Super, gdybyś mogła.
-I coś do przegryzienia, bo jesteś głodny.
-Skąd wiesz? – Marek nie potrafi ukryć zdziwienia.
-Bo masz mokre włosy, a to znaczy, że się spieszyłeś, że zaspałeś, a to znaczy, że nie miałeś czasu zjeść śniadania.
Marek patrzy na nią z zadowoleniem i podziwem. Ula wychodzi, a on, delikatnym ruchem, poprawia stojące na biurku zdjęcia – rodziców oraz swoje z Pauliną. Jakby chciał, żeby niepożądane oczy, nawet tylko ze zdjęcia, nie patrzyły na jego chwile słabości. Ta scenka zawsze mnie rozśmiesza – jest w niej coś takiego rozczulającego, trochę dziecięcego…
Ula, w socjalnym przygotowuje kawę dla siebie i Marka. Chce być perfekcyjna, więc dzwoni do niego, z zapytaniem, czy chce z mlekiem, czy bez. „Dobrze, że przynajmniej zdecydował o tym, z kim chce być”.
-Coś się stało? Myślałem, że poszłaś po kawę? – uśmiecha się do „niej”, kiedy pyta, czy do kawy mogą być ciasteczka.
Wszystko już przygotowane na tacy, teraz tylko zanieść to jemu, ale… to nie będzie takie proste, ponieważ w drzwiach socjalnego stoi, ni mniej, ni więcej, tylko Bartek. Ma kłopoty i chce, żeby Ula mu pomogła. Kiedy jednak dziewczyna zdecydowanie odmawia, staje się bardziej arogancki i bezczelny.
-Jeśli mi nie pomożesz, to nie będę miał wyjścia. Będę musiał…
-Wynoś się.
-Jak tylko zmienisz zdanie. Widzisz, kwiatuszku, wszystko zależy od ciebie. A jeśli jeszcze raz wezwiesz ochronę, to zrobię wam taka scenę – tobie, twojemu Mareczkowi i jego narzeczonej…
-Ja nie sadziłam, że to jest możliwe, ale ty się faktycznie zmieniłeś – na gorsze. Szantażujesz mnie, jak jakiś najgorszy bandzior.
-Bandziory, to są ci, którzy mnie prześladują. Zrozum, że muszę jakoś zdobyć te pieniądze, a ty się dobrze urządziłaś w tej firmie. Ula, no chyba nie chcesz rujnować sobie kariery, co? A Paulina Febo? Myślisz, że jak jej powiem, że jej narzeczony ma romans, to długo zagrzejesz tu miejsca. Tak, że widzisz – opór nie ma sensu.
Ula jest przerażona, czuje się, jak w potrzasku i gorączkowo usiłuje znaleźć jakieś rozwiązanie.
-Sprawdźmy to. Siadaj. Paulinę Febo znajdziesz w sali konferencyjnej. Idź tam i możesz jej powiedzieć, co chcesz. Ale, zanim to zrobisz, przyjrzyj się jej dokładnie. Zobacz, jaką ma twarz, makijaż, figurę, jakie nosi ubrania i zastanów się, co ona powie, jak ty jej powiesz, że jej narzeczony ma romans ze mną. Bardzo jestem ciekawa, czy ci uwierzy. W ogóle, to jestem ciekawa, czy ty sam w to uwierzysz. No idź! Co tak siedzisz?
Te słowa były dla niej, jakby jakieś samobiczowanie się. Odchodzi w pośpiechu, nawet o kawie zapomniała. Wpada do łazienki – dużo kosztowała ją ta rozmowa. „Nie ma to, jak powiedzieć komuś prawdę. A przy okazji – sobie powiedzieć prawdę. Prawda cię wyzwoli. Albo zakuje w oczy”
Łzy już obeschły, choć serce boli bardzo. Trzeba jednak wracać do Marka i udawać, że nic się nie stało.
-Nooo, Ula, gdzie zniknęłaś?
-Byłam… przepraszam.
-Po kawę byłaś – Marek uśmiecha się do niej.
-Po kawę? Zapomniałam.
Dobrzański natychmiast dostrzega, że z dziewczyną dzieje się coś niedobrego.
-Ula, czekaj. Moment, co jest? Przed chwilą rozmawialiśmy o kawie, ciasteczkach, a teraz wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.
-Zobaczyłam Bartka.
Ta wiadomość podrywa Marka.
-Bartka? Gdzie? Tutaj? Znaczy, on ciebie nachodzi w pracy? To jest już chyba gruba przesada. To jest… Ula, co się stało?
Podchodzi do niej, obejmuje, z taką delikatnością i troską. Sadza na kanapie i sam sadowi się obok.
-Powiedz mi, co się stało? Spokojnie. Nie denerwuj się. Powoli.
-Próbował mnie szantażować.
-Jak to, szantażować? Czym?
-Że powie o nas Paulinie.
Tego się chyba Marek nie spodziewał. Dociera do niego również, że to prawdopodobnie Bartek przyczynił się do zepsucia urodzinowego wieczoru.
-On tam był?
-Tak. Dosiadł się do stolika, jak poszedłeś zadzwonić.
-To dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Nie chciałam cię martwić. I było mi głupio. Wstyd, nie?
-Ula, musisz mi mówić takie rzeczy.
-A uwierzyłbyś drugi raz, że ja nie mam z tym nic wspólnego, tak? Nie martw się – nic nie powie Paulinie. Wie, że ona mu nie uwierzy. Że nikt mu nie uwierzy. Nikt nie uwierzy, że mógłbyś być z kimś takim, jak ja. Nawet on sam w to nie wierzy, bo w końcu sobie poszedł i nic nie zrobił. Nie ma co, mamy idealny układ – nikt w to nie wierzy. Nawet ja sama w to nie wierzę.
-Ula…
-Marek, ja wiem, jak wyglądam. Trochę inaczej, niż Paulina, nie? Albo Klaudia, Domi, Mirabella.
Zresztą, po co ja ci to mówię? Przecież ty to widzisz, nie? Właśnie – a co ty widzisz we mnie?
-Ula, mnie już nie interesują modelki, ok? Wszędzie ich pełno i wszystkie są takie same – są puste. Ty jesteś od nich piękniejsza.
Bierze jej twarz w dłonie, patrzy głęboko w oczy, po czym, czule całuje w czoło.

To, według mnie, bardzo piękna scena. Nie ma w niej pozy, interesowności, nieszczerości. Marek, od chwili, kiedy poznał Ulę wie, że najpiękniejsze jest niewidoczne dla oczu i teraz mówi o tym głośno, wprost. To właśnie w niej ceni – jej prostolinijność, szczerość, mądrość, poczucie humoru, wrażliwość, lojalność. To, czego nie dostrzegają i nie doceniają inni, z jego otoczenia, przyzwyczajeni do powierzchownego oceniania, jego do niej przyciąga, to w niej szanuje, przez to staje mu się coraz bliższa. Teraz widzi, że cierpi, że płacze, jest jej przykro, więc jest przy niej, ale nie z litości, tylko dlatego, że chce, że czuje taką potrzebę. Jest szczery – epoka modelek minęła. Już od jakiegoś czasu są poza jego zainteresowaniem, bo choć były piękne, to była to tylko fasada, a to już mu nie wystarcza.
W tym jego czułym objęciu, pocałunku jest tyle czułości, ciepła, troski. Uczucia? Czy on to wie? Nie – odkrywa tylko, że staje się inny i jego potrzeby stają się inne i wie, że sprawia to ta skromna, niepozorna dziewczyna. Dużo to, czy mało – nie wiem, ale ważne jest, że to dostrzega. Jeszcze czasem się broni, ucieka, próbuje nie traktować poważnie, ale wciąga go to powoli, nawet wbrew jego świadomości i woli, bo jeszcze trochę czasu upłynie i trochę się zdarzy, nim zrozumie, że ta dziewczyna jest dla niego, jak prezent od losu.

(kończę na 149 odc.)

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Analiza uczuć Uli i Marka cz.6 wg SWB

(od odc. 139)

Już w poprzedniej części zaznaczałam, że Walentynki jeszcze się nie skończyły, a właściwie zaczęła się ich najmniej pożądana, najmniej oczekiwana i najmniej przyjemna część.
Bójka Marka z Bartkiem kończy się interwencją policji. Ula próbuje tłumaczyć, że nie ma w tym żadnej winy Marka, że niepotrzebnie zabierają go na komisariat, ale nieubłagany funkcjonariusz czyni swoją powinność i w ten sposób, Dobrzański ląduje w policyjnym radiowozie. Zdążył właściwie tylko poprosić Ulę, żeby zamknęła jego samochód i zabrała kluczyki. Jej zdenerwowanie sięga zenitu – wie, że on, stając w jej obronie naraził się na nieprzyjemności i, że to pewnie zaledwie wierzchołek góry lodowej, bo przecież nie wiadomo, jak zakończy się sprawa na komisariacie, no i jeszcze będzie musiał tłumaczyć się przed Pauliną. Postanawia pomóc mu, składając zeznania, biegnie do Maćka z prośbą, żeby zawiózł ją na komendę. Ten, przy okazji odkrywa, że nie spotkali się dlatego, że Ula była umówiona z Markiem. Ma do niej pretensje .
-Później się będziesz wściekał, a teraz musimy ratować Marka […]. No przecież go tak nie zostawię samego… Przecież, gdyby mnie nie bronił przed Bartkiem…
Paulina też martwi się o niego. Nie daje znaku życia, nie odbiera komórki… Po raz kolejny dzwoni do niego, jest wściekła. Nagrywa się na pocztę i w końcu, ze złością rzuca telefonem, który rozpada się na kawałki.
Tymczasem Marek składa zeznania i próbuje skontaktować się z nią, ale ostatecznie, postanawia porozmawiać z Sebastianem. Ula robi, co może, żeby wytłumaczyć Marka, ale nikt nie chce jej wysłuchać. Postanawia nie ruszać się stamtąd, dopóki go nie wypuszczą. „Tak właśnie wygląda Dzień Zakochanych w Rysiowie. Na każdą namiętność znajdzie się paragraf”.
Seba przyjeżdża, żeby odebrać kumpla z komisariatu i kiedy jest już pod komendą dosięga go telefon od Pauliny, która chce się dowiedzieć, gdzie jest Marek. Olszański plącze się w zeznaniach i w końcu wychodzi na to, że Marek udał się na spotkanie z Lwem Korzyńskim. Seba nie mógł przewidzieć, że to kłamstwo będzie miało swoje konsekwencje.
Marek w końcu wychodzi. Jest zmęczony, zdenerwowany, ma podbite oko. Chyba nie ma już ochoty ani na rozmowę z Sebą ,a ni z Ulą. Żegna ją wzrokiem i odchodzą z Sebastianem. Jednak Ula ma wyrzuty sumienia, że przez nią do tego wszystkiego doszło.
-Marek, przepraszam, że tak wyszło.
-Ula, naprawdę, to nie jest twoja wina. Pogadamy jutro, dobrze? Trzymaj się.
Ula wraca z Maćkiem do domu, a Seba jednak próbuje dowiedzieć się czegoś na temat widocznego siniaka i pobytu na komendzie.
-Stary, w co ty się wpakowałeś?
-Ty mnie do tego zachęcałeś.
-Nie, nie zachęcałem cię do tego, żebyś się bił z jakimiś oprychami. Co to w ogóle jest za gość?
-Nie wiem. Jakiś ten niezrzeszony, co jej kwiaty przyniósł. Mega nieprzyjemny typ.
-Może to całe Rysiowo, to jedna wielka mafia?
Marek jednak nie chce dłużej o tym rozmawiać. Kiedy uzmysławia sobie, że Ula wzięła kluczyki od jego samochodu, ma ochotę tylko na jedno – żeby Sebastian zawiózł go do domu i to jak najszybciej. Wie, że tam czeka go kolejna przeprawa – z Pauliną, ale przecież i tak jej nie uniknie.
-Myślałem, że śpisz.
-Chciałeś powiedzieć :mam nadzieję.
-Paula, to był naprawdę bardzo ciężki dzień.
-I co? To wszystko? Znikasz na cały wieczór. I to ten wieczór, który mieliśmy spędzić razem. Nie dajesz znaku życia i, jak gdyby nigdy nic mówisz…
-Paula, przepraszam. Chciałem wrócić wcześniej, ok? – Markowi także puszczają nerwy. Krzyczy.
Paulina zauważa na jego twarzy ślady bójki. Chce dotknąć jego policzka. Jest przerażona.
-Zostaw. Przepraszam. – głos Marka jest zimny, stanowczy.
Powstaje chyba pytanie, czy musiało do tego zdarzenia dojść? Marek, bardzo szlachetnie stanął w obronie Uli ale myślę, że postąpiłby podobnie, gdyby był przypadkowym świadkiem takiego zachowania w stosunku do każdej innej kobiety, próbującej uwolnić się od nagabującego ją natręta. Tym bardziej, nie mógł pozwolić na to, gdy chodziło o bliską mu osobę. Jest może pewna różnica w konsekwencjach – gdyby stało się to w innych okolicznościach (nie po wspólnie spędzonym wieczorze z Ulą) i w odniesieniu do przypadkowej, nieznanej osoby, powiedziałby Paulinie prawdę (tak sądzę), a w tej sytuacji – brnął w kolejne kłamstwo.
Ula, rano, zastanawia się, co z Markiem ; „Tym razem trudno mu będzie ukryć nasze spotkanie. Może wreszcie powie Paulinie prawdę? Tylko, co wtedy ze mną?”. Nie wiedząc, jak Dobrzański poradził sobie z narzeczoną, najchętniej zostałaby w domu i tu przeczekała tę niepewność i ewentualną burzę. Cóż jednak – praca, to praca, nie można, ot, tak sobie nie pójść. Przed domem, na chodniku znajduje szalik Marka. Nawet wcześniej nie zauważyli, że go zgubił.
Paula też nie chce, żeby Marek szedł do pracy, ale z zupełnie innego powodu – jest przekonana, że za jego pobiciem stoi Lew i nie chce, żeby obaj panowie spotkali się przy podpisywaniu listu intencyjnego. Przy śniadaniu czule całuje Marka w dobrze widoczny już siniak, choć on próbuje bagatelizować zarówno ból, jak i widoczne zaczerwienienie na swojej twarzy. Nie chce też po raz kolejny odpowiadać na pytanie, jak doszło do tego zdarzenia, ale kiedy Paula pyta, czy widział się wczoraj z Lwem Korzyńskim, bo tak powiedział jej Seba, skwapliwie potwierdza, nie wiedząc o teorii, jaką sobie na ten temat wymyśliła.”On chce cię skrzywdzić po to, żebyś ty mnie zostawił. Jeżeli teraz to zlekceważymy, to on naprawdę zrobi ci krzywdę. Nie, ja tego tak nie zostawię”. Te słowa zaskakują Marka i uświadamiają jednocześnie, że jeśli Paula wplącze w to Lwa, mogą powstać kłopoty. W taksówce nadal trwa rozmowa na ten temat, ale Marek nie ma zamiaru odsuwać Korzyńskiego od kontraktu, jak sugeruje Paulina.
Kiedy pojawiają się w firmie, wygląd prezesa, ze zrozumiałych względów, wzbudza zainteresowanie, wywołuje pytania. Zachowanie Marka, w tym momencie, trochę kpiącego z pytających, a trochę chcącego pokazać Pauli, że wszystko to było dziełem przypadku, a nie zaplanowanego przez Korzyńskiego zamachu, nie może nie zwrócić mojej uwagi. Pierwszym napotkanym jest Adam, któremu, na pytanie, „co się stało? „ odpowiada, że to pamiątka z kursu samoobrony. Zdziwionej Ani mówi :”Aaa widzisz, chciałem Paulinie otworzyć drzwi, ale mnie wyprzedziła. Tak kończą dżentelmeni.” Viola już nawet nie pyta, tylko niemal stwierdza, że pewnie bił się o Paulinę. W odpowiedzi słyszy:
-Mieliśmy wypadek. Tak, tak. Paula wyskoczyła w biegu, a ja oberwałem zderzakiem.
-Jak to? Zderzakiem w twarz?
-To był tir. Z naczepą.
Paulina jednak nie podziela jego poczucia humoru. Jest wyraźnie wściekła, że wymyśla takie historie. Ula, natomiast, niecierpliwie czeka, żeby oddać Markowi znaleziony szalik. Kiedy już chce to zrobić, pojawia się Paulina, więc chowa go szybko za siebie. Nie dość skutecznie jednak, ponieważ panna Febo go zauważa.
-Marek, to nie jest twój szalik?
-Tak, tak. No bo ja go podniosłam. Bo … leżał…
-Gdzie leżał?
-Na ziemi leżał.
-Świetnie, gubisz szaliki, samochody…
-Paula, daj spokój.
-No, a nie? Gdzie jest samochód?
Marek zdaje się nie przejmować słowami narzeczonej i widząc zdenerwowanie Uli, ją też chce uspokoić – puszcza do niej zawadiackie oczko, po czym wchodzi za Pauliną do gabinetu.
Pojawiają się dziennikarze i, Marek sądząc, że to w sprawie umowy z reprezentacją, nie chce pokazywać się im z sińcem na twarzy. Wychodzi do nich Paula i wtedy okazuje się, że owszem, chodzi o czołową postać reprezentacji, czyli bramkarza Borubara, a dokładnie o jego romans z Violetta i tak naprawdę, to z nią właśnie chcą rozmawiać.
Ula, korzystając z zamieszania, wchodzi do gabinetu.
-Blisko było, co? – Marek wskazuje na szalik
-Przepraszam cię, że tak z tym wyskoczyłam.
-Gdzie był?
-Na chodniku. Prawie na niego nadepnęłam. I jeszcze to (kluczyki do samochodu). Marek, przepraszam cię. Ja naprawdę nie wiem, jak coś takiego mogło się stać.
-Nie, Ula. Przestań, daj spokój.
-Niezłe Walentynki, co?
-No, to prawda. Dość nietypowe. A ten twój znajomy, to zawsze tak, czy tylko jeśli chodzi o ciebie?
-Ale nie. Mnie z nim nic nie łączy. Naprawdę. Absolutnie nic.
-Nie, no wiesz, wyglądało to trochę inaczej. Ostry gościu, który walczy o to „absolutnie nic”.
-No, ale ja mówię poważnie. To jest dawno zamknięta historia. Nie widzieliśmy się kilka lat i nie wiem, co on sobie ubzdurał. Wierzysz mi?
-No, ja ci wierzę, tylko dobrze byłoby, żeby on też wierzył.
-Ok. Wyjaśnię to.
-Nie, Ula. Nie wiem. Wydaje mi się, że lepiej by było, gdybyś się z nim nie spotykała. Choćby dla swojego bezpieczeństwa, ok? Proszę cię.
-Ok
-No. A, jak będziesz miała problemy, to…
-Wiem. Jasne. Dzięki.
Marek przygląda się jej z wielką powagą. O czym myśli? Czy rzeczywiście chodzi mu o to, że nieznany konkurent może także być zagrożeniem dla jego weksli? Myślę, że nie. Po pierwsze, wierzy Uli, że nic go z nim nie łączy i, po tym, jak ją kiedyś oszukał, nie pozwoli mu się do siebie zbliżyć na tyle, żeby dowiedział się, że coś takiego, jak udziały są w jej posiadaniu. Czy sugerując, że nie powinna się z Bartkiem spotykać ma na myśli tylko jej bezpieczeństwo? Na pewno tak, ale chyba jednak trudno mu także strawić fakt, że ktoś jeszcze jest nią zainteresowany, zabiega o jej względy (choćby w tak prymitywny sposób i z tak niskich pobudek). Zwłaszcza, jeśli jest to „stara miłość”, po której, jak wiadomo, wiele można się spodziewać. Mam wrażenie, że Dobrzański poczuł jakieś ukłucie niepewności, zazdrości… Nie kontroluje tego,a i to uczucie nie ma jeszcze jakiejś wielkiej siły rażenia, ale cała ta sytuacja, tak do końca nie jest mu obojętna.
Marek spotyka się z Sebą. Po wczorajszym wydarzeniu i pomocy przyjaciela, jest mu winien jakieś wyjaśnienia. Wiadomo, że Marek, podając różne wersje dotyczące siniaka na swojej twarzy musiał spowodować, że w firmie zatrzęsło się od plotek, a Violetta zadbała o to, żeby najbardziej wiarygodna wydała się wersja, że to Paulina tak go urządziła.
Spotykają na korytarzu Alę, która dość uważnie przygląda się Markowi i to go niepokoi. Nie wie, jak dużo wie Ala.
-[...] Ty lepiej pomyśl, co zrobić z narzeczonym Brzyduli.
-To nie jest jej narzeczony. Po prostu facet ją oszukał – mam wrażenie, że Marek, kiedy sam usłyszał wypowiedziane przez siebie słowa, poczuł jakąś ulgę… Że to nie narzeczony…
-Aha. I myślisz, że drugi raz mu nie zaufa? A jak nie jemu, to Maćkowi? Nie, no stary, niezły pasztet. Jak tak dalej pójdzie, to będziesz się musiał bić z połową Rysiowa.
Marek jednak przyjmuje te słowa bez komentarza i z jakimś dziwnym spokojem. Jakby uśmiechał się do swoich myśli… O czym myśli? Tego Sebastian się nie dowiaduje, a my? My chyba, po raz kolejny widzimy, że Ula nie jest dla niego tylko asystentką, ani chwilową posiadaczką jego weksli. Jest kimś więcej, tylko kim? Tego Marek musi się najpierw dowiedzieć, przekonać się, zrozumieć…
Jakby tego wszystkiego było mało, pokaz prototypów dla reprezentacji nie może się odbyć, ponieważ Iza nagle traci przytomność, a przerażony tym, co się stało Pshemko, niszczy je wszystkie. Spotkanie z działaczami sportowymi, którym miała być zaprezentowana kolekcja, nie kończy się pokazem. Dochodzi jednak do rozmowy Marka z Korzyńskim, któremu Paula, w międzyczasie dała do zrozumienia, że podejrzewa go o napad na narzeczonego.
Dobrzański informuje go, że postanowił wyznaczyć nową osobę do kontaktów z nim. Zamiast Pauliny. Lew nie chce o tym słyszeć. To nie jest przyjemna rozmowa dla żadnego z nich. Marek nie posunąłby się pewnie do takiego ruchu, gdyby nie czuł, że coś powinien zrobić, żeby uspokoić Paulinę. Wie przecież doskonale, że Lew go nie napadł, to, czy wyznacza późno wieczorne spotkania biznesowe Paulinie, też mu przecież specjalnie nie przeszkadza, boi się raczej, że ona przekonana o tym, że dla niej Korzyńskiego stać na wszystko, zacznie dalej drążyć temat, a to nie jest mu na rękę. Wobec sprzeciwu Korzyńskiego, co do zmiany osoby ds. kontaktów, Marek sugeruje mu rozwiązanie umowy, jednak Lew nie decyduje się na to.
Marek wraca do gabinetu i, widać, że niezbyt cieszy go fakt, że zastaje tam Paulinę.
-Opowiesz mi?
-O?
-O rozmowie z Korzyńskim.
-Nie ma o czym. Nie musisz się już tym przejmować.
-To znaczy?
-To znaczy, że ktoś inny będzie teraz się z nim kontaktował.
-Jak to? I zgodził się na to?
-Nie miał wyjścia. Powiedziałem mu, że albo da tobie spokój, albo rozwiązujemy umowę. Tyle.
-Ty chyba nie mówisz poważnie?
-Zostawiłem mu aneks, ale go nie podpisał.
-Marek, ty naprawdę chciałeś to zrobić?
-No, szczerze mówiąc, nie myślałem, że tak szybko się wycofa. Ja na pewno bym się nie poddał.
-Marek, ty zaryzykowałeś dla mnie dobro firmy.
-No, co najwyżej stanowisko prezesa, a twój brat na pewno uratowałby znacznie więcej.
-Walczyłeś o mnie.
-Bardziej, niż Lew.
-Ty naprawdę mnie kochasz.
Przytula się do niego, ale Marek błądzi gdzieś wzrokiem, jakby chciał uciec od odpowiedzi na to pytanie. Czy on rzeczywiście zrobił to z miłości? Czy on ją kocha? A może jednak to tylko przyzwyczajenie?
Ula wraca ze szpitala, od Izy. Umawia się z Alą, która ma pojechać do Rysiowa po swoje auto .
„Marek tez zostawił u mnie swój samochód, ale serce zostawił chyba gdzie indziej” – myśli, widząc Marka i Paulinę całujących się przy wejściu do sekretariatu. Kiedy wchodzi do sekretariatu, Marek jest już sam i dopytuje o stan Izy, a potem pyta:
-Wracamy razem?
-Razem?
-No, do Rysiowa. Muszę samochód odebrać.
-Aaa. Samochód. Jasne.
-To jesteśmy umówieni. Na razie.
Pojawia się po raz drugi, już gotowy do wyjścia, ale Ula chce jeszcze poczekać na Alę – umówiły się przecież. Marek chyba jednak nie jest zachwycony pomysłem wspólnego z Alą powrotu, więc wykręca się brakiem czasu – nie może czekać, aż Ala będzie wolna. Taksówka już czeka, pojedzie więc sam. Ula jest wyraźnie zła, żałuje, że nie może pojechać z Markiem. Toteż, kiedy za moment pojawia się Ala z informacją, że musi zostać dłużej w pracy i żeby Ula na nią nie czekała, błyskawicznie zbiera się i dogania Marka w windzie. W taksówce jednak atmosfera jest raczej gęsta – oboje są podenerwowani. W końcu Ula zdobywa się na odwagę i pyta, czy może wpadnie do nich na herbatę. Niestety, Marek odmawia twierdząc, że ma jeszcze kilka spraw do załatwienia. Szybko zauważa, że Uli zrobiło się przykro, więc bierze jej dłoń i delikatnie, ciepło gładzi.
-Odbijemy to sobie następnym razem, ok?
Ta obietnica i czułe gesty natychmiast poprawiają jej humor.. Żegnają się przy furtce i wtedy Marek zauważa brak samochodu.
Nasuwa się pytanie – jak potraktować ten gest w taksówce? Niby nic wielkiego, a jednak dość wymowny. Czy musiał się tak przejmować nastrojem Ulki? Czy gdyby była mu zupełnie obojętna, wykonałby go w ogóle? On się nawet nad nim nie zastanawiał – to był odruch. Marek, nie po raz pierwszy źle się czuje, kiedy widzi, że sprawia jej nawet niewielką i niezamierzoną przykrość. Pewnie nie wie, dlaczego, ale, szczególnie w takich momentach czuje potrzebę okazania jej swojej bliskości. Nawet jeśli jest to tylko taki niewielki gest.

Kradzież samochodu Marka, wywołuje wielkie poruszenie, no bo jak to, kto, sprzed domu Cieplaków? Józef nie może tego zrozumieć, ani się uspokoić. Przecież cały czas był w domu i nic się nie działo, no chyba, że …wtedy, kiedy był Bartek? Na dźwięk tego imienia, tężeje twarz Marka i Ula też nie może ukryć zdziwienia. Kiedy odprowadza gościa do furtki, Marek po prostu pyta:
-Myślisz, że to Bartek?
-Nie, nie. Nie sądzę.
-Ale tak pomyślałaś. Widziałem twoją minę. (swoją drogą, jak oni dobrze się znają – czytają ze swoich twarzy, jak z otwartej księgi).
-Ale to raczej nie on.
-Ale mówiłaś sama, że ciebie też oszukał, więc…
-Tak. Tak, oszukał mnie, ale nie tak. Słuchaj, może on jest trochę porywczy i taki… śliski, no i zachował się wobec mnie nie fair, ale na pewno by czegoś takiego nie zrobił, bo nie jest złodziejem. Marek, to na pewno nie on.
-Możesz za niego ręczyć?
Ula się waha, ale milczenie jest potwierdzeniem.
Poproszony po raz kolejny o pomoc Seba pojawia się, żeby zabrać przyjaciela. Wracając, rozmawiają. Marek nie potrafi ukryć zdenerwowania.
-Nie, to jest po prostu niewiarygodne. Ty wiesz, że ona jeszcze go broni? Ona to w ogóle za wszystkich może ręczyć. Za tego całego Bartka, za Maćka… No przecież ja sam nawet za siebie nie mógłbym ręczyć. Jestem przekonany, że ten chłystek… Co ty nic nie mówisz?
-A co mam mówić? Dla mnie sprawa jest jasna od dawna, tylko kto by mnie słuchał?
-O co ci chodzi?
-O to, że ty też ciągle za nią ręczysz.
Marek myśli nad tym, co usłyszał. Chyba wcześniej się nad tym nawet nie zastanawiał, nie zwrócił uwagi, ale przecież to fakt – zawsze, ostatecznie, staje w jej obronie, ufa jej, ręczy za nią.
Ula też zadaje sobie pytanie, czy słusznie zrobiła, potwierdzając niewinność Bartka – przecież nie widziała go od kilku lat, mógł się zmienić… Nie wie, co Marek pomyślał o niej i całej tej sytuacji, zaistniałej w ciągu minionej doby. Obawia się, że już nigdy nie zechce jej odwieźć, że potraktuje, jak kogoś, kto przynosi pecha :” Jestem, jak piątek trzynastego, punkt o trzynastej”.
Dla Marka, to jeszcze nie koniec wrażeń na ten dzień. Po raz kolejny wraca późno i nietrudno się domyślić, że Paula znowu będzie miała do niego pretensje.
-Marek, gdzie ty byłeś? Byliśmy umówieni dwie godziny temu. Marek, dlaczego ty mi to robisz? To jest jakaś demonstracja? Coś chcesz mi udowodnić? Już drugi dzień z rzędu…
-Ukradli mi samochód. – pada krótkie i wypowiedziane mało przyjaznym tonem wyjaśnienie.
Nie może, oczywiście powiedzieć jej, gdzie się to stało, wymyśla więc, na poczekaniu, że przed siłownią.
Tego już za wiele – wczoraj pobicie, dzisiaj kradzież. Paulina obawia się, że Marek wpakował się w jakąś aferę.
Bartek postanawia działać – obiecał przecież Józefowi, że przeprosi Marka za tę szamotaninę, jest więc doskonały pretekst do pojawienia się w firmie i spróbowanie upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. Bartek potrzebuje pracy, dlaczego więc Marek nie miałby mu w tym pomóc?
Na początek przedstawia się, zdziwionej nieco Ani, jako chłopak Uli. Kiedy jednak okazuje się, że jej akurat nie ma, decyduje się na rozmowę z Markiem. Jego widok jednak, bynajmniej, nie cieszy prezesa.
-Przeprosić chciałem. To nieporozumienie jakieś było. Zrozum, przychodzę do swojej dziewczyny, a ona z jakimś gościem. Co ty byś zrobił na moim miejscu?
-Ula, to jest twoja dziewczyna, tak?
-A jak? Inaczej bym cię nie tknął. Nie wiedziałem, że jesteś jej szefem. Naprawdę przepraszam.
Wyciąga rękę, ale Marek nie zamierza podawać mu swojej, na zgodę.
-To wszystko?
-No, nie wszystko. Pogadać chciałem.
-Nie mamy o czym.
-No, nieładnie. Ja tu rękę podaję, a ty… Liczyłem na większą wyrozumiałość. W końcu mamy wspólnych przyjaciół.
-Nie mamy. Nie mamy ani wspólnych przyjaciół, ani tematów do rozmowy. Dwie minuty minęły. Dziękuję. A, tak przy okazji – nie wiesz, co się stało z moim samochodem?
-Ja?
-Tak ty. Został skradziony, a ty też przypadkiem byłeś w pobliżu.
-Sugerujesz coś?
-Nie. Na razie pytam.
-Nie wiem, ale jakbyś chciał, to mógłbym ci pomóc z tym autem, a ty… Widzisz, aktualnie straciłem płynność finansową. Roboty szukam..
-Wyjdź stąd. Skończyliśmy.
-Dobra, jak nie ty, to pójdę do Ulki. Ktoś mi musi pomóc. Żegnam pana prezesa.
Wychodząc z gabinetu, wpada na Ulę, właśnie. Jest zdziwiona i zła. Chce, żeby sobie poszedł, ale on próbuje ja przekonać, że się zmienił, szuka pracy i liczy na jej pomoc. Ula nie chce z nim rozmawiać, nie chce go widzieć, ani teraz, ani w ogóle. Wzywa ochronę, ale, na szczęście, Bartek wychodzi sam.
Marek, który z trudem ochłonął po krótkim, ale bardzo irytującym spotkaniu z Bartkiem musi porozmawiać z Ulą.
-Tak, wiem, że był u ciebie Bartek.
-Właśnie. Twój chłopak.
-Co?
-Tak przynajmniej się przedstawia.
-Nie. Marek, naprawdę nie mam pojęcia, co on tutaj robi, ale to, oczywiście jest nieprawda. Wierzysz mi?
-Ula, ja naprawdę nie wiem sam, w co mam wierzyć, rozumiesz?
-Marek, ty wiesz, że ja bym cię nigdy nie okłamała.
Rozmowę jednak przerywa pojawienie się żony Borubara z trójką jego dzieci. Kobieta poszukuje Violetty Kubasińskiej…
Ula usiłuje zająć się gośćmi, ale dzieci strasznie rozrabiają. Kiedy pojawia się Viola i zauważa, kto na nią czeka, próbuje szybko się ulotnić. Krystyna Borubar, bez słowa oddaje Uli córeczkę, zostawia też pod jej opieką chłopców i udaje się na poszukiwanie Kubasińskeij. Dzieci są rozbrykane, zupełnie opanowały biuro, a Ula nie potrafi nad nimi zapanować. Chłopcy rozrzucają dokumenty, robi się zamieszanie, ale, na szczęście, pojawia się Marek i błyskawicznie stara się zająć czymś chłopców. Z dokumentów robi samoloty i dzieci bawią się doskonale, a Marek zdaje się być zadowolony. Nawet Ula to zauważa.
-Świetnie się dogadujecie.
-No, fajne chłopaki.
-Czasem łatwiej dogadać się z obcym dzieckiem, niż z kimś bliskim, co?
-No, dziecko ciebie nigdy nie oszuka.
-Marek, wiesz co, jesteś niesprawiedliwy.
-Ula, przepraszam, ok? Nie chciałem ciebie obrazić.
-Wiesz co? Oskarżasz mnie o kłamstwo.
-Ula, zrozum – najpierw Maciek, potem pojawia się ten Bartek. Ja naprawdę zaczynam się już gubić.
-Ja też. I, naprawdę nie mam z tym nic wspólnego.
-Dobrze, ale postaw się w mojej sytuacji. Postaraj się wyobrazić sobie tę całą sytuację z mojego punktu widzenia.
-Marek, ale jak ja mam ci to udowodnić, co? Mogę ci tysiąc razy powtarzać, że to jest bzdura i co to da?
-Ula, po prostu nie zostawiajmy tego tak, dobrze? Spotkajmy się po pracy. Porozmawiamy spokojnie. Bez żadnej ściemy.
Nasuwa się pytanie, o co, tak naprawdę chodzi Markowi, co w tej całej sprawie dotknęło go najbardziej? Tupet Bartka, kradzież samochodu, obawa, że Dąbrowski będzie chciał znowu wykorzystać finansowo Ulę i wtedy zagrożone będą jego weksle, czy może jednak, nieoczekiwanie włączyła mu się konkurencja i trochę się to wymknęło spod kontroli? Powstaje jeszcze jedno pytanie – czy jeśli tak jest w istocie, to Marek ma prawo kontrolować znajomości Uli, upewniać, się, że poza nim nikt inny nie istnieje (bo tak to chyba trochę wygląda), sam będąc w związku i, nie mogąc, tym samym niczego jej zaoferować? Pewnie nie, tylko, że on tego tak nie widzi. Nie analizuje tego, nie zastanawia się, bo jeszcze nie zdaje sobie sprawy, dlaczego właściwie to wszystko robi. Jeszcze nie dotarło do niego, że to jakiś lęk przed tym, że może ją stracić sprawia, że boi się o nią, że chce jej zapewnień – to wszystko jest wynikiem czegoś, czego nie potrafi nazwać, nawet nie próbuje tego robić. „Ja naprawdę zaczynam się już gubić” – powiedział do Uli i tak chyba jest w istocie, ale gubi się nie w ilości potencjalnych konkurentów, bo jest ich raptem dwóch. Jeśli gubi się, to we własnych odczuciach, odbiorze tych facetów, towarzyszącym temu wszystkiemu lęku, którego nie rozumie.

Nie wracają do rozmowy, zajmują się dziećmi, kiedy pojawia się Paulina..
-Co tutaj się dzieje?
-No właśnie bawimy się w nianie (Markowi się to chyba nawet podoba).
Paula także próbuje zagadywać do chłopców, ale nie bardzo jej to wychodzi. W końcu bierze od Ulki małą Oliwię. Zachwyca się nią, jej oczyma i informuje Marka,że… właśnie taka córeczkę chciałaby mieć. Ten sielski obrazek przerywa wejście Krystyny Borubar. Przeprasza za kłopot.
-Żaden kłopot. Sami planujemy taką gromadkę.
Marek nie reaguje na to, ale ona obejmuje go, przytula, całuje… Ula nie może tego znieść. Wychodzi. W łazience spotyka zapłakana Violę, która bardzo poważnie potraktowała to, co usłyszała od żony „swojego” bramkarza.
-To jest rodzina, rozumiesz? Oni maja wspólne marzenia, plany, a ja… nie mogę tego rozbić. Ja tego nie udźwignę. Nie mogę, Ulka. Poddaję się.
Te słowa działają na Ulę, jak kubeł zimnej wody. Idzie na spacer do parku. Myśli o tym, co powiedziała Violetta, przypomina Marka, Paulę, córeczkę Borubara i dociera do niej bardzo brutalna i bolesna prawda – oni też maja swoje plany, marzenia i nie ma w nich miejsca dla niej. To boli, bardzo boli. „Znowu przyszło mi płakać, chociaż chciałam się śmiać. […] powieki są po to, żeby nie patrzeć,jak odchodzisz na zawsze…”. Osychają łzy, jednak ból pozostaje. Wie jednak, co powinna zrobić. Wraca do biura. Marek wychodzi od siebie.
-O, ty już gotowa?
-Na szczerą rozmowę?
-Tak.
-W 100 procentach.
-Idziemy?
-Nie. Nie mogę z tobą iść. Ona chce mieć z tobą dzieci.
-Rzeczywiście… Znaczy, był taki moment…
-Wy macie tysiące takich momentów, planów, wspólnych marzeń. Takich puzzli, z których potem składa się całe życie. Ślub, biała sukienka i wspólny dom. To jest twoja przyszłość. A ja nie chcę być piątym kołem, ja nie chcę w to wchodzić. I to między nami nie ma sensu. Ja nawet nie wiem, co to jest. A ona cię kocha i ty ją tez…. Więc, zostawmy to.
-Ula, ja jej… nie kocham.

Wzruszyła mnie ta scena. Obejrzałam ja wiele razy, wsłuchałam w każde słowo, wpatrzyłam w wyraz oczu Marka i każde drgnienie mięśni jego twarzy, gdy słuchał tych gorzkich, z trudem przez Ulę wypowiadanych słów. Widziałam, że było to dla niego bardzo trudne, że rozumiał ból, jaki odczuwała Ula, z jaką uwagą i powagą patrzył na nią, gdy mówiła :”To między nami, nie ma sensu. Ja nawet nie wiem, co to jest?”. Wyglądało to tak, jakby sam zadawał sobie pytanie :”Co to jest, że jesteś mi potrzebna, że lubię z tobą przebywać, że jestem z tobą szczery, że przy tobie staję się inny. No co to jest? Ula – ja nie wiem, ale… tak jest”.
Jego świadomość tego nie ogarnia, to jest takie inne, nieznane dotąd, ale kiedy mówi, że nie kocha Pauliny, patrząc jej prosto w oczy i ważąc każde słowo, to ja mu wierzę. Cokolwiek nie mówiłby potem – to było szczere. Nie wie, czy i co czuje do Uli, ale zdołał sobie uświadomić, czego nie czuje do Pauliny i głośno, w pełni świadomie to wypowiada. Nigdy, żadnej kobiecie wcześniej tego nie powiedział.
Po całym tym wyznaniu idą jednak na spacer do parku i na swoją rozmowę na 100%.
-Z Pauliną znamy się właściwie od dziecka. Potem ona wyjechała, a po kilku latach wróciła już dorosła, no i … to było olśnienie. A potem wpadliśmy w rutynę, zamieszkaliśmy razem. Wspólne obiady u rodziców, wspólne wakacje, zakupy, itd., itd.,. No i, oczywiście w planach ślub. Wszystko zapięte od A do Z. To jakby było trochę poza mną. Całą organizacją, katedrą i zaproszeniami zajmowała się Paulina. Ja nawet nie zauważyłem, jak to się stało. No i, szczerze mówiąc, przywykłem do tego, że przestaliśmy być ze sobą szczerzy . Nie wiem, jakoś niedawno przestało mi się to podobać. Ula, gdybym ją kochał, to przecież w ogóle nie miałbym takich wątpliwości. Nie oglądałbym się za kimkolwiek innym, tylko byłbym z nią szczęśliwy. I nie wiem, co z tym zrobię, ale muszę coś wymyślić i to, jak najszybciej. No i to jest 100% mojej prawdy – niezbyt imponującej.
Czy Marek rzeczywiście jest szczery? Myślę, że jego związek z Paulą, to rzeczywiście rutyna, przyzwyczajenie, coraz bardziej widoczne nawet w „czułych” gestach, pocałunkach. Jest też prawdą, że to ona zadbała o to, żeby zorganizować ich przyszłe życie, a wcześniej ślub – on się z tym nie spieszył, nie angażował w to, bo nie czuł takiej potrzeby, bo nie był przekonany, co do słuszności takiej decyzji. Przyzwyczaił się do myśli, że ten mariaż byłby dobrze widziany także przez rodziców i także ze względu na firmę. Mimo jednak, że nie był do tego przekonany, to nie sprzeciwiał się temu w jakiś zdecydowany sposób i długo chyba nawet nie zastanawiał się nad tym , dlaczego permanentnie zdradza kobietę, która wkrótce ma być jego żoną. Czy to nie właśnie pojawienie się Uli i, do pewnego stopnia, zaistnienie jej w jego życiu sprawiło, że zaczął się nad tym zastanawiać? Czy to nie właśnie dzięki niej dokonał odkrycia, że między nim i Pauliną brak szczerości i, że zaczęło mu to przeszkadzać. Sam mówi :”… jakoś niedawno przestało mi się to podobać”. No właśnie, niedawno – bo wtedy pojawiła się Ula i zauważył, że tak, jak swobodnie i szczerze rozmawia z nią, nie rozmawia ze swoją narzeczoną, więc coś tu nie jest w porządku.

-No, to trochę, jak moje.
-A ja chętnie posłucham.
-My z Bartkiem też zawsze byliśmy blisko. Znaczy, on rządził na całej ulicy, a ja byłam taką… dziewczynką na posyłki. I dopiero, jak skończyliśmy szkołę, zaczął mnie traktować poważnie. Przynajmniej, tak mi się wydawało. Potem się okazało, że nadal jestem taką dziewczynką na posyłki. Załatwiałam dla niego mnóstwo rzeczy, wyciągałam z kłopotów. A najgorsze było to, że mnie oszukiwał. Mówił, że mnie kocha, a wcale mnie nie kochał. I, dopóki ciebie nie poznałam myślałam, że cały świat składa się właśnie z takich Bartków. Nawet nie wiesz, jakie to dla mnie ważne, że ja wiem, że zawsze jesteś ze mną szczery. Nawet jeśli boli.
To wyznanie Uli jest dla Marka bardzo trudne. Widać kilkakrotnie jego zmieszanie, zawstydzenie wręcz. Zdaje sobie sprawę, że wcale nie jest taki kryształowy, jakim ona go widzi .Ma świadomość, że bywa podobny do Bartka, który przecież ją skrzywdził. Nie chce tego, nie jest mu dobrze z tą świadomością, także z tym, że Ula ufa mu bezgranicznie, a on na to nie zasługuje. Nie wiadomo, jak ta rozmowa potoczyłaby się dalej, czy może Marek spróbowałby jeszcze coś jej wytłumaczyć, wyjaśnić, gdyby nie przerwał jej telefon od Maćka, który czeka na nią pod firmą. Ula chce go spławić, ale Maciek się nie daje – koniecznie chce, żeby zobaczyła ich nowy, firmowy samochód..Marek przysłuch.uje się tej rozmowie, słyszy, że Ula nie chce jeszcze wracać, ale Maciek nalega. Nie podoba mu się to. Nie podoba mu się, że Ula w końcu ulega Maćkowi, czy bardziej to, że chciałby jeszcze z nią pobyć?
Idą z Markiem w kierunku miejsca, gdzie czeka Maciek.
-Udało mi się zrobić wrażenie? – pyta uradowany Maciek, wskazując na samochód.
-Rzeczywiście, udało ci się – odpowiada Marek ze złością, patrząc wymownie na Szymczyka.
To nie jest przyjemne spotkanie, ani przyjemna rozmowa i na kilometr wyczuwa się wzajemną niechęć między Dobrzańskim i Szymczykiem.
Ula, wracając z Maćkiem do domu, dzwoni do Bartka.
-Dzwonię, bo dowiedziałam się dzisiaj, że jesteś moim chłopakiem. Co ty sobie wyobrażasz?
-Nie, no po prostu chciałem ci powiedzieć, że mamy szansę.
-Co?
-No Ula. Przecież myśmy się, tak naprawdę nigdy nie rozstali. Nigdy nie powiedzieliśmy sobie, że to już koniec.
-To teraz ci mówię, że to koniec. Rozumiesz?
-Ostro. Podoba mi się.
-No to słuchaj – masz problem, bo tak się składa, że jesteś błędem młodości. Jedną wielką pomyłką. Rozumiesz to?
Na takie dictum, Bartka zwyczajnie zatkało.
-Nie poznaję cię, Uleńka. Zmieniłaś się.
-Tak, Uleńka w końcu zmądrzała.
W tym momencie Ula nie wie, że Bartek jeszcze trochę namiesza w jej życiu. Niestety.
Tymczasem Marek wraca do firmy i zachodzi do Seby.
-A ty dlaczego jeszcze nie w domu?
-No wiesz, znowu miałem spotkanie z cyklu „niespodzianki motoryzacyjne”. Najpierw zjawia się ten pajac Bartek i proponuje mi okup za mój samochód, a potem zjawia się Maciek, cały szczęśliwy, w swoim nowym samochodzie.
-Myślisz, że jedno z drugim ma coś wspólnego?
-Mam nadzieje, że nie.
-Stary, ale i tak krążą nad tobą, jak sępy. Znaczy – nad Ulką, ale to i tak na jedno wychodzi.
-No, ja się dopaść nie dam. Ula na pewno też nie.
-Taki jesteś pewien?
-Seba, ten Bartek ją oszukał i ona się nie da drugi raz omamić.
-A ja myślę tak – raz ja zrobił na szaro, drugi raz przyjdzie mu to jeszcze łatwiej.
-Ula nie jest taka naiwna.
-Nie jest? Ale w twoje „uczucie” wierzy?
Marek nie odpowiada, a o czym myśli? Wydaje mi się, że Dobrzańskiemu wcale nie chodziło o samochód, o Bartka, o Maćka, ale właśnie o to, czego Sebastianowi nie powiedział – o rozmowę na 100%. O to, do czego sam przyznał się Uli i o to, co od niej usłyszał. To właśnie nie daje mu spokoju. To z tego powodu nie chce mu się iść do domu, spotkać z Pauliną.
W biurze zastaje ich wieczór. Siedzą obaj na podłodze, z lampkami koniaku i dalej rozmawiają.
-Trochę już mam tego dosyć.
-Nie dziwię się. Jednego dnia zarobić w twarz, drugiego stracić auto…
-Seba, ja nie o tym mówię. Ciężko jest mi ją oszukiwać.
-Ulkę?
-Uhm. Ona cały czas we mnie wierzy. W to, że między nami coś będzie.
-To dobrze. Niech wierzy.
-Nie, no właśnie niedobrze. Muszę powiedzieć jej prawdę, jakoś wyprostować całą sytuację. Boję się tylko, jak zareaguje.
-Załamie się i odejdzie.
-Właśnie.
-Albo obrazi się i odejdzie. Tak, czy owak – odejdzie.
-Właśnie.
-A za trzy tygodnie koniec kwartału, zebranie zarządu. Będą sprawdzać wszystkie twoje wydatki, umowy. Wszystko. A, jak trafią na jej kredyty?
-No to leżę.
Nasuwa mi się pytanie – czy Marek boi się odejścia Uli tylko dlatego, że wtedy straciłby kontrolę nad swoimi wekslami, czy raczej jej zniknięcia z jego życia, niemożności codziennych spotkań, rozmów. Obstawiam jednak to drugie. Nie wie, dlaczego, ale chce, żeby była obok. Gdzieś w tle jest pewnie tez obawa o własny stołek, gdyby zostały odkryte kredyty, ale nie skłaniałabym się do tego, że Ula, jako kobieta nie jest tu ważna. Marek przecież jeszcze długo nie przyzna się Sebie do swojej niezrozumiałej słabości do niej i jeszcze długo będzie mu przytakiwał, że chodzi tylko o sprawy firmy. Chyba jest mu trochę na rękę taki sposób myślenia kumpla, bo najpierw sam chce zrozumieć, co się z nim dzieje.
Tymczasem, Ula piecze ciasto, na przypadające następnego dnia swoje urodziny. Józef opowiada jej o spotkaniu z Bartkiem, ale ona ignoruje ten temat. Cały czas myśli o Marku. Kiedy Józef pyta:
-Jak myślisz, może mogłoby jeszcze coś być między wami? – uśmiechając się do myśli o Marku odpowiada
-Może?
To nieopatrznie wypowiedziane słowo będzie, niestety, przyczyną kłopotów.

Ula cała uroczysta pojawia się w pracy. Za nią wchodzi Marek. Kiedy ona już myśli, że chce jej złożyć życzenia, on prosi ją o … zrobienie kawy. Rozczarowanie… Zapomniał.
Ula przynosi kawę, Marek przypomina jej o wysłaniu umów i wtedy pojawiają się Ela i Ala z kwiatami, prezentem i życzeniami. Marek orientuje się w swoim niedopatrzeniu i wycof,uje do gabinetu. Spanikowany, gorączkowo przeszukuje szufladę – może tam znajdzie coś odpowiedniego na prezent dla Ulki, ale ona właśnie wchodzi. Mówi, że przełożyła spotkanie z dziewczynami na później, a on, naturalnie podchwytuje to:
-Ja też chciałem na później z tymi życzeniami, bo chciałem, żeby to była niespodzianka.
-A już myślałam, że zapomniałeś.
-Nie, no co ty? Ja? Przecież , jak ja mógłbym zapomnieć. Mówię – chciałem ci zrobić niespodziankę i już.
-A dowiem się, co to za niespodzianka?
-Nie. Na razie nie mogę ci powiedzieć, co to za niespodzianka. Obiecuję, że to będą wyjątkowe urodziny. Takie, które zapamiętasz na zawsze.
Ula spotyka się z dziewczynami na urodzinowej kawie i zaprasza je do domu na małą imprezę. Marek, natomiast ma problem – rozmawia z Sebą, mówi,że zapomniał o urodzinach Uli.
-A kiedy były?
-No właśnie dzisiaj są.
-Nie, no to w czym problem? Daj jej cokolwiek i powiedz, że czekałeś na kuriera.
-Nie, Seba. Sęk w tym, że to nie może być cokolwiek. Rozumiesz?
-No, dałem ci cały zestaw. Wybierz coś adekwatnego.
-Nie, wiesz. Ja się chyba zastrzelę, stary – opowiada mu, że obiecał jej jakąś niezwykłą niespodziankę.
-Jaką niespodziankę?
-Ja nie wiem. Improwizowałem.
-Marek, możesz mi powiedzieć, po co ty jej obiecujesz takie rzeczy?
-Seba, nie wiem. No, jakoś tak mi się powiedziało. Głupio mi się zrobiło, że zapomniałem i starałem się jakoś ratować.
-No to się uratowałeś. Na amen.
-No, ale, co ja miałem jej dać – lot w kosmos?
-Można to też i tak nazwać.
-Stary, ja mówię poważnie, ale…
-A co ona mogła innego zrozumieć? Ja, na jej miejscu spodziewałbym się tylko i wyłącznie upojnej nocy w hotelu.
-Nie, no ty chyba żartujesz?
-Cokolwiek innego jej zaproponujesz – będzie zawiedziona.
-Nie, no moment. To jest absolutnie niemożliwe, żeby ona właśnie tak to odebrała. Stary – nie.
-Zamawiaj hotel i szampana. Najlepiej tyle, żeby zasnęła, zanim do czegokolwiek dojdzie.
Marek jest zupełnie skołowany – chciałby, żeby, skoro już zapomniał, jego prezent był rzeczywiście atrakcyjny, ale na hotelowe spotkanie, to on zupełnie nie jest gotowy. Ciekawe jest jednak to, że on się tak bardzo tym przejmuje. Przecież, gdyby mu zupełnie na niej nie zależało, gdyby była tylko asystentką, z całą pewnością, nie miałby takich dylematów. Poza tym – stara się, chce być oryginalny, nie bierze po uwagę „czegokolwiek” (jak postąpiłby z każdą inna kobietą),tylko coś, co będzie dla niej naprawdę miłe.
Ula pojawia się u niego z ciastem urodzinowym.
-Aha i jeszcze chciałam cię zapytać… bo wspominałeś coś o jakiejś niespodziance?
-Tak. No widzisz, niespodzianki mają to do siebie, że maja być niespodziewane.
-Właśnie. I dlatego ja się jej kompletnie nie spodziewałam i umówiłam się wieczorem na takie małe … świętowanie. Rodzinne. I nie chciałabym, żeby to kolidowało….-…Małe świętowanie. Wiesz, że ja tez, dokładnie o czymś takim pomyślałem? No, że powinniśmy pójść do jakiejś fajnej restauracji. Ale nie do takiej, co zawsze chodzimy, tylko do takiej, jak już powiedziałem – fajnej. To w końcu wyjątkowa okazja, tak? I pomyślałem sobie, że powinienem ciebie zaprosić do restauracji w hotelu . Co ty na to?
Ula jest w szoku. Do restauracji w hotelu? Jak to?
-No, ale ja już jestem umówiona w domu.
-A nie, to ja mogę wpaść.
-Ale będą dziewczyny – Ala, Ela…
-No, to chyba tym bardziej mogę się zjawić, nie?
Ula nie wierzy własnym uszom.
-No, chyba, że się mnie wstydzisz, wtedy…
-Nie, no absolutnie nie. Tylko… Tak oficjalnie?
-Oficjalnie, tak. Tak, jak prezes do swojej asystentki. Wiesz, posiedzę pięć minut, a jak skończycie, to dasz mi znać i przejdziemy do tej części mniej oficjalnej. No dobra, Ula, to jakby jesteśmy umówieni.
No, teraz tylko jeszcze trzeba trochę popracować, a potem będzie można świętować… Kiedy wszystko już wykonane, Ula wychodzi z gabinetu
-No to o 17.30, panie prezesie.
-To może od 17.30 do 17.35…
-To może ja wpiszę to do kalendarza, żeby pan prezes już sobie niczego na te pięć minut nie zaplanował.
-Myślę, że zapamiętam.
-Tak?
Rozmowa z pogranicza niewinnego flirtu, doskonałe humory i nagle, jak diabeł z pudełka, spod biurka wyskakuje Viola. Konsternacja.
-A co jest o 17.30?
-Moje urodziny. To znaczy, takie małe przyjęcie. W Rysiowie.
-Aaa, w Rysiowie.
-Wypada wpaść – dodaje Marek.
Uli, niezbyt zadowolonej z takiego obrotu sprawy, pozostaje już jednak tylko zaprosić Violę na przyjęcie.
Józef wraca z Beti ze sklepu i spotykają Bartka. Józef zaprasza go na urodziny Uli, zapewniając, że ona na pewno się ucieszy. Bartek, zamierza skorzystać z nadarzającej się okazji. Może akurat uda mu się coś ugrać?
Ula pojawia się w domu z dziewczynami. Zaraz za nimi wpada Viola. Kiedy już wszyscy siedzą przy stole, a Violetta opowiada o zabawnym zdarzeniu – jak to Pshemko odkrył, że jego asystent, Kuba ma brata bliźniaka, i, że obaj uzupełniali się w pracy, niepostrzeżenie pojawia się… Marek. Jego widok elektryzuje wszystkich, ale najbardziej chyba Józefa.
-Dzień dobry panie Marku. Nie spodziewaliśmy się pana.
-No, jak mógłbym przegapić urodziny mojej ulubionej asystentki?
„tata, Beti, przyjaciele i on – dobrze, jak nie za dobrze. Coś może się popsuć.”
Marek wychodzi za Ulą do kuchni.
-Pomóc ci w czymś? Słuchaj, twój tata, to chyba nie jest dzisiaj w najlepszym humorze, co?
-Dlaczego?
-No, bo jakoś tak nie wiem. Nie ucieszył się na mój widok.
-Marek – zawsze jesteś tu mile widzianym gościem.
Ula zostaje wezwana, żeby zdmuchnąć świeczki i podczas gromkiego „sto lat” rozlega się dzwonek. Solenizantka otwiera drzwi, w których stoi… Bartek z bukietem kwiatów. I to jest najgorsze, co mogło ją tego dnia spotkać Oczywiście, to nie koniec urodzin – niespodzianek jeszcze nie zabraknie, ale o tym już w kolejnej analizie.
Teraz jeszcze chciałbym się na chwilę zatrzymać przy tym, co wydarzyło się do tej pory. Zastanawiające może być zachowanie Marka. Do tej pory, tak bardzo dbał o wszystkie pozory, a teraz nagle decyduje się na urodzinowa wizytę, choć wie, że będą tam dziewczyny, a one, z kolei wiedzą, że nie należy do tradycji składanie wizyt przez prezesa swoim asystentkom, nawet w tak uroczystym dniu. Że potraktował Ulę szczególnie, wyjątkowo. Zrobił coś, co nie zdarzało mu się nigdy dotąd. Czy tak ważne są dla niego tylko te weksle, czy też, znowu, nieco się zapomniał – nieodgadnione serce podpowiedziało coś, czemu na pewno sprzeciwiłby się rozum, gdyby tylko nim się kierował w tej niezwykłej znajomości . Marek gubi się coraz częściej i coraz bardziej i, choć czasem sam próbuje wszystkiemu zaprzeczać, ta dziewczyna intryguje go coraz bardziej.

Kończę na odc. 145.