Get your own Digital Clock

sobota, 6 marca 2010

Kartki z pamiętnika Ulci Cieplak...Dobrzańskiej :) - wg Iwci cz.4 "Luty"


poniedziałek

Dawno nie pisałam. Bycie w ciąży to dziwne uczucie. Czujesz jak coś w Tobie rośnie; zaczyna się poruszać:) takie nowe życie w Tobie. Cały czas się uśmiecham i o dziwo im jest mnie więcej tym bardziej się sobie podobam :) ...

Marek jest cudowny. Taki troskliwy, czuły opiekuńczy. Kocham chwilę spędzone z nim. "Teraz wiem, że dni są tylko po to; by do Marka wracać każdą nocą złotą" :)

Wiem, że Marek będzie cudownym ojcem. Jak patrzę jak przepada za nim Beatka. Jak się z nią bawi. Opiekuje się nią to wiem, że będzie cudownym ojcem. Oops moje maleństwo dało o sobie znać.

niedziela

Walentynki :) :) :) Święto zakochanych...; Marek :) Marek :) Marek :) To nasz dzień :)Bez firmy, bez kłopotów :) Mój i Marka :) Byliśmy z Markiem w Palmiarni; podobnie jak rok temu tylko inaczej :) Tym razem czułam, że on jest mój; tylko mój :) I że nikomu go nie oddam :) :) :)NIKOMU!!! :)

MAREK :) MAREK :) MAREK :) MAREK :) MAREK :) MAREK :) MAREK :)

poniedziałek

Praca. Jakże trudno jest wrócić do pracy, po tak wspaniałym dniu jaki był wczoraj. Tym bardziej, że w firmie szykowały się kłopoty. Nowa kolekcja po początkowym sukcesie nie sprzedaje się najlepiej, ale przynajmniej koszty produkcji nam się zwróciły. Mówiąc kłopoty mam na myśli szwalnie... Tak, tak szwalnie. Nowa sieć szwalni, która dopiero co rozpoczyna działalność na polskim rynku należy do Joanny i Patryka Turskich... Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że to jest ta Joanna. Była kochanka Marka, wtedy jeszcze narzeczonego Ardo (ostatnio złapałam się na tym, że tak myślę o Paulinie) :) Mam jakąś fobię; gdzie nie spojrzę widzę zdradę:) Niby ufam Markowi ale czy ufam jej.

Wygląda na normalną; fajną, szczęśliwą kobietę. Mającą męża, dziecko :) Po co miałaby niszczyć swoją rodzinę i naszą :) Bez sensu :) Maciek mówi, żebym wyluzowała i chyba ma rację:)

Jestem w piątym miesiącu ciąży - nie powinnam się denerwować. Cały czas sobie powtarzam: "Marek mnie kocha" "Marek mnie kocha" "Marek mnie kocha" ale co ja zrobię, że kurde blaszka jestem o niego zazdrosna...

Boje się też, że chce się mścić nie niszcząc rodziny a firmę ale może ja jestem przewrażliwiona. Przecież ja bym się nie chciała mścić na Marku nawet jakby wziął ten ślub z Pauliną; więc dlaczego ona miałaby się mścić :)Dlaczego?

Środa

Spotkałam się dzisiaj z Joasią. Sama do mnie zadzwoniła i poprosiła o spotkanie w prywatnej sprawie :) To bardzo sympatyczna osoba; w bliższym kontakcie nawet całkiem do rzeczy jak mawia Jasiek :) Powiedziała mi, że wie, że ja wiem i że nie chce mi wchodzić w paradę: "Marek bardzo mnie skrzywdził to prawda; ale uwierz, mi że to, że go znowu spotkałam wcale nie jest mi na rękę" Dziwne bo skoro nie chciała go spotkać to po co tutaj wracała? Podobno była w Niemczech i wróciła ze względu na syna. Chce z mężem, żeby wychowywał się w Polsce. Tylko po jakie licho ona mi to mówi? I co to w ogóle mnie obchodzi? Po co nawiązywała z nami współpracę? To się kupy nie trzyma...

Powiedziałam Markowi o spotkaniu; wkurzył się; ale to była dla mnie dziwna rozmowa; bardzo dziwna...

Jutro mam badanie USG; wreszcie dowiemy się czy syn czy córka? Imiona już zostały wybrane. Córka będzie nosić imię Maria; po mojej mamie :) Syn zaś Jakub; bo Kubuś bardzo nam się podoba :)

Czwartek

Będziemy mieć syna. Marek jest przeszczęśliwy ja też. Tylko oby był zdrowy. Od razu po wyjściu od lekarza zadzwoniłam do rodziców :) Tak do moich rodziców czyli taty i mamy, jak myślę już o Ali :) wiadomo mama to była mama i w takich chwilach chciałabym żeby żyła; nawet bardzo; cieszyłaby się bardzo ale jednocześnie się boje, pamiętam jak mama była w ciąży z Beatką i jak się cieszyliśmy; nic już Markowi nie mówię; bo musi być dobrze :) To sobie powtarzam jak zaczynam mieć złe myśli... Trzeba myśleć pozytywnie, żeby nie zwariować.

Ale nie dokończyłam myśli. Ala kazała nam przyjechać do Rysiowa :) Nie mieliśmy wyjścia i ku swojemu zdumieniu usłyszałam jak Betti mówi do Ali: "mamo". Nie tylko dla mnie Ala stała się mamą :) :) :)

Jaśka nie było. Jakaś impreza czy coś tam innego na tych studiach mieli i nie mógł być. Ale z Beatka mi zrelacjonowała, że i Jaś się świetnie z Alą dogaduje ale zakomunikował jej: "Nie licz, że będę mówił do Ciebie mamo" :) Ważne, że się wszystko ułożyło i tato jest szczęśliwy :) :) :) Ala chyba też :) :):) :) :):) :):)

Piątek

W firmie mały sajgon. Pshemko od rana wariuje, i ma depresję. Jak ma depresję to strach się bać :D

Powiedziałam Eli, że będę miała syna Kubusia :) Dała mi kawę, sałatkę, kanapki i wszystko co tylko zdrowego miała w bufecie. :) Powiedziała, że teraz to się muszę zdrowo odżywiać i nie ma zmiłuj ona tego dopilnuje. Fajnie mieć przyjaciół; bo choć uciążliwi to wiadomo, że chcą dobrze :)

Tego nie pisałam ale od czasu kiedy wyprowadziłam się z Rysiowa; zaczęłam żyć inaczej. Nie muszę martwić się, czy Beatka chce naleśniki czy kotlety mielone; nie martwię się, że Jasiek nie wraca z imprezy czy czegokolwiek tam innego. Marek mówi; że zaczynam żyć normalnie; ale ja uświadomiłam sobie, że jak pojawi się Kubuś; to wrócę do tego starego życia. Prania, sprzątania, podlewania kwiatków, przewijania pieluch; troszczenia się; będę odrabiać z Kubą matematykę, J już zapowiedziałam Markowi, że to będzie moja domena; jemu zostawiam tłumaczenie historii. Skrzywił się; powiedział, że on historii nigdy nie lubił. A ja mu na to: "Kochanie, to mam dla Ciebie smutną wiadomość. Będziesz musiał polubić" :D A i nigdy nie pozwolę, żeby z mojego dziecka drwiono i wyśmiewano się. Będę mu mówiła, żeby jak go kopną żeby oddawał dwa razy mocniej. W ogóle życie to dżungla, w której istnieje prawo silniejszego. Moi rodzice; tego mnie nie nauczyli i sporo musiałam wycierpieć, zanim to zrozumiałam, że "kto ma miękkie serce; musi mieć twardy tyłek".

Pamiętam początki mojej pracy w FD. Te szepty za plecami "Brzydula, Brzydula". Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nikt tego nie powiedział prosto w oczy. Tylko za plecami. Te upokorzenia. Wiedziałam o tym; ale wyrzucałam to z głowy. Dopiero jak znalazłam w biurku Marka prezenty "dla Brzyduli" uświadomiłam sobie, że tak naprawdę wszyscy się ze mnie śmieją. Ufałam w tej firmie tylko Ali...

A potem ta metamorfoza Pshemko i wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nawet Adam zaczął mnie podrywać. Zrozumiałam, że fałsz to domena tego świata. Wystarczy tylko założyć buty na obcasach, modną, krótką kieckę i od razu wszyscy zmieniają do Ciebie stosunek. Do dziś jest mi przykro ale ... co tam.

Najgorsze jest to, że z czasem ja też zaczęłam kłamać, rzekłabym jak z nut. Pamiętam jak Pshemko, w czasie przygotowań do FD Gusto; najpierw wyjechał, żeby storpedować naszą kalekcje a potem przekonany przez Marka wrócił. Ja byłam w takiej desperacji, że chciałam wykorzystać jego projekty bez zgody Pshemko. A jak Pshemko wrócił to mu skłamałam, że nie miałam zamiaru nawet tykać jego projektów Do dzisiaj Pshemko jest nieuświadomiony a ja ... to był mój pierwszy poważny raz. Nie jakieś tam kłamstewka. To było kłamstwo. Perfidne, świńskie kłamstwo. W międzyczasie oszukiwałam Piotra; dając mu nadzieje ... a tak naprawdę bardzo ale to bardzo kochałam Marka....W ogóle przez ostatnie półtora roku moje życie bardzo przyspieszyło. Jak na Rollcosterze.

Poniedziałek

Dzisiaj po pracy jedziemy z Elą i Alą do Izy J Jak ja dawno jej nie widziałam :) No i naszej kruszynki Przemka. Już nie mogę się doczekać :) :) :)

Iza przygotowała przyjęcie; tyle jedzenia dawno nie widzialam. Przemcio jest cudownym i taki podobny do Jurka, że się nie wyprze.

Chciałabym już być mamą

Wtorek

Spotkał się z nią tzn. Marek z Joaśką. Moje obawy się potwierdziły. Wrócił i po prostu zakomunikował, że się z nią spotkał. Po firmie krąży plotka, że ojcem syna Joaśki jest Marek.

Ala mówi, że to tylko plotki, żebym się nie przejmowała ale ja swoje wiem. Po co się z nią spotykał i jak wrócił to wyglądał jakby był na spotkaniu z duchem albo jakimś innym Avatarem. Od tamtego spotkania zachowuje się zupełnie inaczej jak nie moje Kochanie. Czuje, ba jestem pewna, że coś ukrywa. I podejrzewam, że jest to właśnie syn Joaśki.

Zawsze wiedziałam, że w życiu Marka było wiele kobiet; i obiecałam sobie, że nie będę zazdrosna o przeszłość ale co zrobić jak ta przeszłość wraca. Boję się, że go stracę. Tak irracjonalnie ale się boję.

Środa

godz. 9:45

Nie mogę, nie wytrzymam muszę z nim porozmawiać! Tylko jak. Zapytam się go wprost, czy Antek jest Twoim synem? Co Ci powiedziała Joaśka? Nie, nie tak nie mogę. Małżeństwo polega na zaufaniu. A ja co zachowuję się jak Paulina; która kazała mi śledzić Marka. Nie wytrzymam! Muszę z nim pogadać. Ale jak?

Godz. 13:00

Rozmawiałam z Markiem. Choć rozmową tego chyba nazwać nie można. Zadałam pytanie - Marek wybuchną złością. Teraz sama czuję się źle; bo po pierwsze, wychodzi na to, że Kuba ma już rodzeństwo a po drugie to z tą informacją wcale się dobrze nie czuje. Bo wychodzi na to, że Marek to świnia. A przynajmniej był świnią!

Teraz rozumiem co ona miała na myśli; mówiąc, że ponowne spotkanie Marka skomplikowało jej życie.

Jak się rozstali a raczej Paulina wyrzuciła ją z pracy. Aśka; po kilku dniach dowiedziała się, że jest w ciąży. Próbowała się skontaktować z Markiem; ale on nie odbierał od niej telefonów. Była parę razy pod firmą ale nie podeszła. Rodzice; przed którymi ukrywała romans z Markiem; strasznie się wkurzyli; jak dowiedzieli się, że jest w ciąży, Z rodzicami do tej pory nie utrzymuje kontaktów. Wyjechała do brata do Berlina. Najpierw pracowała na zmywaku. Urodziła syna a potem gdy poznała Patryka Turskiego; zdecydowali się założyć firmę. Miała doświadczenie w pracy z odzieżą więc założyli szwalnię!

Teraz jak firma zyskała markę w Niemczech postanowili wrócić do Polski i tutaj rozkręcić działalność tej firmy. Chcieli; żeby ich syn; bo Patryk uznał Antka za swojego syna; wychowywał się w Polsce. Paradoksalnie ją rozumiem. Powiedziała Markowi, że on nauczył ją oddzielać życie prywatne od zawodowego i żeby nie wtrącał się w życie jej rodziny. Powiedziała mu, że ojcem Antka tym prawdziwym a nie biologicznym jest Patryk; niezależnie od tego czyje DNA nosi Antek. I, że nigdy więcej nie da siebie skrzywdzić ani swojego dziecka. Ja ją paradoksalnie rozumiem.

Niby wiem, że Marek się zmienił; ale ... Ona go kochała; on się nią bawił tak jak mną. Wszystko to do mnie wróciło. Nie wiem; czuję się źle; na razie jestem w szoku i nie chce wierzyć w to, że tak postąpił Marek. Bez słowa wyjaśnienia - zwolnił ją i nie chciał z nią rozmawiać. Nie, nie to nie Marek.

Godz. 15 : 00

Kończę wcześniej i idę na samotny spacer po parku. Muszę pobyć sama ze sobą. Odpocząć od tego wszystkiego. Marek chciał iść ze mną ale ja muszę pobyć sama. Chyba wezmę urlop i pojadę do Rysiowa. Do Ali, taty do dzieciaków, dawno u nich nie byłam.

Godz. 21 : 00

Jestem w Rysiowie. Zostawiłam Markowi list. Napisałam, że kocham go bardzo ale chcę trochę pobyć z rodziną. Złapać dystans do tego wszystkiego. W pracy wzięłam urlop.

Ala mówi, że nie wiadomo czy Joaśka mówi prawdę; Mówi, że to zemsta; Zawsze była histeryczką. Niby dlaczego Ona miała by się mścić. Dlaczego? Ja chcę do mamy........ . W takich chwilach najbardziej mi jej brakuje. Ala jest cudowna, kochana, wspaniała ale co mama to mama. No nie...

Poza tym wszystkim to Marka bardzo, bardzo kocham a kocha się nie za coś a ponad wszystko.

Czwartek

Dzień zaczęłam od pierogów; oj dużo ich zrobiłam. Będziemy mieli na następnych kilka dni.

Pierogi, nie pomogły. Cały czas myślę o Marku, Joaśce i tym wszystkim... Marek cały czas dzwoni;

Ala z tatą i dzieciakami próbują mi pomóc. Ale ja chcę być sama..........

Piątek

Godz. 10:30

Wstaję; idę do kuchni zrobić sobie herbatę a tam ... MAREK. Przyjechał. Nie mógł być domu. Rozmowa był płaczliwa i łzawa. Bardzo emocjonalna. Zapytałam go wprost, czy wie, że Aśka go kochała. Czy wie, że ją skrzywdził i że to świństwo. Odpowiedział, że wie. Ja tez to wiem. Wiem, że go kocham i że żyć bez niego nie umiem. Ale zastanawiam się co by było, gdybym ja wtedy zaszła w ciążę. On też mnie przecież oszukiwał. To trudne się od tego odciąć bardzo trudne.

Marek powiedział, że nie pozwoli mi odejść. A ja mu, że go kocham nad życie i wcale nie chce od niego odchodzić. Jak on jest w pobliżu to nie umiem się na niego gniewać. Po prostu nie umiem :)

KOCHAM MARKA ZA TO, ŻE JEST;

ZA CAŁOKSZTAŁT,

ZA WSZYSTKO

:):) :)


Sobota

W Rysiowie. Już nie pamiętam rysiowskich ranków. Tutaj jest wszystko takie inne; cieplejsze, fajniejsze, tutaj są moje wspomnienia.

"Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny! Jak świat jest boży - tak on jest nasz własny!"

Teraz zrozumiałam jak bardzo brakuje mi dzieciaków tzn. Jaśka i Betti, taty ... I tego wszystkiego co jest związane z Rysiowem. Pogaduch z Maćkiem. Mojego pokoju, który teraz odziedziczył po mnie Jaś. Mój mały kochany braciszek :) :)Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tak bardzo tęsknie. W Rysiowie wiele, rzeczy wydaje się prostsze niż w Warszawie. Kocham ten świat. Mój świat :)

Godz. 18:30

Zaplanowaliśmy na dziś wieczór rodzinny spacer. Było wesoło, sympatycznie; jak za starych dobrych czasów. Tak rodzinnie. Bardzo mi tego brakowało.

Godz. 20 :00

Na chwilkę zapomniałam o kłopotach. O tej całej Joaśce i jej dziecku. O tym, że to, że tu jestem to tak naprawdę ucieczka. Ucieczka do tego mojego rysiowskiego schronienia do taty, dzieciaków, Ali....

Powrót do rzeczywistości nastąpi jutro.

Rozmawiałam z Jaśkiem. Fajnie jest mieć brata. Powiedział, że przed miłością nie da się uciec i że ja chyba to wiem najlepiej. Od kiedy on jest taki mądry... ale ma rację od tego nie ucieknę a Marka kocham. Wracam muszę... Nie, nie, nie muszę ale chcę. Jak bardzo się za nim stęskniłam.

Niedziela

Wróciłam do domu tzn. do Marka :) Był u niego Sebastian, który otworzył mi drzwi; jego mina była bezcenna ... Chyba się bał, że to Violka...."O Ulka!" - wydusił tylko. A ja: "Spodziewałeś się kogoś innego?"

Myślałam, że Marek mnie udusi ze szczęścia :) Ja wróciłam; bo bałam się, że go stracę. Stoję w takim rozkroku i naprawdę już sama nie wiem czego chce...

Jestem przy nadziei powinnam tryskać energią i humorem a ja się boję już nie tylko o siebie i dziecko ale także o Marka; że go stracę .... Z drugiej strony, zawsze wiedziałam, że Marek święty nie był; ale że coś takiego .... Kocham go chce z nim być a jednocześnie nie chce. To jakaś paranoja. Jak go nie ma to mi go brakuje; jak jest to już w ogóle. Masakra to mało powiedziane........Ale tak suma sumaru to obiecałam sobie, że nikomu nie dam zniszczyć mojego uczucia do Marka. Postaram się o tym nie myśleć.... tak będzie najlepiej :)


piątek, 5 marca 2010

Kartki z pamiętnika Ulci Cieplak...Dobrzańskiej :) - wg Iwci cz.3 "Grudzień"


Czwartek

Nasze pierwsze święta... Spędzamy je w Rysiowie.... Rodzice Marka dali się zaprosić do Rysiowa. Jest taka ciepła atmosfera. Dawno tak radosnych świąt w Rysiowie nie było. Od czasu kiedy umarła mama; święta spędzaliśmy w czwórkę ja, tata i dzieciaki. Cieszyliśmy się, że jesteśmy razem ale było jakoś tak smutno bo mamy nie było. Teraz jest z nami Ala. To dziwne ale ona chyba mogę zaryzykować takie stwierdzenie stała się naszą matką :) Między nami wytworzyła się taka emocjonalna więź inna od jakichkolwiek innych relacji. Mama to była mama; ale jestem pewna, że to ona tam gdzieś na górze wybrała Alę na matkę swoich dzieci:)

Po raz pierwszy od bardzo dawna czuć w tym domu taka bardzo pozytywną energię. To będą wyjątkowe święta. Wszak moje pierwsze jako Uli Dobrzańskiej :) :) :)

czwartek, 4 marca 2010

Kartki z pamiętnika Ulci Cieplak...Dobrzańskiej :) - wg Iwci cz.2 "Listopad"


Środa


Myślałam dzisiaj o mamie. Ostatnio coraz częściej o niej myślę. Czy wie jaka jestem szczęśliwa? Czy jest ze mnie dumna? Czy polubiła by Marka? Tato dalej podchodzi do niego z nieufnością, choć stara się tego nie okazywać. Mimo wszystko i za to wsparcie i akceptację jestem mu bardzo wdzięczna. Po pamiętnym pokazie powiedział mi: „Pamiętaj zawsze będę po Twojej stronie” to wsparcie ojca jest dla mnie bardzo ważne ale brakuje mi mamy. Ala jest cudowna, zawsze mogę na nią liczyć, ale mama to mama, na zawsze zostanie w moim sercu


Ostatnio przeglądałam zdjęcia wspominałam nasze zaręczyny i ślub... Tych dwóch dni mojego życia nigdy nie zapomnę; ... pamiętam jak dziś Marek zabrał mnie do Palmiarni. Czułam, że jest zdenerwowany, bardzo zdenerwowany. Mówi do mnie: „Pamiętasz, nasze pierwsze Walentynki tutaj.” Chciałam mu przerwać ale on położył rękę na mych ustach i powiedział: „Ciii”; „Wtedy pierwszy raz zrozumiałem, że jesteś zupełnie inna od otaczających mnie wówczas kobiet. I zaczynałem rozumieć, że nasza znajomość ma charakter zupełnie wyjątkowy. Tutaj zrozumiałem, że jesteś dla mnie kimś ważnym, Kimś bardzo Ważnym, najważniejszym na świecie i nic i nikt tego nie zmieni. Że Cię kocham zrozumiałem tamtego pięknego wieczoru nad Wisłą, Kochanie, ...” Marek udał się za krzaki i wyjął zza nich bukiet róż; jedną wyjął i otworzył, moim oczom ukazał się przepiękny pierścionek z brylantem kontynuując: „Wiem, że Cię zawiodłem, ale mam nadzieje, ze mi wybaczyłaś. Ja nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. I chcę, żebyś została moją żoną. Zgadzasz się?” . Nie umiałam wydusić z siebie słowa; ani jednego słowa. Stałam jak słup soli i patrzyłam się na niego jak wryta Poczym przytuliłam tak mocno do siebie, że biedak aż oddechu nie umiał złapać i powiedziałam tylko: Tak


A ślub, był piękny jak z bajki. Ciepły październikowy poranek. Tato od rana się już denerwował, Beatka była tak przejęta swoją rolą druhny, że od rana robiła próbę generalną co ma robić. Stoicki spokój zachowywał tylko Jasiek. W końcu widząc moje zdenerwowanie wypalił: „Nie martw się siostra; najpierw powtórzycie za księdzem formułkę a potem będzie zabawa”. Łatwiej mówić trudniej zrealizować.

Marek z Sebastianem przyjechali po mnie o czasie. Mój narzeczony miał na sobie czarny garnitur, białą koszulę i krawat. Przyjechaliśmy pod kościół, pięknym białym samochodem, który prowadził ... Sebastian. Trochę stresu było; szczególnie jak weszliśmy do zachrystii to wtedy było między nami takie napięcie, że tego nie da się opisać.

Stres minął jak usłyszałam pierwsze dźwięki marszu Mendelsona. Gdy sunęłam wraz z Markiem przez środek kościoła zerkalam na boki. Przed nami szła Beatka z obrączkami. Ja dyskretnie rozglądałam się na boki. Wszędzie byli nasi przyjaciele: Maciek z Anią, Violetta, Ela z Władkiem, Iza z Jurkiem, Adam Turek dacie wiarę, i nasza kochana rodzina tato, Jasiek z Kingą, Beatka, Ala i rodzice Marka, Helena i Krzysztof Dobrzańscy; wszyscy się na nas patrzyli i uśmiechali do nas.

Wzruszenie odebrało nam głos. Gdy Marek wypowiadał słowa przysięgi małżeńskiej zobaczyłam w jego oczach łzy, „Ja Marek” mówił drżącym głosem „biorę sobie Ciebie Urszulo za żonę i ślubuje Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci”. W jego słowach było tyle ciepła i miłości – czułam, że to nie są tylko słowa. Starałam się nie rozpłakać ale emocje wzięły górę i hlipiąc ze szczęścia powtarzałam za księdzem: „Ja Urszula biorę sobie Ciebie Marku za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy Święci” To był najpiękniejszy dzień mojego życia Nigdy go nie zapomnę

Jaka szkoda, że nie było ze mną mamy ...


Czas na powrót do rzeczywistości, jakże pięknej rzeczywistości Chyba będę mamą Marek jeszcze o niczym nie wie, powiem mu jak będę w 100 % pewna niczego nie chcę zapeszyć; ale już czuję się cudownie



Poniedziałek


No i jesteśmy w ciąży tzn. ja z Markiem Wreszcie wybrałam się na badania i ... bardzo się cieszę Gdy wracałam wstąpiłam do sklepu z ubrankami dziecięcymi wszystkie były piękne. Kupiłam białe robione na drutach butki takie same mama zrobiła Beatce jak była w ciąży. Potem ich nie zakładaliśmy Betti bo za bardzo bolało, za bardzo przypominały nam mamę; oddaliśmy je siostrze Maćka, która wówczas została mamą.

Kiedy wróciłam do domu, powiedziałam Markowi, że mam dla niego prezent. Najpierw dałam mu w pudełku zapakowane buciki. Gdy otworzył paczkę, zobaczyłam jego wzruszenie. Nie powiedział nic, tylko mnie przytulił ... tak mocno; bardzo, bardzo mocno Potem, wręczyłam Markowi kopertę i powiedziałam: „Skarbie to nasze dziecko” Przytulił mnie bardzo mocno, wziął na ręce i zaniósł do sypialni; po drodze szepnął mi na ucho: „Kocham Ciebie, Kocham Was najbardziej na świecie”



Wtorek


Od rana w firmie mamy mały sajgon. Aleksy i Paulina postanowili sprzedać swoje udziały Helena i Krzysztof są temu przeciwni, zwołali naradę rodzinną. Zjawiliśmy się my i oni. Tato powiedział, że musimy dojść jakoś do porozumienia, że to wszystko nie może się tak skończyć. Stwierdziłam, że ja i tak długo nie będę prezesem bo wybieram się na urlop, więc jeżeli to jest dla Febo jakiś problem to mogę ustąpić teraz Mina Febo była bezcenna są rzeczy, których jednak kupić nie można Rodzice byli zdziwieni a Marek wypalił: „Ula jest w ciąży. Będziemy mieli dziecko.” Nie mogli uwierzyć a potem to myślałam, że Helena mnie udusi. „Uważaj, żebys jej nie uszkodziła” - powiedział ze śmiechem Krzysztof. „Kochani tak się cieszę”. No to został się tato i dzieciaki, Jasiek się chyba domyśla, podobnie jak Ala; ale zrobię im niespodziankę. Zaprosiłam ich jutro na obiad.

Udziały w FD zeszły jednak na plan dalszy Febo jakoś szybko się ulotnili i ... dobrze kobiety w ciąży nie powinny się denerwować a jak ich widzę to źle mi się robi



Środa


Dostałam od Krzysztofa polecenie służbowe, że mam się udać na urlop no i w firmie już wszyscy wiedzą; chciałam powiedzieć dziewczynom osobiście ale się jakoś tak złożyło. Tatowie jak mówimy z Markiem o naszych ojcach, chodzą dumni jak paw Tylko ja tak się boję; ostatnio zapytałam Marka co czuje jako ojciec tego dziecka? Chyba źle mnie zrozumiał; miałam na myśli czy będzie je kochał jak coś się stanie; a on, że jest bardzo szczęśliwy mama tez była... A potem tato się załamał, Jasiek się załamał i zostałam sama z maleńką Beatką...Ciężko było, bardzo ciężko ale daliśmy radę teraz też dam radę i będzie wszystko dobrze ... musi być



Sobota



Dobrze jak nie za dobrze, a jak cudownie Wszystko będzie dobrze musi być Potrzebujemy pieniędzy, żeby odkupić udziały od Febo ... Z jednej strony to kłopot a z drugiej bardzo się cieszę Bo przyznam się szczerze ... trochę zazdrosna o Marka jestem Dostaje drgawek jak wiem, że Paula jest w pobliżu Marka Czy to normalne nie wiem Ostatnio niezawodna jak zawsze Violetta wypaliła mi, że Paulą nie ma co się przejmować ona już się tym zajmie Oho ... nie chcę nawet myśleć co z tego może wyniknąć i przykazałam jej, że ma zostawić Padlinę w spokoju ale co zrobi Viola tego nie wie nikt naprawdę nikt Ona jest nieobliczalna Kiedyś jej nie lubiłam, potem współczułam a teraz boje się jej ... naprawdę się jej boje

środa, 3 marca 2010

Kartki z pamiętnika Ulci Cieplak...Dobrzańskiej :) - wg Iwci cz.1 "Październik"

Czwartek

Hmm,..., tydzień po ślubie. Tydzień pełen miłości, namiętności i radości.

W podróż poślubną pojechaliśmy do SPA. Tego samego, do którego mój mąż (jak to ładnie brzmi) zabrał mnie w maju. To tutaj po raz pierwszy czułam się jak w raju. Zupełnie innym; magicznym świecie. Wtedy byłam Ula Cieplak teraz jestem Urszula Dobrzańska, żona Marka. Jakby mi ktoś powiedział to pół roku temu bym nie uwierzyła. Teraz moje mrzonki stały się rzeczywistością.

Boże ja nie mogę uwierzyć, że jestem tak bardzo szczęśliwa. Marek i Ula, Ula i Marek Dobrzańscy.

Piątek

Jak on mnie kocha. Dzisiaj na przykład; budzę się rano i jak gdyby nigdy nic pokój cały w słonecznikach. Nagle z otchłani słoneczników wyjawia się mój mąż i mówi „dzień dobry, kochanie”. To największe szczęście jakie może spotkać kobietę, zobaczyć rano uśmiechniętego, męża, który się tak pięknie, tak szczęśliwie uśmiecha i mówi: dzień dobry kochanie

Sobota

Powrót do rzeczywistości. Jak tylko przyjechaliśmy, wybiegła do nas Beatka. Chyba bardzo ale to bardzo polubiła Marka. Jak tylko Marek jest w Rysiowie nie odstępuje go na krok. Nie to żebym była zazdrosna ale ... jak tak się patrzę na Marka bawiącego się z Beatką to chciałabym mieć z Markiem dziecko. Co ja mówię dziecko ... gromadkę dzieci. Wierzę, wiem, że będzie wspaniałym ojcem. Absolutnie najlepszym na świecie i nic mojego zdania na ten temat nie zmieni. Kocham go i on kocha mnie, chcę mieć z nim dzieci. Jestem baaaaaaaaaaardzooooo szczęśliwa.

Poniedziałek

Pierwszy po urlopie dzień w pracy. Prrrr, ...pierwszy dzień zawsze trudny, na szczęście nie musiałam wstawać o 5:55, bo mieszkamy z Markiem na Siennej, 5 minut drogi do firmy.

Po raz pierwszy jako Urszula i Marek Dobrzańscy... Po raz pierwszy ja jako jego żona.

Tuż po wyjściu z windy niespodzianka. Przygotowali ją nasi przyjaciele. Wielki napis: Witamy państwa młodych, chóralne STO LAT i dwa wielkie przepiękne bukiety kwiatów. Popatrzyłam się na Marka on na mnie i się pocałowaliśmy. Od kawy z dziewczynami też nie mogłam się wymigać. Chciały wiedzieć wszystko dosłownie wszystko nawet to jak się układają moje relacje z Heleną. Dobre pytanie, sama chciałabym wiedzieć... Niby wszystko jest ok., ale ja czuję, że Helena wolałaby na moim miejscu widzieć Paulinę.

Ooo Paulina Febo, niestety wróciła z Włoch, nie obyło się bez „szczerych” gratulacji i życzenia „szczęścia” na nowej drodze życia. Paulina to Paulina trzeba ją jakoś przeżyć. Jak jakaś przykrość spotyka Cię cały czas, starasz się do niej przyzwyczaić, obśmiać, oswoić się z nią. Ja życzę Paulinie wszystkiego dobrego tylko, niech ona da nam wreszcie święty spokój.

Wtorek

Dzisiejszy dzień przywitał mnie SMS od Eli, że Iza urodziła syna, nadała mu imię Przemek, na cześć Wielkiego Mistrza, mama i synek czują się wyśmienicie, chłopak jest zdrowy i silny. Jak powiedziałam o tym Markowi odpowiedział, że też chciałby mieć ze mną dziecko „To się dobrze składa bo ja też” walnęłam bez chwili namysłu. Nie wiedziałam co czynię, uwierzcie nie wiedziałam. Nie powiem było fantastycznie, bo Marek jest fantastyczny, ale przez nasze bara-bara spóźniliśmy się do pracy. Pracujemy razem, Marek przeniósł się na stałe praktycznie, choć nieoficjalnie do mojego gabinetu. Ale chyba tak to można nazwać skoro wychodzi z niego bardzo rzadko.

Po pracy mieliśmy gości z Rysiowa. Z długich wakacji wrócili Jasiek z Kingą i przyjechali podzielić się wrażeniami. Przybyła z nimi oczywiście Betti by tato z Alą wreszcie zostali sami. Co tam się działo, śmieliśmy się cały wieczór. Było naprawdę wesoło. Jesteśmy szczęśliwą kochającą się rodziną. Potem dołączyli do nas jeszcze Sebastian z Violettą. I zabawa rozkręciła się na całego...

wtorek, 2 marca 2010

(Nie) dorosła miłość - opowiadanie Michaliny cz.3

Ola po dotarciu do Krakowa od razu udała się do swojego mieszkania, tzn. mieszkania, które dostała w prezencie od dziadków. Na początku miało być zabezpieczeniem dla wnuczki, przynoszącym jednocześnie dochody z wynajmu, ale gdy okazało się, że Aleksandra zamierza studiować w Krakowie stało się rozwiązaniem problemu mieszkaniowego. Właściwie Ola mogła by studiować w Warszawie i problem by nie istniał, ale dziewczyna tego nie chciała. Dlaczego? Chyba dlatego, ze czuła się osaczona, no ale zacznijmy od początku.

Aleksandra Dobrzańska była jedynaczką, ale nie była tylko jedyną córką Uli i Marka ale też jedyną wnuczką zarówno Krzysztofa i Heleny, jak i Józefa i można powiedzieć Ali. Była też pierwszą chrześnicą Jaśka i Beti. Każdy starał się jej na swój sposób udowodnić, jak bardzo ją kocha, co niestety bardzo często przytłaczało dziewczynę. Traktowali ją jak królewnę, zawsze dostawała to, co chciała, nigdy jej niczego nie brakowało. Ale jednocześnie przez z to, ze była dla nich całym światem, byli dla niej bardzo wymagający, szczególnie babcia Helena i dziadek Józef. To oni zawsze pytali o oceny, już od małego zastanawiali się nad studiami dla wnuczki, dodatkowymi zajęciami. Oczywiście zaakceptowali to, że Ola będzie studiować aktorstwo, ale dziewczyna wiedziała, że ich, a szczególnie Heleny to w pełni nie satysfakcjonuje, ona by pewnie wolała, aby wnuczka została sławną malarką, albo naukowcem. Aleksandra mimo że bardzo często odwiedzała dziadków, spędzała z nimi wiele czasu, nigdy nie mogła porozumieć się z seniorką Dobrzańską. Oczywiście na pozór wszystko wyglądało cudownie, ale z Heleną nigdy nie rozmawiał tak swobodnie jak z Alą, rzadko miały wspólny temat, czy w czymś się zgadzały, Oli zawsze wydawało się, że Helena chciałaby ją zmienić, często sugerowała, że Ola mogła by się inaczej ubrać, czytać inne książki, czy wybrać inne studia. Mimo to kobiety bardzo się kochały, tylko ciężko im było to okazać.

Fakt, że każdy chciał dobra Oli sprawił, ze wszyscy byli względem jej nadopiekuńczy, "chuchali i dmuchali", żeby jej się tylko nic nie stało, właśnie dlatego dziewczyna potrzebowała wytchnienia, którym miało być zamieszkanie w Krakowie.

Chyba najbardziej bratnią duszą dla Oli, (oczywiście z wyjątkiem rodziców, z którymi łączyły ją niezwykłe więzy) była Ala. Ala, która patrzyła na wszystko z boku, miała dużo dystansu i zawsze świetnie rozumiał Olę, chyba nie było rzeczy, z której dziewczyna by się jej nie zwierzyła. Ala nigdy jej nie potępiła, bo nigdy nie oceniał tego co Ola robiła, ona porostu była z nią, wspierała i pomagała rozwiązać każdy problem.



Sprawy z Maffinem poszły Aleksowi dość sprawnie, uzgodnili jego honorarium, termin pracy we Włoszech i inne organizacyjne niuanse.

Mimo, ze mężczyzna za raz po tej rozmowie miał wrócić do Mediolanu, Kraków tak bardzo go zauroczył, ze postanowił przedłużyć swój pobyt, miał nawet zamiar odnowić stare znajomości. Nie chciał się do tego przyznać, ale tęsknił za Polską, może nie za tą "warszawką", która kojarzyła mu się z tania podróbką wielkiego świata, ale za tym klimatem, który był w Krakowie, jazzowe knajpki, kafejki z porządną kawą, alternatywne wystawy, happeningi. Stwierdził, że już dawno nie miał urlopu, na który zasłużył, dlatego wieczorem zadzwonił do Pauliny, zdał sprowadzanie z rozmowy z Krasnodębskim i zapowiedział, że zostaje w Polsce na co najmniej 2 tygodnie. Kobieta była mocno zdziwiona:

-Aleks, mówisz poważnie? Chcesz spędzić urlop w Polsce?

-Tak. Bella wiem, że Cię to dziwi, ale postanowiłem, ze spotkam się ze starymi znajomymi, może wybiorę się na jakiś spektakl.

-Braciszku, a może byś odwiedził Helenę i Krzysztofa- niepewnie zapytała dziewczyna.

-Nie wiem, może. Paula odezwę się jeszcze, a tymczasem dobranoc Sorella, pozdrów Davide.

-Trzymaj się ciepło, ciao!!





Ola zdążyła już się zadomowić w Krakowie, czuła się tu swobodnie, co prawda tęskniła za rodzicami, dziadkami, znajomymi, ale to miasto pozwalało jej się rozwinąć, usamodzielnić. Oczywiście codziennie, ostatecznie co drugi dzień dzwoniła do mamy, która martwiła się o to, czy córka sama w wielkim mieście da sobie radę. Natomiast Marek nie rozmawiał z córką tak często, ale ich rozmowy zawsze były pełne humoru, dowcipu, poruszali wszelkie tematy. Ola nigdy nie miała przed ojcem tajemnic. To on zawsze wyczuwał jej nastroje, wiedział kiedy ma ochotę na rozmowę, a kiedy nie. Mieli bardzo podobne charaktery, dlatego często się kłócili, ale nigdy nie mieli tzw. "cichych dni", oboje nie umieli by tego wytrzymać, zawsze któreś z nich zaczynało rozmowę o bzdetach, a o kłótni nikt już nie pamiętał.

Ale wracając do studenckiego życia Oli. Pierwszy tydzień października minął jej bardzo szybko. Trochę się obawiała, w końcu nie znała nikogo na swoim roku, a poza tym nie była tutejsza. Jak się jednak okazało, nie ona jedna. Dostać się do szkoły aktorskiej to nie lada wyzwanie, dlatego ludzie z całej Polski próbują co roku w każdej ze szkół, dzięki czemu jej grupa była mieszanką studentów z całego kraju, oczywiście było parę "krakusów" jak mówiła Anuśka, dziewczyna, którą Ola niezwykłe polubiła.

Dziewczyna była żywiołowa, spontaniczna, miała 1000 pomysłów na minutę, ale jednocześnie była niezwykle wrażliwa i pełna uroku. Jej wygląd też był mieszanką wybuchową. Była wysoka i według niej samej dobrze zbudowana. Miała długie czarne włosy, które zawsze nosiła upięte w kok, co jeszcze bardziej eksponowało jej niebieskie oczy (niebieskie oczy i czarne włosy? Pomyślicie- niemożliwe, a jednak taki był właśnie urok Anuśki) i duże, wręcz ponętne usta, które zawsze malowała bezbarwnym błyszczykiem, a on jakby na przekór sprawiła, że były jeszcze piękniejsze. Jak łatwo się domyślić, co drugi chłopak na roku się w niej podkochiwał, ale każdy z nich wiedział , że może to być tylko miłość platoniczna, bowiem Anuśka na żadnego z nich nie zwracała uwagi, jej serce zajmował niejaki Michał, pilny student historii sztuki. To wszystko jednak nie przeszkadzało Anusi raczyć Olę pikantnymi komentarzami o kolegach, czy nawet profesorach.

-Do twarzy temu Michalskiemu z zarostem, nie?- pytała Anuśka.

-Może.- odparła od niechcenia Ola, kontynuując robienie notatek, ale koleżanka nie dawała za wygraną.

-Wiesz co, on jest taki męski, że gdyby nie mój Michał to mogłabym się w nim nawet zakochać.

-Przepraszam pani Anno, czy coś nie tak? Nie zgadza się pani z tym co mówię?- zabrzmiał głos Michalskiego.

-Skądże panie profesorze, ja popieram każdą pana teorię- słodko rzekła Anusia.

-A to się jeszcze okaże- odpowiedział profesor i szelmowsko się uśmiechnął.

poniedziałek, 1 marca 2010

W miejsce Jaska...wprowadza się SWB :) cz.13

Od pamiętnego spotkania z Pawłem Kubickim minęło trochę czasu. Ula zdołała ochłonąć – przestała się bać, denerwować. Zdawało się, że nawet zapomniała o tym trochę dziwnym, w gruncie rzeczy, epizodzie, który, jakby nie było, zarówno nią, jak i Markiem trochę potrząsnął. Oboje wynieśli z tego pewne spostrzeżenia. Ula, upewniła się, że może liczyć na bardzo wiele ze strony męża, że stoi za nią murem, nawet w sytuacji, gdy nie do końca akceptuje jej poczynania. Ufa jej, choć wiele go to pewnie kosztuje, gdy wypełnia go lęk, odzywa się zazdrość..
Marek uzmysłowił sobie, że piękna kobieta, choć może być obiektem zainteresowania, czy pożądania, wcale nie musi na nie odpowiadać. Taka właśnie jest jego żona, a on powinien to szanować i starać się jej nigdy nie zawieść. “Może powinienem nauczyć się puchnąć z dumy, gdy faceci nie mogą się powstrzymać, żeby się za nią nie obejrzeć, a nie gotować z zazdrości, bo przecież jest ze mną, przy mnie. To oni mogą mi zazdrościć.”
Było jednak coś, co nie dawało mu spokoju – kto chciał ich zniszczyć, kto aż tak źle im życzy, kto ma w sobie aż tyle nienawiści? Myślał o tym często i zawsze i tak wypadało na Paulinę. Stawały mu wtedy przed oczyma różne sceny z jej udziałem, jej słowa, kiedy powiedział, że zdradził, że jest Ula, że to nie żaden przelotny romans. “Zapłacisz za to wszystko, zapłacisz…” – on miał na myśli poniesienie kosztów związanych ze ślubem, do którego nie doszło i wydawało mu się, że ona też tylko o tym myślała. Od jakiegoś czasu, jednak, nie był już tego taki pewien. Po tym wszystkim poniosła przecież kolejną porażkę, kiedy posunęła się nawet do podstępu i kłamstw, chcąc pozbyć się Uli ze szpitala i z ich życia, a on, zamiast z nią do Włoch, pojechał na pokaz. Może teraz właśnie nadszedł czas zapłaty? Próbował podpytać mamę, czy znowu dzwoniła, ale okazało się, że nie. Helena też niewiele wiedziała, jak żyje, czy jest szczęśliwa.
Ula trochę bagatelizowała te jego obawy. Nie lubiła Pauliny, to fakt. Był czas, kiedy się jej bała, ale to przecież nie powód, żeby podejrzewać ją o takie intrygi. Z nimi jednak zawsze kojarzył się jej Aleks, ale w tym przypadku… Nie. To jednak do niego nie pasowało. Miałby prosić Paula o coś takiego? Więc kto? Pytanie przez cały czas pozostawało bez odpowiedzi. Tonęło w nawale codziennych spraw, ale czasem się pojawiało.
Z pięknej jesieni, mieniącej się odcieniami żółci, czerwieni, brązu, rudości, niewiele już pozostało. Po smutnych, deszczowych dniach, które odbierały energię, ten, który przywitał ich wesołymi promieniami słońca wpadającymi do sypialni był, jak piękny prezent. Przywracał chęć do życia, do pracy. Kiedy Marek się obudził, Uli już obok nie było. Musiała wstać przed chwilą – miejsce było jeszcze ciepłe, pachniało nią… Wtulił twarz w jej poduszkę i miał ochotę tak trwać.
- Wstawaj, śpiochu. Śniadanie na stole – pochyliła się nad nim czule.
Nie reagował.
- Marek. Nie udawaj, że śpisz..
Niespodziewanie pociągnął ją na łóżko. Roześmiała się :
- Co robisz, wariacie. Wstawaj, bo spóźnimy się do firmy, a dzisiaj, przecież wybieramy modelki do tego nowego katalogu..
- Pshemko wybierze.
- Nie, Pshemko wybierze, tylko ja też tam muszę być. Popatrz, jakie piękne słońce.
- Wstanę, jak mnie pocałujesz i mocno przytulisz.
- Nie, no jesteś gorszy niż Jasiek. On mnie przynajmniej nie szantażuje.
Spojrzała na jego szelmowski uśmieszek. Nadal. się nie ruszał. Cmoknęła go w policzek.
- Co to miało być? Tylko na tyle zasłużyłem? Pokażę ci, jak to się robi..
Energicznie przyciągnął ją do siebie i bardzo namiętnie pocałował, tuląc i wichrząc jej włosy. Broniła się, ale tak naprawdę, kochała w nim tę spontaniczność i odrobinę szaleństwa…
Dzwonek do drzwi, zapowiadający przyjście pani Marii, przywołał ich do rzeczywistości.

Weszła do sekretariatu i natychmiast rzuciła się jej w oczy naburmuszona mina Violi.
- Co jest? Pokłóciłyście się?
- My? Nie. Ale zobacz, jak ja wyglądam.
Ula nie wiedziała, o co chodzi.
- No jak, normalnie. Jak kobieta w ciąży.
- Normalnie. Normalnie. Jak ja , Ulka mogę wyglądać normalnie, kiedy całą noc nie spałam. Popatrz, jakie mam sińce pod oczami. I jak ja pójdę na te zdjęcia, co?
No tak – w katalogu, do którego dzisiaj będą robione zdjęcia, jedna część poświęcona będzie kolekcji dla przyszłych mam i Viola zdecydowała się pozować.
- Czemu nie spałaś? Źle się czułaś?
- Wiesz co? Ja nie wierzę lekarzowi, że to jest dziewczynka. To musi być chłopak. Dziewczynka nie miałaby siły, żeby tak kopać. No po prostu, cały brzuch mi skakał.
- No wiesz, jeśli dziecko odziedziczyło ekspresję po mamusi, to wcale się nie dziwię, że nie pozwala ci spać.
- Dziękuję ci bardzo. Naprawdę. Myślałam, że chociaż ty mnie zrozumiesz. I co ja teraz z tymi sińcami zrobię?
Ula, wchodząc do gabinetu pomyślała tylko, że Viola mogłaby już urodzić – wszyscy mieliby trochę oddechu.
Zamierzała iść sprawdzić, jak przygotowania do zdjęć, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Dość niedbale odpowiedziała “Proszę”, zajęta szukaniem komórki w przepastnej torbie. Spojrzała w kierunku drzwi i znieruchomiała. Stała w nich… Klaudia. “A ta tu czego? Znowu coś się będzie działo?”
Wymieniły uprzejme “dzień dobry”. Klaudia rozglądała się, nawet niezbyt dyskretnie, po bardzo dobrze znanym jej pomieszczeniu. Niewiele się zmieniło przez te lata – kanapa, biurko, regały – wszystko było na swoim miejscu. Przybyło tylko kwiatów i zniknęły z biurka samochodziki Marka… I najważniejsze – nie było w nim Marka, tylko jego żona. “Co za paradoks – pomyślała”.
Ula przyglądała się bez słowa temu, jak wodzi wzrokiem niemal po każdym centymetrze jej gabinetu.
Klaudia wyglądała inaczej, niż Ula ją zapamiętała. Wtedy, krzykliwa, prowokująca, pewna siebie, wyzywająca. Teraz, bez trudu dało się zauważyć widoczną już ciążę, co wprawiło Ulkę w niemałe zdumienie (Klaudia i ciąża, dziecko? A co z figurą? Wszystko się zmienia, nie ma co.), ale też nic nie pozostało z jej zadziorności i pewności siebie. Była zadbaną, elegancką przyszłą mamą. Z jej twarzy bił spokój, może nawet lekkie onieśmielenie.
- Słucham, o co chodzi – Ula przerwała w końcu to dziwne milczenie – Jeśli przyszłaś do Marka, to…
- Nie przyszłam do Marka. Dotarła do mnie wiadomość, że wybieracie modelki do katalogu, także do strojów dla przyszłych mam. Co prawdą, modelką nie jestem już od jakiegoś czasu, ale mamą będę niedługo i chciałam zapytać, czy mogę liczyć na jakieś fory przy wyborze.- roześmiała się – Wiem, wiem, nigdy się nie kochałyśmy, ale to już przecież przeszłość. Obu nam się udało w życiu, więc po co pamiętać o tamtym. Zmieniłaś się.
- Noo tak – Ulka zupełnie nie wiedziała, co o tym sądzić – Tylko wiesz, ja sama nie decyduję…
- Tak, tak – Pshemko. W dodatku pewnie wcale się nie zmienił, ale może miałabym jednak jakąś szansę? Zerwałam z tym zajęciem jakiś czas temu, ale bywa, że choć przez chwilę, mam ochotę przypomnieć sobie, jak to było, poczuć ten klimat.
Ula zupełnie nie wiedziała, jak zareagować. Czy chciała ją mieć tutaj chociaż przez chwilę? Niby się zmieniła, jej życie chyba też, skoro jest w ciąży, ale…
Klaudia, jakby czytała w jej myślach. Trochę ją to nawet rozbawiło – wiedziała przecież, że tak będzie.
- Ulka, coś sobie wyjaśnijmy, bo wcześniej się jakoś nie złożyło. Może wyda ci się to dziwne po tym, co kiedyś tutaj widziałaś, ale Marek od dawna mnie nie interesuje tak, jak i ja jego. Zresztą – mam swoje życie, swojego Michała i jeszcze kogoś, kto w ogóle się ze mną nie rozstaje – tu wymownie pogłaskała się po brzuchu. – Co do Marka, ostatni raz widziałam się z nim kilka lat temu. Wtedy jeszcze nie byliście razem. On bardzo cierpiał, żył jakby w innym wymiarze. Seba myślał, że pomoże mu spotkanie ze mną. Szczerze w to wątpiłam, ale spotkaliśmy się w trójkę w klubie. Potem pojechałam do niego, ale to już nie był ten facet, którego wcześniej znałam. Nie dotknął mnie nawet, nie pocałował, za to powiedział, że pierwszy raz w życiu naprawdę kocha – ciebie. Nigdy go takim nie widziałam i właśnie dlatego, nigdy nie uwierzę, że teraz też mógłby go interesować ktoś inny, niż ty.

Ulka uświadomiła sobie, że właśnie usłyszała od Klaudii dokładnie to samo, co kiedyś powiedział jej Marek. Jakoś trudno było jej wyobrazić sobie minę tamtej, kiedy usłyszała takie jednoznaczne wyznanie od kogoś, kogo przecież kochała, za kim szalała, ośmieszała się nawet. Spojrzała na nią. Widać było, że to, co przed chwilą powiedziała, nie wzbudzało w niej żadnych emocji – to był po prostu jasny i prosty przekaz, dotyczący pewnego zdarzenia z przeszłości.. Chyba nie spodziewała się tego po niej, ale zaskoczenie było miłe i sprawiło, że napięcie także opadło.
Zauważyła uśmiech na ustach Klaudii. Popatrzyła pytająco.
- Coś sobie przypomniałam – powiedziała.
- Tak?
- Jak kiedyś broniłaś Marka przede mną. Wiem, byłam potwornie głupia i zachowywałam się, jak skończona idiotka. Za to ty byłaś, jak lwica.
Uli też stanęły przed oczyma sceny, kiedy usiłowała za nogę wyciągnąć pól nagą i niezbyt trzeźwą Klaudię z gabinetu Marka, obniżanie temperatury, żeby zmusić ją do ubrania się, Włączenie alarmu przeciwpożarowego i całe zamieszanie z tym związane… Popatrzyły na siebie i obie wybuchły śmiechem. Drzwi nagle otworzyły się i do gabinetu wszedł Marek.
- Kochanie… Klaudia?? Co ty tu robisz?
Obie kobiety nadal. się śmiały. Nic z tego nie rozumiał. Ulka z Klaudią? Na jednej kanapie? Śmieją się? Był tak zaskoczony, że dopiero teraz zauważył odmienny stan Klaudii. Jego zdumienie było tak widoczne, że to rozbawiło je jeszcze bardziej.
- Co wam się stało? – zapytał wreszcie.
- Nic takiego. Wspominałyśmy dawne czasy, o których ściany tego gabinetu wiele mogłyby powiedzieć.
Chyba już wiedział, co mogła mieć na myśli Ulka i, mimo że ją to bawiło, sam poczuł się trochę niezręcznie.
- Klaudia chciałaby pozować do zdjęć w naszej kolekcji “dla mam”.
- Nooo… Widzę, że podstawowy warunek spełniasz – niespodziewanie zwrócił się do niej. – Chyba wiele się u ciebie zmieniło?
- Tak. Poukładałam swoje życie. Znalazłam miłość i wewnętrzny spokój.
- Wrócisz do modelingu?
- Nie. Chciałam tylko teraz. Ten raz…
- Jasne. Rozumiem. Widzę, że dogadałyście się już z Ulką w tym temacie.
- Niezupełnie. Jest jeszcze Pshemko, ale myślę, że go przekonam.
Okazało się, że udziałem Klaudii w sesji, bardziej od mistrza zdegustowana była … Violetta.
- No wiesz, Ulka? Jak mogłaś mi to zrobić?
- Co takiego Viola?
- Zgodziłaś się na Klaudię.
- A ty masz z tym jakiś problem? Przecież bierzesz udział w tej sesji.
- Ale to w ogóle nie o to chodzi.
- Tak? A o co?
- Nie udawaj Niemca.
- Greka.
- Co?
- Nie udawaj Greka, jeśli już. Nie udaję, Viola. Ani Niemca, ani Greka. W ogóle nie udaję. Po prostu, nie wiem, co masz na myśli.
- Już zapomniałaś, jak ona z Markiem… No wiesz.
- Właśnie dzisiaj sobie to przypomniałyśmy i nawet nas to rozbawiło.
Viola spojrzała niemal ze zgorszeniem.
- No nie patrz tak na mnie. To chyba lepsze, niż skakanie sobie do oczu, prawda?
- Ulka, ja cię nie rozumiem. Ciekawe, co Marek na to?
- Spytaj go. Ja myślę, że jest zadowolony.
Marek rzeczywiście był zadowolony. Zachowanie Uli wskazywało , że potrafiła przejść do porządku dziennego nad przeszłością, że mu ufała, choć musiał przyznać, że kiedy zobaczył Klaudię na tej kanapie, poczuł gorąco, z obawy, że jej pojawienie się zwiastuje kolejne kłopoty.

- Dziękuję, kochanie – pocałował ją w kark, gdy stawiała właśnie przed nim filiżankę z herbatą.
- Tak? A za co?
- Za twój zdrowy rozsądek, za mądrość, za to, jak potraktowałaś Klaudię… Powiem ci, że byłem w szoku, gdy was tak siedzące we dwie zobaczyłem.
- Ja też nie sądziłam, że tak się potoczy to spotkanie, ale… powiedziała mi że, gdy kiedyś przyszła cię “pocieszać” wyznałeś, że mnie kochasz. Nie wyobrażam sobie tej sceny, ani tego, jak akurat ona się poczuła.
- Nie wiem, jak się poczuła, ale wiem, jak zareagowała, bo tego się po niej nie spodziewałem. Wiesz, to było dziwne, ale ona pierwsza mi uwierzyła, nie dziwiła się, nie podejrzewała, że to chwilowe zauroczenie. Po prostu mi uwierzyła i naprawdę nie próbowała żadnych swoich sztuczek. Byłem jej za to bardzo wdzięczny.
- Tak, zmieniła się. Bardzo.
- Dobrze, że jej się też życie ułożyło.
Rozmowę przerwał im dzwonek telefonu. Helena. Było już dosyć późno, więc trochę to Marka zdziwiło. Po standardowych pytaniach o niego, Ulę, Jaśka, firmę powinna przejść do meritum i Marek zastanawiał się, o co może chodzić tym razem.
- Synku, dzwoniła Paulinka. Ze szpitala.
- A co się stało? – nawet nie próbował udawać, że go to zmartwiło.
- Miała wypadek. Jest połamana. Przez dwa dni była nieprzytomna.
- I zadzwoniła specjalnie, żeby ci o tym powiedzieć? Przecież sama mówiłaś, że od jakiegoś czasu prawie w ogóle się nie odzywała.
- No tak, ale to jednak nieszczęście.
- Skoro dzwoniła, to chyba już jej lepiej, prawda?
- Marek! Naprawdę musisz być taki obcesowy?
- A jaki mam być, mamo? Czego ode mnie oczekujesz?
- No właśnie. Ja wiem, jak to zabrzmi, ale może trzeba by tam do niej pojechać? Ona jest taka sama…
- Przecież jest Aleks, babcia, znajomi…
- Aleks ma firmę na głowie, czego można oczekiwać od babci, staruszki, a ze znajomymi, to wiesz, różnie bywa. Kiedy ty leżałeś w szpitalu przecież przy tobie była.
Marek aż się zatrząsł. Była, oczywiście, bo miała w tym konkretny cel. Bał się pomyśleć, co matka ma na myśli.
- Mamo, jeśli uważasz, że to konieczne, to leć tam, ale ja nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Poza tym, jesteś pewna, że ona naprawdę ten wypadek miała?
- Marek, no wiesz. Wszystko rozumiem, ale nie musisz być aż tak cyniczny.
- Nie jestem. Po prostu jej nie ufam. Jeszcze raz mówię,- uważasz, że powinnaś jechać, to jedź tam. Nie mogę ci przecież zabronić.
- Właściwie myślałam, że może polecielibyśmy oboje. Wiem, że może wiele wymagam, ale…
- NIE. Nie, mamo. Nawet nie kończ. Wymagasz za dużo. Przykro mi, ale nigdzie się nie wybieram. Nie czuję takiej potrzeby. W ogóle, zresztą, dziwię się, że coś takiego przyszło ci do głowy.
- Boisz się, że Ulka nie zrozumie?
- Nawet nie będę o to pytał, ani prosił. Po prostu, sam nie chcę i tyle.
- Ale nie denerwuj się. Zapytałam tylko, bo wiesz, jak nie lubię sama latać.
- Więc nie leć. Naprawdę myślę, że nie ma takiej potrzeby.
Mama chyba nie była zadowolona z jego stanowczej odmowy. Chciał już skończyć tę rozmowę, bo czuł, że jego zdenerwowanie sięga zenitu. Kiedy wreszcie się rozłączył nie mógł zapanować nad sobą. Przemierzał kuchnię wzdłuż i wszerz.
- Cholera. Nie wierzę. Naprawdę nie wierzę.
- Marek, co się stało? W co nie wierzysz? Uspokój się, proszę.
- Paulina zadzwoniła do mamy. Podobno miała wypadek, leży w szpitalu połamana, a mama wpadła na pomysł, żeby lecieć ją odwiedzić. Rozumiesz?
- Jaki wypadek?
- Nie wiem, bo nawet nie zapytałem. Zresztą, wiesz co? Podejrzewam, że nie było żadnego wypadku. Ona w tej swojej chorej głowie coś kombinuje.
- Chyba jednak przesadzasz. Dlaczego miałaby coś takiego wymyślać?
- Nie wiem, Ulka. Nie wiem, ale tak czuję. Może liczy na to, że po takiej wiadomości mama do niej poleci? Jak widzisz, nawet słusznie?
- No i co z tego? Marek, nie możesz mamie tego zabronić, bez względu na własne relacje z Pauliną.
- Nie zamierzam. Tylko ona boi się latać sama, więc nieśmiało zapytała, czy nie poleciałbym z nią i to już uznałem za przegięcie..
Ula poczuła niepokój. Czyżby to rzeczywiście była aż tak perfekcyjna gra Pauliny?
- Co ty na to?
- No jak, co ja na to? Jeśli mama ma ochotę naocznie sprawdzić, w jakim stanie jest Paula, to bardzo proszę, ale ja się nigdzie nie wybieram. Ona coś knuje, mówię ci. Tylko, jak się tego dowiedzieć? Jestem prawie pewien, że ta cała akcja z Paulem, to też była jej robota, a skoro się nie udała, to musiała wymyślić coś innego.
- Kochanie, przerażasz mnie. Czemu miałaby wymyślać takie intrygi? Co miałby dla niej załatwić ewentualny przyjazd twojej mamy? Przecież to się kupy nie trzyma.
- Nie do końca. Może właśnie liczyła na to, że mama będzie chciała namówić mnie na wspólną podróż, bo wie, że nie lubi latać sama?
- No dobrze. Przyjmijmy, że tak i co dalej? Będzie chciała cię uwieść na szpitalnym łóżku, w obecności twojej mamy? Marek, zastanów się.
- Co ty sugerujesz? Że powinienem lecieć?
- Nie. Chcę ci tylko powiedzieć, że trudno mi się dopatrzyć w tym jakiejś intrygi.
- Może wystarczyłby jej fakt, że przyleciałem, bo to oznaczałoby, że nadal. jest dla mnie ważna? No i ciebie by tym dotknęła… Pamiętasz, co powiedział Paul? Że ktoś nam źle życzy, że chce, żebyśmy cierpieli, chce między nami namieszać. Znasz jeszcze kogoś oprócz niej, kto chciałby to zrobić i miał powód? Bo ja nie.
- To jest jakaś paranoja. Wiem, że czuła się zraniona, skrzywdzona, porzucona ,ale kiedy to było, co? Przez tyle lat obmyślała zemstę?
- Nie wiem, Ulka. Nie wiem. Mama mówiła, że nadal. jest sama. Może wcześniej liczyła , że znajdzie kogoś i poukłada swoje życie, ale się nie udało, więc uznała, że to moja, nasza wina, bo gdyby nie to rozstanie, już nie musiałaby nikogo szukać? Układałaby tylko to nasze życie według swojego planu. Paula, to typ, który nie uwzględnia w swoim życiu porażek, nie zastanawia się nad ich przyczynami.
- Chyba tego nie rozumiem. Powinnam pewnie czuć się winna. Gdybym nie weszła między was…
- Proszę cię – nic nie mów. Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby stało się inaczej. Jak wyglądałoby moje życie, jaki miałoby sens? Może jej problem właśnie na tym polega, że nikt nie pokazał jej, czym jest prawdziwa miłość? Tak, jak ty mnie?
Posadził ją sobie na kolanach. Przytulił. Przez chwilę nic nie mówili.
- Miałem cholernie dużo szczęścia, że pewnego dnia pojawiłaś się w FD. Że ze mną rozmawiałaś, byłaś szczera, czasem do bólu. Że wierzyłaś we mnie nawet wtedy, kiedy sam nie widziałem nadziei ani szans. Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłem, ale znalazłem to, czego ona ciągle szuka. Tak bardzo cię kocham…
Objęła go za szyję i wtuliła się w ramię.
- Ale ty zdecydowałeś się walczyć, nawet ze sobą, żeby to “coś” znaleźć, zrozumieć, zdobyć. Paulina, chyba zawsze chciała tylko posiadać, przekonana o swojej doskonałości. Nie martw się. Jeśli to nawet jakaś intryga z jej strony, to i tak się nie uda. Dopóki mamy siebie i sobie ufamy, nic nam nie grozi.
- Popatrz, a mówią, że piękno nie idzie w parze z mądrością. Jesteś wyjątkiem, kochanie.
- Przeceniasz mnie. Też musiałam dojrzeć, coś w sobie zmienić, żeby zrozumieć i uwierzyć, że nie zawsze ktoś, kto ekscytował się gonieniem kolejnego króliczka, będzie to robił do końca życia.
- No fakt – mówią, że kiedy się już króliczka złapie, to zabawa skończona, ale dla mnie, o dziwo, dopiero się zaczęła.
Zamyślił się na chwilę.
- Wiesz co? A może takie staranie się, żeby było dobrze, żeby niczego nie stracić jest jakąś odmianą tej” zabawy” ? W każdym razie – złapałem króliczka i nie zamierzam wypuścić go ze swoich rąk. Co ty na to?
- Podoba mi się. A co z mamą? Pauliną?
- Nieważne. Nie teraz.
Wziął ją na ręce.
- Marek, co robisz?
- Zaraz zobaczysz – ruszył w kierunku sypialni.
Noc była cudowna, przebudzenie również, jednak uśpiona chwilowo myśl o matce, Paulinie i o tym, co się za tym wszystkim kryje, powróciła bardzo szybko.
Postanowił pogadać o tym z Sebą, kiedy jednak wszedł do niego, szybko zorientował się, że kumpel też ma problemy. Siedział jakiś zgaszony i beznamiętnie obracał kółko miniaturowego motocykla, który od zawsze stał na jego biurku.
- Widzę, że nie najlepiej trafiłem.
- Cześć Marek. Spokojnie, u mnie to ostatnio norma.
- Co tym razem?
- Klaudia.
- Klaudia? A co ty masz z nią wspólnego?
- Ja nic, ale od wczoraj słucham, jak Ulka mogła dopuścić Klaudię do zdjęć. Rozumiesz – Violka sobie wymarzyła, że będzie gwiazdą, a pozostałe, to tylko przypadkowe podróbki, amatorszczyzna.. Tymczasem jej blask został nadwyrężony przez nieprzespaną noc, a na dodatek jeszcze pojawiła się Klaudia właśnie. To tak z grubsza. Wiesz co? Nie chce mi się o tym gadać. Do rozwiązania pozostało jeszcze półtora miesiąca i czekam na to, jak na zbawienie. Mam nadzieję, że kiedy pojawi się dziecko ona trochę odpuści. Chyba ciągle się boi, że coś może się nie udać.
- No to faktycznie, chyba masz przerąbane, ale może to i racja, że jak już szczęśliwie urodzi, wszystko się zmieni.?
- Ciesz się, farciarzu, że nie wiesz, co to takie problemy.
- Cieszę się, ale za to mam inne.
- No to z czym przyszedłeś?
Opowiedział mu pokrótce o telefonie od matki i swoich podejrzeniach, co do Pauliny.
- Pojedziesz?
- Nie mam takiego zamiaru.
- Dlaczego sądzisz, że Paula to wszystko wymyśliła?
- Nie wiem. Bo to mi do niej pasuje? Bo tak czuję?
- Spróbuj to jakoś sprawdzić.
- Łatwo powiedzieć, tylko jak?
- Może jak mama pojedzie, to coś zauważy.
- Jeśli pojedzie. Też mam czasem tego dość – co jedno się wyprostuje, to już ze chwilę kolejna niespodzianka.
- Grzechy przeszłości się kłaniają – roześmiał się Seba.
- Najwyraźniej grzeszyłem z nieodpowiednimi osobami. Dobra, stary. Idę, bo muszę jeszcze zajrzeć do Ulki. Co ci mogę powiedzieć – wytrzymaj jeszcze te półtora miesiąca.
Spotkał Ulę na korytarzu, gdy wracała z księgowości.
- Słuchaj, może wpadlibyśmy dzisiaj do rodziców. Muszę się dowiedzieć, co w końcu mama postanowiła i uzmysłowić jej, że na pewno nie pojadę.
- Nie wiem. Może pojedź sam, bo Jasiek ma katar i chyba lepiej z nim nie wychodzić. Poza tym, mama pewnie będzie swobodniejsza, akurat w tym temacie, kiedy mnie przy tym nie będzie.
- Samemu specjalnie nie chce mi się jechać, ale pewnie masz rację. Muszę to jakoś załatwić, a wolałbym nie przez telefon.
- Marek, rozumiem. Przecież nie mam nic przeciwko temu.
- Wiem, kochanie. Wiem. Pojadę w takim razie zaraz po pracy.
Nie lubiła tej pory roku. Połowa listopada – już nie jesień a jeszcze nie zima, biorąc pod uwagę to, co działo się na dworze. Zacinał deszcz ze śniegiem. Jechało się potwornie i do tego te korki… Jasiek był trochę marudny. Nie miał temperatury, ale katar i tak mu przeszkadzał.
Układała z nim klocki, budowała jakieś gigantyczne wieże, które za chwilę z łoskotem rozsypywały się na podłodze. Myślała o Paulinie. Co zrobić, jeśli Helena jednak postanowi lecieć? Może Marek nie powinien zostawiać jej samej? Niby niczego się nie obawiała, ale jednak wolałaby, żeby tam nie leciał. Nie do niej. Nie wiedzieć dlaczego stanęły je przed oczyma sceny ze szpitala po wypadku Marka. A jeśli on ma rację, że to ona stoi za tą całą intrygą?
Z rozmyślań wyrwał ją powrót Marka. Popatrzyła na niego pytająco.
- Co ustaliliście?
- Przekonałem mamę, że nie ma potrzeby, żeby leciała do Włoch. Zresztą, tata mnie poparł.
- Tak łatwo się poddała?
- Wiesz, ona naprawdę boi się latać sama, a ja zdecydowanie odmówiłem.
- Nie miała o to pretensji?
- Nieee. Myślę, że mnie zrozumiała. Powiedziała, że będzie do niej dzwoniła i dowiadywała się o zdrowie.

***

Paulina była wściekła. Właśnie skończyła rozmawiać z Heleną. To nie tak miało być. Kiedy zadzwoniła, żeby powiedzieć jej o wypadku, specjalnie trochę wszystko podkoloryzowała. Prawda, że leżała w szpitalu po tym, jak zagapiła się przechodząc przez jezdnię i jakiś zwariowany taksówkarz ją potrącił. Miała jednak tylko kilka zadrapań i złamaną nogę. Wydawało się jej, że zna Helenę i na taką wiadomość, ta po prostu nie zostawi jej samej. Liczyła, że będzie chciała przekonać Marka, żeby przyjechał z nią, a on ulegnie matce i zgodzi się. Niewiele by tym zyskała, ale przynajmniej tamta byłaby wściekła. Może nie byłaby taka pewna siebie? Może można by było potem jeszcze to jakoś wykorzystać? Nie mogła przestać myśleć o tym od chwili, kiedy Paul powiedział jej, że nic nie wskórał, że to związek nie do ruszenia, że powinna ich zostawić w spokoju. Co za brednie. Nieudacznik, po prostu. A teraz jeszcze Helena – nie przyjedzie. Pyta o zdrowie, czy lepiej, czy nic jej nie grozi, obiecuje częściej dzwonić i to wszystko. Czuje wściekłość. A może bezsilność? Ma się z tym wszystkim po prostu pogodzić? Może powinna? Może tak będzie lepiej?

***

Kolejne tygodnie przyniosły zimę, przybliżyły Boże Narodzenie i dały trochę wytchnienia od różnych niespodzianek i nieprzewidzianych zbiegów okoliczności. Nawet Marek chyba już rzadziej zastanawiał się nad tym, komu tak bardzo zależało na tym, żeby ich małżeństwo zatrzęsło się w posadach.
- Wiesz co? Myślę sobie, że może wybralibyśmy się po świętach na jakiś tydzień w góry? Odetchnęlibyśmy trochę.
- Byłoby miło, ale sama nie wiem. Pakowanie rzeczy Jaśka na taki wyjazd mnie przerasta.
- Ja to zrobię i wtedy nie trzeba będzie nawet pożyczać samochodu od rodziców.
- O tak, tego jestem pewna. Tylko dziecko nie wyjdzie na dwór, bo nie będzie miało w czym.
- Będzie, będzie.. Ale dobrze – pogadamy o tym jeszcze.

Przy windzie spotkali Sebastiana. Był zdenerwowany. Okazało się, że poprzedniego wieczora Viola źle się poczuła, pojechali do lekarza, dostała skierowanie do szpitala, gdzie będzie musiała pozostać aż do rozwiązania.
- Stary, nie martw się na zapas. To chyba dobrze, że jest pod stałą opieką lekarską, nie?
- No dobrze, dobrze, ale i tak się boję. Jadę do niej na chwilę. Cześć.
Chcieli jeszcze powiedzieć, żeby ją pozdrowił, ale drzwi windy już się zamknęły.
- No to zostałam bez sekretarki. Ociągałam się z tym szukaniem zastępstwa, a teraz wszystko spadnie na Anię.
- Damy ogłoszenie do agencji i na pewno szybko się kogoś znajdzie.

Do gabinetu wpadł, jak bomba, rozentuzjazmowany Wojtek. Pani prezes aż podskoczyła na fotelu.
- Ulka – wołał od drzwi – nie uwierzysz, jak ci powiem.
- Daj mi szansę, może uwierzę. Tylko błagam, trochę ciszej.
- Na święta przyjedzie do mnie mama. Kumasz?
- Jak na razie, kumam.
- No. Dobra, co ci będę opowiadał. Zaprosiłem na wigilię ojca i…
- I?
- Zgodził się. Nie wierzyłem, ale się zgodził – Wojtek cieszył się, jak dziecko.
- To wspaniale. Będziesz miał rodzinną wigilię. Tak powinno być. Ale… zaraz. Mam nadzieję, że tym razem nie zrobiłeś im niespodzianki? Pshemko wie, że mama będzie?
- Nie, no jasne. Dwa dni się zastanawiał, że niby wiesz, taki nieugięty, ale czułem, że nie odmówi.
- Cieszę się. Naprawdę.
- A ja? Nawet nie masz pojęcia..
Wypadł równie szybko, jak wpadł.
Ula uśmiechnęła się do siebie :”No, no. Nawet Pshemko robi postępy”.
Oni w tym roku mieli spędzić wigilię u teściów. Oczywiście – ojciec z Alą, Beatką i Jaśkiem, który w końcu wrócił do kraju i na uczelnię – również. Tylko Kinga już na niego nie czekała i, tym razem nic nie zapowiadało powtórnego zejścia się tych dwojga.
Kiedyś obawiała się takich rodzinnych spotkań bo, choć wszyscy byli dla siebie mili, było to jednak zderzenie dwóch światów i trochę sztuczności wisiało w powietrzu. Jednak i to się zmieniło, zwłaszcza jeśli chodzi o relacje Krzysztofa i Józefa. Czy lody przełamywała słynna nalewka Józefa? Nie wiadomo, ale racząc się nią przy spotkaniach znajdowali wspólne tematy, najchętniej wracając do czasów młodości. Mieli dla siebie szacunek i coraz więcej sympatii.
W wigilię, zanim wyszli z pracy zadzwonił pół przytomny Seba, by podzielić się radosną nowiną, że właśnie został ojcem ślicznej Zuzanki.
- Niezły prezent pod choinkę, co? – roześmiał się Marek.
- O tak, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło.

Po Nowym Roku Ula przeglądała aplikacje, które nadeszły od chętnych na stanowisko sekretarki. Ala przeprowadziła wstępną selekcję i wybrane dokumenty przyniosła do przejrzenia Uli.
Siedziała nad tymi papierami i przypomniała sobie, jak sama przed kilku laty rozsyłała swoje CV do dziesiątków firm i, jak była szczęśliwa, kiedy, w końcu zadzwonił do niej Seba z wiadomością, że została przyjęta. Boże, to przecież nie było wieki temu, a jej życie zmieniło się diametralnie. Stanęła przy oknie, przebiegając w myślach miniony czas – gdyby ktoś wtedy powiedział jej : “Zrobisz tu karierę, dziewczyno, a Marek, do którego wzdychasz skrycie będzie największą miłością twojego życia i mężem”, uznałaby to za wyjątkowo kiepski żart. A jednak…
- O czym myślisz, kochanie? – Marek wszedł niezauważony, objął ją w pasie i wtulił twarz w jej włosy.
- Myślę… o pewnej Uli Cieplak, która kilka lat temu dostała tu pracę, jako sekretarka…
- No, pamiętam ją. Była trochę nieśmiała, ale profesjonalistka, zasadnicza. Świetna dziewczyna. Podobno zupełnie zawróciła w głowie swojemu szefowi. Zaraz, jak ona się teraz nazywa? Dobrzańska?
- Tak. Właśnie, Dobrzańska. Marek, kiedy to było?
- Wcale nie tak dawno, kochanie. Tylko ty masz zdolność do robienia błyskawicznej kariery. Co, masz kandydatki na stanowisko Violi?
- Właśnie przeglądałam aplikacje. Ala ma je umówić na spotkanie, bo Seba przecież na urlopie, pielęgnuje swoje damy.
Kandydatek było pięć. W zasadzie wszystkie dobrze przygotowane. Wybór nie był łatwy. Ula też nie mogą się zdecydować.. Jedna z nich trochę przypominała ją samą z przed lat. Też nosiła okulary, włosy wiązała w kucyk i ubierała się dość niestandardowo – nosiła długie, kwieciste spódnice, jak widać, bez względu na porę roku. Na imię miała Agata. Jej właśnie postanowiła dać szansę.
Ania przyjęła nową koleżankę za znaczącym uśmiechem. Pewnie jej też przypominała panią prezes z początków kariery w F&D.
Dziewczyna okazała się bardzo miła, pogodna i pracowita. Szybko okiełznała totalny chaos, zarówno w komputerze, na biurku oraz dokumentacji prowadzonej przez Violettę.
Jeszcze jedno zwróciło uwagę Uli – kiedy tylko na horyzoncie pojawiał się Marek, zerkała na niego zza okularów. Nie zawsze dyskretnie. Bardzo często, kiedy był u niej, wpadała nagle z jakąś niezwykle ważną sprawą. Najpierw ją to śmieszyło, potem zaczęło niepokoić, choć Marek zdawał się zupełnie nie zwracać na to uwagi.

Tymczasem, przyszli państwo Szymczykowie byli w ferworze przedślubnych przygotowań. Kiedy Maćkowi już wydawało się, że wszystko jest ustalone, dopięte, ostateczne, Ani wpadał do głowy kolejny pomysł na “udoskonalenie”.
- Mówię ci, Ulka – niech ten ślub się już odbędzie, bo za chwilę zwariuję. Nie ogarniam tego. Ona zachowuje się, jak nie ona.
- No wiesz, dla kobiety to zawsze jest szczególny dzień i chciałaby, żeby wszystko było perfekcyjne.
- A dla mnie nie? No proszę cię.
- Jasne, że tak, Maciek. Nie denerwuj się, jeszcze tylko dwa tygodnie. Wytrzymasz. Ania już pewnie zmieniła wszystko, co chciała. Będzie dobrze.

Mimo że marcowa pogoda lubi płatać niemiłe figle, sobotni ranek – słoneczny, piękny, zapowiadał, że tym razem chyba będzie inaczej i nowożeńcom będzie świeciło słońce.. Jasiek, po śniadaniu został odtransportowany do dziadków Dobrzańskich. Radość z tego powodu była obopólna – on uwielbiał być w centrum zainteresowania, co tutaj miał w pełni zagwarantowane. Oni – bo kochali swojego wnuka nieprzytomnie.
Ula biegała, jak w ukropie – fryzjer, kosmetyczka, kwiaty… nie. Kwiaty zleci Markowi.
Oboje zostali poproszeni na świadków tego uroczystego wydarzenia.
Państwo młodzi nie przewidywali hucznego wesela, lecz raczej kameralne przyjęcie, co nie przeszkodziło zgromadzić się licznej grupie znajomych z F&D w kościele u Sióstr Wizytek na Krakowskim Przedmieściu.

Państwo młodzi udali się w podróż poślubną i teraz w sekretariacie niepodzielnie panowała Agata. Z pracą radziła sobie beż zarzutu, ale Ula jakoś nie do końca umiała ją polubić. Chyba zresztą, z wzajemnością.
Wychodziła właśnie do bufetu, kiedy zauważyła stojących na korytarzu Agatę i Marka. On coś jej tłumaczył, ona patrzyła na niego, jak zahipnotyzowana. Poczuła lekkie ukłucie w okolicy serca. Co jest? Rozmawiają przecież tylko. Podeszła. Zupełnie odruchowo wsunęła rękę pod ramię Marka, jakby chcąc zaznaczyć swoją przynależność do niego.. Mogła przysiąc, że dziewczyna rzuciła jej nieprzyjazne spojrzenie.
- Coś się stało? Jakiś problem?
- Nic ważnego, kochanie. Agata miała pewien problem ze sformułowaniem sprawozdania, ale mam nadzieję, że już wszystko jasne.
- Ze sprawozdaniem do ciebie? Agatko, przecież byłam obok. Mogłaś mnie zapytać – złapała się na tym, że zabrzmiało to trochę złośliwie.
- Będę pamiętała – dziewczyna lekko się zmieszała i szybko odeszła.

Marek odebrał pocztę z recepcji dopiero wracając z lunchu z Sebą. Przez cały czas wysłuchiwał “ochów” i “achów” na temat małej Zuzanki. Chyba nigdy nie widział go tak szczęśliwym. Violę, podobno, też te narodziny odmieniły. Po pamiętnych, dramatycznych chwilach, kiedy oboje obawiali się, że rodzicielskie szczęście nie będzie im dane, młoda mama, traktowała, niczym cud pojawienie się córeczki.
Przerzucał koperty. Jedna zainteresowała go szczególnie. Była zielona, zaadresowana na nich oboje i wysłana z Londynu. Rozpoznał pismo Julii. Czegóż ona mogła chcieć po tylu latach? Po jej pamiętnym, nagłym wyjeździe, czuł się współwinny jej utraconych nadziei na nowe otwarcie z Aleksem. Nie szukał z nią kontaktu. Ona z nim też nie, a tu nagle, proszę – list?
Otworzył kopertę. Wyjął ozdobną kartkę.
“Julia Sławińska i Aleksander Febo mają zaszczyt zawiadomić, że dnia 25 maja… o godz…. w katedrze Oliwskiej w Gdańsku zamierzają zawrzeć związek małżeński… “
Przeczytał jeszcze raz i jeszcze raz. Julia i Aleks? Jak do tego doszło? Gdzie się spotkali – ona w Londynie, on w Mediolanie…
Musiał o tym powiedzieć Ulce. Kiedy wszedł do sekretariatu, poprosił Agatę o dwie kawy do gabinetu. Był tak zaaferowany, że nawet nie zauważył rozmarzenia w oczach dziewczyny.
- Witaj, kochanie. Coś ci pokażę. Ale numer.
Położył przed nią ozdobny kartonik.
- I co ty na to?
- Nie wierzę. Wyglądało na to, że rozstali się na dobre, że nie ma żadnych szans na to, żeby kiedykolwiek mieli dążyć do spotkania.
- Może los za nich zdecydował i gdzieś się spotkali przypadkiem? W końcu, czasu było tyle, że wszystko mogło się zdarzyć. Przecież cztery, czy pięć lat minęło…
Agata weszła z kawą. Stawiając filiżankę przed Markiem, nie spuszczała z niego wzroku.
- A dlaczego ten ślub jest w Gdańsku?
- Bo Julia stamtąd pochodzi. Tam mieszkają jej rodzice. Pewnie tak chciała. Wiesz co, chyba do niej zadzwonię. Muszę się dowiedzieć, jak to się stało. W końcu ja też namieszałem w ich życiu.
Już wybierał jej numer, kiedy Ula coś zauważyła.
- Marek, poczekaj. Nie zauważyłeś? Przecież tu jest jeszcze list.
Czytali go oboje. Wszystko, a przynajmniej bardzo wiele wyjaśniał. Rzeczywiście, spotkali się z Aleksem przypadkiem, w Londynie na pokazie mody jakiejś znanej, francuskiej projektantki. Była tam zupełnie przypadkowo, zaproszona przez jakichś znajomych. Zobaczyła go, ale nie chciała się spotkać. Za bardzo bolały wspomnienia i ciągle jeszcze żywe uczucie. Ku jej zdumieniu, tym razem on wykonał pierwszy krok. Zmienił się. Żałował, że tak się z nią wtedy obszedł, ale za późno to zrozumiał. Myślał, że w końcu zdoła zabić w sobie uczucie do niej, dlatego nie szukał kontaktu, choć, kiedy jechał na ten pokaz miał nadzieję, że może jakimś cudem gdzieś ją spotka. Cud się zdarzył. Przegadali wiele godzin i postanowili dać sobie jeszcze jedną szansę. Siłę swojego uczucia sprawdzali przez dwa lata i oto teraz postanawiają się pobrać I jeszcze, na koniec zapewnienie, że Aleks wybaczył nie tylko jej tamtą chwilę słabości. Markowi również.
Oboje byli w szoku po przeczytaniu tego listu.
- Aleks musiał się bardzo zmienić, skoro potrafił wybaczyć. Chyba się tego po nim nie spodziewałem.
- Chyba nikt się już tego nie spodziewał, ale nie wiemy, co go do tego skłoniło. Nie wiemy, jak żył, jak żyje tam, we Włoszech. Może przeżył coś, o czym nie wiemy i to kazało mu parę spraw przewartościować. Mimo wszystko, cieszę się, że tak się stało . Okazuje się, że prawdziwa miłość zwyciężyła. I nawróciła nawet Aleksa.
- Wiesz co? Ja też się cieszę. Powiem więcej – chyba mi ulżyło. Żeby tak jeszcze Paulina… Ale pewnie za dużo wymagam.
- Zobaczysz, Paulinę też ktoś kiedyś jeszcze zmiękczy, rozmrozi.
- Chciałbym mieć twoją wiarę w ludzi…