Get your own Digital Clock

czwartek, 5 listopada 2009

"Wybacz mi..." cz.13 wg Małgośki

Kolacja przebiegła w bardzo miłej atmosferze.Helena bezustannie obserwowała Ulę ciekawa, co tez jej syn widzi w tej dziewczynie. Obserwowała ich oboje i utwierdziła sie w przekonaniu, że Ula dała szczęście jej jedynakowi. Była skromna delikatna i bardzo spodobała się jej. Teraz rozumiała, dlaczego syn był taki nieszczęśliwy, gdy Ula go opuściła.Patrzyła na Marka i bardzo była szczęśliwa widząc jak promieniał w towarzystwie narzeczonej. Bawiło ja tez jak ukradkiem tulił ja i kradł pocałunki myśląc ze nikt tego nie widzi.

Narzeczeni pożegnali się z Heleną i Krzysztofem a potem pojechali do mieszkania Marka.

-Marek, po co jedziemy do ciebie?- Ula ciekawa była jego planów

-Wypożyczyłem miły film, rozpalę w kominku, otworzę wino i spędzimy kilka godzin sami

-No... Podoba mi się twoja propozycja.Musze tylko uprzedzić ojca, że wrócę późno

Marek zrobił skrzywioną minę słysząc ostatnie słowa

-Co? Powiedziałam coś nie tak?

-Miałem nadzieję, że zostaniesz no...hmmm...Zostaniesz troszeczkę dłużej

-Na noc?

-Yhm

-A, więc to ci chodzi po głowie-zachichotała

-Taaak i wiele więcej-puscił do niej oko

-Dobrze a do taty zadzwonię później jak już dojedziemy.

Wsiadali juz do windy, gdy odezwał się telefon Marka.To Helena informowała go ze zaraz po ich wyjeździe Krzysztof zasłabł i musiała wezwać pogotowie a teraz są już w drodze do szpitala. Plany prysły, jego ojciec jechał do szpitala, więc jak mógłby myśleć teraz o czymś innym

-Pojadę z tobą-zaproponowała Ula kładąc mu dłoń na ramieniu

-Kochanie, ale to nie jest miłe miejsce

-Wiem, mój tata tez tam bywa a ja nie jestem taka delikatna by bać się szpitali.

Zamiast więc upojnej randki spędzili noc w szpitalu siedząc w niewygodnych krzesłach. Helena była im wdzięczna ze dotrzymali jej towarzystwa. Kiedy Marek poszedł po kawę Helena zaczęła rozmowę.

-Przepraszam ze zepsułam wam wieczór

-Ale nic sie nie stało-Ula położyła swoją dłoń na jej dłoni-wiem jak to jest siedzieć w szpitalnym holu samotność w takiej chwili może być straszna

-To prawda, dlatego jestem wam bardzo wdzięczna

Ula na te słowa uśmiechnęła się tylko

-Mój syn bardzo cie kocha

Ula spojrzała zaskoczona

-Przez te wszystkie lata spędzone z Pauliną nigdy nie widziałam go takiego radosnego.

Na twarz Uli wypłynął rumieniec

-Ja też go kocham-powiedziała cicho zażenowana tym ze mówi to matce ukochanego

-Wiem, bo nie jestem aż tak stara by tego nie zauważyć. Jesteście stworzeni dla siebie. Może nie powinnam, ale w czasie, gdy odeszłaś od niego Marek był bardzo nieszczęśliwy. Płakał jak małe dziecko a ja zastanawiałam się, kim jesteś i co mu zrobiłaś, że tak cierpi.

Ula miała wielkie oczy słuchając opowieści Heleny.

-Nie wiedziałam-wyszeptała

-Tylko proszę nie mów o tym Markowi, nie chcę by pomyślał ze jego matka jest paplą

-Nie powiem mu o tym

-Ula-ton głosu Heleny był bardzo poważny

-Tak?

-Chciałabym ci podziękować za to szczęście, które mu dajesz-ujęła twarz Uli i pocałowała ją w czoło-jesteś teraz moją córką

Ula miała łzy w oczach, cieszyła się z sympatii Heleny

-A to, co za czułości?

Podskoczyły obie zaskoczone ze Marek już wrócił

-Rozmawiamy sobie-Ula uśmiechnęła się, lecz oczy lśniły łzami

Marek przyjrzał się Matce i narzeczonej i zaskoczyło go to ze obie płakały

-Mamo czy coś się stało ojcu?- Był zdenerwowany

-Nie synku powiedziałam tylko Uli ze jest teraz moją córką i obie wzruszyłyśmy się

Marek objął obie kobiety i pocałował obie w policzek

-Jesteście najcudowniejszymi kobietami, jakie znam. A ty mamo kochaj moja Ulę tak mocno jak ja, bo żadna inna nie jest tak bardzo tego warta.

ISN’T IT A LOVELY DAY: JESIENNY DZIEŃ cz.4 wg martham

Ula pobiegła w jego stronę i rzuciła się mu w ramiona. On złapał ją i utrzymywał tak wysoko że jej stopy nie dotykały ziemi. Zaczął ją obracać wokół siebie. Z nieustającym uśmiechem kręcili się jak szaleni. Świat wokół nich zawirował. Wiatr rozwiewał urocze loki Uli. Wszystko wydawało się teraz piękniejsze. Nieodczuwalny był dla nich jesienny chłód, bo na ich polikach gościły rumieńce. Cała ich były tak gorące jak serca. Każda część ich ciała, od czubka głowy po koniuszki palców radowały się wraz z ich duszami. Panowała pełna harmonia. On i ona stanowili jedno. Marek postawił ją na ziemie, złapał za rękę i począł gdzieś wieść.
- Gdzie mnie prowadzisz? – spytała zdziwiona Ula.
- Niespodzianka. – odparł migając się od odpowiedzi.
Zatrzymali się pod jednym z drzew. Dobrzański przybliżył się do znajdujących się nieopodal krzaków i wyjął z nich duży wiklinowy kosz. Dziewczyna zmarszczyła czoło. Następnie z kosza zaczął wyjmować przygotowane wcześniej rzeczy. Wielki koc rozłożył pod wielkim klonowym drzewem. Para usiadła na nim. Marek kolejno z koszyka wyczarował dwa plastikowe kubeczki i wino musujące, zamknięte w małej szklanej butelce. Gdy Ula wpatrywała się na siłującego się z korkiem ukochanego szczery uśmiech pojawił się na jej twarzy.
- Za nas. – wyszeptał brunet stukając się z nią białym kubeczkiem.
Delektowali się tym musującym napojem nie przestając patrzeć sobie w oczy.
Cieplakówna w dali zauważyła wbiegającą na drzewo rudą wiewiórkę.
- Patrz! – zawołała wskazując na nią palcem.
- Co? – spytał zaskoczony podczas gdy począł już pochylać się w jej stronę i próbować ją pocałować.
- Wiewiórka. – uściśliła.
- Gdzie? – spytał ponownie rozglądając się na bok.
- No i uciekła. – skwitowała dziewczyna o kasztanowych włosach.
- Ty mi oczu nie mydl tylko daj buziaka. – powiedział mrucząc i kradnąc jej całusa.
Niespodziewanie z wiklinowego schowka wyjął bitą śmietanę i zaczął nią potrząsać. Robił to z taką dumą, że Ula nie potrafiła opanować śmiechu. Śmiała się tak głośno że wszyscy przechodnie zerkali w ich stronę. Wkrótce zaczął ją od śmiechu boleć brzuch, próbowała się uspokoić, ale Marek nie ułatwiał jej sprawy. Z kosza wyciągnął opakowanie z mrożonymi truskawkami. A raczej kiedyś można było je nazwać mrożonymi. Teraz nie przyciągały do siebie wyglądem. Pod wpływem niższej temperatury i promieni słonecznych wszystkie się rozmroziły i zostały z nich tylko małe ciapki. Marek udając że nic się nie stało zajadał się z nimi ze smakiem. Truskawkowym sokiem oblał trochę swój płaszcz.
- Dobre, Chcesz? – spytał narzeczona wiedząc że potraktuje to pytanie jako retoryczne.
Mimo że zgrywał twardziela i on śmiał się ze swojej głupoty bardzo głośno. Po chwili wszystko się uspokoiło. Jesienne liście niesione przez wiatr szeleszczały cicho. Oboje leżeli na miękkim i ciepłym kocu. Ula głowę oparła o trzon klonu, zamknęła oczy i co sekundę nabierała w płuca świeżego powietrza. Jej porcelanowe policzki dotykał kory. Marek za to ręce położył za głowę i patrzał w górę, gdzie pomiędzy drzewami widoczne były przesuwające się białe kłęby chmur. Narzeczeni upajali się tą chwilą. Promienie słoneczne rozświetlały ich twarze. Przystojniak oderwał na moment wzrok by spojrzeć na Ulę. Jej uśmiech mówił sam za siebie. Była szczęśliwa. Dla niego nawet z zamkniętymi oczami wyglądała jak anioł. Działając pod wpływem chwili wziął jej twarz w ręce i wpił się w jej usta. Bardzo zaskoczona jego niespodziewaną reakcją odwzajemniła jego namiętny pocałunek, po czym przysuwając go do siebie wplotła palce w jego kruczoczarne włosy. To tylko zachęciło go do ponownego pocałunku. Tym razem był on bardziej intensywny, a zarazem spokojny i delikatny. Na początku ssali sobie nawzajem dolne wargi, aż kolejnymi etapami przeszli do francuskiego pocałunku. Tak wariacko i przyjemnie mijały im wspólnie spędzone chwile. Uczyli się kochać siebie od nowa i byli dla siebie nawzajem powietrzem, bez którego trudno byłoby dalej żyć.

środa, 4 listopada 2009

Cała prawda o oszustwach Marka cz.15 wg apsik

Sebastian próbuje coś wymyślić, ale Marek nie będzie szukał innego rozwiązanie. Nagle przychodzi olśnienie. Przecież ma Ulę! Namówi ją - nie ma wyjścia. Całe szczęście, nie ma już wyjścia.


W tej jednej chwili Marek zrozumiał– ma Ulę, może z nią być, właściwie wygląda na to, że już z nią jest. Przestanie się zamartwiać, że się z tego nie wyplącze, pozwoli sobie na to, na co od dawna ma tak wielką ochotę. Nagle widzi jak wybrnąć z tych zakrętasów – wystarczy przestać się bronić przed tym co i tak nieuniknione. Do tej pory zakładał, że nie może być z Ulą, choćby nawet chciał. Teraz wie, że sam sobie to wmówił. Ciągnie go do niej od dawna tak bardzo, a on bał się iść do przodu, bo czuł, że jeszcze jeden krok i fala go porwie. Teraz nie może się wprost doczekać, żeby na tej fali popłynąć. Siedzą w tym razem i razem rozwiążą problem. Teraz tylko trzeba jej pokazać, co ich łączy, przyspieszyć trochę bieg rzeczy i dać czas, żeby sama zrozumiała, że chce mu pomóc. Jeszcze dziś się tym zajmie.


Marek umawia się z Ulą na „po pracy”. Mówi, że musi odpocząć i że przy niej zapomina o wszystkich problemach. Brzmi to trochę jak tania zagrywka podrywacza, ale Marek jeszcze nie przywykł do nowej roli, a ma konkretne plany na ten wieczór. W dodatku powiedział jej tylko prawdę.


Za oknem już ciemno, wszyscy poszli do domu, a oni siedzą i rozmawiają. Ona zawsze jest obok, zawsze wie, kiedy coś go męczy. Ula martwi się, że sprawiła mu zawód, ale on rozumie dlaczego mu odmówiła, tyle, że nie za bardzo potrafi się z tym pogodzić. Teraz jednak Marek nie ma ochoty na rozmowę, ma ochotę na coś zupełnie innego. Tak długo się powstrzymywał i nie zamierza już czekać. Fakt, ma tremę, bo jednak czym innym jest dać się ponieść chwili, a czym innym z rozmysłem przekroczyć linię, którą się kiedyś samemu wyznaczyło. Ula ułatwiła mu zadanie, sama skróciła dystans. Teraz wystarczy złapać ją za ręce, przyciągnąć do siebie i …


Dziewczyna jest oszołomiona jego pocałunkami. Markowi podoba się to jeszcze bardziej niż przypuszczał. Chciałby więcej i więcej. Dotąd nie trzymał jej w taki sposób, nie dotykał, nie pozwalał sobie na śmiałe pieszczoty, teraz wreszcie może się nią nacieszyć. Ula szepcze, że nie mogą. Marek ucisza ją delikatnie. Mogą, właśnie teraz nareszcie mogą. Zdejmuje jej okulary, rozpina sweterek. Przyzwyczajenie bierze górę, pragnie jej tak bardzo, że zapomina, że Ula nie jest taka jak jego poprzednie dziewczyny. Zdecydowanie biurko nie jest miejscem dla niej. No ale w takiej sytuacji trudno logicznie myśleć. Miałby przestać ją całować, kiedy bardzo chce ją całować? Chyba zbyt dużo od niego wymaga… Patrzy jej głęboko w oczy, i po chwili znów ma ją w ramionach. Na kanapie będzie im wygodniej. Nagle słyszy stanowcze „nie”. Tego się nie spodziewał, sądził, że ona też tego chce, tak jak on.


Nie zdążą jeszcze ochłonąć, gdy do gabinetu wpadnie Violetta. Przyjdzie studiować stosunki. Gdyby nie przytomność Uli z pewnością by jej się to powiodło.


wtorek, 3 listopada 2009

Smerfetkowe opowiadanie cz.12

DLA MARKA… Nie poznawał tego pisma. Kto mógłby to napisać? Mama? Tata? Aleks? Paulina? Wystarczy otworzyć, rozedrzeć ten papier… To nic trudnego, to skąd ten strach? Otworzę…
Wyjął z koperty zapisane kartki. Ile ich było? Dwie? Trzy? Nie liczył. Zaczął czytać…

„ Marku,

Jeśli czytasz ten list i jesteś w tym domu z Ulą to znaczy, że mnie już nie ma miedzy Wami. Nie potrafiłem Ci tego powiedzieć przez tyle lat, więc spróbuje teraz. Wierz mi, dla mnie też nie jest to łatwe. Proszę Cię o jedno przeczytaj to do końca.
Pamiętasz jak bawiliśmy się razem. Trwało to tak krótko. Później zaczęliśmy się od siebie oddalać, i nawet nie wiem, kto zrobił pierwszy krok Ty czy ja? Nigdy nie wróciliśmy do początku. Nigdy, choć ja bardzo tego pragnąłem i chciałem. Teraz jest już za późno na powrót, ale nie na to żeby wszystko wyjaśnić. Nigdy Ci o tym nie mówiłem, ale wiedziałem o wszystkich Twoich romansach. Wiedziałem o Julii, Klaudii, Mirabeli, Domi i wielu innych kobietach, które Cię pokochały. Wiem również o Uli, o jej miłości do Ciebie. Tylko nie wiem czy Ty ją kochasz. Nigdy o tym nie wspominałeś. Czy komuś opowiadałeś o niej, o uczuciu, które Was połączyło? Jeśli tak, to cieszę się i gratuluję odwagi, której mi zabrakło kilka lat temu. Też miałem koło siebie taką kobietę jak Ula: mądrą, dobrą, z sercem na dłoni. Kobietę, które więcej dawała, niż otrzymywała, która się nie skarżyła, tylko cierpliwie wszystko znosiła i czekała. Czekała na tą odrobinę ciepła, czułości i miłości. I niestety nigdy nie otrzymała tego ode mnie. Żałuję, że nie mogłem jej tego dać. Ale Ty, Marku możesz to dać Uli. Masz to w sobie. Ula to wspaniała kobieta. Poznałem ją bliżej w parku w dzień Twojego ślubu z Pauliną. Nie było mnie na nim. Nie chciałem patrzeć jak przekreślasz swoją szansę na bycie szczęśliwym z inną kobietą. Już wtedy uświadomiłem sobie, jak wielką krzywdę Ci wyrządziłem. Wielokrotnie zarzucałem sobie, że to ja, że to przeze mnie zmarnujesz sobie życie. Teraz wiem, że mimo woli, bezwiednie popychałem Cię w ramiona innych kobiet. Być może sam Cię do tego nakłaniałem, bo wtedy, gdy byłeś z innymi, byłeś bardziej podobny do Marka z czasów zabaw. Lubiany, pewny siebie, przekonany, że świat należy tylko do niego. Tak było, ja to widziałem. Później trafiłeś pod skrzydła Uli, Twojego Anioła. To ona ratowała Cię z każdej opresji, była i jest przy Tobie nawet po tym, co jej zrobiłeś. Przekonałeś się, że tylko jej możesz zaufać, tak bezgranicznie. Była pierwszą kobietą oprócz matki, która wszystko chciała ofiarować Tobie, nie żądając niczego. Kochasz ją, to dobrze. Nie pozwól tylko, aby zabrakło Ci odwagi, tak jak mi kiedyś. Ten dom, w którym teraz jesteście, należał do mnie. Nikt o nim nie wiedział. Zapisałem go Uli, z myślą o tym, że kiedyś zamieszkacie w nim razem. Przykro mi, że tego nie zobaczę. Na koniec proszę Cię przeproś Alicję, to jej nie mogłem dać tej miłości. Helena o wszystkim wiedziała, a mimo to zgodziła się być ze mną, do końca. Pokochałem ją niedawno. To chyba jej miłość, upór, wytrwałość pozwoliły nam stworzyć dom i rodzinę dla Ciebie. Zaopiekuj się nią. Proszę Cię o jeszcze jedną rzecz. Porozmawiaj z Aleksem, wyjaśnijcie sobie wszystko, pogódźcie się. Nigdy Ci tego nie mówiłem, więc powiem teraz, choć wiem, że za późno. To Ty byłeś moim synem, to z Ciebie byłem dumny, nigdy się nie zawiodłem na Tobie. Kocham Cię Synku,
Tata.

P.S. Zostawiam Ci pierścionek. Należał do mojej babci. Wiem, że sobie poradzisz. Wierzę w Ciebie. Teraz mogę spokojnie odejść.”

Skończył czytać. Przeglądnął pozostałe kartki, wyglądały na testament. Data na końcu, sugerowała, że został sporządzony na kilka dni przed śmiercią. Na dnie leżał pierścionek, nie wyciągał go. Marek wziął głęboki oddech. Jeszcze raz spojrzał na list… Alicja…Miłość…Mama…Dom…Ula… To wszystko nie mieściło się mu w głowie. Nie mógł o tym myśleć. Dlaczego tato? Dlaczego okłamywałeś mnie, nas przez tyle lat? Co chciałeś przez to zyskać? Piszesz, że mama o wszystkim wiedziała, ale czy się z tym pogodziła? Nie zapytam jej o to, nie chcę jej sprawiać dodatkowego bólu. Byłeś dumny, kochałeś mnie, to dlaczego milczałeś? Przecież tak bardzo tego potrzebowałem, nawet jak dorosłem,? Tato…
Poczuł na swojej zimnej dłoni, ciepłą, kobiecą dłoń. To Ula, wciąż obecna, milcząca, rozumiejąca wszystko.
Nagle poczuł w sobie gniew, nie wiedział skąd się wziął i jak ma nad nim zapanować…
-Wiedziałaś o wszystkim, o jego chorobie?! Dlaczego mi nie powiedziałaś?! Dlaczego?!- Zerwał się z kanapy, patrząc chłodno na dziewczynę. Przestraszyła się go.
- Twój tata prosił, abym ci nic nie mówiła. Sam niedawno powiedział twojej mamie.- Wyjaśniła.
- Mogłaś mi powiedzieć. Nie zasłaniaj się tatą. Jego już tu nie ma. To była twoja zemsta. W ten sposób chciałaś się odegrać za to, co ci zrobiłem, tak?- Zapytał. Nie czekając na odpowiedź. Ubrał płaszcz. Gdy był przy drzwiach, krzyknął:
-Udało ci się. Dzięki tobie, nie zdążyłem się z nim pożegnać. Trudno, a teraz powiem to samo, co ty mi kiedyś. Leć, płyń, narzeczony czeka. Nie próbuj nic mi wyjaśniać, tłumaczyć, widziałem Was w parku. Ula, rzeczywiście nas nigdy nie było…- Usłyszała trzaśnięcie drzwi. Została sama. Czy tak miało być już zawsze?
-Marek! Marek! Zaczekaj!- Wybiegła…

poniedziałek, 2 listopada 2009

"Wybacz mi..." cz.12 wg Małgośki

Mijały dzień za dniem a miłość kwitła jak majowe kwiecie.W pracy przy współpracownikach nie okazywali sobie uczuć, ale kiedy zostawali choćby na chwilę sami powietrze skrzyło pragnieniami i pożądaniem.Ula stała się otwarta a jej skromność zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wiedziała jak bardzo działa na Marka i korzystała z tego ile się tylko dało.Uwodziła go spojrzeniami, delikatnym muśnięciem dłoni.Kiedy pewnego razu ugryzła go leciutko w kark kubek z kawą wyładował na jego spodniach i Ula miała nie lada ubaw widząc jego panikę. Bawiło jego przerażenie, gdy posuwała się coraz bardziej w swoich pieszczotach, on bał się niespodziewanego gościa.

-Ula...-Błagał-ktoś może wejść i nas zobaczyć

-Wstydzisz się mnie?- Drażniła go

-Nie kochanie, ale ja jestem tylko słabym mężczyzną i nie wiem jak jeszcze długo będę w stanie powstrzymywać się by nie kochać się z tobą na tej kanapie

-Pragniesz mnie?-Mówiła cichym niskim głosem, prawie szeptała

Patrzył spanikowanym wzrokiem jak Ula zbliża się wolno do niego

-Ula nie rób tego, bo pożałujesz!-Ostrzegał

-Pragniesz mnie?-Zaczęła rozpinać guziki jego koszuli

Złapał ja za ręce

-Ula ostrzegam po raz ostatni!

Nie powstrzymało to jej jednak, usta muskały delikatnymi pocałunkami jego brodę

-Sama tego chciałaś!-Wysyczał

Wpił się w jej usta, uniósł ją niosąc na kanapę. Nie umiał się opanować doprowadzała go do szaleństwa!

Kochali się na kanapie zapominając o tym gdzie są. Nienasyceni i szaleni a miłość dawała im dopełnienie. Fala namiętności osiągnęła maksimum. Marek zamknął jej usta swymi by nikt nie usłyszał krzyku Uli.Kiedy juz ochłonęli odrobinę i doprowadzili się, jako tako do normalnego wyglądu usłyszeli pukanie.Marek zamarł a jego oczy były przerażone

-Proszę-powiedział to bardzo dziwnym głosem

Do gabinetu wszedł Krzysztof spojrzał na nich oboje i uśmiechnął się, wiedział co tu zaszło.Ula miała jeszcze włosy w nieładzie jej twarz płonęła a usta były nabrzmiałe od pocałunków. Marek miał rozbiegany wzrok, krzywo zapiętą koszulę i ślad pazurków Uli na szyi.

-Ja tylko na chwilę synu wpadłem tu po raport z zeszłego miesiąca by coś jeszcze przejrzeć i z zaproszeniem od Heleny na kolację.Zaprasza was oboje dziś na 19, jest przejęta waszymi zaręczynami- uśmiechał się przy tym serdecznie

-Dziękuję- Głos Uli był zawstydzony, to przez nią prawie złapano ich na gorącym uczynku. Zrozumiała, że Krzysztof wiedział, co tu przed chwilą wydarzyło się i jej twarz zapłonęła jeszcze silniejszym rumieńcem.

Krzysztof wyszedł a ona opadła bezsilna na kanapę.Spojrzała na Marka i zobaczyła, że ten chichocze w najlepsze.

-Z czego się śmiejesz?- Zapytała zła

-Zostałaś ukarana kochanie,a wyobrażasz sobie, co to by było gdyby ojciec wpadł tu pięć minut wcześniej?- Nie mógł opanować śmiechu

-Jesteś okropny czuję się teraz zawstydzona a ciebie to bawi!

Podszedł do niej i usiadł obok obejmując ramieniem

-Masz taka słodka minkę a te przerażone oczy sprawiają, że trudno mi się nie śmiać tym bardziej, że to właśnie ty doprowadziłaś do tej sytuacji. Ale...Było cudownie

Pocałował ja w szyję a ona zachichotała

-Tu mam łaskotki

-Masz taka delikatną skórę- zamruczał

-Nie zaczynaj... Może ktoś wejść!

-Taaak?...

-Tak i trzymaj te łapki przy sobie!Ide do siebie czas odrobinę popracować-pokazała mu język

-Po pracy podrzucę cię do domu a potem pojedziemy do rodziców

-Dobrze-posłała mu dłonią całusa

Kiedy drzwi sie za nią zamknęły Marek powiedział głośno

-A potem...Porwę cię kochanie i juz nie puszczę-Jego mina świadczyła jednoznacznie, jakie myśli chodzą mu po głowie.