Get your own Digital Clock

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Dwudziesta trzecia część wersji "po zakończeniu" Marty2

Jedyną pociechą w tej sytuacji dla Uli był fakt, że jej ojciec nie przeczyta tego artykułu – bowiem nigdy nie kupowali „Złotych chwil” ani podobnych czasopism. Nadzieja ta została jednak rozwiana, gdy po powrocie do domu zobaczyła krzykliwą okładkę owego miesięcznika na blacie stołu kuchennego.
-Pani Dąbrowska przyniosła – powiedział ojciec, widząc kierunek spojrzenia Uli – była zaszokowana tym, co przeczytała i musiała mnie poinformować o tym artykule.
-Tato… Chyba nie muszę ci mówić, że to wszystko nieprawda.
-Ula, ja to wiem, ale pomyśl, ile osób czyta tę gazetę? Wśród nich nasi krewni, sąsiedzi i znajomi… Ale najważniejsze jest to, jak się z tym czujesz. Nie wiem, jak on mógł dopuścić do takiej sytuacji.
-To nie jest wina Marka, tato. Przecież nie mógł nic zrobić… Niestety takie rzeczy się zdarzają…
-Jak to się zdarzają, Ula? Może w tamtym świecie, ale nie w naszym. Nie wydarzyłoby się to, gdybyś była z jakimś porządnym, solidnym chłopcem…
-Tato, proszę… Nie sprawiaj mi przykrości, kiedy źle się czuję i jestem zmęczona…
Józef przytulił ją mocno, ale gdy wychodziła z kuchni, musiał dodać na odchodnym:
-Gdyby jemu na tobie naprawdę zależało, nie dopuściłby do tego. Przemyśl to dobrze, Ula.
Myślała o tym całą noc – myślałaby o tym nawet bez zachęty ojca. Dopiero nad ranem zasnęła, co sprawiło, że wstała za późno, by zdążyć na autobus. Zadzwoniła więc do firmy, że się spóźni i pojechała do Warszawy wraz z Maćkiem.
Marek z niecierpliwością czekał na dziewczynę w ich gabinecie.
-Cześć – ujął ją czule za ręce – mam nadzieję, że dzisiaj jesteś już spokojniejsza.
Ula pokiwała głową. Mimo bladości na twarzy mówiła z pewnością w głosie:
-Tak, przemyślałam.
-Cieszę się – zawołał Marek z ulgą – Ula, ja wiem, jak bardzo zranił cię ten artykuł, ale nie można pozwolić, by takie złośliwości zatruwały nam życie.
-Dlatego też postanowiłam odejść i opuścić moje stanowisko w Febo Dobrzański.
Tego Marek zupełnie się nie spodziewał, nic więc dziwnego, że na dłuższą chwilę zamilkł. A Ula ciągnęła:
-Przemyślałam wszystko wczoraj wieczorem, w nocy i dzisiaj rano. Najlepiej będzie odejść jak najszybciej…
-Ale jak to – odejść? – wreszcie zdołał wydusić Marek – chcesz mnie zostawić?
-Nie ciebie, nie, tylko tą firmę. Między nami nic się nie zmieni. Zajmiesz się sam pracą w Febo Dobrzański. A ja pomogę Maćkowi w Pro-S. Już z nim rozmawiałam i bardzo się ucieszył. Za dużo jest tam teraz roboty na jedną osobę.
-Czyli rozmawiałaś o tym z Maćkiem, ale ze mną nie?
Widać było, że z Uli lekko odeszła pewność siebie – byłam pewna, że zrozumiesz – szepnęła.
-Jak mogę zrozumieć, skoro chcesz postąpić tak pochopnie? Ula, naprawdę nie ma sensu, by tak się poddawać czyjejś złośliwości. Jeśli chcesz, możemy zawiadomić adwokata i pójdziemy do sądu…
-A ja będę musiała udowodnić przed sądem, że nie uwiodłam cię dla pieniędzy i pozycji?- rzekła Ula z wyrzutem. Na to Marek nie znalazł odpowiedzi, a ona ciągnęła – Nie rozumiem, dlaczego tak nalegasz? Przecież od początku wiedzieliśmy, że mój pobyt w tej firmie jest tymczasowy i że służy jedynie ratowaniu sytuacji finansowej i odzyskaniu przez ciebie prezesury.
-Ja nigdy tak o tym nie myślałem… Zresztą i tak wątpię, bym mógł znowu być prezesem, Febo nigdy by na to nie pozwolili. Na pewno wykorzystaliby sytuację twojego odejścia, żeby odzyskać kontrolę nad firmą, zwłaszcza Aleks…
W oczach Uli pojawiły się łzy. Jak on mógł tego nie rozumieć? Nie wiedzieć, co ona teraz czuje? Przecież był tym jedynym…
-Czy to najważniejsze, co się stanie z firmą? – spytała rozczarowana. Nie czekając na odpowiedź, wybiegła. Nie mogła z nim teraz rozmawiać. Musiała być sama…
Po jej wyjściu Marek poczuł się źle. Mimo, że nadal nie pojmował jej perspektywy, widział, jak bardzo cierpi. Nie chciał też, by ich rozmowy kończyły się w podobnie przykry sposób. Ruszył więc za nią, by do końca wyjaśnić całą sprawę.
Po wyjściu z firmy błądził chwilę, na szczęście dość szybko wybrał właściwą drogę – tę do przystanku komunikacji miejskiej. Zdołał zobaczyć, jak Ula wsiada do autobusu.

niedziela, 9 stycznia 2011

(Nie) dorosła miłość - opowiadanie Michaliny cz.8

Promienie jesiennego słońca próbowały przebić się przez kwieciste zasłony pewnego pokoju w mieszkaniu na przedmieściach Krakowa. Było wcześnie rano, na łóżku leżała naga dziewczyna okryta jedynie cienka kołdrą. Na jej twarzy malował się uśmiech, prawdopodobnie pozostałość wczorajszego wieczoru.

Dziewczyna powoli budziła się, na początku nie wiedziała gdzie jest i co się dzieje, chwile potem do jej głowy zaczęły napływać wspomnienia poprzedniego wieczoru, na co szeroko się uśmiechnęła, po czym odwracając się, dotykała rękom łóżko szukając prawdopodobnie jego ciała. Niestety znalazła tylko kartkę z napisem: "Przepraszam A.", po przeczytaniu łza spłynęła po jej policzku i dopiero wtedy zorientowała się, że jest zupełnie naga, oparła się o ścianę przy łóżku, naciągnęła na siebie kołdrę, zamknęła oczy i wspominała to, co się działo poprzedniego popołudnia i wieczoru.

Ulicami budzącego się do życia Krakowa szedł mężczyzna w średnim wieku, miał rozpięty płaszcz, włosy w nieładzie a smutne i bezbarwne oczy patrzyły gdzieś w dal, on sam był nieobecny, jakby w innym świecie.

Mężczyzną tym był Aleks, myślał o wczorajszym wieczorze i o tym co zrobił dziś rano. Uciekł, zwyczajnie uciekł, bo inaczej nie umiał tego nazwać. Dziwił się sobie jak mógł się tak zachować: po prostu ją zostawić, po takiej nocy. Ale bał się, bał się spojrzeć w jej oczy; jest taka młoda, niewinna, a on. stary i zmęczony. To, co się wydarzyło nie powinno w ogóle mieć miejsca, nie powinien do tego dopuścić, ale nie umiał się opanować. Mimo wszystko dla niego to było coś wspaniałego, czegoś takiego jeszcze nie przeżył(no może z Julią)- prawdziwe uniesienie, a nie tylko pusty seks.

A Ola, Ola owinięta w kołdrę i zapłakana zasnęła. Wcześniej myślała o poprzedniej nocy, o tym jak wielkie to było dla niej zaskoczenie, nie spodziewała się, że pierwszy raz może być tak cudowny i że poczuje się po nim tak wyjątkowo. Zadawała sobie tylko pytanie, dlaczego Aleks ją zostawił, dlaczego uciekł, czy to był dla niego tylko zwykły seks? Wykorzystał ją? Nie! W ogóle nie brała pod uwagę takiej opcji, nie chciała w to wierzyć. Szukała jakiegoś sensownego wytłumaczenia jego zniknięcia, ale nic nie przychodziło jej do głowy.

Aleks natomiast postanowił jej to wszystko wytłumaczyć. Zamówił w kwiaciarni ogromny bukiet kwiatów, dołączył bilecik o treści: "Spotkajmy się o 17 w Retro Filiżance, wszystko Ci wyjaśnię. A." i kazał to wysłać do młodej Dobrzańskiej.

Ola sama nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć, ale postanowiła stawić się na miejscu spotkania i dowiedzieć, się co Aleks ma jej do powiedzenia.



17:00, `Retro Filiżanka`:

-Witaj- powiedział smutno Febo.

-Cześć- odpowiedziała dziewczyna.

Gdy, tylko siedli i złożyli zamówienie, Ola zapytała:

-Wytłumaczysz mi dlaczego zniknąłeś, czy to był dla Ciebie zwykły seks, zabawa?

-Olu to nie tak.ja, ja.- jąkał się Aleks- ja się po prostu przestraszyłem.

-Przestraszyłeś się?- dziwiła się Dobrzańska

-Zrozum, jesteś taka młoda, jak się domyśliłem to był Twój pierwszy raz, a ja. ja jestem tylko starym, zmęczonym życiem facetem. Ty masz przed sobą całe życie, a ja mam je za sobą. Ja nie powinienem dopuścić do tego co się stało.- Aleks przerwał i spojrzał na Olę, a ta od razu się odezwała.

-Zwariowałeś? Czy ty się w ogóle słyszysz? Co ty w ogóle mówisz? Całe życie za sobą? Człowieku przecież ty masz dopiero 48 lat!- uniosła się dziewczyna.

-Ale Ola, proszę Cię.

-Ale o co ty mnie prosisz? Co mamy się już nie spotykać, nie rozmawiać, tak? Tego chcesz? To powiedz mi prostu w oczy, że nic do mnie nie czujesz i że już nie chcesz mnie widzieć- z powagą powiedziała dziewczyna.

- To nie o to chodzi.- zaczął tłumaczyć Aleks.

-Aleks ja wiem o co, chodzi, ale posłuchaj mnie, powiem to tylko raz, jeśli nie zareagujesz, po prostu stąd wyjdę i już mnie więcej nie zobaczysz:

-To że ja mam 19 lat, a ty 48, to nic nie znaczy, bo a ni ja, ani ty, nie czujemy się na tyle ile mamy. Po drugie nie wiem jak ty, ale ja nigdy nie czułam się z nikim tak dobrze jak z Tobą, to jest magiczne, ale przy Tobie czuje się jak w innym świecie. A ostatnia noc to coś zupełnie wyjątkowego. A poza tym jestem w stanie dużo poświęcić, żeby nam się udało, bo czuje i wiem- Kocham Cię Aleks!- Ola powiedziała to poważnie, odczekała chwile i już chciała wychodzić, gdy nagle Aleks wstał, podszedł do niej i gorąco ją pocałował:

- Też Cię kocham Aleksandro Dobrzańska- dodał po pocałunku.

Następnie zjedli kolację, po czym udali się do mieszkania Oli, gdzie "przypieczętowali" swój związek.

czwartek, 23 grudnia 2010

Dwudziesta druga część wersji "po zakończeniu" Marty2

Ula liczyła na dotarcie do szerokiego grona czytelniczek „Złotych chwil”, ale po przeczytaniu artykułu, na który czekała z taką nadzieją, wolałaby, żeby to było znacznie mniej popularne pismo.
Wyjeżdżała z Rysiowa zbyt wcześnie, by kiosk był otwarty, ale zakupiła to czasopismo na przystanku, gdzie się przesiadała. Przewracała kartki z nadzieją, ale widząc wreszcie rezultat swoich oczekiwań, nie mogła uwierzyć w to, co ma przed oczami. Przez całą drogę autobusem czytała ten artykuł od nowa, aż przegapiła swój przystanek i musiała się cofać.
W firmie zauważyła, jak pracownicy na jej widok gwałtownie milkną i chowają swoje egzemplarze gazety. No tak, cały personel przecież czekał z niecierpliwością na ten artykuł… Nie mogąc dłużej znieść ich spojrzeń, schroniła się w gabinecie. Nie potrafiła się uspokoić, gdyż w głowie szumiały jej te okropne słowa z gazety…
-Ula? – Marek wszedł do pokoju, a z jego twarzy dziewczyna poznała, że wie o wszystkim i chce sprawdzić, czy i ona to czytała. Nie miała zamiaru ukrywać tego przed nim:
-Chyba nie udało się nam działanie promocyjne – powiedziała drżącym głosem. Mężczyzna podszedł do niej.
-Wybacz mi ten pomysł z gazetą, okazał się bardzo niefortunny…
-Niefortunny, rzeczywiście… Ta dziennikarka przedstawiła mnie jako zachłanną intrygantkę, która posunęła się do wszystkiego, by zdobyć władzę w firmie, a dzięki temu zarobić. Twierdzi, że w tym celu uwiodłam cię z premedytacją i dlatego poprawiłam swój wygląd…
-Nawet nie powtarzaj tych bredni…
-Naprawdę nie wiem, dlaczego… Przecież ona mnie nie znała przed naszym spotkaniem w firmie i nie miała żadnego powodu do złośliwości wobec mnie. Może to po prostu chęć wywołania skandalu?
-Z pewnością – tego typu pisma zawsze stwarzają podobne plotki, by zwiększyć poczytność… – Marek mówił to, nie patrząc na dziewczynę, a w niej zrodziło się dziwne podejrzenie:
-Marek… czy ty znasz dobrze tę dziennikarkę?
On siedział na kanapie, skubiąc jej poręcz:
-Kiedyś znałem… wyznał.
Zapadła cisza. W końcu przerwała ją Ula:
-A nie pomyślałeś, że w takim razie zaangażowanie jej w promocję naszej firmy może nie być najlepszym pomysłem? – te słowa ociekały wyraźną ironią.
-Nie miałem pojęcia, że może jeszcze chować urazę o coś, co było tak dawno – w głosie Marka było słychać autentyczne zdziwienie.
-Właśnie o to chodzi, że nadal nie masz o tym pojęcia! – głos Uli był wyraźnie podniesiony z rozżalenia, ale po chwili zdała sobie sprawę, że te słowa nie powinny były paść. Marek spojrzał na nią z urazą w oczach:
-Myślałem, że wierzysz w to, że się zmieniłem… I że nie będziesz mi wypominać mojej przeszłości…
Ula poczuła, że go boleśnie zraniła , a mimo swojej irytacji nie powinna była do tego dopuścić. Ich związek nie zasługiwał na takie słowa. Dlatego pogłaskała po ramieniu i powiedziała już spokojniejszym głosem:
– Wybacz mi te słowa, ale jestem zbyt rozdrażniona, by teraz rozmawiać… Muszę teraz być sama, najlepiej z dala od firmy, gdzie wszyscy czytali ten artykuł. Potrzebuję pojechać gdzieś, gdzie mogłabym ochłonąć, uspokoić się, trochę pomyśleć…
Marek ucieszył się, słysząc to, gdyż widać było, że Ula się powoli uspokaja. Oczywiście, ten okropny artykuł ją zranił, ale oczywiste było, że to stek bzdur, które nie były warte, by się nimi przejmować. Jak ta wariatka mogła wymyślić coś podobnego? Marek ledwie ją pamiętał – jak przez mgłę przypominał sobie krótkie mahoniowe włosy. Spotkali się, kiedy jeszcze był dyrektorem do spraw promocji i przeżyli ze sobą krótkie, acz intensywne chwile. Był pewien, że dla niej było równie oczywiste, że koniec nastąpił, kiedy musiał… a ona zdawała się wówczas to rozumieć i przyjmować ze spokojem. Przecież to było już trzy lata temu, a co najmniej dwa… Dlaczego teraz to wypłynęło? Ze względu na Ulę, ale również na siebie, miał nadzieję, że taka sytuacja się więcej nie powtórzy… a przeszłość zostanie zamknięta mocno na klucz w pudle, z którego nie zdoła się już nigdy więcej wydostać.

wtorek, 16 listopada 2010

Dwudziesta pierwsza część wersji "po zakończeniu" Marty2

Wiadomo było, że nie mogą długo zostać na Malediwach, gdyż w firmie nie zniesiono by ich dalszej nieobecności. Dlatego też ich pobyt trwał tylko kilka dni. Postanowili więc zrezygnować tym razem ze zwiedzania i poznawania nowych ludzi, a skoncentrować się na sobie i swojej bliskości, z dala od innych.
Leżeli przytuleni do siebie, Marek wciśnięty w plecy Uli, opierający głowę na jej policzku, ona zamknięta w jego ramionach. Mężczyzna z czułością wsuwał palce pod ramiączko jej kostiumu kąpielowego. Delikatnie gładził jej nagą skórę, przez którą przebiegały dreszcze. A jego dłoń wędrowała dalej, pieszcząc skórę dekoltu i docierając do wypukłych krągłości ukrytych pod materiałem.
-Twoja skóra jest jak jedwab… – szeptał namiętnie. Jego stęsknione wargi składały miłosne pocałunki na jej szyi, karku i ramionach. Coraz trudniej było jej powstrzymywać się od wydawania głośnych westchnień.
-Kocham cię, Marek – szepnęła cicho. Słysząc te słowa, Marek ucałował jej usta. Obydwoje czuli się naprawdę szczęśliwi…
Tak, dnie i noce spędzone na Malediwach, były cudowne. Jednak okazało się, że trzeba teraz wrócić do normalnego życia, pełnego codziennych problemów. Zwłaszcza dotyczyło to Uli, która po powrocie spotkała się nie tylko z chłodnym spojrzeniem ojca, ale również z wyrzutami Beatki – siostra miała przecież pojechać z nią na zakupy do pierwszej klasy! A teraz szkoła zacznie się już za parę dni i nie będzie czasu, by kupić najlepsze rzeczy…
Ula czuła się winna zaniedbania spełnienia obietnicy danej Beatce i najważniejsze było naprawienie tego błędu. Dlatego też Maciek został bezzwłocznie wezwany i pojechali do Warszawa na długie zakupy. Tak długo chodzili, oglądając różne rodzaje – aż Beatka wybrała sobie wszystko, czego potrzebowała: zeszyty, materiały piśmiennicze, okładki na podręczniki. Ula cierpliwie wszystko oglądała wraz z siostrzyczką, ale nie narzucała jej wyboru, jedynie doradzając. Wyperswadowała jej na przykład różowe nożyczki z kokardką, pokazując, że nie tną one zbyt dobrze.
Gdy już wszystko zostało zakupione, a Beatka została jedną z najlepiej wyposażonych dziewczynek w swojej przyszłej klasie, można było spokojnie usiąść i zjeść duże lody z czekoladą i bitą śmietaną. Mała szczęśliwie całkowicie zapomniała o urazie.
Drugą ważnym procesem w życiu rodziny Cieplaków były zbliżające się studia Jaśka. Chłopak miał się przenieść do Krakowa i bardzo to przeżywał. Na początku był zachwycony, że dostał się na jakiekolwiek studia, natomiast z czasem pojawiły się wątpliwości. Przede wszystkim były one związane z jego na nowo rozpoczętym związkiem z Kingą. Jako że dziewczyna miała rozpocząć medycynę w Warszawie, zbliżał się okres rozłąki. Obydwoje w tej sprawie radzili się Uli, która zapewniała ich, że mocny związek jest w stanie to wytrzymać.
-Pamiętaj, Ula, co się stało, kiedy pojechał do Afryki? A wtedy to była kwestia tygodni, podczas gdy teraz będziemy widywać się tylko podczas świąt i w niektóre weekendy. Chyba normalne, że mam pewne obawy – mówiła Kinga, gdy razem smażyły racuszki.
Ula pomachała łyżką dla podkreślenia swoich słów.
-Jeśli chcecie dalej być razem, musicie sobie ufać. Inaczej to nie ma sensu. Wiara w drugą osobę jest najważniejsza w związku.
-Ale, Ula, nie zawsze tak jest. Kiedy byłam z Robsonem, byłam go całkowicie pewna, ale brakowało nam czegoś – tej jakby iskry. Gdy byliśmy razem, on był czuły i miły. Jednak wiedziałam, że może być więcej, lepiej…
Ula poczuła, że nie zawsze bycie osobą, której się inni zwierzają, jest pożądane.
W pracy na szczęście nie było poważniejszych problemów. Natomiast pojawiła się wyjątkowa szansa na promocję, którą należało wykorzystać. Popularny miesięcznik „Złote Chwile” zamierzał napisać o firmie. Był to magazyn dla kobiet, zawierający plotki, porady i różne informacje, w tym o modzie. Mimo że był skierowany do czytelniczek nie będących zazwyczaj klientami ich firmy, to jednak Marek przekonał Ulę i Pshemko, że jest to idealna grupa docelowa, jeśli chodzi o kolekcję FD Gusto, skierowaną do szerokich mas. Po długich perswazjach Pshemko wreszcie się z tym pogodził, Ula więc gorliwie pokazała firmę młodej dziennikarce.

niedziela, 7 listopada 2010

Dwudziesta część wersji "po zakończeniu" Marty2

Marek otrząsnął się z zamyślenia i spojrzał w twarz Uli, dostrzegając w jej oczach lekki niepokój.
-Przepraszam –rzekł szczerze, wiedząc, że czuje się nieswojo. Ona jednak potrząsnęła głową.
-Marek, nie musisz… Przecież rozmawialiśmy i mówiłam ci, że nie będę mieć pretensji, jeżeli ogarnie cię nostalgia. Ja wiem, że kiedyś ją kochałeś i z tej miłości pragnąłeś ślubu w tak pięknym i ważnym dla niej miejscu…
-Powinnaś wiedzieć, że nigdy jej nie kochałem. To prawda, że chciałem jej zrobić przyjemność, ale miałem również przy tym niskie motywy – ukrywałem mój związek z Klaudią.
Usiedli na ławie, czując, że ta rozmowa wymaga od nich więcej skupienia – a Marek ciągnął:
-A co do tego, co poczułem w tym miejscu – to nie tyle nostalgia, co świadomość własnych błędów, które nagle stają przed człowiekiem, nawet jeśli się o nich nie myśli A ja mam wiele powodów, by związek z Paulą napełniał mnie wstydem – łącznie ze sposobem jego zakończenia.
Ula z czułością pogładziła go po ramieniu.
-Najważniejsze, że udało ci się wyjść z tego i stać się lepszym człowiekiem. Taka właśnie powinna być rola popełniania błędów w naszym życiu.
-Nawet jeśli inni muszą zapłacić? To miejsce przypomniało mi o bólu i upokorzeniu, jakie stały się udziałem Pauli – przeze mnie. Mam nadzieję, że uda się jej o tym zapomnieć.
-Ja też – szepnęła Ula – ale czas leczy rany, a ona ma teraz szansę na nowe otwarcie. Pomódlmy się, by jej się to udało.
Przez chwilę trwali w ciszy. Prześwitujące przez okna światło zdawało się ich błogosławić. Marek poczuł olbrzymią ulgę. To jednocześnie sprawiło, że poddał się nagłemu, szalonemu impulsowi.
-Ula… – powiedział miękko – a może… skoro już tu jesteśmy, to może byśmy sprawdzili wolne terminy?
Dziewczyna roześmiała się, biorąc jego słowa za żart.
-Chyba bardziej odpowiadałaby nam Katedra Świętego Marka w Wenecji – oświadczyła figlarnie. Jednak rozczarowanie na jego twarzy pokazało jej, jak wielki błąd popełniła – ty nie żartowałeś? O Boże… przepraszam, Marek… Wybacz mi.
Ale ta chwila minęła i obydwoje zdawali sobie z tego sprawę. Nie pozostawało im nic, jak tylko zostawić to za sobą. Udali się na dach, z którego rozciągał się przepiękny widok, będący dla nich pożegnaniem ze strony Mediolanu.
Na lotnisku Ula wpatrywała się w tablice odlotów, gdy Marek wrócił z dwoma kubkami cappuccino i pączkami.
-Proszę… Co ciebie tak zainteresowało?
Ula zarumieniła się lekko.
-Oglądałam, jakie samoloty wylatują – i okazuje się, że jest całkiem sporo połączeń z Malediwami…
Marek przez chwilę nie rozumiał, o co chodzi, a kiedy sobie przypomniał, aż się wzdrygnął.
-Nie miałem pojęcia, że słyszałaś tę rozmowę. Wybacz, że zostałaś na to narażona.
-Najgorsze, że nie wysłuchałam do końca i myślałam, że zgadzasz się ze słowami Sebastiana – albo co gorsza, że to on się zgadza z tobą.
-Nie słyszałaś, jak mówiłem, że ślubu nie będzie? Mój Boże, Ula… – zmroziło go na samą myśl, co musiała wówczas poczuć. Uli serce natomiast zabiło mocniej. Więc on naprawdę to wtedy powiedział! Szczęśliwa, z miłością ścisnęła jego rękę.
Marek natomiast zyskał kolejny powód do podziwiania swojej ukochanej.
-Naprawdę jesteś wspaniała, skoro potrafiłaś wybaczyć nam obydwu to, co usłyszałaś – zwłaszcza w niepełnej wersji…
-Ja zaś mam do siebie pretensje, że nie słysząc całości, uwierzyłam w fałszywy obraz sytuacji. Jak mogłam myśleć, że chciałeś mnie wysłać na Malediwy? Wybacz mi.
-Gdybyś naprawdę wyjechała na Malediwy lub gdziekolwiek indziej, poleciałbym od razu za tobą, choćby na koniec świata – zapewnił gorąco Marek. Chwycił ją w ramiona i namiętnie pocałował, mimo że byli na środku lotniska.
-Marek… – Ula uśmiechała się, uszczęśliwiona, gdy pocałunek się skończył, a Marek wciąż trzymał ją w ramionach – musimy już biec, bo się spóźnimy na samolot…
On jednak nie wypuszczał jej z objęć.
-Ula… a może sprawdzilibyśmy te połączenia na Malediwy? Nie chciałbym jeszcze kończyć naszej wycieczki.
Serce Uli zadrżało z podekscytowania. Mogła by wysunąć jakieś zastrzeżenia, ale wizja wspólnej podróży była zbyt pociągająca i rozciągnęła się przed jej oczami jak scena z baśni. Mogła jedynie się uśmiechnąć, co bezsprzecznie oznaczało zgodę.

czwartek, 7 października 2010

Dziewiętnasta część wersji "po zakończeniu" Marty2

-Państwo Delvaux to bardzo mili ludzie – zauważyła Ula, gdy wraz z Markiem jedli kolację.
-Widziałem, że bardzo wciągnęła cię rozmowa z nimi. Naprawdę dobrze znają Mediolan, co można osiągnąć jedynie po kilku dłuższych wizytach. Myśmy mieli tylko tydzień i to przeplatany pracą. W końcu ty też będziesz mogła tak opowiadać o Mediolanie.
-A teraz został nam ostatni dzień, skoro jutro mamy wyjeżdżać… – Ula podziękowała za dodatkowe wino.
-Tak , a już imprezy na Fashion Week się skończyły, więc jutro mamy cały dzień na odpowiednie zamknięcie naszej wyprawy. Może wybierzemy się do Galerii Wiktora Emanuela? Będziesz mogła kupić prezenty dla rodziny…
Ula grzebała w swoim ryżu:
-Tak naprawdę to tylko prezent dla taty mi został – powiedziała cicho – właściwie, gdybyś chciał, to mogłabym to sama załatwić…
-Jak to, sama? – nie rozumiał Marek – Ula, czemu miałabyś nie chcieć pójść tam ze mną?
-Myślałam, że może wolałbyś być gdzie indziej – wyjaśniała dziewczyna – rozmowa z państwem Delvaux przypomniała mi, że w naszych planach nie uwzględniliśmy ważnego miejsca – ważnego nie tylko jako cenny zabytek Mediolanu, ale przede wszystkim jako część historii twojego życia.
Po twarzy Marka było widać, że od razu pojął, o co chodzi.
-Ula…
-Nie wiedziałam, czy poruszyć ten temat, ale nie chciałabym, żeby dzieliło nas milczenie… Nie wiem, czemu nie miałeś zamiaru pójść ze mną do Katedry. Jeśli sam chcesz odwiedzić to miejsce, nie musisz z tego rezygnować ze względu na mnie…
-Ula… dlaczego miałbym tego chcieć?
-W końcu to część twojego życia. Może potrzebujesz jakiejś refleksji, jakiegoś zamknięcia pewnego etapu? Nie mogłabym ci w tym przeszkadzać. Nie chcę tylko, byś obawiał się ze mną rozmawiać o swoich przeżyciach.
-W niczym mi nie przeszkadzasz. Nie zamierzałem cię tam zabrać, by ci nie sprawiać przykrości. Myślałem, że nie będziesz w stanie zapomnieć o tym, co miało się tam wydarzyć i będzie ci to przeszkadzało w cieszeniu się tym miejscem. Czy się nie myliłem?
-Mówiąc prawdę, nie wiem, co bym tam poczuła. Ale nie powinniśmy pozwolić, by pewne rzeczy nas omijały tylko dlatego, że ty chcesz, by nie było mi przykro. Nie jestem aż tak delikatna, by nie znieść odrobiny smutku… Zwłaszcza za cenę ważnych przeżyć dla naszego związku. Nie będę na nic nalegać, jeżeli nie podoba ci się ten pomysł. Zrozumiem to.
Marek zamyślił się. Słowa Uli wywarły na nim niezwykłe wrażenie. Od dawna wiedział, że to wyjątkowa dziewczyna o dojrzałych poglądach, ale wciąż go tym zaskakiwała. I zmuszała do refleksji, dlatego teraz musiał się głęboko zastanowić, co uczynić. Mimo że wiedział, iż zaakceptuje jego wybór bez
-Może rzeczywiście to będzie dla nas przyjemne doświadczenie – zadecydował – idealny akcent na zakończenie naszego miłego pobytu. A teraz zamówmy jakiś deser, by był też idealny akcent na zakończenie tej kolacji.
Uśmiechnęła się do niego, ciesząc się z tej decyzji. Nawet jeśli rzeczywiście będzie się czuła trochę nieswojo. Zjedli bezy z kremem, co tym bardziej poprawiło jej nastrój.
Następnego dnia w katedrze Ula zupełnie zapomniała o tym, że mogła by doznawać jakichkolwiek negatywnych odczuć związanych z tym miejscem. Na widok takiego piękna bez reszty pogrążyła się w zachwycie. Wszystko, co kiedykolwiek czytała na temat katedry, zaczęło przychodzić jej na myśl i ułatwiać chłonięcie tego cudu. Podziwiała kolumny i światło delikatnie przeświecające przez witraże. Ogromne wrażenie wywarł tez na niej posąg świętego Bartłomieja, choć akurat w tym przypadku trudno było mówić o zachwycie.
Od razu dzieliła się swymi wrażeniami z Markiem, który był zadziwiony, jak można wiele wiedzieć o miejscu, w którym nigdy się nie było.
-I oczywiście najważniejszym punktem katedry jest słynny krucyfiks – Ula była naprawdę przejęta tym widokiem, aż zamilkła na dłuższą chwilę. Gdy wreszcie ocknęła się z uniesienia, spostrzegła, że Marek również pogrążył się w myślach, ale wcale nie patrzył przy tym na krzyż. Jego spojrzenie było utkwione przed ołtarzem. Na ten widok Uli ścisnęło się serce.