Get your own Digital Clock

czwartek, 23 grudnia 2010

Dwudziesta druga część wersji "po zakończeniu" Marty2

Ula liczyła na dotarcie do szerokiego grona czytelniczek „Złotych chwil”, ale po przeczytaniu artykułu, na który czekała z taką nadzieją, wolałaby, żeby to było znacznie mniej popularne pismo.
Wyjeżdżała z Rysiowa zbyt wcześnie, by kiosk był otwarty, ale zakupiła to czasopismo na przystanku, gdzie się przesiadała. Przewracała kartki z nadzieją, ale widząc wreszcie rezultat swoich oczekiwań, nie mogła uwierzyć w to, co ma przed oczami. Przez całą drogę autobusem czytała ten artykuł od nowa, aż przegapiła swój przystanek i musiała się cofać.
W firmie zauważyła, jak pracownicy na jej widok gwałtownie milkną i chowają swoje egzemplarze gazety. No tak, cały personel przecież czekał z niecierpliwością na ten artykuł… Nie mogąc dłużej znieść ich spojrzeń, schroniła się w gabinecie. Nie potrafiła się uspokoić, gdyż w głowie szumiały jej te okropne słowa z gazety…
-Ula? – Marek wszedł do pokoju, a z jego twarzy dziewczyna poznała, że wie o wszystkim i chce sprawdzić, czy i ona to czytała. Nie miała zamiaru ukrywać tego przed nim:
-Chyba nie udało się nam działanie promocyjne – powiedziała drżącym głosem. Mężczyzna podszedł do niej.
-Wybacz mi ten pomysł z gazetą, okazał się bardzo niefortunny…
-Niefortunny, rzeczywiście… Ta dziennikarka przedstawiła mnie jako zachłanną intrygantkę, która posunęła się do wszystkiego, by zdobyć władzę w firmie, a dzięki temu zarobić. Twierdzi, że w tym celu uwiodłam cię z premedytacją i dlatego poprawiłam swój wygląd…
-Nawet nie powtarzaj tych bredni…
-Naprawdę nie wiem, dlaczego… Przecież ona mnie nie znała przed naszym spotkaniem w firmie i nie miała żadnego powodu do złośliwości wobec mnie. Może to po prostu chęć wywołania skandalu?
-Z pewnością – tego typu pisma zawsze stwarzają podobne plotki, by zwiększyć poczytność… – Marek mówił to, nie patrząc na dziewczynę, a w niej zrodziło się dziwne podejrzenie:
-Marek… czy ty znasz dobrze tę dziennikarkę?
On siedział na kanapie, skubiąc jej poręcz:
-Kiedyś znałem… wyznał.
Zapadła cisza. W końcu przerwała ją Ula:
-A nie pomyślałeś, że w takim razie zaangażowanie jej w promocję naszej firmy może nie być najlepszym pomysłem? – te słowa ociekały wyraźną ironią.
-Nie miałem pojęcia, że może jeszcze chować urazę o coś, co było tak dawno – w głosie Marka było słychać autentyczne zdziwienie.
-Właśnie o to chodzi, że nadal nie masz o tym pojęcia! – głos Uli był wyraźnie podniesiony z rozżalenia, ale po chwili zdała sobie sprawę, że te słowa nie powinny były paść. Marek spojrzał na nią z urazą w oczach:
-Myślałem, że wierzysz w to, że się zmieniłem… I że nie będziesz mi wypominać mojej przeszłości…
Ula poczuła, że go boleśnie zraniła , a mimo swojej irytacji nie powinna była do tego dopuścić. Ich związek nie zasługiwał na takie słowa. Dlatego pogłaskała po ramieniu i powiedziała już spokojniejszym głosem:
– Wybacz mi te słowa, ale jestem zbyt rozdrażniona, by teraz rozmawiać… Muszę teraz być sama, najlepiej z dala od firmy, gdzie wszyscy czytali ten artykuł. Potrzebuję pojechać gdzieś, gdzie mogłabym ochłonąć, uspokoić się, trochę pomyśleć…
Marek ucieszył się, słysząc to, gdyż widać było, że Ula się powoli uspokaja. Oczywiście, ten okropny artykuł ją zranił, ale oczywiste było, że to stek bzdur, które nie były warte, by się nimi przejmować. Jak ta wariatka mogła wymyślić coś podobnego? Marek ledwie ją pamiętał – jak przez mgłę przypominał sobie krótkie mahoniowe włosy. Spotkali się, kiedy jeszcze był dyrektorem do spraw promocji i przeżyli ze sobą krótkie, acz intensywne chwile. Był pewien, że dla niej było równie oczywiste, że koniec nastąpił, kiedy musiał… a ona zdawała się wówczas to rozumieć i przyjmować ze spokojem. Przecież to było już trzy lata temu, a co najmniej dwa… Dlaczego teraz to wypłynęło? Ze względu na Ulę, ale również na siebie, miał nadzieję, że taka sytuacja się więcej nie powtórzy… a przeszłość zostanie zamknięta mocno na klucz w pudle, z którego nie zdoła się już nigdy więcej wydostać.

wtorek, 16 listopada 2010

Dwudziesta pierwsza część wersji "po zakończeniu" Marty2

Wiadomo było, że nie mogą długo zostać na Malediwach, gdyż w firmie nie zniesiono by ich dalszej nieobecności. Dlatego też ich pobyt trwał tylko kilka dni. Postanowili więc zrezygnować tym razem ze zwiedzania i poznawania nowych ludzi, a skoncentrować się na sobie i swojej bliskości, z dala od innych.
Leżeli przytuleni do siebie, Marek wciśnięty w plecy Uli, opierający głowę na jej policzku, ona zamknięta w jego ramionach. Mężczyzna z czułością wsuwał palce pod ramiączko jej kostiumu kąpielowego. Delikatnie gładził jej nagą skórę, przez którą przebiegały dreszcze. A jego dłoń wędrowała dalej, pieszcząc skórę dekoltu i docierając do wypukłych krągłości ukrytych pod materiałem.
-Twoja skóra jest jak jedwab… – szeptał namiętnie. Jego stęsknione wargi składały miłosne pocałunki na jej szyi, karku i ramionach. Coraz trudniej było jej powstrzymywać się od wydawania głośnych westchnień.
-Kocham cię, Marek – szepnęła cicho. Słysząc te słowa, Marek ucałował jej usta. Obydwoje czuli się naprawdę szczęśliwi…
Tak, dnie i noce spędzone na Malediwach, były cudowne. Jednak okazało się, że trzeba teraz wrócić do normalnego życia, pełnego codziennych problemów. Zwłaszcza dotyczyło to Uli, która po powrocie spotkała się nie tylko z chłodnym spojrzeniem ojca, ale również z wyrzutami Beatki – siostra miała przecież pojechać z nią na zakupy do pierwszej klasy! A teraz szkoła zacznie się już za parę dni i nie będzie czasu, by kupić najlepsze rzeczy…
Ula czuła się winna zaniedbania spełnienia obietnicy danej Beatce i najważniejsze było naprawienie tego błędu. Dlatego też Maciek został bezzwłocznie wezwany i pojechali do Warszawa na długie zakupy. Tak długo chodzili, oglądając różne rodzaje – aż Beatka wybrała sobie wszystko, czego potrzebowała: zeszyty, materiały piśmiennicze, okładki na podręczniki. Ula cierpliwie wszystko oglądała wraz z siostrzyczką, ale nie narzucała jej wyboru, jedynie doradzając. Wyperswadowała jej na przykład różowe nożyczki z kokardką, pokazując, że nie tną one zbyt dobrze.
Gdy już wszystko zostało zakupione, a Beatka została jedną z najlepiej wyposażonych dziewczynek w swojej przyszłej klasie, można było spokojnie usiąść i zjeść duże lody z czekoladą i bitą śmietaną. Mała szczęśliwie całkowicie zapomniała o urazie.
Drugą ważnym procesem w życiu rodziny Cieplaków były zbliżające się studia Jaśka. Chłopak miał się przenieść do Krakowa i bardzo to przeżywał. Na początku był zachwycony, że dostał się na jakiekolwiek studia, natomiast z czasem pojawiły się wątpliwości. Przede wszystkim były one związane z jego na nowo rozpoczętym związkiem z Kingą. Jako że dziewczyna miała rozpocząć medycynę w Warszawie, zbliżał się okres rozłąki. Obydwoje w tej sprawie radzili się Uli, która zapewniała ich, że mocny związek jest w stanie to wytrzymać.
-Pamiętaj, Ula, co się stało, kiedy pojechał do Afryki? A wtedy to była kwestia tygodni, podczas gdy teraz będziemy widywać się tylko podczas świąt i w niektóre weekendy. Chyba normalne, że mam pewne obawy – mówiła Kinga, gdy razem smażyły racuszki.
Ula pomachała łyżką dla podkreślenia swoich słów.
-Jeśli chcecie dalej być razem, musicie sobie ufać. Inaczej to nie ma sensu. Wiara w drugą osobę jest najważniejsza w związku.
-Ale, Ula, nie zawsze tak jest. Kiedy byłam z Robsonem, byłam go całkowicie pewna, ale brakowało nam czegoś – tej jakby iskry. Gdy byliśmy razem, on był czuły i miły. Jednak wiedziałam, że może być więcej, lepiej…
Ula poczuła, że nie zawsze bycie osobą, której się inni zwierzają, jest pożądane.
W pracy na szczęście nie było poważniejszych problemów. Natomiast pojawiła się wyjątkowa szansa na promocję, którą należało wykorzystać. Popularny miesięcznik „Złote Chwile” zamierzał napisać o firmie. Był to magazyn dla kobiet, zawierający plotki, porady i różne informacje, w tym o modzie. Mimo że był skierowany do czytelniczek nie będących zazwyczaj klientami ich firmy, to jednak Marek przekonał Ulę i Pshemko, że jest to idealna grupa docelowa, jeśli chodzi o kolekcję FD Gusto, skierowaną do szerokich mas. Po długich perswazjach Pshemko wreszcie się z tym pogodził, Ula więc gorliwie pokazała firmę młodej dziennikarce.

niedziela, 7 listopada 2010

Dwudziesta część wersji "po zakończeniu" Marty2

Marek otrząsnął się z zamyślenia i spojrzał w twarz Uli, dostrzegając w jej oczach lekki niepokój.
-Przepraszam –rzekł szczerze, wiedząc, że czuje się nieswojo. Ona jednak potrząsnęła głową.
-Marek, nie musisz… Przecież rozmawialiśmy i mówiłam ci, że nie będę mieć pretensji, jeżeli ogarnie cię nostalgia. Ja wiem, że kiedyś ją kochałeś i z tej miłości pragnąłeś ślubu w tak pięknym i ważnym dla niej miejscu…
-Powinnaś wiedzieć, że nigdy jej nie kochałem. To prawda, że chciałem jej zrobić przyjemność, ale miałem również przy tym niskie motywy – ukrywałem mój związek z Klaudią.
Usiedli na ławie, czując, że ta rozmowa wymaga od nich więcej skupienia – a Marek ciągnął:
-A co do tego, co poczułem w tym miejscu – to nie tyle nostalgia, co świadomość własnych błędów, które nagle stają przed człowiekiem, nawet jeśli się o nich nie myśli A ja mam wiele powodów, by związek z Paulą napełniał mnie wstydem – łącznie ze sposobem jego zakończenia.
Ula z czułością pogładziła go po ramieniu.
-Najważniejsze, że udało ci się wyjść z tego i stać się lepszym człowiekiem. Taka właśnie powinna być rola popełniania błędów w naszym życiu.
-Nawet jeśli inni muszą zapłacić? To miejsce przypomniało mi o bólu i upokorzeniu, jakie stały się udziałem Pauli – przeze mnie. Mam nadzieję, że uda się jej o tym zapomnieć.
-Ja też – szepnęła Ula – ale czas leczy rany, a ona ma teraz szansę na nowe otwarcie. Pomódlmy się, by jej się to udało.
Przez chwilę trwali w ciszy. Prześwitujące przez okna światło zdawało się ich błogosławić. Marek poczuł olbrzymią ulgę. To jednocześnie sprawiło, że poddał się nagłemu, szalonemu impulsowi.
-Ula… – powiedział miękko – a może… skoro już tu jesteśmy, to może byśmy sprawdzili wolne terminy?
Dziewczyna roześmiała się, biorąc jego słowa za żart.
-Chyba bardziej odpowiadałaby nam Katedra Świętego Marka w Wenecji – oświadczyła figlarnie. Jednak rozczarowanie na jego twarzy pokazało jej, jak wielki błąd popełniła – ty nie żartowałeś? O Boże… przepraszam, Marek… Wybacz mi.
Ale ta chwila minęła i obydwoje zdawali sobie z tego sprawę. Nie pozostawało im nic, jak tylko zostawić to za sobą. Udali się na dach, z którego rozciągał się przepiękny widok, będący dla nich pożegnaniem ze strony Mediolanu.
Na lotnisku Ula wpatrywała się w tablice odlotów, gdy Marek wrócił z dwoma kubkami cappuccino i pączkami.
-Proszę… Co ciebie tak zainteresowało?
Ula zarumieniła się lekko.
-Oglądałam, jakie samoloty wylatują – i okazuje się, że jest całkiem sporo połączeń z Malediwami…
Marek przez chwilę nie rozumiał, o co chodzi, a kiedy sobie przypomniał, aż się wzdrygnął.
-Nie miałem pojęcia, że słyszałaś tę rozmowę. Wybacz, że zostałaś na to narażona.
-Najgorsze, że nie wysłuchałam do końca i myślałam, że zgadzasz się ze słowami Sebastiana – albo co gorsza, że to on się zgadza z tobą.
-Nie słyszałaś, jak mówiłem, że ślubu nie będzie? Mój Boże, Ula… – zmroziło go na samą myśl, co musiała wówczas poczuć. Uli serce natomiast zabiło mocniej. Więc on naprawdę to wtedy powiedział! Szczęśliwa, z miłością ścisnęła jego rękę.
Marek natomiast zyskał kolejny powód do podziwiania swojej ukochanej.
-Naprawdę jesteś wspaniała, skoro potrafiłaś wybaczyć nam obydwu to, co usłyszałaś – zwłaszcza w niepełnej wersji…
-Ja zaś mam do siebie pretensje, że nie słysząc całości, uwierzyłam w fałszywy obraz sytuacji. Jak mogłam myśleć, że chciałeś mnie wysłać na Malediwy? Wybacz mi.
-Gdybyś naprawdę wyjechała na Malediwy lub gdziekolwiek indziej, poleciałbym od razu za tobą, choćby na koniec świata – zapewnił gorąco Marek. Chwycił ją w ramiona i namiętnie pocałował, mimo że byli na środku lotniska.
-Marek… – Ula uśmiechała się, uszczęśliwiona, gdy pocałunek się skończył, a Marek wciąż trzymał ją w ramionach – musimy już biec, bo się spóźnimy na samolot…
On jednak nie wypuszczał jej z objęć.
-Ula… a może sprawdzilibyśmy te połączenia na Malediwy? Nie chciałbym jeszcze kończyć naszej wycieczki.
Serce Uli zadrżało z podekscytowania. Mogła by wysunąć jakieś zastrzeżenia, ale wizja wspólnej podróży była zbyt pociągająca i rozciągnęła się przed jej oczami jak scena z baśni. Mogła jedynie się uśmiechnąć, co bezsprzecznie oznaczało zgodę.

czwartek, 7 października 2010

Dziewiętnasta część wersji "po zakończeniu" Marty2

-Państwo Delvaux to bardzo mili ludzie – zauważyła Ula, gdy wraz z Markiem jedli kolację.
-Widziałem, że bardzo wciągnęła cię rozmowa z nimi. Naprawdę dobrze znają Mediolan, co można osiągnąć jedynie po kilku dłuższych wizytach. Myśmy mieli tylko tydzień i to przeplatany pracą. W końcu ty też będziesz mogła tak opowiadać o Mediolanie.
-A teraz został nam ostatni dzień, skoro jutro mamy wyjeżdżać… – Ula podziękowała za dodatkowe wino.
-Tak , a już imprezy na Fashion Week się skończyły, więc jutro mamy cały dzień na odpowiednie zamknięcie naszej wyprawy. Może wybierzemy się do Galerii Wiktora Emanuela? Będziesz mogła kupić prezenty dla rodziny…
Ula grzebała w swoim ryżu:
-Tak naprawdę to tylko prezent dla taty mi został – powiedziała cicho – właściwie, gdybyś chciał, to mogłabym to sama załatwić…
-Jak to, sama? – nie rozumiał Marek – Ula, czemu miałabyś nie chcieć pójść tam ze mną?
-Myślałam, że może wolałbyś być gdzie indziej – wyjaśniała dziewczyna – rozmowa z państwem Delvaux przypomniała mi, że w naszych planach nie uwzględniliśmy ważnego miejsca – ważnego nie tylko jako cenny zabytek Mediolanu, ale przede wszystkim jako część historii twojego życia.
Po twarzy Marka było widać, że od razu pojął, o co chodzi.
-Ula…
-Nie wiedziałam, czy poruszyć ten temat, ale nie chciałabym, żeby dzieliło nas milczenie… Nie wiem, czemu nie miałeś zamiaru pójść ze mną do Katedry. Jeśli sam chcesz odwiedzić to miejsce, nie musisz z tego rezygnować ze względu na mnie…
-Ula… dlaczego miałbym tego chcieć?
-W końcu to część twojego życia. Może potrzebujesz jakiejś refleksji, jakiegoś zamknięcia pewnego etapu? Nie mogłabym ci w tym przeszkadzać. Nie chcę tylko, byś obawiał się ze mną rozmawiać o swoich przeżyciach.
-W niczym mi nie przeszkadzasz. Nie zamierzałem cię tam zabrać, by ci nie sprawiać przykrości. Myślałem, że nie będziesz w stanie zapomnieć o tym, co miało się tam wydarzyć i będzie ci to przeszkadzało w cieszeniu się tym miejscem. Czy się nie myliłem?
-Mówiąc prawdę, nie wiem, co bym tam poczuła. Ale nie powinniśmy pozwolić, by pewne rzeczy nas omijały tylko dlatego, że ty chcesz, by nie było mi przykro. Nie jestem aż tak delikatna, by nie znieść odrobiny smutku… Zwłaszcza za cenę ważnych przeżyć dla naszego związku. Nie będę na nic nalegać, jeżeli nie podoba ci się ten pomysł. Zrozumiem to.
Marek zamyślił się. Słowa Uli wywarły na nim niezwykłe wrażenie. Od dawna wiedział, że to wyjątkowa dziewczyna o dojrzałych poglądach, ale wciąż go tym zaskakiwała. I zmuszała do refleksji, dlatego teraz musiał się głęboko zastanowić, co uczynić. Mimo że wiedział, iż zaakceptuje jego wybór bez
-Może rzeczywiście to będzie dla nas przyjemne doświadczenie – zadecydował – idealny akcent na zakończenie naszego miłego pobytu. A teraz zamówmy jakiś deser, by był też idealny akcent na zakończenie tej kolacji.
Uśmiechnęła się do niego, ciesząc się z tej decyzji. Nawet jeśli rzeczywiście będzie się czuła trochę nieswojo. Zjedli bezy z kremem, co tym bardziej poprawiło jej nastrój.
Następnego dnia w katedrze Ula zupełnie zapomniała o tym, że mogła by doznawać jakichkolwiek negatywnych odczuć związanych z tym miejscem. Na widok takiego piękna bez reszty pogrążyła się w zachwycie. Wszystko, co kiedykolwiek czytała na temat katedry, zaczęło przychodzić jej na myśl i ułatwiać chłonięcie tego cudu. Podziwiała kolumny i światło delikatnie przeświecające przez witraże. Ogromne wrażenie wywarł tez na niej posąg świętego Bartłomieja, choć akurat w tym przypadku trudno było mówić o zachwycie.
Od razu dzieliła się swymi wrażeniami z Markiem, który był zadziwiony, jak można wiele wiedzieć o miejscu, w którym nigdy się nie było.
-I oczywiście najważniejszym punktem katedry jest słynny krucyfiks – Ula była naprawdę przejęta tym widokiem, aż zamilkła na dłuższą chwilę. Gdy wreszcie ocknęła się z uniesienia, spostrzegła, że Marek również pogrążył się w myślach, ale wcale nie patrzył przy tym na krzyż. Jego spojrzenie było utkwione przed ołtarzem. Na ten widok Uli ścisnęło się serce.

poniedziałek, 27 września 2010

(Nie) dorosła miłość - opowiadanie Michaliny cz.7

- Ale Paweł, no proszę Cię, to jest dla mnie naprawdę ważne.

-Aleks, ale co ja mam zrobić, normalnie poprosić o jej numer w sekretariacie, czy może zapytać jej znajomych, zdajesz sobie sprawę jak to będzie wyglądać?- mówił Michalski z wyrazem grymasu na twarzy.

-Powiesz, ze musisz koniecznie przekazać jej jakieś materiały, czy coś w tym stylu, no proszę Cię Paweł, na pewno coś wymyślisz.

-No niech Ci będzie, ale masz u mnie dług, który nie tak łatwo będzie spłacić ,a zaczniesz od wytłumaczenia mi, po co Ci tak naprawdę ten numer- stwierdził Paweł i panowie ruszyli na kawę.


Ola właśnie wracała do domu po wykładzie, kiedy zadzwonił telefon:

-Aleksandra Dobrzańska słucham?

-Z tej strony 80-letni Aleksander Febo, czy zgodzi się pani w ramach szacunku dla starszych i pomocy starszym zjeść ze mną kolację?- zapytał ze śmiechem Aleks.

-No skoro z szacunku i pomocy starszym to nie wypada mi odmówić- odrzekła dziewczyna.

-Och będę zobowiązany- Febo dalej żartował- w takim razie będę po panią o 20:00, dobrze?

-Będę czekać. Do zobaczenia!- powiedziała i rozłączyła się jednocześnie uśmiechając się jakby do swoich myśli. Po chwili jednak jej uśmiech przerodził się w gromki śmiech, bo zdała sobie sprawę, że Aleks zobowiązał się po nią przyjechać, a nie zna jej adresu. Napisał mu więc sms, o takiej treści:

"Słoneczna 4/14- to mój adres. Mniemam, że to sędziwy wiek wpłynął na pana złą pamięć. Do zobaczenia wieczorem."



Była 15:00, do kolacji zostało 5h, a dziewczyna już zaczęła panikować, że nie zdąży. Szybko wróciła do domu, wzięła gorącą kąpiel i przeszukała swoją garderobę w celu znalezienia czegoś odpowiedniego na tę okazję. Po jakieś godzinie przymierzania różnych ubrań wybrała śliczną sukienkę, czarną z koronkowym naszyciem, sięgająca do kolan i średniej wielkości dekoltem, który idealnie eksponował jej niezbyt duże piersi, do tego założyła czarne, grube rajstopy, przepiękne czarne szpilki z czerwoną podeszwa projektu Pshemko, jako dodatek wzięła czerwoną torebkę- kopertówkę, a delikatnie pofalowane włosy rozpuściła na ramiona. Miała delikatny makijaż, wyglądała zjawiskowo. Właściwie nie wiedział dokąd ją zabiera, ale jednego była pewna, że będzie to wyjątkowy wieczór.

Równo o 20:00, ktoś zapukał do jej drzwi. Ostatnie spojrzenie w lustro i była gotowa by go przywitać.


Był nią oczarowany, tak samo jak ona nim, właściwie nie zwracali uwagę na restaurację, kelnera, zamówione jedzenie, tak świetnie się ze sobą czuli, tak dobrze im się rozmawiało.

Po udanej kolacji, spacerowali ulicami Krakowa, a potem alejkami w parku, dalej kontynuując rozmową, w pewnej chwili nastała cisza, ale nie taka niezręczna, kiedy nikt nie wie co powiedzieć, ale cisza kojąca, cisza w której słychać tylko język serca, niezrozumiały dla umysłu. Zapadł zmrok, a oni siedzieli wpatrując się w gwiazdy, czuli swoje oddech, wiedzieli, że są sobie bardzo bliscy, nie potrzebowali słów żeby to wyrazić.

W pewnym momencie z parkowej ławki przenieśli się do jej mieszkania. A tam on włączył radio, dało się słyszeć francuską muzykę, którą oboje lubili. Zaczęli kołysać się w rytm piosenki ich pocałunki stawały się coraz intensywniejsze, w pewnym momencie inicjatywę przejęła ona, rozpinała guziki jego koszuli, jednocześnie go całując i nie przestając się melodyjnie kołysać, on nie był jej dłużny, między pocałunkami rozsuwał suwak jej sukienki, a po chwili ta zbędna część garderoby leżała już na podłodze. Kiedy byli już w samej bieliźnie on wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Oboje byli bardzo rozpaleni, całowali się co raz goręcej, ale nie spieszyli się, chcieli zatrzymać tę chwilę bliskości, w pewnym momencie oboje byli już u szczytu podniecenia, mimo to Aleks wyczuł, że to pierwszy raz Dobrzańskiej, przerwał na chwilę pocałunki i szeptem zapytał:

-Jesteś pewna, ze tego chcesz?

-Błagam nie każ mi już dłużej czekać- wyszeptała i pocałowała go.

A on zaczął w nią wchodzić, na początku bardzo powoli, ale z czasem coraz gwałtowniej i gwałtowniej, dziewczyna zawyła z bólu, wbijając swoje paznokcie w jego plecy, ale za raz po tym dało się słyszeć jęki rozkoszy. Gdy było już po wszystkim opadli na łóżko ciężko oddychając, czuli zmęczenie, jednoczenie będąc tak niesamowicie szczęśliwim że mogli by to wykrzyczeć całemu światu.

Ola szepnęła do ucha Aleksa: `Dziękuję` i zasnęła, a on jeszcze długo zastanawiał się nad tym co się stało.

czwartek, 23 września 2010

Osiemnasta część wersji "po zakończeniu" Marty2

-Marek… czy myślisz, że grozi nam spotkanie Pauliny?
-Skąd ci to przyszło do głowy? – mężczyzna spojrzał na nią z powagą.
-Przecież jest w Mediolanie i uwielbia te imprezy. Aż dziw, że nie pomyśleliśmy o tym wcześniej…
-Ula. Po pierwsze, nie wiadomo, czy jest – miała zamiar odwiedzić różne osoby i spędzić dłuższy czas u babci. Po drugie, w Mediolanie Fashion Week odbywa się często, więc pewnie nie będzie odwiedzać każdego. A wreszcie – czy przypadkowe spotkanie z nią byłoby dla nas problemem?
No właśnie – czemu tak się zdenerwowała, przypominając sobie o Paulinie? Dlaczego myśl o przypadkowym spotkaniu z nią była taka przykra?
-Nie wiedziałabym, jak się zachować …– wyznała niepewnie.
-Po prostu – odpowiedział lekko rozbawiony – wymienilibyśmy z nią kilka luźnych uwag… Wątpię, by nalegała, by zostać dłużej w naszym towarzystwie. Nie sądzę, by przy tych wszystkich ważnych ludziach ośmieliłaby się zachować nieprzyjemnie.
Chciała zapytać, czy sama sytuacja nie byłaby dla niego nieprzyjemna, ale zrozumiała, że on patrzy na to inaczej. Podobne sytuacje nie były dla niego rzadkością w przeszłości. Nie potrafiłby zrozumieć tej mieszanki uczuć, jaką teraz przeżywała.
-W każdym razie, nawet jeśli Paula zdecyduje się przyjść na ten Fashion Week, to wcale nie znaczy, że musimy się na nią natknąć. To ponad tydzień rozmaitych imprez, które odwiedza masa ludzi, więc trudno kogoś spotkać przypadkiem.
Marek mógł czasem nie rozumieć wszystkiego, co czuła, ale zawsze chciał pomóc, gdy jej było źle. A to przecież było najważniejsze… Dlatego odsunęła na bok sprawę Pauliny i pozwoliła Markowi wprowadzić się w piękno Mediolanu.
-Przepiękny pokój – Ula rozejrzała – ale czy na pewno mieści się w budżecie naszej delegacji? – dodała surowo.
Marek uśmiechnął się.
-Nie tylko się mieści – ale sporo oszczędzamy, biorąc wspólny pokój. Pamiętasz, ile zaoszczędziliśmy na naszych noclegach w SPA? A był to przecież apartament senatorski…
-Mimo wszystko , to bardzo luksusowy pokój…
-Oj, Ula – w końcu delegacja Febo Dobrzański nie może mieszkać w motelu… Zobacz, jakie ładne aniołki wyrzeźbione nad łóżkiem…
-To chyba raczej putta… ale rzeczywiście śliczne.
Nie tylko putta zresztą – cały pokój był zachwycający. A tym, że zbyt okazały – cóż, czy należało się tym przejmować? Czy może być źle, gdy jest za dobrze?
-Będę cię co wieczór zabierał do innej restauracyjki, abyś naprawdę poznała klimat Mediolanu – obiecywał Marek.
-Ale pójdziemy też zobaczyć Bazylikę, operę i „Ostatnią Wieczerzę”?
-Wszędzie pójdziemy – to przecież twój pierwszy pobyt w tym mieście i jest tu tyle do zwiedzenia – Marek był naprawdę podekscytowany wizją bycia przewodnikiem Uli.
-Musimy wszystko zaplanować, by pogodzić to z pobytem na Fashion Week – Ula również była podekscytowana. Nie zrezygnowali z tych planów nawet mimo wyczerpującej imprezy na targach mody. Tyle pokazów było do zobaczenia, tyle ludzi do poznania, że Ula zaczynała się gubić. Na dodatek nie wszyscy używali angielskiego…
-Jak się cieszę, że znasz włoski – szepnęła do Marka, gdy spragnieni pili lemoniadę – bez ciebie nie poradziłabym sobie.
-Uczyłem się od dziecka – ale na pewno ty też wkrótce zdołasz poznać ten język.
-Po co, skoro ty znasz go tak dobrze? – uśmiechnęła się Ula. Mimo zmęczenia była w radosnym nastroju. Cudownie było oglądać Mediolan w towarzystwie Marka.
Marek znał wiele osób w Mediolanie i co rusz pojawiał się ktoś, kto witał się z nim i wdawał w pogawędkę. Ula była wdzięczna, że nikt nie wspomniał o Paulinie – choć czasem dostrzegała pewne napięcie u rozmówców Marka. Zwłaszcza kiedy wspominano o rozstających się parach z kręgów towarzyskich – głównym tematem ostatnich plotek był rozwód Massimo i Moniki – Ula widziała spojrzenia rzucane na Marka – od ukradkowych po wyrażające całkiem jawne niedowierzanie.
Ale tak naprawdę dotknęło ją co innego. Gdy zaczęli rozmawiać z miłą parą w średnim wieku pochodzącą z Belgii, byli oni bardzo zaciekawieni rozmową o zabytkach Mediolanu (na szczęście dla Uli toczyła się ona po angielsku). Szczególnie interesowała ich opinia Uli, jako osoby będącej w Mediolanie pierwszy raz. Nic dziwnego, że dziewczyna była zachwycona ciekawym dla niej tematem. Aż padło pytanie
-Jeszcze nie byliście w Katedrze? Pewnie zachowujecie to na sam koniec, jako deser – zapytał pan Delvaux – to naprawdę wyjątkowe miejsce…
-Cudowne! – poparła go pani Delvaux – jak pięknie byłoby tam brać ślub…
Żadne z nich wcześniej nie wspomniało o odwiedzeniu tego miejsca. Nie czuło się, że to celowe ominięcie, jako że tyle było do zobaczenia. Teraz jednak Ula zaczęła się zastanawiać, czy Marek nie umieścił Katedry w planie ich wycieczek dlatego, że myślał, że ona tego nie chce? Czy też może on sam wolał tego uniknąć, a jeśli tak to dlaczego?